11.12.2014

Kiera Cass "Rywalki"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Kiera Cass
Tytuł: Rywalki
Tytuł oryginału: Selection
Wydawnictwo: Jaguar
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Cena: 37,90 zł
Liczba stron: 333

Stając przed szansą na lepsze życie...

Mieszkańcy Illei podzieleni są na klasy społeczne. America wywodzi się z Piątek, razem z rodziną należy do grupy artystów. Sytuacja materialna w domu Singerów nie jest jeszcze najgorsza, jednak nie można też powiedzieć, by było jej blisko do ideału. Właśnie dlatego matka dziewczyny próbuje namówić ją do wzięcia udziału w Eliminacjach - konkursie, który ma na celu znalezienie idealnej żony dla księcia kraju. Małżeństwo z tak wysoko postawionym człowiekiem wiąże się z poprawą warunków bytowych zarówno szczęśliwej wybranki jak i jej krewnych. Główna bohaterka, mimo że nie chce, w końcu decyduje się spróbować swoich sił w walce o męża. Wkrótce przekonuje się, że wcale nie jest już taka pewna tego, że życie u boku bogatego mężczyzny nie jest tym, czego pragnie...

Co za ironia losu - studiuję filologię polską, a nie mam czasu na czytanie książek. Tak, wiem, wychodzę na hipokrytkę, bo nie dalej jak w styczniu popełniłam wpis, w którym udowadniałam, że czas na lekturę da się znaleźć zawsze. Na swoją obronę mam tylko jedno - ogarnę to. Nauczę się lepiej planować dzień, tak, by nie zaniedbać ani obowiązków, ani nie odmawiać sobie przyjemności.

Właściwie ostatnio poczyniłam pierwsze próby w kwestii nauki organizowania czasu. W niedzielę, między drukowaniem materiałów na najbliższe zajęcia, nauką na kolokwium z łaciny a przeglądaniem Facebooka (przyznaję - to ustrojstwo też odpycha mnie od książek), pomyślałam: kurczę, poczytałabym sobie. Zaraz też stwierdziłam, że taka okazja długo może się nie powtórzyć, więc od razu skierowałam się w stronę regałów. Zrezygnowałam z kontynuowania Zmierzchu - do niego wrócę później. Sięgnęłam za to po mój nowy nabytek - Rywalki autorstwa Kiery Cass. 

W planach miałam przeczytać kilka, kilkanaście stron. No, powiedzmy, że 100 to góra. Skończyło się tak, że tego dnia do niczego, co związane ze sprawami uczelnianymi już nie wróciłam. Za to na 333 strony powieści w około 4-5 godzin czytania pokonałam 202. Niezły wynik, co? Przynajmniej ja jestem z niego zadowolona. Choćby się miało walić i palić, częściej muszę robić sobie weekend z książką. I to taką czytaną dla przyjemności, nie z obowiązku, dodajmy.

Ale do rzeczy. Dlaczego otworzenie Rywalek oznaczało dla mnie koniec jakichkolwiek innych aktywności? Bo, moi drodzy, ta historia wciąga. Wciąga, intryguje i nie pozwala czytelnikowi się od niej oderwać.

Właściwie nie potrafię Wam powiedzieć, co jest w niej takiego niezwykłego. Fabuła jest przecież dość prosta, niespecjalna - rodzina potrzebująca pomocy materialnej, widmo lepszego życia, a do tego wątki miłosne w tle. Ot, zwykła młodzieżówka, którą poznasz, odłożysz i o niej najpewniej zapomnisz.

Nie w przypadku Cass. Styl, jakim się posługuje, jest tak przyjemny w odbiorze, że aż nie chce się zamykać tomu, a linijka za linijką (nadmienić warto, że czcionka jest duża, oko ją polubi) mijają w ekspresowym tempie. A wierzcie mi, że akcja nie obfituje w zdarzenia mrożące krew w żyłach, jej tempo też jest umiarkowane. 

Do tego moja ulubiona, pierwszoosobowa narracja - tak, to jest to! Autorka wiedziała, co robiła. Choć nie ukrywam - mogła jeszcze pokusić się o napisanie rozdziałów z perspektywy Maxona, byśmy mieli pełny obraz tego, co się dzieje i jak on odbiera różne wydarzenia. To już byłby majstersztyk.

Bohaterowie? Według mnie - bardzo dobrze nakreśleni, zwłaszcza Ami, ale to dzięki temu, że całość została spisana z jej punktu widzenia. Innych chciałoby się poznać trochę bardziej, lepiej, ale i tak nie jest źle.

Sama idea Eliminacji wydała mi się na początku intrygująca, jednak koniec końców czuję się trochę zawiedziona. Nie działo się nic specjalnego podczas tego konkursu, a oczekiwałam emocji, prawdziwej rywalizacji. Nie dostałam tego, a szkoda.
Przyznam też szczerze - czytając o tych zmaganiach, miałam skojarzenie z żenującym programem, emitowanym do niedawna na TVN-ie, takim pod tytułem Kto poślubi mojego syna?. Mam nadzieję, że nie wiecie, o czym mówię.

Mimo tych wszystkich niedociągnięć, lektura przedmiotu dzisiejszego wpisu była dla mnie naprawdę miłym przeżyciem. Fajnie tak móc się czasami kompletnie zanurzyć w świecie wykreowanym przez autora, nawet jeśli jego powiastka właściwie niczego do życia nie wnosi. Według mnie to rewelacyjny sposób na relaks, kompletny reset. 

Nie boję się tego powiedzieć - jeśli mówimy o powieści młodzieżowej, Cass odwaliła kawałek naprawdę porządnej roboty. Nie przesadziła w żadną stronę, pisząc o jakichś wampirach, zbyt plując na nas miłością, nic z tych rzeczy. Stworzyła przyjemną, klimatyczną historię, która jak najbardziej trafi do młodych umysłów - no, dziewczyńskich, bo nie wyobrażam sobie chłopców zaczytujących się w tej pozycji - i pokaże im, że literatura może być ciekawa, a świat nie kończy się na złym kanonie tytułów obowiązkowych, których znajomości wymaga ten okropny polonista.

Tak więc dzisiaj...
Nie zważam na wady i wystawiam cztery gwiazdki. Było bardzo dobrze, ciekawie, mogło być jeszcze fajniej, ale cieszę się z tego, co jest. Jeśli ktoś potrzebuje wyłączyć się przy czymś łatwym i przyjemnym, polecam. Rywalki to także dobra propozycja na prezent pod choinkę dla Waszych nastoletnich krewnych!

6 komentarzy:

  1. Ta książka jest dośc dobrze odbierana, pomimo kilku wad. Musi mieć w sobie "to coś" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie czytałaś, zachęcam do nadrobienia zaległości ;)

      Usuń
  2. Również dopatrzyłam się kilku wad w tej książce, jednak wciąga i czyta się ją bardzo szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczytałam gdzieś, że jest to pierwsza część cyklu - ciekawa jestem, czy pozostałe tomy wciągają tak samo ;)

      Usuń
  3. Muszę ją w najbliższym czasie zakupić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie podziel się wrażeniami po lekturze ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.