07.04.2015

Juliusz Słowacki "Balladyna"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Juliusz Słowacki
Tytuł: Balladyna
Tytuł oryginału: Balladyna
Wydawnictwo: Orkla Press Polska
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: brak informacji
Liczba stron: 142

Rywalizując o zostanie żoną księcia...

Alina i Balladyna są siostrami. Choć w ich żyłach płynie ta sama krew, dziewczęta znacznie się od siebie różnią - pierwsza z nich jest osobą łagodną i kochającą, druga zaś to egoistka, która myśli tylko o tym, jak by tu się wzbogacić. W ubogiej chatce, w której mieszkają wraz ze swoją matką bohaterki pewnego dnia zjawia się książę Kirkor. Mężczyzna chce pojąć za żonę jedną z córek starej wdowy, jednak z racji tego, że obie mają szereg zalet, nie może zdecydować, która będzie jego małżonką, a która tylko szwagierką. Wtedy jego przyszła teściowa, chcąc pomóc mu w dokonaniu wyboru, proponuje, by kandydatki na żonę wybrały się na zbieranie malin. Ta, która jako pierwsza przyniesie dzban pełen słodkich owoców, wygra i zostanie żoną księcia...

Jestem przeciwniczką poglądu głoszącego, że nawet najlepsza książka stanie się tą najgorszą, jeśli tylko uczynić ją lekturą obowiązkową w szkole. Uważam, że lektury też mogą być ciekawe i wciągające. Niektóre nawet na tyle, że ludzie sięgają po nie ponownie już z własnej woli po wielu latach od omawiania ich na lekcji polskiego.

Jeśli chodzi o mnie, jestem w stanie tu i teraz, jednym tchem, podzielić się z Wami trzema tytułami, których znajomości kiedyś ode mnie wymagano, które przeczytałam, pokochałam i wiedziałam, że prędzej czy później do nich wrócę. Są to: Kwiat kalafiora, Zemsta i Balladyna właśnie. Gdybym się zastanowiła, to bym pewnie wyliczyła więcej tomów.

Powrót do tej ostatniej zabrał mi całe wieki. Niby pamiętałam, niby chciałam, ale zawsze coś mi przeszkodziło w zrealizowaniu zamierzenia. Wiecznie były inne pozycje, które absolutnie musiałam poznać JUŻ, TERAZ, NATYCHMIAST. Więc się wkurzyłam i podczas planowania, jak będzie wyglądał mój stosik na święta, powiedziałam sobie: już czas. Bo jak nie teraz, to już nigdy. I tym razem - jak postanowiłam, tak uczyniłam. Wybrałam się do biblioteki, wypożyczyłam książki, które sobie umyśliłam pochłonąć przez Wielkanoc. Wśród nich znalazła się w końcu Balladyna.

Nie pamiętam dokładnie swoich odczuć z pierwszego zetknięcia z tą tragedią - za dużo czasu minęło. Kojarzę tylko, że było przyjemnie. A już na sto procent pewna jestem jednego - na żadne głębsze wynurzenia i zachwyty mnie wtedy nie wzięło. Ot, otworzyłam, przekartkowałam, spodobało mi się, ale nic konstruktywniejszego. Ciekawa fabuła, tak po prostu. Dziś - cholera, ile to już minęło? 5 lat? 6? - do Słowackiego podeszłam już z innej strony. Chciałam z tego jego utworu wyciągnąć coś naprawdę godnego uwagi, a nie fajnych bohaterów czy inne bzdety. I wiecie co? Udało mi się. 

Obecnie opowieść o Alinie i Balladynie jest dla mnie świetnym przykładem na to, jak perspektywa szybkiego wzbogacenia się - czy odniesienia korzyści jakiejkolwiek innej natury - może wpłynąć na człowieka. Jak wiele może zniszczyć. Jednego dnia jesteśmy inni, drugiego, kiedy okoliczności się zmieniają, pokazujemy zupełnie inną twarz. I to wcale nie musi być dobre. Niekoniecznie też możemy zdawać sobie tak do końca sprawę z tego, co w nas siedzi. Pewne rzeczy są ukryte bardzo głęboko i wypływają na wierzch tylko w określonych sytuacjach. Bądź w ogóle.

I właśnie ze względu na ukazanie tej strony ludzkiej natury ponownie zakochałam się w Słowackim. Pomysł miał świetny, rewelacyjnie go też wcielił w życie. Nie przeszkadzało mi absolutnie nic, nawet elementy fantastyczne, które przecież na co dzień raczej spotykają się z moją niechęcią.

Bohaterowie nie pozwalali na to, by przechodzić obok nich obojętnie. Nie przepadałam za Aliną, która według mnie była tak dobra, że aż przesłodzona. Żal mi było matki dziewcząt, która chciała dla nich jak najlepiej, a to z kolei obróciło się przeciw niej. Tytułowa Balladyna, choć nie da się ukryć, że kobieta zła jak siedem grzechów głównych, to jednak moja ulubienica i to niekwestionowana. Ale ja cierpię na prawdziwe umiłowanie niemal wszystkich czarnych bohaterów literackich. No bo przecież - jak jest za dobrze, to jest za mdło. I nudno.

Wszystko to razem sprawia, że całość czyta się ekspresowo. Jeśli człowiek ma możliwość - poświęci może cztery godzinki i gotowe. A najważniejsze, że nie będzie to czas stracony.

Panie Słowacki, zasługuje pan na...
Najwyższą notę. Za morał płynący z tej historii, za bohaterów, za lekkość przekazu. 

Uważam, że klasyki akurat polecać nie trzeba, mam tylko prośbę do młodszych czytelników, jeśli tu takowi zaglądają - nie odpuszczajcie sobie tej lektury, nie bazujcie na streszczeniach i opracowaniach. Słowackiemu naprawdę warto w tym przypadku dać szansę.

10 komentarzy:

  1. Ja miałam to za lekturę w gimnazjum i bardzo mi się nie spodobała :D Przed sprawdzianem wypytywałam koleżankę o szczegóły, byle tylko jako tako to napisać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda :( Może kiedyś zechcesz jeszcze do niej wrócić i coś z niej jednak wyniesiesz ;)

      Usuń
  2. Jakimś dziwnym trafem nigdy nie czytałam tej książki :P ale jeszcze z pewnością do niej sięgnę :)
    Zapraszam do mnie :) www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij, warto ;)

      A na stronę zajrzę, kiedy będę miała trochę wolnego czasu.

      Usuń
  3. Balladynę lubię bardzo, bo kojarzy mi się z moim ukochanym Makbetem - wiadomo, podobna tematyka. A Tobie należą się gratulacje za czytanie wartościowych rzeczy, które nie są paranormal romance. Pozdrawiam.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Dla mnie to żaden problem, bo nie trawię paranormal romance... :D

      Usuń
  4. Swego czasu była to moja ulubiona pozycja. Taka, która utorowała mi drogę do czytania Wieszcza. Słowacki to klasa! Muszę sobie odświeżyć wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja sięgnąć po jego inne pozycje :D

      Usuń
  5. Dawno temu czytałam tę lekturę, ale pamiętam, że mi się podobała!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.