31.12.2014

Jodi Picoult "Zagubiona przeszłość"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Zagubiona przeszłość
Tytuł oryginału: Vanishing acts
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Cena: 34 zł
Liczba stron: 528

Kiedy wszystko, co znamy, okazuje się być zupełnie inne...

Delia Hopkins mieszka w uroczym miasteczku w stanie New Hampshire. Wraz z narzeczonym wspólnie wychowuje swą jedyną córeczkę. Ma też psa, z którym pracuje przy poszukiwaniu zaginionych ludzi. Moglibyśmy powiedzieć: poszczęściło jej się, ta to ma farta. Niestety, los bywa okrutny i w swej nieczułości postanowił doświadczyć też naszą bohaterkę. Delię zaczynają nawiedzać wspomnienia, których nie potrafi wytłumaczyć, a wkrótce w domu Hopkinsów pojawia się policja z informacją, która całkowicie zburzy spokój i poczucie bezpieczeństwa młodej matki...

Ci z Was, którzy mnie znają, doskonale wiedzą - był czas, kiedy z fanatycznym wręcz uwielbieniem rzucałam się na wszystko, co wyszło spod pióra Jodi Picoult, a co przez przypadek znalazłam w księgarni. To autorka, której zawdzięczam miłość do książek trudniejszych, traktujących o życiowych rozterkach, problemach. Właściwie nie wyobrażam sobie zwykłego, lekkiego czytadła, na okładce którego widniałoby jej nazwisko. I bardzo dobrze - wyrobiła sobie kobieta markę, jest ceniona właśnie za umiejętne dotykanie kontrowersyjnych tematów i osobiście uważam, że tak powinno zostać.

Z Zagubioną przeszłością miałam do czynienia już dawno temu, nawet nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy dokładnie - ale obstawiam, że około czterech lat temu. Mimo upływu czasu moje wrażenia z tej lektury nadal są aktualne, a wspomnienia żywe.

Pamiętam jak dziś swoją radość, kiedy zaznajomiłam się z opisem zamieszczonym na tylnej okładce. Już wtedy wiedziałam, że kroi się naprawdę wielki kawał czegoś dobrego, ale i ciężkiego w odbiorze.

Pamiętam jak cieszyłam się, że w tej historii znowu możemy poznawać wydarzenia z punktu widzenia różnych osób. Zawsze już będę sądzić, że to wspaniały zabieg - dzięki niemu głębiej poznajemy poszczególnych bohaterów, a i nikt nam niczego nie narzuca. Ta dowolność, po czyjej stronie stanąć, kogo postępowanie zrozumieć, a czyje być może potępić - to wspaniałe uczucie. Szkoda, że w tak niewielu pozycjach dotychczas odczułam taką swobodę. Choć z drugiej strony - to swego rodzaju, przynajmniej dla mnie, znak rozpoznawczy Picoult, gdyby nagle w podobny sposób zaczęli tworzyć inni pisarze (a z czasem przecież byłoby ich coraz więcej i więcej), zatraciłaby swoją indywidualność.

Nie do zatarcia są te momenty, kiedy wraz z postaciami przeżywałam to, co ich spotykało. Kolejne fantastyczne odczucie do kolekcji: próba zrozumienia tego, co i dlaczego się dzieje, kiedy to tak naprawdę wcale nie jest takie proste do wytłumaczenia. A także chwile, kiedy akcja zbaczała na taki tor, że śmiałam się, płakałam, byłam zdziwiona - rewelacja, moi drodzy.

Żeby nie było tak słodko - koniec końców bardzo irytowała mnie kreacja Ruthann i wątki z nią związane. Uważam, że było to bardzo naciągane, pisane po to, byle było. Powieść nic by nie straciła, gdyby tych napomknień zabrakło - a w moich oczach na pewno by zyskała. 

Trochę przejadły mi się też fragmenty fachowe, dotyczące przykładowo prawa. To może i jest fajne, jednak kiedy pojawia się w absolutnie każdym tomie, robi się powoli nudne i irytujące. 

Niestety - przyznać też muszę, że wbijające w fotel niespodziewane zakończenia czasami przestają szokować. I tak tutaj było ze mną.

Mimo wszystko - czytało się dobrze. Niby ciężko - pod względem tematyki - ale łatwo ze względu na styl. To mieszanka idealna.

Tak więc dziś...
Mam ochotę pomarudzić, jest przeciętnie. Dziś emocje już opadły, jednak przez wzgląd na to, co czułam kiedyś - jest trochę gorzej niż byłoby na świeżo teraz. Polecam wszystkim, którzy lubią cięższą literaturę, jednak zastrzeżenie moje jest takie: Picoult zdecydowanie nie jest autorką, której powieści powinno się czytać hurtowo jedną po drugiej. Powoli, odpoczywajcie między kolejnymi tytułami. Inaczej zaczniecie się denerwować i nie docenicie czegoś, co jest naprawdę tego respektowania warte. Ja czytałam jak opętana, bo się zachłysnęłam, zachwyciłam, zakochałam. Ale po latach żałuję, że nie rozkładałam sobie tego na mniejsze dawki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.