24.04.2015

Elizabeth Flock "Dogonić rozwiane marzenia"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Elizabeth Flock
Tytuł: Dogonić rozwiane marzenia
Tytuł oryginału: Sleepwalking in Daylight
Wydawnictwo: Harlequin
Tłumaczenie: Małgorzata Borkowska
Cena: 34,99 zł
Liczba stron: 316

Kiedy nie cieszy nas to, czego pragnęliśmy...

Samantha przed laty pragnęła stworzyć prawdziwą rodzinę. Taką z gromadką szczęśliwych, zdrowych dzieci i kochającym mężczyzną u boku. Dziś coraz częściej żałuje, że podjęła się realizacji tego marzenia. Choć kiedyś była kobietą niezależną i odnoszącą sukcesy, teraz jest przede wszystkim kurą domową, która nie ma czasu dla siebie.
Cammy, córka Samanthy i Boba, niewłaściwy sposób dowiedziała się prawdy o samej sobie. Nie umie sobie z nią poradzić. Żeby uciec od problemów, trzyma się z paczką podejrzanych znajomych i sięga po narkotyki. Próbuje też pozbyć się bólu, zapisując wszystkie myśli w pamiętniku.
Wkrótce na matkę i córkę czeka punkt zwrotny. Dzień, w którym nie miało się zdarzyć nic szczególnego, który miał być taki, jak wiele poprzednich. Niestety, po nim już nic nigdy nie będzie takie samo...

Ostatnio naszło mnie, żeby spróbować poczytać coś innego. Jak ja to mówię, wyjść z własnej strefy komfortu. Na chwilę zapomnieć o ukochanych gatunkach i autorach i sięgnąć po coś, czego zupełnie nie znam. Nadarzyła się ku temu okazja - kolejna wizyta w bibliotece. Co prawda z gatunkami nie do końca mi wyszło, bo ostatecznie wzięłam jeden kryminał, ale w stosiku znalazło się sporo nowych nazwisk. Elizabeth Flock to doskonały przykład takowego.

Zależało mi, żeby tym razem zagłębić się w lekturę o życiu. Nie żadne tam lukrowane pierdoły, szczęśliwa miłość na dobre i na złe. Celowałam w problemy ludzkie, nałogi i szarą rzeczywistość. Opis przedmiotu dzisiejszego wpisu doskonale mi do tego pasował. Do tego piękna okładka tylko zachęcała, by to właśnie tę pozycję przygarnąć na jakiś czas do domu. 

Ledwo wróciłam z wypożyczalni i już postanowiłam zacząć tę powieść. Czułam, że to będzie coś niesamowitego, niecodzienne przeżycie. Jak się okazało, miałam rację.

Już od pierwszych stron czułam klimat tej historii. Nawet początkowe linijki były pełne bólu głównych bohaterek, czuło się, że nie są szczęśliwe. Za wszelką cenę chciałam dociec źródła tych problemów i niepowodzeń. Bo wydawałoby się, że te kobiety mają wszystko, a jednak coś nie zgrzyta, jest jakiś cień, który całkowicie zakrywa im radość z życia. 

W przypadku młodszej z nich, Cammy, wszystko wiadomo jest właściwie od początku. Opis na tylnej okładce zdradza, jaki to sekret skrywali jej rodzice. Pozostawała jedynie obserwacja i trzymanie kciuków, że nastolatka jakoś sobie z tym ciosem poradzi.
Z Samanthą jest nieco gorzej, to złożona sprawa. Ona dopiero wdraża nas w szczegóły dotyczące jej życia, ujawnia kawałek po kawałku przyczyny swojego nieszczęścia, choć ogólny zarys tego wszystkiego także mamy.

Bardzo podobała mi się narracja, na jaką zdecydowała się autorka. Powieść została podzielona na rozdziały pisane z perspektywy dwóch bohaterek. Doskonale wiecie, że ja uwielbiam taki zabieg. Dzięki niemu czuję, że naprawdę znam postaci, które opowiadają nam swoją historię. Wiem, co myślą i dlaczego, mogę też próbować zastanawiać się, co czują. Przeszkadzało mi jednak to, że nie wiemy nic o Bobie. A raczej nasza wiedza ogranicza się do tego, co mówią o nim żona i córka. Szkoda, bo naprawdę chciałabym wiedzieć, dlaczego zachowywał się tak, a nie inaczej, obraz byłby pełniejszy.

Mimo dość ciężkiej tematyki, całość czytało się dobrze. Winą za to obarczam styl, którym posługuje się Flock - nieskomplikowane słownictwo, konkretne zdania, żadnych niedomówień. Jedynie ludzie, którzy bardzo wczuwają się w fabułę, będą mieli problem z przebrnięciem przez kolejne kartki - jak już wyżej wspomniałam, Samantha i Cammy dzielą się z nami swoimi przeżyciami i wcale nie ukrywają przy tym złych emocji. Wręcz wylewają na nas smutek, żal i niezgodę na to, co je spotyka. Bardziej empatyczni i wrażliwi czytelnicy na pewno bardzo to przeżyją.

O tym też już nadmieniałam, ale podkreślę jeszcze raz. Ogromnym atutem tego tytułu jest jego tematyka i to, że wszystkie przedstawione w nim wydarzenia mogą dotknąć każdego żyjącego na tym świecie. Ja bardzo lubię takie opowieści, jakieś fantastyczne wątki na dłuższą metę bardzo mnie męczą.

Dzięki temu, w jaki sposób całość została spisana, możemy też mówić o bardzo dobrze nakreślonych sylwetkach bohaterów. Wiemy, co przeżywają, jak się z tym czują, a to oznacza, że raczej nie możemy przejść obok nich obojętnie. Żal było mi Cammy i kibicowałam jej bardzo. Żywiłam ogromną nadzieję, że pojawi się jakiś dorosły, który jej pomoże. Rodziców dziewczyny natomiast nie cierpiałam. Nie mogłam pojąć, dlaczego niby widzą, że coś jest nie tak, ale nie podjęli żadnych poważniejszych kroków do naprawy sytuacji - chociaż matka jeszcze chciała. Jednak ojciec się wypiął, co mnie irytowało tym bardziej, że nie rozumiałam motywów jego działania. 

I moi drodzy, wisienka na torcie - zakończenie. Niby gdzieś tam w środku kiełkowało we mnie podejrzenie, że może się stać tak, a nie inaczej, a jednak, kiedy moje przypuszczenia się sprawdziły, zdębiałam. Zwyczajnie nie mogłam uwierzyć i to do tego stopnia, że parę kartek musiałam czytać kilka razy. Bo się może pomyliłam. Bo może za chwilę przeczytam co innego. Bo może źle zrozumiałam sens tego fragmentu. Ale nie. Nic się nie zmieniło mimo wszystko. Wszystko zostało tak, jak było, a ja siedziałam zszokowana jeszcze długo. 

No i cóż tu zrobić...
Nic, tylko stwierdzić, że jest bardzo dobrze. Nie idealnie, ale blisko. Gdybym tylko miała okazję bliżej poznać Boba, to kto wie, może...

6 komentarzy:

  1. Wygląda na to, że mnie zachęciłaś:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak, to czekam na Twoje wrażenia, jeśli zdecydujesz się tę książkę przeczytać ;)

      Usuń
  2. Mam jedną książkę tej autorki na półce i chyba w maju się za nią zabiorę. Lubię takie pozycje. Nie czytam ich często, bo jednak mają tendencję do przygnębiania, ale wiem, że warto je czytać. Narrację, jaką zastosowała autorka też lubię. Podział na rozdziały z perspektywy bohaterów - super! Dlatego tak lubię powieści Jodi Picoult i Diane Chamberlain, bo tak je piszą. Rzeczywiście, chociaż kilka rozdziałów z perspektywy Boba dałoby pełniejszy ogląd na całą sprawę. Na pewno przeczytam tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zabiorę się za inne powieści, które napisała ta autorka.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.