13.06.2015

Joanna Szwechłowicz "Ostatnia wola"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Joanna Szwechłowicz
Tytuł: Ostatnia wola
Tytuł oryginału: Ostatnia wola
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: 32 zł
Liczba stron: 280

Czyhając na spadek...

Rodzina nie za bardzo przepada za Wirydianną Korzycką - zresztą, jest to uczucie odwzajemnione. Dlatego członkowie rodziny zdziwieni są listem, w którym baronowa informuje ich, że w związku ze śmiertelną chorobą postanawia odebrać sobie życie. Nastąpi to w noc sylwestrową. Tak jest - kobieta odejdzie z tego świata na własnych warunkach. Ale przed śmiercią Korzycka chce zrobić jeszcze jedną ważną rzecz. Przepisać komuś cały swój dorobek. Dlatego właśnie, oprócz suchego poinformowania o swoich zamiarach, żąda, by krewni stawili się w jej pałacu. Ci, mimo niechęci do staruszki, ulegają podstępowi. Cały czas zastanawiają się, kto będzie szczęśliwym spadkobiercą. Niestety, po przybyciu na miejsce sprawy się komplikują. W odciętej od świata przez śnieżycę rezydencji dochodzi do dwóch morderstw...

Już po lekturze Tajemnicy szkoły dla panien wiedziałam, że nazwisko Joanna Szwechłowicz nie będzie nazwiskiem byle jakim. Będzie marką, jakością samą w sobie. Ryzykowne stwierdzenie jak na książkę debiutantki, ale jakoś czułam, że skoro zaczęło się tak dobrze (pamiętacie?), to dalej będzie już tylko lepiej. Postanowiłam uważnie śledzić wszelkie zapowiedzi i nowości w nadziei, że pojawi się coś nowego autorstwa tej kobiety.

I wreszcie się doczekałam. Mało tego - dzięki uprzejmości autorki (której dziękuję raz jeszcze!) dostałam całkiem świeżutki egzemplarz Ostatniej woli wraz z autografem. Paczka doszła przedwczoraj, co uznałam za spóźniony, ale jakże cudowny prezent z okazji Dnia Dziecka. I niech mi nikt nie wypomina moich dwudziestu jeden lat na karku. Cisza ma być.

Choć widmo sesji i trzech egzaminów ustnych dyszy mi w kark i uciska boleśnie na klatkę piersiową, wczoraj wieczorem się złamałam. Godzina dwudziesta, a ja, wbrew temu, że obiecałam sobie czytać dla przyjemności dopiero po ostatnim zaliczeniu, zasiadłam jak królowa w łóżku z moim rozkładanym stoliczkiem i przedmiotem dzisiejszego wpisu. 

Co mogę powiedzieć? Powinnam się była uczyć, a czytałam. Wcale tego nie żałuję. I tylko utwierdzam się w przekonaniu, że jak się dobrze zaczęło, to bardzo często później poziom naszych poczynań gwałtownie wzrasta albo się przynajmniej utrzymuje.

Nie powiem, że było kolorowo. Pierwsze kilka stron nie wywarło na mnie większego wrażenia, ani mnie nie zachęciło do dalszej lektury, ani nie zniechęciło. Było tak... nijako, neutralnie. Stwierdziłam jednak, że przejmować się tym nie będę, bo do klimatu Tajemniczej szkoły dla panien też musiałam się trochę przekonywać. Nie od razu Kraków zbudowano, czyż nie?

Jednakże, jak pisałam, ta nijakość towarzyszyła mi tylko przez kilka kartek. Szybko o niej zapomniałam. Spodziewałam się, że z neutralności powoli będę przechodziła w stan zadowolenia, zainteresowania i wszelkich innych pozytywnych emocji. No i byłam naiwna. Zachwyt chwycił mnie za mordę i zaatakował znienacka, od razu, nie było nic pośrodku.

Druga pozycja w dorobku Szwechłowicz reklamowana była jako ta, która jest utrzymywana w duchu prozy Agathy Christie. Przyznam szczerze, że bardzo się tego porównania bałam, sądziłam, że będzie mocno na wyrost, a skoro na wyrost, to się zawiodę i obrażę. Nic bardziej mylnego. Zagadka kryminalna rzeczywiście bardzo przypomina to, czym potrafiła nas uraczyć Królowa Kryminałów. Ośmielę się nawet powiedzieć, że ojciec Herbst, jeden z bohaterów Ostatniej woli, to taka polska wersja Herkulesa Poirota. Tylko bardziej wyważona i spokojna, nie jakaś tam postać z podwyższonym ego. Nie żebym nie lubiła Poirota - wręcz przeciwnie, uwielbiam go, jest moim ulubionym bohaterem literackim. Po prostu stwierdzam fakt. 

Tylko że oprócz Agathy Christie przyszło mi na myśl skojarzenie z czymś jeszcze. Opowieść o tej rodzince z piekła rodem to dla mnie najnowsza, papierowa tym razem, wersja słynnej Rodziny Addamsów

A teraz zdobędę się na szczerość - choć wiedziałam, że będę miała do czynienia z kryminałem retro, nauczona doświadczeniem wcale nie na kryminał czekałam. Nie na morderstwo i śledztwo. Najbardziej obchodziła mnie ta otoczka, opis realiów, relacji międzyludzkich. I to, moi państwo, chyba największy plus całości - rewelacyjne nakreślenie fabuły, przedstawienie stosunków w rodzinie. Osobiście zdarzyło mi się parsknąć śmiechem przy niektórych dialogach i docinkach bohaterów. Uwielbiam czarny humor!

Ach, właśnie, postaci. Żadne tam płaskie, papierowe. Z duszą i charakterem. Uwielbiam Wirydiannę, kocham takie wredoty. Żenuje mnie Wanda i Urszula. Właściwie nie było nikogo, kogo bym obdarzyła obojętnym stosunkiem, każdy jakieś emocje we mnie wywoływał. To fantastyczne.

Bo wiecie, mi się naprawdę nie chce zaznaczać, że styl pisania lekki i przyjemny, dostosowany do przeciętnego czytelnika. Ufam, że skoro czytacie ten wpis i widzicie same zachwyty, to potraficie do pewnych wniosków dojść sami. Mądrzy przecież jesteście.

Ale! Żeby nie było tak słodko - bo pamiętajmy, że nadmiar słodyczy jest niezdrowy - wytknę jedną wadę. Otóż, moi drodzy, zakończenie. Nie udało mi się domyślić, kto zabił. To dobrze. Ale pozostała jeszcze jedna kwestia do rozwiązania - kto odziedziczy po Korzyckiej. Niestety, domyśliłam się tego bez trudu już na samym początku. To mnie nieco rozczarowało, liczyłam na bardziej niecodzienne rozwiązanie. 

Dlatego też dzisiaj wystawię...
Cztery gwiazdki. Jest bardzo dobrze, a gdyby nie to drobne potknięcie, to pewnie byłoby rewelacyjnie. Ostatnią wolę polecam absolutnie każdemu, kto lubi literaturę kryminalną, wgłębianie się w skomplikowane, nieraz negatywne relacje międzyludzkie albo chociaż historie, których akcja odbywa się w starszych czasach. To naprawdę urocze, że dzisiaj nie wszystkie książki dotyczą obecnych czasów, że można sięgnąć po coś, gdzie nie ma komputerów, Iphone'ów i innych cudów techniki. Choć jestem zdecydowaną zwolenniczką postępu w szerokim znaczeniu tego słowa, trochę wytchnienia od codzienności też nikomu nie zaszkodzi.

6 komentarzy:

  1. Jakoś książka mnie niczym nie zainteresowała. Oceniasz wysoko, ale to jednak nie moje klimaty - tak czuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swój gust, jeden lubi kryminały, drugi woli fantastykę, a jeszcze ktoś inny literaturę historyczną ;) Najważniejsze to czytać to, co nas interesuje i co nam daje przyjemność.

      Usuń
  2. Mnie przeciwnie zainteresowała i chetnie przeczytam.
    Zapraszam do obserwacji

    http://agnesczytaipisze.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zachęciłam do lektury, pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Kurczę jak ja uwielbiam takie powieści, koniecznie muszę przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się wrażeniami po lekturze ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.