12.04.2015

Małgorzata Musierowicz "Opium w rosole"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Małgorzata Musierowicz
Tytuł: Opium w rosole
Tytuł oryginału: Opium w rosole
Wydawnictwo: Akapit Press
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: brak informacji
Liczba stron: 235

Bo każde dziecko potrzebuje uwagi...

O Genowefie powiedzielibyśmy dzisiaj, że jest niedostatecznie pilnowana. Bo jak inaczej nazwać małą dziewczynkę, która samopas błąka się po mieście i wprasza się do obcych sobie ludzi na obiady? Dodatkowo plącze się w zeznaniach odnośnie tego, jak się nazywa i co właściwie porabiają jej rodzice. Rodzina Borejków i inni bohaterowie będą mieli nie lada zagwozdkę z tym, najwyraźniej złaknionym czyjejkolwiek uwagi, dzieckiem...

To już oficjalne. Jeżycjada to jedyny znany mi cykl książek, gdzie z tomu na tom jest coraz lepiej. Znaczy, dobra, żeby nie było, że mi to zaraz wytkniecie, przyznaję: Kłamczucha była według mnie bardzo słaba. Ale potknięcia i słabsze pozycje zdarzają się nawet najlepszym pisarzom. Musierowicz też. Wybaczam jej to zresztą, bo potem zaczęła się wyraźnie rehabilitować i tworzyć coraz to lepsze historie.

Ale w przypadku Opium w rosole to już wyraźnie przesadziła. Jeszcze do niedawna uparcie twierdziłam, że nie ma, nie było i nigdy nie będzie lepszej części tej serii niż Kwiat kalafiora. No i patrzcie, co tu się nagle stało. Jakbym się z kimś o to założyła, powiedziała, że dam sobie rękę uciąć, że nic fajniejszego już Musierowicz nie napisze, dzisiaj tej ręki bym nie miała.

Z przedmiotem dzisiejszego wpisu nie miałam styczności nigdy wcześniej. Jakoś nie wpadł mi w ręce, a mnie samej nie spieszyło się, by go poznać. No ale skoro uparłam się, by cały cykl pochłonąć, i to jeszcze po kolei, to wiadomo - zaległości trzeba nadrobić. Nie powiem, miałam jakieś tam obawy, coś mi nie grało. 

I skończyło się, moi drodzy, na bezpodstawnych lękach. Opium... jest bowiem opowieścią, która wciąga już od pierwszych słów. Nie żartuję: przeczytałam jedno zdanie i już byłam jak zahipnotyzowana. A przecież to dopiero początek i prawdziwa radocha wynikająca z lektury była jeszcze daleko przede mną.

Rzadko tak się zdarza, ale w przypadku tego tytułu podobało mi się absolutnie wszystko. Sam pomysł na fabułę - rewelacyjny. Nadal poznajemy perypetie znanych nam postaci, ale dochodzi do tego coś więcej, coś poważniejszego, ważniejszego. Kwestia małej dziewczynki, która pojawia się nie wiadomo skąd, nigdy nie towarzyszy jej żaden dorosły. Malutka nigdy nie przychodzi bezinteresownie, zawsze chce zjeść obiadek u ludzi, do których akurat zapuka. Czasami nawet upiera się, że będzie u nich spać, że zostanie na zawsze. A jakby tego było mało - niesamowicie szybko się do nich wszystkich przywiązuje i traktuje jak rodzinę. Dziwna sprawa, śmierdziała mi od samego początku. Jednak właśnie dlatego, że to wszystko było takie zagmatwane, niejasne, aż chciało się czytać. Pragnęłam się dowiedzieć, o co chodzi, co ten dzieciak wyprawia, dlaczego się tak zachowuje.

Właśnie, co do dzieciaka. Genowefa przez bardzo długi czas, właściwie prawie całą książkę, miała ogromne szanse na to, by stać się numerem jeden na mojej prywatnej liście znienawidzonych przeze mnie postaci literackich. Nie mogłam jej znieść. Jej zachowanie traktowałam jako bezczelność, namolność. Kręciłam głową na myśl, jak można tak swojej pociechy nie pilnować i pozwalać na to, by robiła co chce, narzucała się nieznajomym. Przeszło mi dopiero kiedy wszystko się wyjaśniło. Kiedy zrozumiałam, co kieruje tą dziewuszką. Gdy zobaczyłam, że to nie jest rozpuszczona, puszczona samopas gówniara, której się zwyczajnie nudzi. Ona po prostu szuka uwagi i ciepła, które powinna otrzymać w domu, od rodziców.

W powieści obecni byli też inni bohaterowie. Moja ukochana rodzina Borejków. Ojej, jak to fajnie było znów spotkać się z Idą, kiedy ta była już starsza, dużo dojrzalsza! Moja ulubienica - Gabrysia, która tutaj akurat chyba się uspokoiła, to już nie ta sama chłopczyca, którą znaliśmy z poprzednich części Jeżycjady. Nawet Nutria i Pulpecja stały się jakieś do strawienia. A profesor Dmuchawiec, jak ja uwielbiam tego gościa! No i Ewa. Ewa, którą z jednej strony obdarzyłabym solidnym uderzeniem w twarz, a jak spojrzałam na nią pod innym kątem - było mi jej żal. Żal jak jasna cholera.

Wydarzenia toczyły się zadowalającym, dość szybkim tempem, które tylko potęgowało ciekawość czytelnika. Jestem pewna, że gdyby nie choroba, która męczyła mnie podczas lektury, całość przeczytałabym znacznie szybciej niż 2 dni. Niemniej jednak - i tak jest dobrze. W końcu dobrą książką należy się delektować, a nie pokonywać byle szybciej, byle mieć kolejną przeczytaną na koncie.

Co jeszcze zasługuje na uwagę i pochwałę to morał, który z powieści tej autorki aż wypływa. Pouczenie, że trzeba obdarzać miłością i uwagą wszystkich swoich bliskich, bo jeśli nie, ci mogą zacząć szukać tego gdzie indziej. Gdziekolwiek, byleby to znaleźć. 

Ach, moich odczuć się właściwie nie da nazwać słowami...
Wystawię więc w pełni zasłużone pięć gwiazdek. Jest świetnie. Oby więcej takich historii wpadało mi w ręce. No, dobrze - mogłyby być troszkę dłuższe, ale i tak lepsze to niż nic.

Ufam, że wiecie - Jeżycjadę polecam każdemu. To klasyka polskiej literatury dla dzieci i młodzieży. Warto ją znać, bo przedstawia realia, których wielu z nas nie zna: bez telewizji, komputerów, wszechobecnej przemocy i seksu. Dobrze jest sobie uświadomić, że kiedyś tak było. I że można było żyć w takich warunkach szczęśliwie.

4 komentarze:

  1. Pamiętam książkę jeszcze z gimnajuzm. Wydawała mi się ciezka, trudna w odbierze i gorsza od innych tomów Jeżcyjady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Ja takich różnic nie odczuwam, czytało mi się dobrze ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam całą serię o Borejkach. Czytam ją od początku i kupuje każdą nową część mimo, że już dawno nie jestem nastolatką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się na każdą czaję w bibliotece :D

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.