04.04.2015

Agatha Christie "Kot wśród gołębi"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Agatha Christie
Tytuł: Kot wśród gołębi
Tytuł oryginału: Cat among the pigeons
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Krystyna Bockenheim
Cena: 19 zł
Liczba stron: 182

Tragiczna śmierć w ekskluzywnej szkole dla dziewcząt...

Letni trymestr w elitarnej szkole dla dziewcząt w Meadowbank nie zaczął się dobrze. Oto bowiem, wkrótce po rozpoczęciu zajęć, w pawilonie sportowym ktoś morduje jedną z nauczycielek gimnastyki, która na dodatek dopiero zaczęła pracę w placówce. Niedługo potem w tym samym miejscu ginie kolejna osoba. Wszystko wskazuje na to, że w szafkach ze sprzętem sportowym znajduje się coś, co morderca bardzo chciałby dostać w swoje ręce. Sprawą zajmuje się wywiad wojskowy, gdyż pojawia się podejrzenie, że może chodzić o bardzo cenne klejnoty. Jednak gdy poszukiwania zbrodniarza długo nie przynoszą efektu na posterunku pojawia się nieoceniony Hercules Poirot...

Ile to już czasu minęło od mojego ostatniego zetknięcia się z dziełami królowej kryminału? Według moich obliczeń - prawie półtora roku. Zdecydowanie za długo. Właśnie dlatego postanowiłam, że kiedy odwiedzę bibliotekę w celu skompletowania sobie stosiku książek na święta, coś z tytułów Christie wezmę. Nie ukrywam, że wybór miałam dość mocno zawężony - wypożyczalnia nie dysponuje wszystkimi pozycjami napisanymi przez tę autorkę, a to, co dostępne jest, swego czasu w większości przeczytałam, dodatkowo mnie samą interesują tylko historie, w których występuje Poirot, bo do Jane Marple i innych postaci pojawiających się zamiast niego jakoś nie mogę się przekonać. W końcu, po krótkim wahaniu, zdecydowałam, że spróbuję przeczytać Kota wśród gołębi, choć tu także przyznaję, że miałam pewne obawy.

Skąd we mnie ten niepokój? Z prostego względu - opis przedmiotu dzisiejszego wpisu bardzo przypominał mi inną książkę - Tajemnicę szkoły dla panien. I choć trudno porównywać Szwechłowicz z Christie, ja martwiłam się, że okażą się to dwie, bardzo podobne do siebie historie. 

Powiedziałam sobie jednak dobra, trudno, najwyżej się przemęczysz, przecież to opasłe tomisko nie jest. A może jednak się miło rozczarujesz i Kota... do domu wzięłam. Koniec końców powiedzieć muszę, że dobrze się stało, że się przełamałam. Ale po kolei...

Przez wiele stron miałam mieszane uczucia. Nie mogłam się wdrożyć w klimat, wprowadzenie w temat wydawało mi się przydługie, że nie wspomnę już o wątkach poświęconych szejkowi islamskiego państwa, które mnie w ogóle nie interesowały. Postanowiłam sobie mimo wszystko dać Agacie szansę, nie odkładać książki na półkę po nieudanych pięćdziesięciu kartkach. 

Bardzo się cieszę, że udało mi się tę początkową nudę przezwyciężyć, bo już niedługo fabuła zaczęła mnie wciągać coraz bardziej i bardziej. Wydarzenia zaczynały nabierać rozpędu, było coraz więcej niejasności, kwestii do rozwiązania. Tylko Poirota nadal brakowało, ale wiedziałam, że się pojawi. Więc czytałam. Czytałam wytrwale i z chęcią, próbując się domyślić, o co tutaj, cholera, chodzi, i co za idiota grasuje w pobliżu szkoły, zabijając sobie, jak gdyby dla zabawy, niewinnych ludzi.

A kiedy już mój ulubiony detektyw wkroczył do akcji, powieść była prawdziwą poezją. Uwielbiam jego sposób rozwiązywania spraw, ten człowiek niby nic nie robi, tylko siedzi, myśli, czasami kogoś przesłucha, ale wskazać winnego zawsze potrafi. Czad!

To wszystko razem sprawiło, że Kota... pochłonęłam prawie całego w ciągu kilku godzin. Dlaczego prawie całego - bo jeszcze tego samego dnia, w którym go wypożyczyłam, przebrnęłam przez 20 stron. Potem czasu za bardzo nie miałam, więc do lektury wróciłam po dwóch dniach. I już się nie oderwałam, dopóki nie poznałam sprawcy. Sama próbowałam go wyłapać - bez skutku. 

Ach, jeszcze słów parę o bohaterach. O Poirocie się już wypowiadać nie będę, bo wiecie doskonale, że ja go KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM!, lecz na uwagę zasługują też inne postacie. Chociażby wspaniała pani Bulstrode albo naiwna Jennifer i Julia. Dwie ostatnie niezmiernie mnie wkurzały, ale o to tu chodzi. O wzbudzanie emocji jakichkolwiek, byle tylko nie być neutralnym, nijakim. 

Królowa dostaje dziś ode mnie...
Trzy gwiazdki. Jest przeciętnie, co wcale nie znaczy, że źle. Z tym, że doskonale też nie. Zwyczajnie przeszkadzały mi czynniki, o których wspomniałam na początku opinii, ale nie na tyle, by ocenę obniżyć jeszcze bardziej. A już na pewno nie powiem, że czas poświęcony na ten tytuł był czasem straconym albo że historii tej nie lubię. Lubię, chociaż Christie ma na koncie znacznie lepsze.

6 komentarzy:

  1. A już, już, chciałam po Agathę sięgnąć!
    Też dosyć dawno niczego, co spod jej pióra wyszło, nie czytałam.
    Może poszukam innego tytułu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten nie jest zły - jak napisałam, ma swoje wady, ale to JA tak uważam, Tobie może się podobać bardziej ;)

      Usuń
  2. Ja jeszcze o sprawach prowadzonych przez pannę Marple nie czytałam, za to Poirot czasami działa mi na nerwy, Fabuła wydaje się ciekawa, więc chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Poirot jest w sumie takim typem małego, wkurzającego człowieczka, ale przy tym jest postacią genialną i nic tu się wzajemnie nie wyklucza ;)

      Usuń
  3. Recenzja obszerna i konstruktywna. Uwielbiam Jej kryminaly. Przeczytalem nawet te pisane pod pseudonimem. Zapraszam do mnie. pawelskiersinis.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię, miło mi ;) Choć przyznam, że jakiś czas temu odeszłam od nazywania swoich wpisów recenzjami, teraz bardziej pasuje mi określenie "opinie".

      A na stronę zajrzę, oczywiście, w chwili wolnej ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.