31.01.2015

Małgorzata Musierowicz "Kwiat kalafiora"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Małgorzata Musierowicz
Tytuł: Kwiat kalafiora
Tytuł oryginału: Kwiat kalafiora
Wydawnictwo: Akapit Press
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: brak informacji
Liczba stron: 177

Kiedy wszystko jest na głowie nastolatki...

Gabriela jest najstarszą córką małżeństwa Borejków. Wzorem innych nastolatek, zaczyna przeżywać pierwsze problemy natury miłosnej. Niestety, ta beztroska, która pozwalała dziewczynie na zmartwienia nie większe niż "nie radzę sobie z fizyką" czy "z kim mój obiekt westchnień flirtuje dzisiaj" wkrótce pęknie jak bańka mydlana. Gaba będzie musiała zastąpić matkę w codziennych obowiązkach domowych, opiece nad młodszym rodzeństwem i pogodzić to wszystko z nauką...

Rok temu obiecałam sobie, że wrócę do Jeżycjady, to znaczy - przeczytam po kolei każdą jej część. Od tego czasu udało mi się przeczytać, o ile dobrze pamiętam, 3 tomy, później o złożonej samej sobie obietnicy kompletnie zapomniałam. Na szczęście raz na jakiś czas - teraz zaczyna do mnie dochodzić, że zdecydowanie za rzadko - przeglądam swoją półkę Chcę przeczytać na wiadomym portalu. Kiedy zobaczyłam na liście Kwiat kalafiora oświeciło mnie, że przecież miałam zamiar przeczytać całą Jeżycjadę. Przy najbliższej okazji wybrałam się więc do biblioteki w celu wypożyczenia przedmiotu dzisiejszego wpisu.

Miałam z nim do czynienia w szóstej klasie szkoły podstawowej. Najpierw historię tę przeczytałam z własnej woli, bo chciałam, bo czytałam co tylko mi w wypożyczalni wpadło w rękę. Później dowiedziałam się, że będzie to moja lektura obowiązkowa. Ucieszyłam się bardzo, bo perypetie rodziny Borejków wyjątkowo przypadły mi do gustu.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że mimo upływu lat moje nastawienie nie zmieniło się ani trochę. Nadal jestem oczarowana tym ciepłem bijącym od rodziny wykreowanej przez Małgorzatę Musierowicz. Borejkowie tworzą cudowną, zgraną drużynę, prawdziwe ognisko domowe, do którego chciałoby się przynależeć. Oczywiście, nie brak tu też kłótni między rodzeństwem - ale w którym domu się one nie zdarzają? O, właśnie, i to kolejny plus powieści Musierowicz - realizm. Autorka niczego na siłę nie ubarwia, nie ulepsza, ani też nie idzie w drugą stronę, przedstawiając wszystkie wydarzenia z jak najgorszej perspektywy.

Bohaterowie są starannie nakreśleni, tacy, o których można coś powiedzieć, mieć co do nich jakieś zdanie. I tak - ja podziwiam Gabrysię za opanowanie w kryzysowej sytuacji, bawi mnie zachowanie Idy, standardowo już nie przepadam za Nutrią i Pulpecją, a oderwanie od rzeczywistości ojca rodziny mnie nieco denerwowało. No, może trochę bardziej niż nieco. Prawdę mówiąc, chciałam wskoczyć do powieści i potrząsnąć tym facetem, wrzasnąć do niego Halo, człowieku, masz czwórkę dzieci, którymi musisz się zająć, nie zwalaj wszystkiego na głowę najstarszemu!!!. Odbieram to na plus - nie raz i nie dwa pisałam Wam już, że uważam, że o pisarzu dobrze świadczy, jeśli potrafi stworzyć postać, która wzbudza silne emocje, nawet te najgorsze.

Same wydarzenia przedstawione też bardzo dobrze się poznawało. Już nawet nie mówię o - jak zwykle w przypadku Musierowicz - przystępnym stylu, w jakim została spisana całość, ale o fabule. To nie jest kolejna ckliwa historyjka miłosna dla nastolatków o nastolatkach. To urzekający opis życia konkretnej rodziny, a wątki uczuciowe są tu tylko tłem, które nie rzuca się w oczy, nie narzuca się nam i nie ma aspiracji do tego, by być najważniejszym punktem opowieści.

Podsumowując, ten krótki powrót do lat dzieciństwa uważam za jak najbardziej udany. Wręcz powiedziałabym, że cały cykl Jeżycjady traktuję jako pewnego rodzaju klasykę literatury dla polskich dzieci i młodzieży. A przynajmniej chciałabym, żeby były to książki powszechnie znane. O cenieniu ich nawet nie wspominam, nigdy nie będzie tak, że coś się będzie podobało wszystkim bez wyjątku. Tutaj nawet szkoda marzyć.

Tak więc...
Mam ostatnio jakiś okres dobroci dla literatury. Pięć gwiazdek, jest rewelacyjnie. Nie ma za co obciąć nawet połówki.

6 komentarzy:

  1. Okres dobroci, albo szczęście do literatury:). Tej dobrej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie - być może zaczęło mi się permanentnie układać z literaturą, kto wie? :)
      Ale ale - cóż to by było, gdybym nagle zaczęła tutaj wypisywać same laurki? Chyba jednak wolę czasami doświadczyć dramatu :D

      Usuń
  2. książki Pani Małgorzaty to dla mnie jak podróż do przeszłości

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja ukochana książka z dzieciństwa. Czytałam ją tyle razy, że okładka już woła o pomstę do nieba:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje tomy Harry'ego Pottera też tak wyglądają :D

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.