08.02.2015

Kolumna dyskusyjna: czytasz dziecku? Jesteś przeklęty na wieki

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Cześć!

Wiecie co? Ostatnio już ostatecznie zwątpiłam w świat, na jakim przyszło mi, nam żyć. Z niepokojem obserwuję powolną śmierć wartości moralnych i coraz większy triumf głupoty oraz palącej nietolerancji. Apogeum nastąpiło wczoraj.

Kto z Was zna bloga kreatywa, ten zapewne wie, że jego autorka pod koniec listopada urodziła śliczną, zdrową córeczkę. Wszyscy czytelnicy Klaudyny wiedzą także, że dziewczyna ma niezłego świra na punkcie literatury. Nie powinno więc nikogo dziwić, że będzie czytała swojemu dziecku już od pierwszych dni życia, że postara się od najmłodszych lat wpoić małej miłość do książek. A jednak - okazuje się, że dla niektórych ludzi to problem, choć nie dla Ciebie, nie dla mnie. A ja głupia myślałam, że swoje potomstwo - dopóki nie krzywdzi się go w jakikolwiek sposób - można wychowywać, jak się chce. 

Ta młoda matka opublikowała wczoraj na swojej stronie wpis. Notkę, w którą nie mogłam uwierzyć, słowa, które oburzają. Blogerka pożaliła się, że ludzie uważają, że to, że mała Zośka od niemowlęctwa słucha, jak się jej czyta, niszczy jej dzieciństwo, krzywdzi ją. Podobno sama Klaudyna wywiera na niej presję, by jak najszybciej robiła wszystko, by być oczytaną jak mama. No to ja pytam: i co jeszcze, frytki do tego? Z numerem do specjalisty zamiast ketchupu?

Nie rozumiem, w jaki niby sposób dzieciakowi może stać się krzywda, kiedy ten słucha bajek. Tak, bajek. Krótkich historyjek. Takich z kolorowymi obrazkami. Przecież nikt nie chce dwudniowemu maleństwu czytać Milczenia owiec czy American psycho. Mówimy o książeczkach dostosowanych do wieku. Żadnego seksu, żadnej przemocy. Za to, być może, gadające zwierzątka. Chyba że uznamy, że pies potrafiący mówić, nawet w fabule książki dla dzieci, to ukryta propaganda narkotyków? 

Idźmy dalej. Pojawiają się głosy, że nie ma co czytać niemowlakowi, bo on przecież niczego nie rozumie, więc tak naprawdę tracimy czas. Ehe. Faktycznie, kilkumiesięczny człowiek może nie za wiele z tego, co słyszy, rozumie, ale tu bliskość rodzica się liczy. Jego głos, czas, który mama czy tata mu poświęca. W pierwszych miesiącach życia książka nie ma dzieciaka zafascynować tak, żeby siedział z otwartą, szczerbatą jeszcze gębą. Bardziej chodzi o to, by słuchając, maluch się odprężył, nawet zasnął. Co jest w tym złego? Jeśli chcemy się kierować tym, co dziecko rozumie, a czego nie na danym etapie życia, to w ogóle nie mówmy do tych naszych pociech przez kilka-kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt pierwszych miesięcy ich bytności na tym świecie. Bo przecież nie liczy się to, że najmłodsi uczą się od starszych, że trzeba im dużo opowiadać. Prawdą jedyną jest to, że dzieciak to kretyn, który niczego nie pojmie, więc nie powinniśmy tracić sił, energii, czasu i głosu na gadanie do niego czegokolwiek, a co dopiero mówić o czytaniu! 

Kolejna sprawa - kto tutaj widzi jakikolwiek przymus? Czy ktoś czyta swojemu dziecku na dobranoc, a kiedy kończy opowieść, dodaje: i zapamiętaj sobie, mój drogi, jak w przyszłości nie będziesz sam z siebie sięgał po książki, to cię wydziedziczę albo zamknę w domu za karę? Jasne, że rodzice cieszą się, kiedy ich latorośl odziedzicza po nich miłość do tych samych aktywności, wyznaje takie same bądź bardzo zbliżone poglądy. Ale naprawdę kochająca matka czy kochający ojciec nie odsunie się od syna lub córki dlatego, że coś się nie udało. Dlatego, że mała Marysia nie lubi czytać, a Pawełek, choć w dzieciństwie słodki, kiedy wejdzie w wiek nastoletni, postawi się ojcu i powie: nie, ja nie pójdę w twoje ślady, chcę od życia czegoś innego, nie będę studiował prawa. Prawdziwy rodzic zaakceptuje decyzje swojego dziecka i będzie go wspierał. Może w głębi ducha zaczai się smutek, żal, że jednak się nie udało dzieciaka poprowadzić tak, jak by się chciało, jak było planowane. Ale te uczucia nigdy nie przebiją się na życie realne, zawsze będą ukryte, bo najważniejsze jest to, żeby potomstwo było zwyczajnie szczęśliwe i zadowolone z życia. 

Dlatego ja nie rozumiem - skoro dziecko nie płacze, nie krzyczy i się nie wyrywa, kiedy się mu czyta, dlaczego na siłę twierdzić, że książki obecne w życiu od najmłodszych lat to jakaś przemoc psychiczna, błąd wychowawczy? Po co usilnie zastanawiać się, co będzie dalej? Może taka mała Zosia w przyszłości podziękuje Klaudynie i podzieli z nią miłość do słowa pisanego. A może nie i znajdzie sobie inną pasję, która da jej radość i ją rozwinie. Co się kiedyś stanie, tego nie wie nikt. Więc po co oceniać człowieka po tym, jak wychowuje swoje dziecko i po co się zastanawiać, jak się to na nim odbije?

Przepraszam, moi drodzy. Możliwe, że dzisiejszą notką lekko przesadziłam, wyraziłam się w pewnych momentach za ostro, zbyt dosadnie. Czasem jednak trafia mnie szlag i muszę powiedzieć, co myślę, bo otaczający mnie absurd kiedyś mnie pochłonie całą, wygniecie i wypluje taką byle jaką... 

Czy relacja kreatywy również w Was wzbudziła takie emocje?

26 komentarzy:

  1. Cieszę się, że moje niemiłe doświadczenia ze znajomymi i rodziną męża [bo to głównie od nich słyszę takie głupoty] mogły stać się inspiracją do tak ciekawej i dosadnej wypowiedzi :) Dobrze wiedzieć, że są osoby, które rozumują tak jak ja i wiele bliskich mi osób, bo to oznacza, że łapanie doła z powodu idiotycznych zarzutów jest zwyczajnie pozbawione sensu.

    Ech, chciałabym jeszcze dziś poczytać z Zońką, a ta śpi i śpi. Tymczasem ja muszę wiedzieć, jak zakończyły się losy 'Dzielnego Despero' <3 ;) Ot, matka wariatka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przykre, że chodzi o ludzi z Twojego otoczenia - myślałam, że mowa o nieznajomych, którzy, nie wiedzieć czemu, wpieprzają się w Twój sposób wychowywania i zajmowania się małą :(

      Przeczytaj sobie sama, a potem opowiedz zakończenie Zońce, a co! :)

      Usuń
    2. No, niestety, obcymi to ja bym się nie przejmowała. Ale jak ktoś znajomy pierniczy takie farmazony, to aż żal się robi.

      Usuń
    3. No cóż, pozostaje jedynie uparte robienie swojego.

      Usuń
  2. Wow. Przede wszystkim nie uważam, żeby ta notka była za ostra- cokolwiek pomyślałam czytając ją, pojawiało się w kolejnym zdaniu, więc zgadzamy się- czytanie dziecku to nie przemoc. Sama mam dwóch braci i wszystkim nam czytano w dzieciństwie (nawet gdy byliśmy już zdolni do samodzielnego czytania). Ja i mój starszy brat, owszem, czytamy- choć on preferuje zupełnie inne książki niż nasza mama, ale młodszy nie lubi i nie czyta i nikt do niego nie ma pretensji, ani on do nikogo o zmarnowany czas z dzieciństwa...
    Poza tym ja nie uważam, żeby mały człowiek był białą kartą, na której można napisać co się komu podoba- gdyby tak było, to nie tylko czytałabym, bo czyta mama, ale też paliłabym, bo ona pali? Bzdura. Od jakichś dwudziestu lat sama sobie dobieram lektury i jestem z tego dumna, a jeśli kiedyś dorobię się dzieci, to będą słuchały jak czytam albo opowiadam bajki tak długo, jak będą chciały- mając poczucie, że mama jest obok, ucząc się rozwiązywać problemy, ucząc się życia i- co może zdziwi tych z opozycji- ucząc się dokonywania własnych wyborów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jest tak dużo osób, które nie rozumieją tego problemu i dla których normalne jest to, że dzieciom się czyta.
      Dopóki nie robimy krzywdy, postępujmy z maluchami tak, jak uważamy za słuszne.

      Usuń
  3. Poza moją własną opinią, że książki można a nawet powinno się dzieciom czytać ze względu na więź z rodzicem jest jeszcze opinia wszelakich ekspertów z poradników, prasy dla mam, i stron internetowych (jestem na bieżąco jak na razie) wszyscy są zdania, że czytanie wspomaga rozwój, tworzy więź między rodzicem a dzieckiem, uspakaja, tworzy potrzebne maluszkowi rytuały, a później rozwija wyobraźnię. Wszędzie gdzie się nie spojrzy można przeczytać że dziecku można lub wręcz powinno się zacząć czytać w momencie gdy zaczyna słyszeć co dzieje się poza brzuchem mamy. Co niedawno zaczęliśmy robić. Nie wiem, czym to zaowocuje, ale na razie skupiamy się na więzi oraz na tym, żeby Maluch mógł rozpoznać nasze głosy po porodzie. Dla jednych może być to głupota, ale dla nas nie jest. W tym wypadku i w naszej rodzinie, nasze zdanie jako przyszłych rodziców liczy się dla nas najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym uważam, że czytać dziecku powinno się tak długo jak samo zdecyduj, że ma dość :)

      Usuń
    2. Tak, właśnie - przeraża to, że znane są poglądy ekspertów, ale niektórzy i tak wiedzą lepiej od nich...

      Usuń
    3. No właśnie, ale przykładowo rodzice mojego partnera również uważają to za głupotę i marnowanie czasu- mówię tu o czytaniu dziecku w brzuszku.Więc też mamy podobny do p. Klaudii problem.

      Usuń
    4. Klaudyny! Autorka bloga kreatywa ma na imię Klaudyna. Przepraszam, musiałam :D

      No cóż, pozostaje tylko olać sprawę i robić po swojemu. Krzywda się nikomu nie stanie, jak ciężarna kobieta poczyta sobie na głos.

      Usuń
    5. Zgadza się, Klaudyny, ale to tam mały pikuś :))

      Szkoda, że inni też muszą borykać się z głupotą innych. Myślałam, że to tylko w moim otoczeniu takie 'kwiatki'.

      Usuń
    6. Wybaczcie błąd :) no niestety nie tylko..

      Usuń
    7. Ja, póki co, na szczęście takich sytuacji nie widuję.

      Usuń
  4. Co krzywdzi? Bliskość z matką czy poznawanie rodzimego języka? Przyznam, nie rozumiem ludzi, którzy myślą, że czytanie szkodzi dziecku. Na szczęście nie mam takich w swoim otoczeniu :)

    www.krzywaprosta.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, takie głupie dorabianie teorii jest śmieszne. Można nie czytać dziecku, jasne, droga wolna, ale przy tym nie chrzanić bzdur, że książki są szkodliwe. No, ale jak ktoś lubi się ośmieszać...

      Usuń
  5. Czasem odnoszę wrazenie, ze blogi parentingowe to taka mekka hejterów. To co sie czasem w tym środowisku dzieje, to jakaś masakra. Brak mi słów, żeby skomentować ta sprawę, bo nie wiem co trzeba mieć w głowie, żeby tak demonizować i krytykować zwykle czytanie książeczek dziecku ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat tutaj ciężko mówić o blogu parentingowym, ale sam fakt hejtu w internecie i jego natężenie - to fakt, jest dużym problemem.

      Usuń
  6. Prowadziłam kiedyś w zastępstwie koleżanki wywiadówkę w klasie III szkoły podstawowej, zaraz po próbnych testach kompetencji, które u niektórych dzieci wypadły fatalnie pod względem ortografii i ubierania najprostszych myśli w najprostsze słowa. Długo by opowiadać, jak rozwijał się temat, dość rzec, że pewna matka natarła na mnie i wykrzyczała, że z tym czytaniem, to wszyscy gremialnie oszaleli. Dziecko ma mieć dzieciństwo, a nie książki czytać. Ma z kolegami się spotykać, a nie zamykać w wyimaginowanym swiecie. I nie, ona się nie zgadza z tezą, jakoby czytanie pomagało w rozumieniu drugiego człowieka, rozwoju słownictwa czy nauce ortografii. Ona nie zawraca sobie głowy książkami i proszę: mówi, pisze, chyba nawet ją rozumiem, c'nie? Jej dziecko czytać nie będzie. Bo tak. Bo ona jest głęboko przeciwna i nikt jej nie będzie niczego wmawiał.
    Postawę pozostawiam Wam do oceny.
    Pozdrawiam najserdeczniej Autorkę bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wstrząśnięta. Naprawdę. Dobrze, że nie przewiduję bycia nauczycielką kiedykolwiek.

      Usuń
    2. I pewnie to spotkanie z kolegami to w wirtualnym świecie się odbywa.

      Usuń
    3. Nie powinnam, ale wybuchnęłam śmiechem :D

      Usuń
  7. Szczerze mówiąc nigdy nie spotkałam się z podobną opinią, ale jeśli istnieje, to nic głupszego nie słyszałam.
    Mam dwie córki, którym czytam od zawsze, od chwili, kiedy jeszcze rosły pod moim sercem. Dziewczyny uwielbiają słuchać, kiedy im czytam, mają o wiele większy zasób słów od swoich rówieśników, mówią pełnymi zdaniami. Starsza córka chodzi teraz do drugiej klasy i sama już czyta, w związku z tym pisząc, właściwie nie robi błędów, a jeśli ma wątpliwości, zawsze pyta, bo nie jest dla niej obojętne to, jak pisze. Nie jest zindoktrynowana, nie ślęczy nad książką od rana do nocy, jest normalną, wesołą, ruchliwą dziewczynką,podobnie jak młodsza siostra.
    Jeśli mogę coś radzić Klaudynie i innym, którzy być może mają taki lub inny problem z "dobrymi radami", róbcie to, co podpowiada Wam serce i intuicja. To jest najlepsze dla Waszych dzieci. Poradniki, specjaliści są dobrzy, ale nie zawsze i na dodatek nie zawsze mają rację, wiem z doświadczenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że istnieją tacy mądrzy ludzie ;)

      Usuń
  8. Cześć! Widziałam dosyć sporo blogów o podobnej tematyce ale muszę przyznać, że twój bloga ma w sobie to coś - piszesz to co myślisz i nie martwisz się tym jak postrzegają to inni. Podoba mi się (tak też mi się wydaje), że szczerość to u ciebie podstawa. Co do artykułu: Ludzie zawsze będą się doszukiwać się dziury w całym. No bo po co czytać dziecku bajki na dobranoc, skoro mogę przyjść do domu i włączyć mu telewizję? Będzie prościej. Odniosłam wrażenie, że niektórzy jakże inteligentni rodzice chcą wyrobić u dzieci niechęć do czytania, bo odnoszą wrażenie, że jest to niepotrzebne. Niestety się mylą. Jeśli masz ochotę to wpadnij do mnie: http://marzenieliterackie.blogspot.com - nie liczę na to, że Bóg wie jak ci się spodoba ale może znajdziesz coś dla siebie. Dopiero zaczynam, więc będę wdzięczna za wyrozumiałość. Początki są trochę ciężkie, bo trzeba dopiero jakoś zaistnieć :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa ;)

      W chwili wolnej zajrzę na Twoją stronę.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.