06.03.2015

Kathryn Stockett "Służące"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Kathryn Stockett
Tytuł: Służące
Tytuł oryginału: The Help
Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Cena: 39,90 zł
Liczba stron: 571

A gdyby tak przeciwstawić się panującym zasadom...

Lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia, amerykańskie Południe. Segregacja rasowa - sytuacja, kiedy to biali są panami, a czarnoskórzy co najwyżej ich podwładnymi - ma się bardzo dobrze. Jej zwolenników ciągle przybywa, za to nikt nie ma na tyle odwagi, by na głos wyrazić swój sprzeciw wobec panującego porządku - co nie powinno dziwić, zważywszy na konsekwencje, które czekają buntujących się.
A jednak w Jackson w stanie Missisipi mieszka młoda kobieta, która temu, jak wszyscy naokoło traktują kolorową służbę, przygląda się z przerażeniem i niesmakiem. Postanawia coś z tym zrobić. Początkowo cały plan wydaje się niemożliwy do wykonania, jednak z czasem bohaterka otrzymuje pomoc i robi co w jej mocy, by zmienić sposób myślenia ludzi...

Segregacja rasowa jest według mnie jednym z tych wielu tematów, o których należy mówić, czytać i pisać, choć stanowią wielką, brzydką plamę na historii świata. Mimo że nie mamy powodów do chwalenia się okropieństwami, których dopuściła się ludzkość, należy o nich uczyć coraz młodsze pokolenia. Po to, by ludzie wiedzieli, jakich błędów z przeszłości nigdy więcej nie popełniać.

O Służących słyszałam już dawno temu, choć głównie mówiło się w moim otoczeniu o ekranizacji powieści niż o samej książce. Wiedziałam, że temat ważny, ciężki, kontrowersyjny, więc cały czas miałam ten tytuł w pamięci, żeby kiedyś zapoznać się z tym, co pani Stockett ma nam do przekazania. Szczęśliwym zrządzeniem losu w wyzwaniu czytelniczym, w którym biorę udział, pojawiło się hasło Książka, która została zekranizowana. Zgadnijcie, jaka pozycja wpadła mi do głowy jako pierwsza i jedyna.

Kiedy już zabierałam się za czytanie przedmiotu dzisiejszego wpisu - a dostanie go w bibliotece wcale nie było prostą rzeczą, bo jest rozchwytywany i ciągle wypożyczany - spodziewałam się lektury interesującej i pouczającej, ale z gatunku tych, przez które trudno przebrnąć. A tu taka niespodzianka.

Autorka, mimo niewdzięcznego wątku głównego swojej historii, stworzyła opowieść, którą czyta się lekko i przyjemnie. To nie jest publikacja typowo historyczna, w której pełno suchych faktów i dat. Jedyne, co ta powieść ma wspólnego z autentycznością, to zachowanie białych względem czarnoskórych i to, że ci drudzy kiedyś właściwie nie mieli praw, ba - o nich się mówiło jak o gorszym gatunku ludzi. Oprócz tego - mamy fabułę, którą się wręcz pochłania. Styl, jakim posługuje się Stockett, jest prosty, dzięki czemu kolejne kartki pokonujemy szybko i bez trudu. Wiele osób może to zdziwić - ja w każdym razie zszokowana byłam - ale nawet przy książce o takiej tematyce można się szczerze uśmiechnąć pod nosem, a nawet roześmiać w głos. Tak, moi drodzy, odrobinę humoru da się wpleść wszędzie.

Co do stylu jeszcze - jeśli macie dopiero zamiar sięgnąć po Służące, niech Was nie zrażą liczne błędy i niedbałość o poprawność w niektórych rozdziałach. To zabieg celowy, bowiem takim językiem zostały spisane fragmenty z perspektywy pomocy domowych, których edukacja, jak wiemy, z oczywistych względów nie mogła być najlepszej jakości. 

Bohaterowie zostali stworzeni z ogromną starannością, osobiście nie potrafiłam żadnego z tych głównych nie darzyć jakimkolwiek uczuciem. Lubiłam właściwie chyba wszystkich, nawet - no dobrze, przyznam się, że nie nawet, tylko zwłaszcza - czarne charaktery. Tylko Celia mnie w pewnym momencie zaczęła irytować swoim brakiem pomyślunku, no ale to się zdarza.

Co jeszcze nieziemsko przypadło mi do gustu - ukazanie innej perspektywy, pokazanie, że ktoś chciał zmienić sytuację, że się nie godził na panujące zło. A była to przecież osoba, która z powodzeniem mogła na tę sprawę machnąć ręką.

Zakończenie całości lekko mnie wbiło w fotel. Nie wiem dlaczego, ale to nie było to, czego się spodziewałam. Nie będę spoilerować, więc bez szczegółów, ale: dla mnie ostatecznie koniec był bardzo smutny. Szkoda, liczyłam na coś optymistycznego.

Dziś inaczej być nie może...
Wystawiam najwyższą notę. Dostałam praktycznie wszystko, czego od tego tomu oczekiwałam, a nawet więcej. Pouczająca lektura, szczypta humoru, charakterystyczni bohaterowie... W takiej sytuacji zakończenie nie takie, jakby się chciało, żeby było, w ogóle się nie liczy.
Polecam absolutnie każdemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.