11.07.2018

Katarzyna Kołczewska "Idealne życie"


Autor: Katarzyna Kołczewska
Tytuł: Idealne życie
Tytuł oryginału: Idealne życie
Tłumaczenie: nie dotyczy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 384

Ewa Rudnicka jest zdruzgotana samobójstwem swojej siostry bliźniaczki. Nie rozumie decyzji Elżbiety. Przecież miała tak udane życie! Kochający mąż, świetny syn, grono przyjaciół i znajomych, satysfakcjonująca praca, pieniądze... Nie to, co u niej, wiecznie borykającej się z problemami finansowymi nauczycielki, matki trójki dzieci z Sandomierza. Kobieta czuje, że koniecznie musi dowiedzieć się, co popchnęło zmarłą do tak dramatycznego kroku. W tym celu wyjeżdża do Warszawy, gdzie ta mieszkała. Na miejscu bohaterka odkrywa coraz to nowe fakty z życia krewnej...

Nie zawsze byłam fanką literatury z naszego podwórka. Ba, otwarcie przyznam, że kiedyś podchodziłam do niej jak do jeża, co zaczęło zmieniać się stosunkowo niedawno, bo nie więcej niż 4-5 lat temu. A Idealne życie, do którego wróciłam po latach, było jedną z pierwszych książek polskiego autora, która szczerze przypadła mi do gustu.

Katarzyna Kołczewska przedstawia czytelnikowi bardzo ważny i, wydaje mi się, ciągle aktualny problem: ocenianie innych przez pryzmat tego, co sami zaobserwujemy. Ten to ma dobrze, bo może pozwolić sobie na zagraniczne wakacje, tamten to jakaś patologia, bo kto to widział, żeby mieć tyle dzieci... Znacie to? Na pewno znacie. Na pewno też wiecie, że kiedy już wydarzy się jakaś tragedia, mamy przykrą tendencję do mówienia: Ale przecież to taka porządna rodzina!, Nic mu nie brakowało!. Najgorsze jest to, że gadamy tak nawet wtedy, kiedy wiemy, że było inaczej niż próbujemy wmówić - sobie lub otoczeniu.

Lektura Idealnego życia to nic innego, jak zetknięcie się z taką sytuacją, jak opisana powyżej - tylko że na papierze. Oto kobieta, o której najbliżsi byli przekonani, że jej życie jest usłane różami, zabija się. Czy przed śmiercią próbowała się poskarżyć, że jej źle? Owszem! Tylko co z tego? Przecież przesadza, a są na świecie ludzie, których los pokarał o wiele bardziej...

Ewa, główna bohaterka tej powieści, wywoływała u mnie sprzeczne uczucia. Od pierwszych stron wydawała mi się krzykliwym, marudzącym człowiekiem, niepotrafiącym sobie poradzić z tym, jak potoczyło się jego życie. Z czasem - gdy próbowała rozwikłać zagadkę samobójczej śmierci siostry - coraz bardziej zaczynałam jej mimo wszystko współczuć. Jasne, że mogła obudzić się wcześniej, pogadać z bliźniaczką na poważnie, spróbować zobaczyć więcej niż tylko pozory. No pewnie, że powinna być w stanie dostrzec coś więcej niż czubek własnego nosa i swoje problemy. Jednak niech kamieniem rzucą ci z nas, którzy nigdy w życiu nikogo nie zawiedli - nie kierowali się stereotypami, nie mieli ważniejszych spraw na głowie. Nie wszyscy ocknęliśmy się wtedy, kiedy było już za późno, nie każdy z nas musiał mierzyć się z przykrymi konsekwencjami swojego zaniedbania. Wykreowanej przez Kołczewską bohaterce się to zdarzyło, a ja, mimo wszystko, nie potrafiłam jej obwiniać czy stwierdzić, że ma, na co zasłużyła. Być może jestem zbyt empatyczna, a być może mam rację, twierdząc, że na śmierć osoby bliskiej nie zasługuje nikt, obojętnie jakie błędy popełnia w relacjach z tą osobą.

Kołczewska z ogromną precyzją nakreśliła w swojej książce obraz ułamka społeczeństwa, na które składają się ludzie nieumiejący zadbać o siebie nawzajem. Przecież łatwiej jest odwrócić wzrok, wyrzucić kogoś z towarzystwa, niż po zauważeniu problemu spróbować go rozwiązać. Przecież interesy są ważniejsze niż śmierć jakiejś tam pracownicy...

Idealne życie to poruszająca opowieść o tym, jak bardzo ważne jest, byśmy zwracali uwagę na drugiego człowieka. Nie po to, żeby go obgadać, nie po to, żeby przykleić mu kolejną łatkę - po to, byśmy mogli w razie potrzeby stanąć za nim murem i w krytycznej sytuacji wyciągnąć do niego pomocną dłoń. Wreszcie: po to, byśmy sami mieli poczucie, że jest obok ktoś, kto pomoże nam w trudnych chwilach. Bo jeśli będziemy odwracać się do siebie plecami, może dojść do dramatu, którego skutki będą nieodwracalne, tak jak niezbywalne staną się wyrzuty sumienia.

06.07.2018

Lisa See "Herbaciana dziewczyna"


Autor: Lisa See
Tytuł: Herbaciana dziewczyna
Tytuł oryginału: The Tea Girl of Hummingbird Lane
Tłumaczenie: Joanna Hryniewska
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 415

Li-yan wraz z rodziną zamieszkuje odległą wioskę w prowincji Yunnan. Ich życie podporządkowane jest porom roku, tradycjom i uprawie herbaty. Kiedy dziewczyna rodzi nieślubne dziecko, postanawia sprzeciwić się zasadom, w których się wychowała. Żeby ratować córkę, otula ją kocykiem, w którym ukrywa płytkę herbaty i porzuca niemowlę w najbliższym mieście. Chociaż zdaje sobie sprawę ze słuszności tego, co zrobiła, nie może się pogodzić się z utratą maleństwa...

Zdarza Wam się czasem sięgnąć po książkę tylko dlatego, że spodobała Wam się jej okładka? Mnie tak - właśnie z tego powodu wypożyczyłam niedawno Herbacianą dziewczynę.

Nigdy wcześniej nie przejawiałam zainteresowania kulturą Chin. Co nieco może i wiedziałam, ale nie czułam potrzeby zgłębiania tego tematu. Obawiałam się, że Herbaciana dziewczyna będzie dla mnie zbyt trudną lub nużącą lekturą. Na szczęście jednak okazało się, że nic bardziej mylnego.

Lisa See, amerykańska autorka z chińskimi korzeniami, zabiera czytelników w podróż do Chin. W niezwykle malowniczy sposób prezentuje ona obyczaje obcej dla nas mniejszości etnicznej. Te z kolei dzielą się na dwie grupy: zwyczajnie dziwne, niezrozumiałe i budzące przerażenie. Wszystkie bez wyjątku są natomiast pasjonujące, może właśnie dlatego, że takie egzotyczne.

Postać Li-yan z powodzeniem można określić mianem buntowniczki, a nawet czarnej owcy nie tyle w rodzinie, co w całej wiosce. Oto bowiem dziewczyna, która przez długi czas nie znała innego życia, nie słyszała o innych modelach postępowania, w pewnym momencie mówi stop i, zamiast zrobić to, co nakazuje jej tradycja, czyni coś dokładnie odwrotnego. 
Ta młoda kobieta, choć wychowana daleko i wbrew standardom, które znamy i cenimy, jest czytelnikom bliska. Sympatia, która rodzi się do bohaterki w miarę poznawania całej historii, daje się wytłumaczyć bardzo łatwo. Jej bunt, niechęć do hołdowania złym obrządkom wynika przecież z emocji i motywacji, które rozumiemy bez trudu. Bo która matka świadomie pozwoliłaby na skrzywdzenie swojego dziecka? 

Czy jest coś, do czego można się przyczepić w tej powieści? Tak. Wiemy, że córka Li-yan miała szczęście i trafiła do dobrej rodziny, że była kochana. Mnie nie wystarczały jednak takie informacje, a nie mogłam liczyć na wiele więcej. Razi mnie takie zepchnięcie na boczny tor tej postaci, tym bardziej, że o jej matce jesteśmy w stanie dowiedzieć się bardzo dużo, w dodatku z pierwszej ręki, od niej samej. A co z Haley? Wątki jej poświęcone miewały często jedynie po 10 stron i to nie ona opowiadała nam o sobie. Szkoda, bo to naprawdę jedyna wada tej powieści!

Herbaciana dziewczyna to wciągająca bez reszty, oddziałująca na zmysły opowieść o innym, dalekim nam świecie. Ba, powiedziałabym nawet, że jest to istna kopalnia wiedzy o ludzie Akha. Powieść See to także piękna historia miłości, która bywa silniejsza i ważniejsza od wszystkiego, co zna człowiek.

01.07.2018

Podsumowanie czerwca 2018 i plany na lipiec


Dzień dobry w niedzielę!

Jak ten czas leci! Dopiero co planowałam urządzić swój blogowo-książkowy zakątek, a od tej chwili minęły już prawie 3 tygodnie!

Pierwszy dzień miesiąca to idealny moment na podsumowanie. Co się działo w czerwcu? Ile książek przeczytałam, która zdobyła moje serce, a która mnie zawiodła? Jakie mam plany na lipiec? O tym wszystkim przeczytacie w dzisiejszym wpisie. Nie przedłużając już, przechodzę do konkretów...

TAK BYŁO W CZERWCU...

W czerwcu udało mi się przeczytać 7 książek (w tym aż 5 od momentu założenia bloga). Ich tytuły to:

1. Mansfield Park Jane Austen;
2. Świadek oskarżenia Agathy Christie;
3. Północ i Południe Elizabeth Gaskell (recenzja);
4. Śmiertelna klątwa Agathy Christie (recenzja);
5. Błoto Hillary Jordan (recenzja);
6. Małe kobietki Louisy May Alcott (recenzja);
7. Carrie Stephena Kinga (recenzja).

Najlepszą książką czerwca zostaje Błoto Hillary Jordan. To wstrząsająca, ale przepiękna historia przyjaźni trwającej pomimo sprzeciwu świata. Powieść ta doskonale obrazuje, jak ludzie poddają się stereotypom i bezmyślnie krzywdzą innych.

Największe rozczarowanie minionych tygodni to Śmiertelna klątwa Agathy Christie. Ten krótki zbiór opowiadań wcale nie jest zły. Mimo wszystko, biorąc pod uwagę inne przeczytane przeze mnie pozycje, właśnie on wypadł najbladziej. Jeśli mowa o Christie, zdecydowanie bardziej wolę jedną, konkretną historię.

Najczęściej czytanym przez Was wpisem jest recenzja Carrie Stephena Kinga.

Na Facebooku zebrały się już 63 osoby lubiące Internetową biblioteczkę i 66 osób, które profil obserwują.

A TAK BĘDZIE W LIPCU...

Nadchodzące tygodnie zapowiadają się bardzo obficie pod względem i lektur, i wpisów. W lipcu przeczytacie między innymi o:

1. Herbacianej dziewczynie Lisy See;
2. Emmie Jane Austen;
3. Przemianie Jodi Picoult;
4. Wyznaniach gejszy Arthura Goldena.

Ode mnie na dziś to tyle. Teraz Wasza kolej - w komentarzach podzielcie się ze mną, jak minął Wam czerwiec. Co Was zachwyciło, a co wkurzyło? Czy wiecie już, z jakimi książkami/innymi aktywnościami spędzicie pierwszy prawdziwie wakacyjny miesiąc? Nie mogę się doczekać, aż mi o tym opowiecie! :)

Podoba Wam się Internetowa biblioteczka? Chcecie być na bieżąco z tym, co tu się dzieje? Nie zapomnijcie polubić fanpage'a.