02.07.2015

Natasza Socha "Macocha"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Natasza Socha
Tytuł: Macocha
Tytuł oryginału: Macocha
Wydawnictwo: Filia
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: 34,90 zł
Liczba stron: 282

Ach te potworne pasierbice...

Niemal trzydziestoletnia Roma wiedzie szczęśliwe życie u boku swojego męża Brunona, z zawodu weterynarza. Wydawać by się mogło, że nic nie może zachwiać tym spokojem i szczęściem. Niestety, los znów postanowił wkroczyć do akcji i pokazać, na co go stać. Tak oto na progu domu małżeństwa pojawia się nastoletnia Kasia - córka Brunona z pierwszego małżeństwa. Dziewczyna przechodzi właśnie przez trudny okres dojrzewania, pokłóciła się z matką, jest krnąbrna i ma niewyparzony język. Roma, kompletnie nieprzygotowana na tę wizytę pasierbicy, sama będąc kobietą czasem lekkomyślną, nie potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji...

Są takie książki, po których od razu widać, że są czytadłami na jeden raz. A mimo to ludzie po taką literaturę sięgają i - co niektórych przeraża, innych zdumiewa, a całą resztę mało obchodzi - czerpią radość z czytania takich historii. Do takich właśnie pozycji należy Macocha autorstwa Nataszy Sochy.

No bo naprawdę, spójrzmy obiektywnie - czego możemy się spodziewać po opowieści o kobiecie, która nagle staje oko w oko z córką swojego męża z pierwszego małżeństwa, przy czym i młodsza, i starsza to charaktery niezwykle silne i zadziorne? Odpowiedź jest jedna i bardzo prosta: co najwyżej mile spędzonego leniwego popołudnia czy też wieczora. Rozwiązanie idealne dla osób, które potrzebują czegoś lekkiego i zabawnego.

Ja sama Macochę przyuważyłam na Lubimy czytać już dawno. Wprawdzie po przeczytaniu streszczenia fabuły serce nie zaczęło mi mocniej bić, a w głowie nie pojawiła się dzika, nieokiełznana myśl CHCĘ I MUSZĘ TO MIEĆ!, ale jakoś tak instynktownie poczułam, że to może być kawał dobrej lektury. Planowałam ten tom wypożyczyć przy okazji. Wyszło tak, że kupiłam. Niedługo po otrzymaniu zamówienia zabrałam się za czytanie.

No i co? Ludzie, nieczęsto mi się to zdarza, ale niemal na każdej stronie tej pozycji znalazłam coś, przez co wybuchałam niekontrolowanym śmiechem. Wiele fragmentów odczytałam na głos, żeby moja mama też się pochichrała. Albo żeby przestała na mnie patrzeć jak na wariatkę. No, w każdym razie dzieliłam się radością. 

Losy tej patchworkowej rodzinki wciągnęły mnie niesamowicie. Nie śledziłam ich z zapartym tchem, bo umówmy się - całość jest naprawdę bardzo przewidywalna i nie potrzeba mieć doktoratu albo nadzwyczajnie rozwiniętej umiejętności logicznego myślenia, żeby się domyślić, jak to się skończy. Mimo to dałam się wciągnąć, co więcej - cieszyłam się tymi chwilami. 

Macocha jest taką moją Bridget Jones. I Roma, i Bridget mają cechy wspólne. Są w podobnym wieku, są lekko niereformowalne i wpadają na różne dziwne pomysły. Tylko że tej drugiej nie znoszę, bo swoją głupotą i nieodpowiedzialnością przebija niejednego gimnazjalistę (tak nawiasem mówiąc, spodziewajcie się na dniach kilku słów o drugiej części dziennika tej bohaterki). Roma natomiast jest zwariowana, ale w akceptowalny sposób. Nie przekracza granic absurdu, mimo wszystko zachowuje się jak przystało na kobietę w jej wieku. Jedynie nie potrafi dogadać się z czternastolatką. A z tym ma problem mniej więcej co drugi dorosły. Tak więc wybaczamy okresowe spadanie poziomu poczynań i wypowiadanych słów. Każdemu się zdarza.

Właśnie, słowa. Język, styl. Socha pióro ma obłędne. Proste, dostosowane do potrzeb przeciętnego czytelnika. Co ważne - okraszone humorem. No dobrze, nie traktujmy elementów komicznych w tej powieści jako wielką zaletę. W końcu poczucie humoru każdy ma inne, ja momentami wymiękałam ze śmiechu, ale ktoś inny może być pewnymi cytatami zgorszony i zażenowany jak ja wspomnianą wcześniej Jones. Ale fakt faktem, że kto się ma pośmiać, ten się na pewno przy Macosze pośmieje.

Wykreowane postaci to kolejny plus całej tej opowieści. Żaden bohater nie pozostawił mi wyboru, musiałam coś do niego czuć. I tak na myśl o Brunonie wręcz obnażam kły. Kasię miałabym ochotę walnąć w łepetynę. A Romę pokochałam miłością prawdziwą. Wręcz się z nią identyfikuję. Jestem niemal pewna, że w sytuacji, w której się znalazła, zachowywałabym się tak samo.  Bo też dostaję kota w głowie, kiedy świat zmusza mnie do konfrontacji z osobą plus minus dziesięć lat młodszą ode mnie. Zwyczajnie nie mam na tyle cierpliwości.

Przedmiot dzisiejszego wpisu otrzymuje...
Pięć gwiazdek. Tak, dobrze widzicie. Książka, która nic nie wniosła do mojego życia, która jest lekka i na jeden raz, przewidywalna i co tam jeszcze - jest rewelacyjna. To nie jest błąd. To nie jest jakieś moje zdziwaczenie czy nagły napad miękkiego serca. Ja po prostu uważam, że jeśli ktoś szuka tytułu, przy którym się będzie mógł zrelaksować, to bardzo dobrze zrobi, sięgając po Macochę. Bo to jest opowiastka, która rolę dostarczania rozrywki spełnia doskonale.

6 komentarzy:

  1. Nie miałam okazji czytać jeszcze żadnej książki pani Nataszy, ale mam już u siebie jej "Kurę domową" i myślę, że jeszcze w ten weekend się za nią zabiorę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie daj mi znać, czy warto się za tę książkę zabrać! :)

      Usuń
  2. Lekkie powieści przyjemnie czyta się w wakacje, więc kto wie - może przeczytam tę książkę, skoro dostała od Ciebie 5 gwiazdek :)

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie myślałam, że to tak dobra i w pewnym sensie zabawna powieść. Tym bardziej będę musiała po nią sięgnąć, jak tylko przyjdzie ku temu okazja. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się za nią rozejrzeć, naprawdę ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.