24.11.2013

Propozycja akcji na rzecz dzieci - "bloger czyta... dzieciom z domów dziecka"?

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Czołem w niedzielę!

Siedząc i myśląc nad tematem posta z cyklu Kolumna dyskusyjna, wpadłam na pewien pomysł. Jak wszyscy wiemy, do świąt Bożego Narodzenia jest bliżej niż dalej. Święta są czasem rodzinnym. W tym okresie myśli wielu z nas skręcają jednak w kierunku tych, dla których ten szczególny czas w roku nie jest szczęśliwy. Ja pomyślałam o sierotach. I wymyśliłam coś, co mogłoby wywołać uśmiech na twarzach tych maluchów. Co Wy na to, by zorganizować ogólnopolską akcję pod hasłem Bloger czyta...dzieciom z domów dziecka? Jak miałoby to wyglądać? Już piszę. Wybaczcie, że dosyć chaotycznie, jednak pomysł jest świeży, wydaje mi się dobry i chciałabym jak najszybciej poznać Wasze zdanie. Otóż...

W każdym większym mieście Polski zebrałaby się grupa chętnych blogerów - niekoniecznie książkowych. Grupa ta miałaby za zadanie odwiedzić najbliższy dom dziecka w swojej okolicy i po prostu spędzić z dzieciakami trochę czasu. Czytając im. Fajnie byłoby, gdyby ta akcja objęła kilka miast. Jeszcze lepiej, gdybyśmy później zrobili relację z tego, jak to przebiegało w poszczególnych miastach - ja osobiście myślałam o krótkich filmikach, urywkach, uchwyceniu zadowolonych min dzieci, na koniec może wypowiedzi samych blogerów o tym, jak to na nich wpłynęło, bo nie sądzę, by jakieś dziecko było skore do powiedzenia przed kamerą, jak się poczuło, kiedy przyszła taka grupa obcych ludzi i znienacka zaproponowała, że poczyta mu bajki. Choć nigdy nic nie wiadomo. Od biedy można by zrobić zwykłe relacje na piśmie - jednak wydaje mi się, że relacja video byłaby lepsza. 
Oczywiście, do akcji może się włączyć każdy. Nie ograniczajmy się tylko do blogerów - zabierajmy chętnych znajomych, przyjaciół, partnerów, rodzinę. Im nas więcej, tym lepiej.

Zdaję sobie sprawę z tego, że obudziłam się dosyć późno i czasu jest mało. Ale sądzę, że jak się chce - można wszystko.
Ważne dla mnie jest, by poznać Wasze zdanie. Co o tym sądzicie, wzięlibyście udział? Proszę Was też o pomoc - udostępniajcie dalej ten pomysł, niech jak najwięcej osób go pozna i się przyłączy. Blogerzy - liczę na Was!

16.11.2013

Stephen King "Carrie"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Stephen King
Tytuł: Carrie
Tytuł oryginału: Carrie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Danuta Górska
Cena: 32 zł
Liczba stron: 205

Kiedy przebiera się miarka...

Szesnastoletnia Carrietta White nigdy nie była zwyczajną dziewczyną. Nie miała koleżanek. Nie interesowali ją chłopcy. Nie chodziła na żadne bale. Miała za to matkę-fanatyczkę religijną, której wiara przyjęła najbardziej skrajny i przerażający wyraz, jaki tylko mogła, i zdolności, okrutne zdolności, które nie wróżyły niczego dobrego dla osób z jej otoczenia. Pewnie pośrednio dzięki zachowaniu rodzicielki, bohaterka była idealnym obiektem drwin dla szkolnych znajomych. Kiedy pewnego dnia ta buntuje się i idzie na doroczną szkolną zabawę, gdzie pada ofiarą kolejnego, bardzo wyrafinowanego żartu, miarka się przebiera. W tym momencie rozpętuje się prawdziwe piekło...

Jak źle może się skończyć długotrwałe znoszenie krzywd psychicznych?

Po Carrie sięgnęłam ze względu na to, że chciałam obejrzeć ekranizację, która niedawno weszła do kin - nigdy nie oglądam filmu, jeżeli przedtem nie przeczytałam książki. I choć już od dawna męczy mnie myśl, że Kinga to ja czytam zdecydowanie za dużo, muszę odpocząć, czuję przesyt - okazja nadarzyła się bardzo szybko i wykorzystałam ją.

Musicie wiedzieć, że nie miałam co do tej książki właściwie żadnych wymagań - poza tym, że jeżeli jest to horror, to powinnam się bać. Nie licząc tego - wiedziałam tylko tyle, że całość w jakimś stopniu dotyczy fanatyzmu religijnego, a więc czegoś, co mnie intryguje. Co otrzymałam?

Coś dziwnego. Coś, co jednocześnie uważam za spieprzoną robotę, a jednak dobrą. Z jednej strony: gniot, z drugiej: prawdziwy horror. Dlaczego czuję takie sprzeczności?

Bo nie da się ukryć - większość historii zwyczajnie mnie nudziła. Nie było nic konkretnego, właściwie żadnych interesujących treści - poza tymi, które dotyczyły matki głównej bohaterki. No, dobra - początek też mi się podobał, ale jednak... Cały czas czekałam, aż coś zacznie się dziać, na początek katastrofy albo chociaż jej zapowiedź. A tymczasem King, jak to ma w zwyczaju, pozwolił akcji płynąć tak, jak chce, czyli bardzo powoli. 

Co mi się bardzo nie podobało, to to, że w pewnych miejscach dało się zauważyć zwyczajne spoilery. A przynajmniej ja za spoiler uważam zdania typu zostały mu niecałe 2 godziny życia (cytat niedokładny, chciałam jedynie naświetlić, o co mi chodzi). Nie lubię takich wtrąceń, uważam to za psucie zabawy - wolę sama w trakcie czytania odkrywać, co i komu się stanie.

Mimo wszystko jednak, Carrie nie jest złą książką. Nie zważając już na to, że godne uwagi wydarzenia zaczęły następować dopiero na około sto pięćdziesiątej stronie - a całość ma dwieście pięć - prawda jest taka, że jak już faktycznie się rozkręciło, to na maksa. Jeszcze chyba nigdy nie miałam w rękach takiego horroru. King uchyla nam rąbka tajemnicy, kto zginie - a jednak, kiedy akcja osiągnie szczyt, jesteśmy przerażeni. Stephen to mistrz budowania napięcia, opisywania chwil grozy. A jednak dopiero tym tytułem udało mu się mnie tak naprawdę wystraszyć. To było coś rewelacyjnego. Chłonęłam to i nie mogłam przestać, nie chciałam przerwać, dopóki nie dowiem się wszystkiego. I tak też zrobiłam. 

Trochę żałuję, że całość jest tak krótka - a zwłaszcza, że rozpęd nastąpił tak późno - ale, z drugiej strony, co za dużo, to niezdrowo - sztuczne przedłużanie też wpływa na jakość książki, o czym wiemy chyba wszyscy doskonale.

Ile gwiazdek dzisiaj dam, jak myślicie...?
Cztery. Mimo chęci, nie jestem w stanie odpuścić tak długiego okresu trzymania w niepewności. I to nudnej niepewności.

04.11.2013

Agatha Christie "Noc w bibliotece"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Agatha Christie
Tytuł: Noc w bibliotece
Tytuł oryginału: The Body in the Library
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Tłumaczenie: Edyta Sicińska-Gałuszkowa
Cena: 14,99 zł
Liczba stron: 203

Tajemnicza śmierć młodziutkiej dziewczyny...

Wraz z nadejściem poranka w domu państwa Bantrych wybucha ogromne zamieszanie. Jego powodem okazuje się makabryczne odkrycie: trup leżący w bibliotece. Początkowy szok i niedowierzanie tak małżeństwa, jak i służby stopniowo ustępują miejsca chęci rozwikłania niemiłej zagadki. Kim jest uduszona dziewczyna? Jak jej ciało znalazło się w domostwie ludzi, którzy nigdy wcześniej o niej nie słyszeli? Kto odebrał jej życie? A przede wszystkim: czym zamordowana zasłużyła sobie na taki los? Sprawa wydaje się być tak samo nierealna jak i niemożliwa do rozwiązania. Na pomoc w odnalezieniu i skazaniu winnego decyduje się wyruszyć przyjaciółka pani Bantry, błyskotliwa panna Marple...

Czy to możliwe, by w prawdziwym życiu spotkała nas sytuacja jak z powieści kryminalnej?

Kryminały Agathy Christie podbiły moje serce już kilka lat temu. Dlatego tak bardzo ucieszyłam się, kiedy po długim okresie  nadarzyła się sposobność, by przeczytać kolejną książkę jej autorstwa. Czy lektura Nocy w bibliotece była dla mnie przyjemna?

Pierwsze, co uderzyło mnie po pokonaniu kilkudziesięciu pierwszych stron historii, to uczucie, że czyta się niesamowicie szybko i łatwo - a to za sprawą doskonale nakreślonej mrocznej tajemnicy, której rozwiązanie czytelnik chce poznać jak najszybciej. Jak zwykle próbowałam sama dojść do tego, kto okaże się mordercą, jakie będzie zakończenie - i nie powiem, żeby mi się to udało.

Co jednak trochę mnie raziło - pomimo tego, że całość czytało się szybko, akcja, mam wrażenie, że rozwijała się strasznie wolno. Pomimo przewracania kolejnych stronic, śledztwo nie posuwało się naprzód. 

Zaskoczyło mnie też to, że dość mało w tej powieści było postaci panny Marple - a przecież to ona miała grać pierwsze skrzypce w znalezieniu odpowiedzi na to, co wydarzyło się tamtej nocy pod dachem zaprzyjaźnionego małżeństwa. Być może przez długą przerwę w czytaniu powieści Christie coś mi się pomyliło, ale wydaje mi się, że w innych tytułach - czy to z udziałem Poirota, czy Marple, czy innych - udział głównego bohatera, detektywa była bardziej widoczna.

Ogólnie jednak nie mogę powiedzieć, bym zmarnowała czas na tę pozycję - a wręcz przeciwnie. Faktem jest, że jest trochę słabsza niż jej poprzedniczki - ale nadal trafia w mój gust.

Co do ilości gwiazdek...
Uważam, że cztery wystarczą. Brak mi czegoś, za co mogłabym dać maksymalną notę. I nie widzę powodu, dla którego miałabym zaniżać ocenę. Miłośnikom królowej kryminałów, którym Noc w bibliotece nie wpadła jeszcze w ręce - zdecydowanie mogę polecić. Uważam jednak, że nie jest to odpowiednia pozycja dla tych, którzy dopiero chcą zacząć przygodę z Christie - są zdecydowanie lepsze powieści, bardziej wciągające. Ta mogłaby - w mojej opinii - trochę podniszczyć wizerunek autorki, którą przecież wielu uwielbia.

01.11.2013

Głosowanie na książkę miesiąca - październik 2013

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Witam w ten pierwszy, listopadowy piątek!

Już dzisiaj rusza kolejna odsłona zabawy Książka miesiąca. Zasady znacie doskonale, dlatego nie będę ich po raz kolejny przypominać - zawsze możecie poszperać w poprzednich postach, jeżeli potrzebujecie odświeżyć sobie reguły. Powiem tylko tyle, że w tym miesiącu głosować można na:

1. W kanałach Lwowa
2. Rozważną i romantyczną
3. Planetę dobrych myśli

Start głosowania - już teraz. Koniec - jak zwykle ósmego dnia miesiąca o 23.59.