31.10.2013

Beata Pawlikowska "Planeta dobrych myśli"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Beata Pawlikowska
Tytuł: Planeta dobrych myśli
Tytuł oryginału: Planeta dobrych myśli
Wydawnictwo: G+J Gruner+Jahr
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: 39,90 zł
Liczba stron: 223

Z dedykacją dla zdołowanych...

Każdy z nas ma czasami dość. Jest zmęczony. Smutny. Niechętny do działania. To normalne - nie wszystko w życiu będzie układało się cudownie. Czy oznacza to jednak, że mamy zachowywać się jak bezwładne kukiełki niemające kontroli nad własnym życiem? Czy mamy się załamać, bo jest źle? Siedzieć z założonymi rękami i patrzeć, jak wszystko coraz bardziej się rozwala? Pogrążać w smutku? Oczywiście, że nie. Sposobów na oderwanie się od tego, co złe, na poprawę sytuacji, jest multum. Jednym z nich jest sięgnięcie po Planetę dobrych myśli Beaty Pawlikowskiej...

Oj, dorwanie się do tego tytułu nastręczyło mi sporo trudności - chociaż książka leżała na półce już od kilku tygodni, ciągle coś przeszkadzało mi w zaczęciu lektury - a to studia, a to zwykła niechęć, wreszcie - Czarnoksiężnik z Archipelagu, na którego zmarnowałam ponad tydzień czasu, a i tak w końcu rzuciłam w kąt. Dziś jednak czas okazał się dla mnie łaskawy, obowiązków do wypełnienia absolutnie na teraz nie miałam, więc pomyślałam - czemu w końcu tego nie przeczytać? 

Przyznam szczerze, że czytając, przeżyłam szok. Jeszcze nigdy nie miałam w ręku tak pięknie wydanej pozycji. Kolorowe strony, liczne rysunki, na przemian tekst drukowany i pisany odręcznym - ślicznym - charakterem pisma autorki - cudo! Taka oprawa graficzna nie pozwoliła mi się oderwać od lektury, dopóki jej nie skończę. A skończyłam szybko - całość zajęła mi 50 minut! Dlaczego tak szybko? Bo to nie jest zwykła książka. Tu nie ma akcji, nie ma fabuły, nie ma bohaterów. Jest tylko autorka i zbiór sentencji, które pomagają jej iść przez życie z uśmiechem w każdej sytuacji. 

Uważam, że spisanie tych wszystkich zdań, porad to fantastyczny pomysł - my, ludzie, jesteśmy tak skonstruowani, że bardzo dużo narzekamy, ciągle szukamy powodów do powiedzenia Ale mi źle w życiu, on/ona to ma lepiej...i tak dalej - i nie, nie zgadzam się z poglądem, że takie postępowanie jest domeną Polaków tylko i wyłącznie. Dlatego jestem zdania, że Pawlikowska bardzo dobrze zrobiła, dzieląc się z nami receptą na lepsze życie. Być może ktoś weźmie sobie jej słowa do serca. Nawet, jeżeli byłaby to jedna osoba - to zawsze jakiś sukces. Ale oprócz tego, że udostępniła nam swoje motywacje, które każą jej być optymistką, autorka zrobiła jeszcze jedną ważną rzecz - pokazała, że naprawdę da się nie żyć w ciągłym stresie i smutku.

Nie umiem dać Planecie dobrych myśli gwiazdek mniej niż...
Pięć. Jak tu ocenić niżej piękne, pomocne zdania, które ukazują się nam na równie ślicznie przygotowanych stronicach? Uważam, że to lektura obowiązkowa dla wszystkich - zwłaszcza tych, którzy są zdołowani. I tych, którym ciągle w życiu mało, ciągle są niezadowoleni.

13.10.2013

Jane Austen "Rozważna i romantyczna"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Jane Austen
Tytuł: Rozważna i romantyczna
Tytuł oryginału: Sense and Sensibility
Wydawnictwo: Bellona
Tłumaczenie: Ewa Horodyska
Cena: brak informacji
Liczba stron: 375

Rzecz o zawodach miłosnych...

O tym, jak boli złamane serce, przekonał się - lub dopiero będzie miał okazję to zrobić - każdy z nas. Najbezpieczniejszą - bo pozbawioną bólu, niedotyczącą nas bezpośrednio - formą próby poznania tego stanu jest sięgnięcie po książkę o takiej problematyce. Rozważna i romantyczna autorstwa Austen to, w tym przypadku, idealny wybór...

Mając na uwadze przyjemność, jaką sprawiła mi lektura Dumy i uprzedzenia tej samej autorki (ku przypomnieniu), z radością przyjęłam fakt, że na półce książek do przeczytania mam kolejną, też autorstwa Austen, i, w stosownym czasie, z zapałem wzięłam się za czytanie. Czy miałam okazję powtórzyć swoje zachwyty, przeżyć kolejne cudowne chwile przy klasyce romansu?

Otóż... nie. Niestety, wszelkie moje obawy, które miałam co do Dumy i uprzedzenia i które się nie sprawdziły, podświadomie przeszły na Rozważną i romantyczną i tu nie dało się ich rozwiać. 

Nie twierdzę, że całość jest zła - bo nie jest. Jednak, o czym zostałam poinformowana jeszcze zanim zaczęłam czytać, od poprzedniczki różni się stylem pisania. I widać to wyraźnie. Tutaj już nie ma - albo ja nie widzę - humoru i ironii. Tu jest znienawidzona przeze mnie tkliwość i przesada. W czym widać tę przesadę? W nadmiernym rozemocjonowaniu bohaterek głównie, nie cierpię ludzi, którzy przez byle co wpadają w zachwyt lub rozpacz niemal śmiertelną. A jeszcze gorsza jest umiejętność płynnego przechodzenia z jednego stanu w drugi.

Pokonując kolejne karty powieści, stopniowo - choć długo próbowałam to od siebie odeprzeć - zaczęłam zauważać, że się męczę, a chwilami nawet nie wiem, co czytam, gubię się w tym, kto jest kim. Zanadto irytowały mnie ochy i achy, których autorka nam w ogóle nie szczędziła, a wręcz przeciwnie - chyba uważała, że nam ciągle mało. 

Przerażała mnie też głupota niektórych przedstawionych kobiet - oczywiście, rozumiem, że nie każda bohaterka miała być uosobieniem piękna i inteligencji, że te 'gorsze' też miały tu swój udział, jednak uważam, że ich wady zostały aż zbyt mocno podkreślone.

Nadal plusem jest to, że ogólnie historię czyta się szybko - choć w moim przypadku bywało i tak, że jak już zamknęłam książkę, to otwierałam ją ponownie dopiero po paru dniach. Podoba mi się też ukazanie, jak wielką wagę kiedyś miał pieniądz. Ktoś mi powie, że teraz też tak jest, a ja powiem - nie, nie jest aż tak źle, jak było.

Bardzo mi przykro, że to wszystko piszę, bo naprawdę - spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Jednak moje pragnienia nie zostały zaspokojone, a ja nie będę udawać, że znalazłam to, czego szukałam. Ponad wszystko cenię sobie - zwłaszcza, że piszę tego bloga - możliwość szczerego przedstawienia swoich odczuć i fakt, że nikt i nic mnie nie krępuje. 

Dlatego też przedmiot dzisiejszego wpisu zostawiam jedynie z...
Trzema gwiazdkami. Nie widzę w przedstawionym dziś tytule niczego, za co można by go szczególnie podziwiać, ale i w drugą stronę - nadmiernie krytykować też nie ma za co. 

02.10.2013

Robert Marshall "W kanałach Lwowa"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Robert Marshall
Tytuł: W kanałach Lwowa
Tytuł oryginału: In the sewers of Lvov
Wydawnictwo: Świat Książki
Tłumaczenie: Krzysztof Puławski
Cena: 32,90 zł
Liczba stron: 232

Wspomnienie największej tragedii w dziejach narodu żydowskiego...

Polityka, którą rozpętali Niemcy już w połowie 1941 roku, była, jest i zawsze będzie wielkim cieniem rozłożonym nad narodem żydowskim. Holocaust, masowa zagłada Żydów, zebrała żniwo w postaci prawie sześciu milionów ofiar. W kanałach Lwowa to zbiór wspomnień tych, którym udało się przetrwać tę tragiczną w skutkach burzę lub ich krewnych...

Jak można prześladować kogoś tylko ze względu na wyznanie? Czy możliwe jest, by jednak ktoś odważył się narazić życie swoje i własnej rodziny, by wspomóc tych, którzy, według oprawców, nie mają prawa żyć?

Mam wrażenie, że literatury wojennej wydaje się i czyta coraz mniej, zwłaszcza tej poświęconej Holocaustowi. Dlatego bardzo się cieszę, że jakiś rok temu, podczas buszowania po stronie Lubimy czytać, natrafiłam na książkę Marshalla. Tym bardziej, że już na okładce widnieje informacja, że na jej podstawie powstał film Agnieszki Holland pod tytułem W ciemności, który bardzo przypadł mi do gustu. W tym momencie oczywiste stało się dla mnie, że W kanałach Lwowa przeczytać zwyczajnie muszę - uwielbiam porównywać książkę do jej ekranizacji czy adaptacji. Przeszkadzało mi jedynie to, że w przypadku przedmiotu dzisiejszej notki to film był pierwszy, nie książka - ale cóż, obejrzenie go było moim szkolnym obowiązkiem.

O ile film wywarł na mnie ogromne wrażenie, o tyle książka wciągnęła mnie po prostu bez reszty. Podejrzewam, że to kwestia tego, że w filmie występowali aktorzy, a Marshall w swojej pracy wypowiadał się w imieniu osób prawdziwych, które naprawdę przeżyły Holocaust, które miały wśród bliskich takich ludzi i z którymi mógł naprawdę porozmawiać, spisać ich opowieści - dla mnie oznacza to jeszcze większą wiarygodność. 

Opowieść ujęła mnie przede wszystkim tą prawdziwością, dobitnością. Autor niczego nie ubarwiał na siłę, nie zmniejszał ani nie zwiększał znaczenia poszczególnych wydarzeń - wszystko przedstawił nam w taki sam sposób, w jaki cała historia została wyłożona jemu samemu. A musicie wiedzieć - choć, jeśli oglądaliście film, to pewnie się tego spodziewacie - że całość wzrusza, porusza do głębi. 

Czytając wspomnienia ocalałych, razem z nimi przeżywamy ten koszmar, podczas którego przez 14 miesięcy siedzieli ukryci w niewiarygodnie nieludzkich warunkach, jakie zapewniało im ich jedyne schronienie - kanały. Razem z nimi ubolewamy nad ich losem, zwłaszcza dwójki dzieci - siedmioletniej Krysi i czteroletniego Pawełka, które przecież niczego nikomu nie zrobiły, by tak cierpieć. Próbujemy zrozumieć dramat matki, która najpierw straciła trójkę swoich pociech, potem, już w kanałach, została wdową, a na koniec, by nie narażać na niebezpieczeństwo współtowarzyszy, musiała zabić swoje czwarte, ledwo narodzone dziecko. Obserwujemy, jak w miarę upływu czasu uwięzieni co i rusz tracą nadzieję i ją odzyskują, przy czym nieustannie pogarsza się ich stan zarówno psychiczny, jak i fizyczny. 

Ale te wszystkie niedogodności są niczym w porównaniu z tym, że ktoś wyciągnął do nich pomocną dłoń. Że w ich życiu pojawił się Socha wraz z kolegami i że razem zdecydowali się pomóc tym biedakom - choć na początku pomoc ta wynikała wyłącznie z chęci zysku, dopiero potem stała się bezinteresowna. Że dzięki nim ludzie, których przeznaczeniem była śmierć, po ponad roku mogli znowu wyjść z ukrycia, stać się częścią cywilizowanego świata, zobaczyć słońce, innych ludzi i na nowo rozpocząć życie. Nie było to dla nich łatwe - ale gdyby nie Socha, nie byłoby to nawet możliwe. A gdyby było to niemożliwe, świat nie miałby okazji poznać tak dokładnej relacji z samego środka piekła.

Całość nie jest łatwa i przyjemna w odbiorze - nie jest to możliwe ze względu na poruszoną tematykę. Jednak pewne pozytywne aspekty - mam tu na myśli ogromną chęć przeżycia i heroiczne bohaterstwo człowieka, który przecież mógł zabrać pieniądze, które dostał, a następnie wydać Żydów, a jednak tego nie zrobił, pozostał po ich stronie, pomagał im, zaprzyjaźnił się z nimi, a dzieci wręcz pokochał - da się zauważyć. I to jest bardzo pokrzepiające - udowadnia nam, że nawet, jeżeli światem przez jakiś czas rządzi zło i okrucieństwo, znajdzie się ktoś, kto nie będzie na ludzką krzywdę bezczynnie patrzył.

Tej pozycji nie można ocenić na mniej niż...
Pięć gwiazdek. Prawdziwe historie, nawet tak bolesne, opowiedziane z taką dokładnością, zasługują na miano rewelacji. Zasługują na powszechne uznanie. Osobiście uważam, że ta pozycja powinna znaleźć się w kanonie lektur obowiązkowych. To wspaniałe opracowanie historii okresu Holocaustu. Dokładne, nieprzekłamane. Idealne. Każdy powinien znać tę opowieść.

01.10.2013

Głosowanie na książkę miesiąca - wrzesień 2013

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Dzień dobry we wtorek!

Już od dzisiaj rusza kolejne głosowanie na książkę miesiąca, tym razem września. Zasad po raz kolejny przypominać nie będę, znacie je doskonale, więc nie widzę sensu (jeżeli jednak ktoś nie wie, o co chodzi, niech poczyta post ten lub ten). Powiem tylko, że w tym miesiącu w głosowaniu biorą udział tytuły:

1. Jane Austen Duma i uprzedzenie
2. Glenn Cooper Biblioteka umarłych
3. James Herriot Jeśli tylko potrafiłyby mówić
4. Stephen King Pokochała Toma Gordona
5. Lilian J. Braun Kot, który bawił się w listonosza

Przypomnę też, że głosowanie trwa tydzień, a więc od dziś, 1 października 2013, do 8 października 2013, do godziny 23.59!

Do głosowania... Gotowi... Start!