15.07.2015

Diego Galdino "Zadbam o to, żeby cię nie stracić"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Diego Galdino
Tytuł: Zadbam o to, żeby cię nie stracić
Tytuł oryginału: Mi arrivi come da un sogno
Wydawnictwo: Rebis
Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
Cena: 32,90 zł
Liczba stron: 250

Realizując własne marzenia...

Dla Lucii staż w rzymskim dzienniku jest wielką szansą na osiągnięcie upragnionego sukcesu. Niestety, bliscy nie podzielają jej entuzjazmu. Młoda dziewczyna wyjeżdża z rodzinnej miejscowości pełna nadziei, ale i niepokoju na myśl o tym, co ją czeka. W trakcie pobytu w obcym mieście poznaje Clarka Kenta, mężczyznę fascynującego i uroczego. To pod jego wpływem bohaterka postanawia w końcu definitywnie postawić się rodzinie i żyć po swojemu. Losowi się to jednak nie podoba, o czym zakochani bardzo szybko i boleśnie się przekonają...

Można o mnie powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jestem romantyczką. Tak samo jak unikam fantastyki, tak nie czytam współczesnej literatury kobiecej, którą uważam za zbiór ckliwych historyjek miłosnych, od których człowiekowi bardzo szybko może zrobić się niedobrze. Wychodzę z założenia, że jeśli już romans, to klasyczny, najlepiej autorstwa Jane Austen. Jednak kiedy w sobotę w torbie książek, które dostałam na zlocie blogerów, znalazłam Zadbam o to, żeby cię nie stracić, postanowiłam, że spróbuję to przeczytać, a jeśli mi się nie spodoba, to się z kimś wymienię czy podaruję komuś tę powieść w prezencie.

 Dziś, niedługo przed południem, poznałam już zakończenie tej historii. Stwierdziłam, że nie ma na co czekać - na świeżo podzielę się z Wami wrażeniami.

Od razu powiem jedno - bardzo się cieszę, że nie spisałam tej książki na straty. Choć opis i okładka nie pozostawiały złudzeń co do tego, z jaką literaturą będę miała do czynienia, okazało się, że obawy, które kłębiły mi się w głowie były w znacznej mierze wyolbrzymione.

Galdino uraczył nas opowieścią idealną na wakacyjne dni - lekką i przyjemną w odbiorze. Być może, gdybym sięgnęła po nią kiedy indziej moje odczucia byłyby zupełnie inne, nie wiem. Teraz wprawdzie daleko mi do zachwytu, ale równie dobrze z przekonaniem powiem Wam: nie ma tu tragedii. Naprawdę.

Autor, operując językiem dopasowanym do potrzeb przeciętnego czytelnika, opowiada nam historię dość schematyczną, ale - wydaje mi się, że przez miejsce, w którym rozgrywa się większość akcji - uroczą. Przecież wszyscy to znamy: ona poznaje fajnego chłopaka, w którym się zakochuje, uczucie jest odwzajemnione, ale coś ich szczęściu staje na przeszkodzie. A jednak mi te, nazwijmy to, utarte ścieżki, nie wadziły. Byłam urzeczona tym, jak za pomocą słowa pisanego można pokazać czytelnikowi piękno miasta, w którym ten nigdy nie był. Prawdopodobnie to właśnie Rzym odpowiadał za cudny klimat całości, klimat, który sprawiał, że aż chciało się czytać, mimo że nietrudno było się domyśleć, co stanie się na kolejnych stronach.

Postaci występujące wykreowane zostały z należytą starannością, nie miałam poczucia, że są płaskie, papierowe. Uwielbiałam babcię Martę, uporem i chęcią dążenia do celu imponowała mi Lucia, za to nie znosiłam całej reszty jej bliskich. Clark mnie trochę denerwował, uważałam go za mało męskiego. Dobrze, że miał wokół siebie ludzi, którzy w odpowiednim momencie potrafili go kopnąć w tyłek i powiedzieć: chłopie, walcz do samego końca. Jestem przekonana, że gdyby nie oni, sam niczego by nie zrobił. To smutne, ale cóż, i tacy mężczyźni są na świecie, a chyba o to chodziło - by wiernie oddać charaktery ludzkie. 

Lecz żeby nie było tak do końca kolorowo - chwilami mimo wszystko zdenerwowanie na przewidywalność fabuły przesłaniało mi wszystko. Znalazłam dość sporo fragmentów, które niebezpiecznie blisko zbliżały się do granicy z wielkim czerwonym napisem NIEWYBACZALNIE PRZESŁODZONE. Uważam, że z powodzeniem można było ich uniknąć, w zamian zaś dać czytelnikowi coś, co wybije tę książkę na tle innych historii miłosnych. 

Dzisiaj...
Jest przeciętnie. Zadbam o to, żeby cię nie stracić to sympatyczne czytadełko, które polecę każdej kobiecie na te dni i wieczory, kiedy potrzeba się rozerwać przy czymś lekkim i przyjemnym. Jednakże nie mogę tak do końca zapomnieć o własnych upodobaniach i choć nie było tak źle, jak podejrzewałam, że będzie, to nadal nie jest moja tematyka, nie w czytaniu czegoś takiego czuję się najlepiej. Perypetie tych dwojga zakochanych będą dla mnie miłym wspomnieniem, ale nie na tyle, by już teraz sięgać po inne tomy z tego gatunku. Kiedyś - tak, obecnie - wracam do swojej strefy komfortu.

6 komentarzy:

  1. Ja w przeciwiestwie do Ciebie romantyczką jestem, ale unikam tandetnych romansów, ktorych na rynku coraz więcej, ale ten wydaje się być fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest najgorszy, spróbuj, to się przekonasz ;)

      Usuń
  2. Lubię od czasu do czasu poczytać lekkie romanse, jednak czasami ciężko jest mi przez nie przebrnąć ze względu na ich przesłodzenie. Może kiedyś sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, przesłodzenie jest zawsze okropne do przetrawienia w książce - a w romansach ciężko na nie nie trafić ;)

      Usuń
  3. Kiedyś (jeszcze dosłownie 3 lata temu) nie czytałam "kobiecej" literatury, ale jak w końcu dostałam jedną, drugą książkę, to stwierdziłam, że czasami dobrze tak się zresetować, odprężyć przy takiej książce. Takie też są potrzebne. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się odprężam przy kryminałach i horrorach :D

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.