30.11.2018

Margaret Atwood "Opowieść Podręcznej"


Autor: Margaret Atwood
Tytuł: Opowieść Podręcznej
Tytuł oryginału: The Handmaid's Tale
Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska-Hanasz
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 347

Freda żyje w Republice Gileadu - miejscu skrajnie nieprzyjaznym dla kobiet. Płeć ta traktowana jest tu jak rzecz - dlatego zresztą mówi się o Podręcznych, będących dosłownie pod ręką, na zawołanie. Oprócz gotowości do spełniania rozkazów osób wyżej postawionych, Podręczne muszą przystosować się do rzeczywistości najeżonej wręcz zakazami. Im nie wolno już nawet czytać. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś istniał inny świat...

Wiecie, żyjemy w ciekawych czasach. Do niedawna jeszcze dało się zauważyć zaciekłą wojnę pomiędzy zwolennikami książek a tymi, którzy wolą telewizję. Dzisiaj coraz częściej wydaje mi się, że te dwa światy nie dość, że się przenikają, to jeszcze dość fajnie ze sobą współpracują. Zaobserwowałam to już przy okazji premiery Serii Niefortunnych Zdarzeń na Netfliksie. Realizacja tego projektu przełożyła się na to, że w bibliotekach na cykl książek o tym samym tytule trzeba było robić rezerwację, inaczej trudno było je dostać. 
Ba, ja sama o istnieniu niektórych pozycji dowiadywałam się dopiero wtedy, kiedy natrafiłam na jej ekranizację. Czad, tak powinno być!

Pewnie już zgadliście, że przydarzyło mi się tak między innymi z Opowieścią Podręcznej. Nie dane mi było obejrzeć nawet jednego odcinka, ale wszyscy o tej produkcji mówili, wielu się zachwycało, więc trzeba było sprawdzić, o co ten cały szum. A że ja najpierw sięgam po książkę...

Dziewczyny i kobiety, czy wyobrażacie sobie świat, w którym nie możecie o sobie decydować? W którym inni ludzie nie widzą w Was istot żywych, dla których jesteście przedmiotem? I od razu mówię: odłóżmy na chwilę rozmowę o równouprawnieniu. Nie pytam tu o rywalizację o stanowisko między kobietą a mężczyzną, nie pytam o różnicę w zarobkach na tej samej posadzie. Pytam o coś dużo gorszego: o sytuację, w której nie mogłybyście swobodnie się wypowiedzieć, wybierać sobie garderoby, czytać czy nawet iść na spontaniczny spacer. O sytuację, w której o Waszej wartości decyduje to, czy możecie zajść w ciążę. Nie wyobrażacie sobie? Ja też nie mogłam. I dlatego lektura powieści Atwood tak mnie bolała.

Historia głównej bohaterki nie chwyta za serce. Nie wzbudza gorących uczuć - poza dezorientacją i przerażeniem, że można tak traktować żywego człowieka. Brak tu fajerwerków. Przeciwnie: słowa Fredy są nijakie, tak jak mdła jest egzystencja, która przypadła jej w udziale. Każdy dzień wygląda tak samo. Dokładnie rozdzielone obowiązki, stała obserwacja. Do tego ciągle towarzyszący Podręcznym lęk o to, że ktoś posądzi je o zdradę. Lęk, który jest tak silny, tak obezwładniający, że najlepiej jest zapomnieć na tych kilka godzin, że jest się istotą z krwi i kości. Robić to, co zrobić trzeba, automatycznie, bez zastanowienia. Bo od myślenia, od refleksji i cichego buntu jest noc. Noc, podczas której można robić wszystko, dopóki zachowuje się cicho i leży w łóżku.

Sama Freda zaś jest bohaterką tajemniczą. Kobietą, która przystosowała się do tego, co zgotował jej los, dokładnie tak, jak zostało to wspomniane wyżej. Szukanie wrażeń? To nie dla niej, pozwala sobie co najwyżej na cicho wymieniane uwagi z dziewczyną, która towarzyszy jej w robieniu zakupów. Nie buntuje się. Nie płacze. Nie próbuje uciec. Nie planuje odnaleźć męża i córeczki - jedynie zastanawia się, czy jej bliscy w ogóle jeszcze żyją. Działa jak robot: wypełnia obowiązek po obowiązku, nie zabiera niepotrzebnie głosu. Ale to, że milczy, nie znaczy jeszcze, że akceptuje to, co ją spotyka. Kartka po kartce dowiadujemy się, że ta jej uległość jest jedynie sposobem na przetrwanie. Że dla własnego dobra emocje najlepiej zostawić na czas, kiedy gaśnie światło. Że nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy swoich krewnych, ale jeśli spróbuje postąpić naprzeciw narzuconym jej regułom, straci nawet to ulotne być może.

Nie jest to pozycja lekka. Nie będziecie się przy niej dobrze bawić. Jeśli szukacie opowieści, w której tempo wydarzeń jest zawrotne lub czegoś "do poduszki", wybierzcie co innego. Ale nie skreślajcie Opowieści Podręcznej całkowicie. Jeśli nie teraz, sięgnijcie po nią kiedy indziej. Bo warto. Warto, żeby móc wyrazić swoją opinię. Warto, żeby zobaczyć, do jakich dramatów może doprowadzić sprawowanie władzy. A wreszcie: warto, żeby przekonać się, czego tej drugiej osobie nie należy robić.

01.11.2018

Podsumowanie października 2018 i plany na listopad


Dzień dobry w czwartek!

A więc, moi drodzy, listopad. Najgorszy miesiąc roku. Taka niby jesień, ale jednak już trochę zima. Okres, gdy wstajemy rano i jest ciemno, a kiedy wracamy do domu z pracy/szkoły/uczelni, to też jest ciemno. Nic to - dłuższe wieczory zawsze można przeznaczyć na czytanie, prawda? Ale zanim zaczniemy planować kolejne tygodnie, podsumujmy, co działo się ostatnio...

TAK BYŁO W PAŹDZIERNIKU...

Nie, nie udało mi się pokonać kryzysu czytelniczego. Nie udało mi się tak bardzo, że w ubiegłym miesiącu przeczytałam tylko jedną książkę. Drugą - zaczęłam. A tytuł tej, którą mogę wpisać na listę ogarniętych, to:

1. Kontratyp Remigiusza Mroza (recenzja).

Co to oznacza? Że plany, które miałam na październik, poszły w siną dal. Opowieść Podręcznej Margaret Atwood powoli, ale czytam. Niedługo powinna pojawić się recenzja, ale nie chcę rzucać konkretnymi terminami - moja obecna prywatno-zdrowotna sytuacja powoduje, że działam w zwolnionym tempie.

Z racji przeczytania tylko jednej książki, nie jestem w stanie w tym podsumowaniu pisać o najlepszych i najgorszych pozycjach. Kontratyp mi się podobał, był dobry. 

Najchętniej czytanym przez Was wpisem jest podsumowanie września i plany na październik.

Na Facebooku (na którym w październiku działo się o wiele więcej) zebrało się już 312 osób lubiących Internetową biblioteczkę i 316 obserwatorów strony.

A TAK (MOŻE) BĘDZIE W LISTOPADZIE...

Znowuż powiem Wam, że spróbuję wziąć się do roboty i czytać więcej. Czy mi wyjdzie? Zobaczymy. W najbliższych tygodniach chciałabym opowiedzieć Wam o:

1. Opowieści Podręcznej Margaret Atwood;
2. Kliencie Johna Grishama;
3. Dumie i uprzedzeniu Jane Austen.

I proszę Was - trzymajcie kciuki, żeby się udało.

Ode mnie na dziś to tyle. Sami widzicie - nie mam się czym chwalić. Za to chętnie poczytam, co tam u Was się działo w październiku. Ile książek przeczytaliście? Która z nich zajęła specjalne miejsce w Waszym sercu, a która znudziła niemiłosiernie? A może nie jesteście molami książkowymi, ale macie inną pasję? Komentarze są do Waszej dyspozycji.

Podoba Wam się Internetowa biblioteczka? Chcecie być na bieżąco z tym, co tu się dzieje? Nie zapomnijcie polubić fanpage'a.

31.10.2018

Remigiusz Mróz "Kontratyp"


Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Kontratyp 
Tytuł oryginału: Kontratyp
Tłumaczenie: nie dotyczy
Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 532

Zabójstwo - tak brzmi zarzut postawiony Klarze Kabelis. Według śledczych, kobieta, aby przeżyć wyprawę na Annapurnę, zabiła swoich współtowarzyszy. Wydawać by się mogło, że nie ma już dla niej ratunku przed wyrokiem skazującym. Wtedy do gry wchodzi wybitna prawniczka - Joanna Chyłka, która zrobi wszystko, by jej klientka została uniewinniona...

Znacie ten stan, kiedy o twórczości jakiegoś autora jest tak głośno, że przysięgacie sobie, że nigdy po nią nie sięgniecie? Prawdopodobnie znacie. I ja mogę powiedzieć to samo. Przez wiele długich miesięcy zarzekałam się, że nie, nie interesuje mnie, co pisze Mróz. Mówiło się o nim w moim środowisku tak wiele, że i bez próby zapoznania się z jego dorobkiem miałam go po dziurki w nosie. Ale jak to często bywa - plany planami, a życie życiem. Rok temu na urodziny dostałam jedną z części cyklu o Chyłce. Wtedy nie było już wymówek, postanowiłam: spróbuję. I wiecie co? To była jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęłam w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. No, przynajmniej jeśli mowa o wyborach książkowych. Okazało się, że wszystko, co z Chyłką związane, zajęło specjalne miejsce w moim serduchu.

Kontratyp jest już ósmą - i, jak na razie, ostatnią - częścią serii. Tym razem Mróz zaprasza nas na wspinaczkę górską. I nie, w żadne tam Tatry! Wybieramy się na Annapurnę, czyli jedną z najgroźniejszych gór świata. Brzmi niesamowicie, co? To pomyślcie sobie, że nie dość, że ta wyprawa sama z siebie nie będzie łatwa, po drodze czekają na nas jeszcze dodatkowe przeszkody. Jakie? Ano dwa trupy wspinaczy, którzy rzekomo zginęli z ręki swojej towarzyszki. Tylko że ta twierdzi, że jest niewinna, mimo że dowody są jednoznaczne. Co tu się dzieje? Przyjrzy się temu kobieta, dla której rozwiązanie tej zagadki jest kwestią "być albo nie być" dla jednego z członków jej rodziny.

Przyznaję bez bicia: ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo słabe. Z powodów prywatno-zdrowotnych nie miałam ani siły, ani ochoty czytać. A jednak Mróz zdziałał cuda. Kiedy postanowiłam spróbować przeczytać Kontratyp, żeby w październiku odhaczyć chociaż jedną skończoną pozycję, okazało się, że... Nie mogę tego tomu odłożyć na półkę! Tak mnie wciągnął. Całość przeczytałam na 2 posiedzenia. Czy się nudziłam, czy się męczyłam? Ani trochę, ani przez chwilę. I za to pierwszy, ogromny plus.

Drugi zaś należy się temu autorowi za korzystanie w swojej prozie z aktualnych tematów. Akcja powieści krążąca wokół wspinaczki górskiej i śmierci dwóch himalaistów? Kto jest na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie, bez trudu skojarzy to sobie z tragedią, która rozegrała się na początku tego roku na Nanga Parbat. Wydaje mi się, że to między innymi te pomysły czerpane z rzeczywistości sprawiają, że historie pisane przez Mroza tak dobrze się czyta.

Jednak nawet najbardziej przemyślana fabuła  nie wystarczy do pełni szczęścia. Bo, moi drodzy, bez wyrazistych bohaterów ani rusz. Czy ktokolwiek - pytam teraz fanów twórczości Mroza - wyobraża sobie tę serię bez Chyłki? Ja nie. Pokochałam tę postać od pierwszego tomu. Ostra, samodzielna, umiejąca posługiwać się ironią i sarkazmem, mądra... Kobieta-ideał! 

Dla osób, które chcą "czegoś więcej", autor przygotował dość obszerny wątek poboczny - miłosny. Ja akurat nie zwracałam na niego większej uwagi, czasami mnie wręcz denerwował. Dla tych, którzy potrzebują jakiegoś wyraźnie zarysowanego tła, wydarzeń dodatkowych - niezwiązanych ze śledztwem - takie rozwiązanie jest jak znalazł. Tym bardziej, że to właśnie w tych wstawkach znajdują się najlepsze dialogi między bohaterami.

A więc: mamy umiejętnie zarysowaną fabułę, mamy główną bohaterkę, którą się albo kocha, albo nienawidzi - bo nie można obok niej przejść obojętnie... Czy coś jeszcze? TAK! Jakby tego całego dobra było mało, styl powieści jest bardzo przyjemny w odbiorze. Nie za trudny, nie za łatwy, miejscami dowcipny. Czego chcieć więcej?

Kontratyp będzie dobrym wyborem dla wszystkich tych, którzy chcą się podczas lektury dobrze bawić. Niezbyt wymagający styl pozwoli Wam się odprężyć, a wydarzenia, których bieg nie zwalnia, spowodują, że nie będziecie chcieli się z tym tytułem rozstać, dopóki nie poznacie zakończenia. Zakończenia, w które nie będziecie chcieli uwierzyć. W które do tej pory nie wierzę ja, chociaż znam je od jakichś 3 dni.