30.07.2015

Virginia C. Andrews "Kwiaty na poddaszu"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Virginia C. Andrews
Tytuł: Kwiaty na poddaszu
Tytuł oryginału: Flowers in the Attic
Wydawnictwo: Świat Książki
Tłumaczenie: Bożena Wiercińska
Cena: 34,90 zł
Liczba stron: 384

Kiedy rodzina zamienia nam życie w piekło...

Rodzina Dollangangerów - czworo dzieci i rodzice - jest szczęśliwa i wiedzie spokojne życie. Przynajmniej do dnia trzydziestych szóstych urodzin ojca. Wtedy to, zamiast solenizanta, na przyjęciu z okazji tej rocznicy pojawia się policja. Policja, która ma do przekazania najgorszą z możliwych wieści: mężczyzna w drodze do domu zginął w wypadku samochodowym. Samotna od tej chwili matka musi sama zadbać o dobro swoich pociech. Nieprzyzwyczajona do pracy, postanawia zwrócić się o pomoc do rodziców, którzy urwali z nią kontakty wiele lat temu. Ta decyzja okazuje się być wierzchołkiem góry lodowej, początkiem problemów. Rodzeństwo poznaje swoją babkę - kobietę z piekła rodem, która wyznaje im mrożący krew w żyłach sekret rodzinny. Niebawem dzieciaki zaczynają ponosić konsekwencje błędów młodości swoich rodziców...

Szymborska w jednym ze swoich wierszy przekonywała nas, że Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy (...). Słowa te idealnie nadają się do dzisiejszego wpisu - nie wierzę, że drugi raz wpadnie mi w rękę książka, która wywoła we mnie takie emocje.

Kwiaty na poddaszu to opowieść straszniejsza niż każdy jeden horror, który czytałam. Z jednej strony - bardzo się z tego cieszę, bo książka idealna to taka, która oddziałuje na czytelnika. Która nie pozostaje obojętna, wzbudza strach, podziw, cokolwiek i nie pozwala człowiekowi się oderwać aż do poznania zakończenia. Jednak jest jeszcze druga strona medalu...

Virginia C. Andrews miała bardzo dobry pomysł na fabułę. Naprawdę super, że chciała poruszyć tak kontrowersyjne tematy w swojej publikacji. Mam jednak wrażenie, że zdecydowanie przesadziła. Choć całość wciągnęła mnie niesamowicie, tak jak wspomniałam, autentycznie się bałam podczas lektury, w pewnym momencie pomyślałam sobie, że jest to jednak historia bardzo, ale to bardzo naiwna i przerysowana.

I to nie naiwna przez styl. Nie, tu jest wszystko w porządku - wielu się wkurza, bo język nie wymaga skupienia, jest prosty, aż zbyt prosty, powiedziałabym nawet, że ubogi. Mnie to jednak nie przeszkadza - miałam na uwadze, że jest to relacja pisana z perspektywy zaledwie kilkunastoletniej dziewczynki, więc nie oczekiwałam cudów.

Problem jest gdzie indziej. Mianowicie - w oderwanych od rzeczywistości fragmentach. We fragmentach, w które aż trudno uwierzyć, które zdają się być efektem dziecięcej fantazji, a których jednak jest tak wiele, że człowiek i w to rozwiązanie jednak wątpi, bo ile i - a może przede wszystkim: co - może zmyślić dziecko? Mnie się osobiście nie chce wierzyć w to, żeby dziewczynka w wieku lat dwunastu (o ile dobrze pamiętam) była w stanie kłamać tak długo i w takich sprawach. Jakiej odpowiedzi by jednak nie przyjąć za pewną, ja powiem Wam jedno: to w pewnym momencie zaczyna człowieka irytować. Ja doszłam do takiego etapu, że owszem, czytałam z zainteresowaniem, ale gdzieś tam porzuciłam wiarę, że coś takiego mogło się wydarzyć. Bałam się nadal, bo autorka zastosowała takie zabiegi, że nie było siły, żeby na mnie nie działały, ale jednocześnie kontynuowałam poznawanie losów tych dzieci tylko dlatego, że byłam ciekawa, co Andrews jeszcze wymyśliła. A uwierzcie mi, że wyobraźnię to ona miała bardzo sprawną. Nigdy, w żadnej powieści nie spotkałam się jeszcze z taką ilością okropieństw, Kwiaty... były nimi aż przeładowane. 

No właśnie. Okrucieństwo okrucieństwem, tutaj tego dostatek, ale mnie - mimo wszystko - niesamowicie uderzał fakt, że przez niemal 400 stron miało się wrażenie, że bohaterów nie spotka nic, co chociaż w założeniu miało być dobre. Wiem, że cała akcja poszłaby do kosza, gdyby wprowadzić chociaż jedną postać pozytywną, jednak mnie raził fakt, że takiej osoby nie było. Zwiększało to tylko moje wrażenie odrealnienia. 

A postaci? Bardzo dobrze skonstruowane. Babcia - uosobienie samego diabła. Nie wiem, to już chyba źle o mnie świadczy, ale polubiłam ją bardzo, mimo jej skandalicznego zachowania. Ciągnie mnie w stronę czarnych charakterów. Matka, której chętnie sama zrobiłabym krzywdę, a przede wszystkim pozbawiłabym ją narządów rozrodczych. I jej dzieci, które były tylko dziećmi, a którym bezprawnie bardzo szybko odebrano prawo do przeżywania beztroskiego dzieciństwa. Dzieciaki, które zdane same na siebie, dorastając w gorzej niż spartańskich warunkach, stały się ludźmi zaradnymi i samodzielnymi, ale mającymi wielką bliznę na psychice. Być może nawet taką, która nie pozwoli im wieść normalnego życia - tego nie wiem, dowiem się wkrótce, gdy sięgnę po kolejne tomy sagi o tej rodzinie.

Dziś...
Wystawiam trzy gwiazdki i, uwaga, pierwszy raz robię to bez stuprocentowego przekonania. Waham się cholernie - z jednej strony emocje mną targały, po nocach spać nie mogłam, co jest super. Jednak te wszystkie nieprawdopodobne zdarzenia... było ich chyba po prostu za dużo. Świetnie się czytało, lecz trzeba oddać sprawiedliwość. Andrews napisała książkę dobrą, a przynajmniej wiedziała, jak pisać, żeby to się sprzedawało i zostało w końcu bestsellerem. Ja jednak nie zamierzam jej odpuścić tych wszystkich zgrzytów. I za nie ocena końcowa została zmniejszona aż o dwie gwiazdki.

6 komentarzy:

  1. Czyżby przypadkiem na podstawie tej książki został nakręcony film?
    Coś sobie, jak przez mgłę, przypominam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej książce, ale nie wydaje mi się, że to lektura dla mnie, jakoś niespecjalnie trafiają do mnie takie klimaty, ostatnio lubuję się w fantastyce i ciepłych historia, albo w podręcznikach do poprawki... To jak horror, ale takiego wyższego levelu, one dopiero po nocach się śnią, polecam! :D

    http://leonzabookowiec.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastyki nie cierpię ;)

      Usuń
    2. O, fajnie - ten gatunek jest tak uwielbiany ostatnimi czasy, że trudno mi było znaleźć osobę, która ma takie same odczucia...

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.