19.04.2015

Agatha Christie "Niedziela na wsi"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Agatha Christie
Tytuł: Niedziela na wsi
Tytuł oryginału: The Hollow
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Jolanta Bartosik
Cena: 19 zł
Liczba stron: 237

Śmierć podczas weekendu na wsi...

Kiedy Hercules Poirot przybywa w roli gościa na obiad do lady Angkatell, ma nadzieję, że wreszcie odpocznie od codziennych obowiązków. W końcu jest na wsi, wszędzie panuje cisza i spokój, nie ma mowy, by to wszystko zmąciło jakieś niecodzienne wydarzenie. Jaki wstrząs przeżywa, gdy po przybyciu na miejsce pierwsze, co widzi, to krwawiący mężczyzna leżący przy basenie, a nad nim kobieta z bronią w ręku! W pierwszym odruchu detektyw myśli, że całe zajście nie wymaga głębszego wyjaśnienia, jednak już wkrótce przekona się, że nic nie jest takie proste jak może się wydawać...

No i stało się. Sięgnięcie po Kota wśród gołębi przypomniało mi, jak bardzo uwielbiam powieści Agathy Christie, a także - jak mało dotychczas ich przeczytałam.
Nieco ponad tydzień temu, kiedy w domu zabrakło mi książek, które mogłabym przeczytać, a pogoda dopisywała, wybrałam się na spacer do biblioteki. Mniej więcej wiedziałam, na wypożyczenie czego się zdecyduję, ale postanowiłam też zdobyć się na trochę spontaniczności. Skończyło się tak, że kiedy zobaczyłam całą dość sporą półkę z dziełami Christie, nie dało rady mnie od niej odciągnąć. Coś wziąć musiałam. Nie zastanawiałam się zbyt długo, wybór padł na Niedzielę na wsi w dużej mierze dlatego, że to właśnie ta pozycja jako jedna z pierwszych wpadła mi w ręce. No i miał w niej występować Poirot. 

Po powrocie do domu próbowałam jeszcze poćwiczyć silną wolę. Zacząć lekturę od innych tytułów, które wypożyczyłam. To też spaliło na panewce. Poddałam się więc i otworzyłam przedmiot dzisiejszego wpisu na pierwszej stronie.

Niedługo potem odpłynęłam. Przestało się dla mnie liczyć cokolwiek. Byłam tylko ja i historia. Czułam się, jakbym była w miejscu, w którym rozgrywała się akcja. Wiecie, taki niewidoczny obserwator. Wszystko widzi i słyszy, ale nikomu nie przeszkadza, bo nikt nie zdaje sobie sprawy z jego obecności. Do tej pory takie wrażenie podczas lektury miałam dosłownie parę razy. I to jest świetne uczucie!

A wszystko to dlatego, że Christie po raz kolejny stworzyła powieść, która wciąga i nie chce puścić czytelnika wolno. Ponownie urzeka nieskomplikowany styl wypowiedzi, za to nie do końca jasna fabuła. 

Ale uwaga! Niedziela na wsi nie jest typową książką autorki. Czytając ją, może się nam wydawać, że czytamy powieść obyczajową, w której wątek kryminalny jest tylko dodatkiem do całości, nie najważniejszym jej punktem. Fani małego, wąsatego Belga też mogą nie być do końca usatysfakcjonowani - postaci tej jest jak na lekarstwo. Mnie to jednak w ogóle nie przeszkadzało - z tego, co wiem, Agatha, oprócz bycia królową kryminałów, pisała też świetne obyczajówki. Jeśli tak jest w istocie, to najwyraźniej nieświadomie sięgnęłam po dowód na poparcie tej tezy. I nie żałuję.

Nie wadziło mi nawet ślimacze tempo wydarzeń. Zabrzmi to może śmiesznie, jednak wydaje mi się ono idealnie dopasowane do miejsca, w którym rozgrywa się akcja. Na wsi wszystko powinno dziać się powoli. Nawet w obliczu morderstwa i zagadki, którą trzeba rozwikłać jak najszybciej.

Miłą odmianą jest także w moim mniemaniu fakt, że tym razem nie przewracamy strony za stroną, by odnaleźć odpowiedź na pytanie kto?, tylko po to, by zrozumieć dlaczego?. To pozycja, w której najważniejsze są motywy zbrodni, nie zaś ten, kto się jej dopuścił. I tu także plus - świetnie poznawało mi się bohaterów, ich zachowanie i wzajemne związki między nimi.

Właśnie, bohaterowie. Ich charaktery zostały dopracowane z należytą starannością. Najbardziej w pamięć zapadły mi trzy postaci: irytująca lady Angkatell, której gadulstwo i bujna wyobraźnia doprowadzały mnie do furii. Doktor Christow, którego postępowania za diabła nie mogłam zrozumieć, choć bardzo się starałam. Jego żona, której w sumie współczułam, ale i zastanawiałam się, dlaczego nie jest w stanie pokazać światu, że nie taka z niej znowu nieporadna, głupia istotka, na jaką wygląda. Oni wszyscy, mimo że tak różni i nie bez wad, zyskali sobie moją sympatię.

Największą wadą Niedzieli... - choć, jak sobie teraz myślę, przywara ta wynika z faktu, że tu co innego wypływa na wierzch, na co innego trzeba zwrócić uwagę - jest to, że nie trzeba się wysilić, by odkryć, kto stoi za morderstwem. Do niedawna myślałam, że nigdy mi się nie zdarzy, bym przy kryminałach autorstwa tej kobiety zgadła, kto jest winien. A tu? Przeczytałam opis na tylnej okładce i już miałam podejrzenie. Później fabuła utwierdziła mnie w moim przekonaniu, choć autorka jeszcze walczyła i próbowała zrobić czytelników w bambuko. Nie udało się jej. Strzeliła sobie sama w stopę, podając nam niemal na tacy pewną bardzo ważną poszlakę. Kiedy do niej dotarłam, już wiedziałam, że moja intuicja nie zawiodła, choć do końca zostało jeszcze wiele stron. Co prawda rozważałam jeszcze inne opcje, przyglądałam się innym tropom, ale w głębi duszy wiedziałam, że moja pierwsza myśl była najlepsza.

Niech się wali, niech się pali...
Według mnie jest bardzo dobrze. Choć oczekiwania miałam troszkę inne, w zamian dostałam coś innego. W żadnym razie nie gorszego. Po prostu coś, co różni się od tego, co już znałam. Christie dała mi się poznać od innej strony i nie zawiodła. Wręcz przeciwnie - udowodniła mi tylko, że potrafiła stworzyć opowieść, którą czyta się z ogromną przyjemnością, choć nie jest to typowy kryminał, do których w jej wykonaniu jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni.

2 komentarze:

  1. Po takiej opinii chętnie po nią sięgnę :)

    Nominowałam Cię do LBA. Jeżeli nie wiesz o co chodzi, dowiesz się u mnie na blogu :)
    http://ruderude-czyta.blogspot.com/p/lba.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dniach opublikuję wpis, ale to trochę potrwa ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.