11.08.2018

Nicholas Sparks "Pamiętnik"


Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: Pamiętnik
Tytuł oryginału: The notebook
Tłumaczenie: Anna Maria Nowak
Wydawnictwo: Albatros

Jeden z mieszkańców domu opieki ma swój rytuał. Codziennie opowiada chorej na Alzheimera kobiecie historię spisaną w starym pamiętniku. Opowieść ta traktuje o pięknym uczuciu między młodym chłopcem i dziewczyną, które przetrwało nawet największe burze...

Kiedy kilka lat temu skończyłam czytać Jesienną miłość Sparksa, byłam bardzo rozczarowana. Uznałam tę książkę za nadmiernie przesłodzoną i podjęłam decyzję, że reszty jego twórczości nie tknę. W tym uporze trwałam aż do teraz. Co mnie podkusiło, by dać mu jeszcze jedną szansę? Nie wiem. Uznałam, że jedna porażka to za mało, by z czegoś rezygnować.

Początkowo swoich zamiarów nie brałam na poważnie. To znaczy: owszem, poszperałam na grupach czytelniczych na Facebooku, popytałam, co przeczytać i w konsekwencji wpisałam Pamiętnik na listę. Byłam jednak święcie przekonana, że ja tę pozycję wypożyczę i po prostu przeczytam, upewniając się, że Sparksa nie lubię. A tu niespodzianka - wypożyczyłam, przeczytałam i... zachwyciłam się!

Akcja powieści bogata jest w retrospekcje, co dzieli całość jak gdyby na dwie części. Jest tu i teraz: czyli staruszkowie w domu opieki, ale mamy też wgląd w przeszłość - dzięki tytułowemu pamiętnikowi właśnie. Zapiski w nim zawarte są tu kluczowe i pomagają czytelnikom obserwować rodzące się uczucie pomiędzy bohaterami. 

Więź, która ich połączyła od samego początku nie była łatwa, ba - niektórzy powiedzieliby, że skazana na niepowodzenie. Autor postanowił jednak udowodnić, że istnieje miłość wieczna, której nie straszny upływ czasu i inne przeszkody. I fakt, że troszeczkę przy tym przesadził i w efekcie mamy romans przerysowany. Mimo wszystko jednak, ku mojemu zdumieniu - to nadal świetnie się czyta!

Język tej powieści jest nieskomplikowany. Losy Noaha i Allie przybliżone są nam w sposób przystępny, co dodatkowo ułatwia lekturę i czyni ją jeszcze przyjemniejszą. Zachowanie zakochanych natomiast... Niech kamieniem rzuci ten, kto nie poczuł podziwu dla stałości ich uczucia. Nie wiem, czy takie relacje istnieją naprawdę, ale myślę, że chyba wszyscy byśmy tego chcieli.

Nie jestem osobą, która łatwo się wzrusza. Nie płaczę na filmach, na książkach też raczej nie. Tymczasem tutaj im bliżej do końca, tym ciężej na sercu mi było. Zresztą od pierwszych stron bardzo przeżywałam perypetie pary.

Sama w sumie nie wiem, dlaczego ta pozycja tak przypadła mi do gustu - na co dzień nie czytam romansideł, a jeśli już, to tylko klasyków. Prawdopodobnie potrzebowałam wytchnienia od katowanych przeze mnie kryminałów i thrillerów. W każdym razie przyznaję bez bicia: niepotrzebnie się przed tym gatunkiem tak wzbraniałam. Uwielbiać go nie będę, ale od czasu do czasu na pewno po niego sięgnę.

Pamiętnik to opowieść o miłości tak idealnej, że niemalże nierealnej. Nie jest to nic ambitnego ani nie wnosi za wiele do życia. Jeśli jednak ktoś z Was chciałby sięgnąć po pozycję lekką, przy której można trochę się wzruszyć, Pamiętnik będzie dobrym wyborem. 

07.08.2018

Gillian Flynn "Ostre przedmioty"


Autor: Gillian Flynn
Tytuł: Ostre przedmioty
Tytuł oryginału: Sharp objects
Tłumaczenie: Radosław Madejski 
Wydawnictwo: Burda Publishing Polska
Liczba stron: 358

Camille Preaker, w przeszłości lecząca się psychiatrycznie kobieta, pracuje jako reporterka. Kiedy pewnego dnia przełożony zleca jej napisanie artykułu o morderstwach dokonanych w miejscowości, w której dorastała, wie, że nie będzie to łatwe zadanie. Na miejscu ożywają przykre wspomnienia z młodości. Okazuje się, że wyjaśnienie zagadki śmierci dwóch małych dziewczynek to dopiero początek pracy. Na odkrycie czekają też tajemnice z dawnych lat...

Kiedy nieco ponad 2 lata temu przeczytałam Zaginioną dziewczynę Gillian Flynn, zakochałam się i wiedziałam, że prędzej czy później nadejdzie chwila, w której sięgnę po resztę jej twórczości. A czy jest odpowiedniejszy moment na zapoznanie się z Ostrymi przedmiotami, niż ten, kiedy w telewizji leci serial na podstawie tej historii? No nie ma.

Już po pierwszych kilku stronach byłam w szoku. W tej powieści czuło się coś dziwnego. Wrażenie, że coś jest nie tak, że zaraz coś się stanie, nie opuszczało mnie ani na chwilę. I bardzo dobrze - znaczy to, że Flynn potrafi zadbać o klimat. Ten jest mroczny, niemal duszący - dokładnie tak samo można się czuć, przebywając w małym miasteczku, w którym grasuje morderca. W miasteczku, w którym każdy wie wszystko o wszystkich. W takich miejscach nie ma możliwości, by człowiek czuł się dobrze i swobodnie. Takich powieści nie można czytać szybko i przyjemnie.

Bohaterowie Ostrych przedmiotów są bardzo wyraziści, a ich poczynania nie pozwalają czytelnikom na obojętność. Każdą jedną postać albo się lubi, albo nie. Mnie intrygowała Camille i jej rodzina - uważałam ją od samego początku za mocno dysfunkcyjną, choć za nic w świecie nie mogłam zrozumieć, gdzie leży problem. A przyczyna kłopotów tych ludzi wyłoniła się dopiero pod koniec historii. Wtedy wszystko stało się jasne i zarazem zagmatwało się jeszcze bardziej - bo skoro wiadomo już, dlaczego wydarzyły się pewne rzeczy, co stanie się dalej? Czy da się zrobić coś, by nie dopuścić do kolejnych przykrych wydarzeń? Ta niepewność sprawia, że niezwykle trudno jest przerwać lekturę i zostawić sobie resztę na kolejny dzień.

Bardzo dobre wrażenie, które sprawił na mnie ten debiut, zostało naruszone przez zakończenie. Nie wiem, czy jest ono niedopracowane, czy to ja nabrałam takiej wprawy w czytaniu kryminałów, że... mniej więcej od połowy tomu wiedziałam już, jaki będzie koniec. Rozczarowało mnie to bardzo - liczyłam na jakąś niespodziankę, na wstrząs - tak jak to było z Zaginioną dziewczyną. Niestety, nie tym razem.

Ostre przedmioty to genialny, trzymający w napięciu thriller. Autorka opowiedziała nam losy kobiety, której życie nigdy nie rozpieszczało. Jej ciężkie doświadczenia odbijają się dosłownie na każdej kartce tej powieści. Sprawiają, że pomimo naprawdę dobrego pomysłu, wartkiej akcji i tajemnicy, którą trzeba rozwiązać, całości nie da się czytać jednym ciągiem. Przerwy są potrzebne - chociażby po to, żeby oderwać się na chwilę od tego dusznego klimatu, od smrodu wszechobecnej patologii. Wiem, co mówię - sama niejednokrotnie musiałam przerywać czytanie, bo moja psychika po prostu nie wytrzymywała. Nie zmienia to jednak faktu, że debiut Flynn jest naprawdę na bardzo, bardzo wysokim poziomie i warto się z nim zapoznać.

03.08.2018

John Grisham "Afera"


Autor: John Grisham
Tytuł: Afera
Tytuł oryginału: Theodore Boone #6: The scandal
Tłumaczenie: Jan Kabat
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 220

Theo jest dobrym uczniem, nie cierpi jednak przystępować do egzaminów. Niestety - żeby spełnić swoje marzenie i zostać szanowanym prawnikiem, musi dać z siebie wszystko na testach w ósmej klasie. Od tego, jak mu pójdzie, zależy, do jakiej klasy w liceum się dostanie. Niebawem po ogłoszeniu wyników okazuje się, że mogły one zostać sfałszowane...

John Grisham należał do niedawna do grona tych autorów, których nazwisko było mi bardzo dobrze znane, ale twórczość stanowiła zagadkę. Od dłuższego czasu miałam w planach przeczytać chociaż jedną jego książkę, lecz ten moment jakoś się odwlekał. Kiedy kilka dni temu przez przypadek dorwałam w sklepie Aferę, uznałam to za znak. Pozycję tę kupiłam i postanowiłam jak najszybciej przeczytać.

Nie będę ściemniać: niemal od samego początku podchodziłam do Afery bardzo nieufnie. Najpierw zorientowałam się, że jest to część serii, szósta w dodatku. Uznałam, że dobrze, to akurat mały problem i jeśli ten tom mi się spodoba, sięgnę po pozostałe. Pozostała jednak jeszcze jedna, o wiele bardziej paląca kwestia: to podobno cykl skierowany do młodzieży, a więc niekoniecznie to, co lubię najbardziej. No ale kto nie ryzykuje, ten nie ma...

Już po przeczytaniu pierwszych kilku stron wiedziałam, że moje obawy były zdecydowanie przesadzone. Tak, to rzeczywiście kontynuacja serii, o której nigdy wcześniej nie słyszałam - ale nieznajomość poprzednich tomów w ogóle mi nie przeszkadzała w odbiorze Afery. Owszem, to jest tytuł skierowany do młodszych czytelników - Grisham postarał się jednak i tak napisał tę powieść, że tego nie czuć. Nie było tu mowy o ckliwych miłościach i innych wątkach znanych nam z młodzieżówek. Wręcz przeciwnie - to kawał dojrzałej literatury, ale podanej w taki sposób, by był on strawny dla wszystkich, niezależnie od wieku.

Spodobał mi się już sam zamysł na fabułę - afera wokół wyników egzaminów, od których zależy przyszłość dorastających uczniów. Biorąc pod uwagę, do kogo została skierowana ta historia, ten pomysł to strzał w dziesiątkę. U nas dzieciaki też się męczą z różnego rodzaju testami i zaliczeniami, ich rezultaty również są w pewnym momencie życia ważne. Dlatego też sądzę, że to bardzo aktualna tematyka, która jest w stanie do takiego młodszego czytelnika dotrzeć i go zainteresować.

Postać Theo niezwykle szybko zyskała sobie moją sympatię. Bohater ten, mimo zaledwie 13 lat, jest bardzo fajnym, ułożonym chłopcem, który na dodatek ma swoją pasję i ambicje i konsekwentnie dąży do celu. Być może jego charakter jest troszeczkę zbyt przerysowany, na pewno niełatwo jest w życiu realnym znaleźć podobnego nastolatka. Ale hej, brawa dla autora za to, że pokazał, że młodość nie zawsze znaczy głupota! W dobie, kiedy co i rusz słychać utyskiwanie na dzisiejsze dzieciaki, taki głos jest bardzo cenny - nawet, jeśli chodzi tylko o postać fikcyjną, dobre i to.

Na uwagę zasługują też pomniejsze sprawy, którymi w międzyczasie zajmuje się ten chłopak. Bo wiecie, on sam przyznał - afera z wynikami to coś, czym powinni zająć się dorośli. Ale któż by mu zabronił zajmować się mniej poważnymi, a jednak nadal dotyczącymi prawa problemami? Nikt. A musicie wiedzieć, że bardzo fajnie się patrzyło na tak młodą osobę, która już teraz ma sporą wiedzę i potrafi wykorzystać ją w praktyce.

Grisham posługuje się językiem, który przyswaja się łatwo i przyjemnie. To kolejna cecha sprawiająca, że grono odbiorców tej opowieści może być naprawdę szerokie. Jego styl określiłabym dwojako: niezbyt poważny, żeby nie zniechęcić do czytania młodzieży, ale i nie za prosty, by i dorośli mogli odczuwać przyjemność z lektury.

Afera stanowi dowód na to, że literatura skierowana do młodzieży nie musi być schematyczna i nijaka. Wręcz przeciwnie - w młodzieżówce mogą zakochać się i dorośli czytelnicy. Fakt, że całość może wydawać się nieco nużąca, bo brak tam większych tajemnic, ale i tak ma się ochotę dowiedzieć, dlaczego stało się tak a nie inaczej i jakie będą konsekwencje popełnionych czynów.