24.05.2015

Jana Frey "Bez odwrotu"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Jana Frey
Tytuł: Bez odwrotu
Tytuł oryginału: Ruckwarts ist kein Weg: Schwanger mit 14
Wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Tłumaczenie: Ewa Knichnicka
Cena: brak informacji
Liczba stron: 133

Kiedy zbyt szybko musimy dorosnąć...

Niespełna piętnastoletnią, wychowywaną od zawsze jedynie przez matkę Lilli poznajemy w momencie, kiedy ta przeżywa swoją pierwszą miłość. Bardzo zależy jej na Dawidzie, swoim chłopaku, i wygląda na to, że on w stosunku do niej czuje to samo. Niestety, romantyczne uczucie doprowadza do wydarzenia, po którym nic nie będzie już takie samo. Nastolatka zachodzi w ciążę. Nie jest przygotowana na bycie matką - przecież sama jest jeszcze właściwie dzieckiem. Ale co się stało, to się nie odstanie. Młodzi muszą wypić piwo, które sami nawarzyli...

Kilka tygodni temu postanowiłam zrobić wielkie porządki na półce Chcę przeczytać na Lubimy czytać. Wszystkie książki, o których wiedziałam, że już po nie nie sięgnę, bo przeszła mi ochota, usunęłam, za to dodałam nowe. Obiecałam też sobie, że odtąd nie będę sięgała po żadne pozycje spoza tej listy, którą mam już utworzoną - najpierw przeczytam to, co planowałam już od dawna, a dopiero potem ewentualnie pozwolę sobie na odrobinę spontaniczności w doborze lektur. Inaczej nigdy w życiu nie wygrzebię się z czytelniczych zaległości, a do tego bardzo nie chcę dopuścić.

Bez odwrotu jest powieścią, co do której się wahałam. Zostawić ją czy usunąć? Warto poświęcić jej czas czy może lepiej znaleźć coś wartościowszego? W końcu stwierdziłam: zaryzykuję. Pewnie dlatego, że książki z Ossolineum były pewnego rodzaju hitem, kiedy uczęszczałam do gimnazjum, a nawet może jeszcze trochę wcześniej. Po prostu zadziałał sentyment. W każdym razie, przedmiot dzisiejszego wpisu miejsca na półce nie oddał. Niedługo potem znalazłam go w bibliotece i wypożyczyłam, chcąc jak najszybciej się przekonać, czy podjęłam dobrą decyzję, dając mu szansę.

Cóż mogę powiedzieć? Zmarnowałam 2 dni na tytuł, który jest mdły jak nieposolone ziemniaki. Żałuję cholernie, bo w tym czasie mogłam zagłębić się w coś dużo lepszego, co nie pozostawi po sobie uczucia zażenowania.

Bo wiecie, jakbym nadal miała te czternaście, piętnaście lat, to pewnie byłabym zachwycona. W tym wieku opowieści o dziewczynach, które za szybko wkroczyły w dorosłość, decydując się na pójście z chłopakiem do łóżka albo robiąc coś równie głupiego, bardzo mnie korciły. Do dziś pamiętam to uczucie zaciekawienia po usłyszeniu podobnej historii. Intrygowało mnie, co kieruje takimi dziewuchami. A potem zastanawiałam się, jak radzą sobie z tym, co narobiły, Czy ponoszą konsekwencje swoich czynów? Czy są dobrymi matkami? Czy mogą liczyć na pomoc rodziców i ojca dziecka? Takie tam typowe bzdury. Posunęłam się nawet do tego, że im współczułam. No ale miałam tylko czternaście, piętnaście lat.

Teraz lat mam prawie dwadzieścia jeden i choć nadal przejawiam zainteresowanie takimi sprawami, wciąż zdarza mi się myśleć nad tym, jak takie dziecko poradzi sobie w sytuacji, kiedy musi szybko dorosnąć, Bez odwrotu Jany Frey to książka, która wywoływała u mnie tylko i wyłącznie uczucie irytacji.

Skąd ta irytacja? Z naiwności i łatwości fabuły, z jej przewidywalności. Cóż za utarty schemat: ona w okresie dorastania, on też, zapewne buzują im hormony, więc idą ze sobą do łóżka. Oczywiście, nie do końca wiedzą, czym to się może skończyć, o ile w ogóle mają taką świadomość. I jak na złość okazuje się, że tak, najgorszy z możliwych scenariuszy wkrótce się spełni. Dzieci będą miały dziecko. Człowieczka, którego trzeba urodzić, utrzymać i wychować. Wydawać by się mogło, że to tylko trzy rzeczy. Nic specjalnego. Ale to są czynności z gatunku tych, o których nasi bohaterowie nie mają zielonego pojęcia.

I naprawdę, na początku to jeszcze miałam nadzieję, że aż tak banalna ta opowiastka nie będzie. Spodziewałam się czegoś, choćby najmniejszego elementu, który mnie zaskoczy. A tu nic. Wszystko tak, jak mogłam się tego spodziewać.

Szybko zrozumiałam, że tu nie będzie niczego wow. Że Lilli, jak głupia była, tak za bardzo przez rosnący brzuch nie zmądrzeje. Że chłopak, mimo że kapkę starszy, też się nagle odpowiedzialną głową rodziny nie stanie. Że tak właściwie po przyjściu na świat to dziecko może mieć tylko przerąbane. W pewnym momencie zaczęłam tylko zakładać się sama ze sobą, jak bardzo głupota rodziców na tym maleństwie się odbije. Odbić się musiała, złudzeń nie miałam.

Tutaj dochodzimy do najbardziej znaczącego plusa całości. Bezmyślność Lilli i jej chłopaka. Denerwowało mnie to, czułam ogromną złość. Chciałam wejść na karty powieści i dać im po solidnym razie w twarz na otrzeźwienie. Albo zabrać dzieciaka. Bo nie mogłam patrzeć na to, co ta dwójka robi. A jak wiecie doskonale, cenię sobie ogromnie, kiedy autor tworzy takie postaci, obok których nie umiem przejść obojętnie. Brawo, Frey, wyszło doskonale. 

Idźmy dalej - dobre jest też to, że publikacja przedstawia wydarzenia, które się naprawdę mogą wydarzyć. Które się wydarzają każdego dnia. Tu nie ma żadnego koloryzowania, upiększania na siłę. 

O dziwo tym razem narracja pierwszoosobowa i przystępny język nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Może dlatego, że przyszło mi się zmierzyć z wypocinami niedojrzałej, zwyczajnie tępej dziewuchy, która na własne życzenie znalazła się w samym środku problemów, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. Żeby jeszcze próbowała jakoś się pogodzić z losem, pochylić głowę i przyznać, że narozrabiała, ale jest gotowa zmierzyć się ze skutkami swojego postępowania. Ale nie, ja miałam wrażenie, że Lilli ma pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie. Od wszystkich wymagała pomocy i współczucia, od siebie nie dając absolutnie nic.

Chyba nic już nie da się tutaj dodać...
Dziś zdecydowałam się nie doceniać absolutnie niczego i wystawić najniższą notę. Realizm zdarzeń, wywołujący emocje bohaterowie i prostota stylu autora powoli stają się dla mnie czynnikami mało ważnymi. Potrzebuję czegoś więcej, historii, która zmasakruje mi psychikę,zmusi do przemyśleń, być może odmieni mój pogląd na jakąś sprawę. A tu dostałam tylko coś, co właściwie każdy z nas może zaobserwować na co dzień i co chyba nikogo już nie dziwi. Dosyć, moje wymagania zaczynają rosnąć!

6 komentarzy:

  1. Mam znajomą, która urodziła syna mając szesnaście lat - jednak jak na swój wiek wykazała się dużą dojrzałością. Takie książki nie dla mnie - takie przykłady mam w realu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wyjątki i dojrzałe nastolatki zawsze się zdarzają ;)

      Usuń
  2. Czasem dobrze czytac i wyciagac w nioski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby wyciągać wnioski, trzeba jeszcze natrafić na literaturę, która sprowokuje człowieka do przemyśleń ;)

      Usuń
  3. Pamiętam dokładnie okładkę tej książki, milion razy przetaczała się przez moje dłonie w bibliotece i... jeżeli dobrze pamiętam to kiedyś ją chyba czytałam, ale niestety odczuć z nią związanych nie pamiętam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie też szybko o niej zapomnę. Oby.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.