21.11.2014

Kolumna dyskusyjna: piszę bloga o książkach - czy zawsze muszę je wychwalać?

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Hej!

Ostatnimi czasy coraz rzadziej czytam recenzje - lub, jak kto woli: opinie - na blogach książkowych. Powody mam różne. Głównie winę za obecny stan rzeczy ponoszą zaczęte przeze mnie miesiąc temu studia, które pochłaniają ogrom mojego czasu. Nie ukrywam jednak tego, że kiedy już chwilę znajdę, raczej na blogi nie zaglądam, a jeśli już, to czytam raczej te luźniejsze posty, dyskusyjne, bo... o książkach czytać mi się nie chce. W blogosferze książkowej stan zasłodzenia osiągnął już jakiś czas temu taki poziom, że tego się nie da ogarnąć rozumem. 

Znaczy, ja rozumiem. Wszystko jest kwestią gustu, co dla mnie jest perełką, dla kogoś innego może być gniotem i na odwrót. Rozumiem to i toleruję, akceptuję, że ktoś ma inne zdanie. Przyznaję też bez bicia, o czym być może już wspominałam, że z nowościami czytelniczymi jestem nieźle na bakier, więc często nie wiem o czym mowa, nie jestem w stanie sprawdzić, czy naprawdę język jest tak przystępny, kwiecisty, czy jaki tam jeszcze... Ale, na litość boską, ja miałam już niejednokrotnie przyjemność natrafić na stronę, na której były publikowane same laurki. Wszystko było wspaniałe, z każdą pozycją autor takiego internetowego kącika ma świetne wspomnienia, ani jednego złego słowa (chociażby o okładce, że kolory brzydkie albo font nie taki!) nie uświadczysz. Ileż można czytać coś takiego? Wierzycie w wiarygodność takiego blogera? Ja nie. Rację miał Jarek Czechowicz w tekście, który wiele osób - w tym ja sama - skrytykowało, bo za bardzo bił w osoby publikujące swoje pisaniny w sieci. Tak, moi drodzy - o ile blog nie jest dla Was li i jedynie odskocznią od szarej codzienności, jeżeli zależy Wam na tym, by szlifować styl, to nic nie  nadaje się do tego lepiej niż teksty krytyczne. Warto o tym pamiętać. Pisanie psalmów pochwalnych na dłuższą metę nam nic nie da, czasami trzeba się trochę poznęcać nad jakąś pozycją, naturalnie - bez przesady. Tylko wiecie co? Mnie bardziej od samego zjawiska masowego chwalenia wszystkiego co popadnie interesuje to, skąd ono się wzięło i dlaczego jest w ogóle w sieci obecne.

Naturalnie, pierwsze co mi przyszło na myśl, to te całe współprace z wydawnictwami. Ja tej mody nie rozumiem, sama wolę sobie załatwiać książki, które przeczytam i o których Wam napiszę, ale jak kto woli. W każdym razie, wydaje mi się, że niektórzy blogerzy nawet czasami by chcieli powiedzieć coś nie do końca pozytywnego, ale się boją reakcji tych dobrodziejów, dzięki którym mają pozycje za darmo, zwłaszcza że czasem to są egzemplarze jeszcze nie do kupienia, nowe. Zresztą - ile ja sama się nasłuchałam i naczytałam historii, że ktoś coś tam skrytykował, z kulturą, ale powiedział, że coś było w jego opinii złe, a konsekwencją było zerwanie współpracy, odcięcie dopływu darmowych czytadeł! Ba, żeby tylko to - pamiętacie aferę z wydawnictwem Novae Res? Tu już była groźba, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie. No właśnie. Ja się nie dziwię, że się ludzie boją odezwać jak sprawa ma się tak a nie inaczej, ale... czy nie lepiej w takim razie nie zamykać sobie samemu ust i we własnym zakresie docierać do tego, co się chce czytać? Przecież, oprócz księgarni, istnieją jeszcze biblioteki, nie płacimy za wypożyczenia. Można więc powiedzieć, że kasę, którą zaoszczędzamy, zamieniamy jedynie na sam wysiłek dojścia do wypożyczalni i sięgnięcia na półkę. Ale nie, sporo osób nadal się opiera. Szkoda.

Można obawiać się też czegoś innego - reakcji autorów. O ile w przypadku tych zagranicznych nic nam nie grozi - ręka w górę, kto wierzy, że na jego bloga zajrzy kiedyś Stephen King i jak zobaczy, że coś się nie podobało, to ześle na autora strony wszelkie plagi egipskie i osobiście się postara, żeby te straszne historie, które wymyśla, wydarzyły się naprawdę - o tyle z naszymi rodzimymi pisarzami mamy problem. Krępujemy się, bo jak napiszemy złe słowo, on może je przeczytać, ba, skomentować też ma możliwość. I czasami rzeczywiście przekonujemy się, że te lęki wcale nie są nieuzasadnione. Chociaż osobiście uważam, że to, że ktoś nie potrafi znieść krytyki, to wyłącznie jego sprawa. W skrajnych przypadkach taka osoba powinna znaleźć inne zajęcie w życiu, bo zawsze znajdzie się ktoś, komu się nie spodoba to, co robimy, a nie możemy nikomu zakazać się odzywać.

W to, że ktoś natrafia na same arcydzieła literatury i absolutnie nigdy go to szczęście nie omija - przepraszam, ale nie wierzę. Tak samo jak ufam - być może bardzo naiwnie - w to, że nie ma na świecie osób, które by nie zauważały takich podstaw jak chociażby zbyt prosty styl, liczne powtórzenia. Nie dołujcie mnie. Powtarzające się kilkaset razy słowo widzi każdy, i chyba większość z nas jest w stanie wysnuć wniosek, że autor ma ubogi zasób słownictwa, a z tego rodzi się kolejna konkluzja - cholera, to źle świadczy o piszącym? No jesteście w stanie to zrobić czy nie? Inteligentni jesteście przecież. 

Oczywiście - istnieje jeszcze możliwość, że ktoś ma po prostu taki pomysł na bloga. Że pisze tylko o tych książkach, które mu przypadły do gustu. Tylko że warto byłoby, gdyby takie osoby zamieściły gdzieś w widocznym miejscu informację, że tu, na tej stronie wszystko jest piękne i różowe. Bo ja na przykład się męczę, jeśli za dużo dobrego widzę, a taka adnotacja pozwoliłaby mi po prostu szybciej zamknąć przeglądarkę i poszukać innych adresów.

Tak więc, ode mnie na koniec apel: kochani, nie obawiajcie się pokazywać rzeczywistości taką, jaka ona jest. Nikt Wam za kulturalne powiedzenie prawdy krzywdy nie zrobi. Do biblioteki możecie iść zawsze. Tylko, na litość boską, uświadomcie sobie, że czasem coś jest naprawdę słabe i nie ma co oszukiwać siebie i innych, że tak nie jest. A czasem kuleje tylko jakiś element, co ładnie można wpleść w ogół pozytywnej recenzji. Zrozumcie, że nie istnieje ani jeden powód, dla którego powinniście zatracać swoją wiarygodność! Na dzień dzisiejszy my, blogerzy, mamy jednak sporo do powiedzenia, nawet jeśli czytamy sami siebie wzajemnie, to jednak polecamy i odradzamy różne tytuły - róbmy to z głową i nie okłamujmy innych. Wszak chyba nikt z nas nie chciałby, by polecono mu chłam, prawda? Wcielmy więc w życie zasadę nie rób drugiemu co tobie niemiłe. Będzie fajniej. Serio.

A czy Was denerwuje wylewanie hektolitrów lukru na co drugą książkę? Wierzycie w 100% w te wszystkie ochy i achy? Jak myślicie - skąd to się bierze?

23 komentarze:

  1. Na szczęście są jeszcze blogi, które potrafią wylać wiadro pomyj tam gdzie się należy :D Dlaczego inne leją lukier? Bo dziewczyny zaczytują się przykładowo w paranormalach, które uwielbiają i nie będzie złego słowa, bo wydawnictwo przecież zerwie współpracę i jeszcze jedna sprawa, jak ta afera z Lewandowskim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakuje mi blogów, gdzie potrafi być ostro :D

      Usuń
    2. Niby tak, ale powiem Ci, że zbyt często nie trafiam na książki beznadziejne, zazwyczaj sugeruję się polecankami od zaufanych osób :)

      Usuń
    3. A ja nawet i w taki sposób potrafię natrafić na bubel.

      Usuń
  2. Rzadko zdarza mi się trafić na "słabą" książkę - może to taka karma ;) Jednak jeśli taka się przytrafi to piszę prawdę. Jednak jak do tej pory nie przytrafiło mi się podobne zdarzenie jak z p. Lewandowskim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo takie słabe akcje, to chyba jednak rzadko się dzieją - i dobrze...

      Usuń
  3. Jak ciągle jest kolorowo i słodko to w pewnym momencie wymiotować się chce. Ognia nam trzeba, ognia i krwi!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie nieważne jest, czy otrzymałam książkę od wydawnictwa, kupiłam sama czy wypożyczyłam z biblioteki. Nie podoba mi się to o tym piszę. Proste. Rzeczywiście więcej u mnie pozytywnych opinii, ale i negatywne się znajdą. Nawet książek, które przecież otrzymałam od wydawnictwa. Świat się nie zawalił przez to, a dalej współpracuję. Nie mam zamiaru tracić wiarygodności tylko dlatego, że boję się utracić "darmowe źródło książek". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, że masz takie podejście ;)

      Usuń
  5. Opinia powinna być szczera. Jak mi się coś nie podoba, to piszę co jest nie tak i nie ma to tamto. W kolejce czeka do napisania recenzja w sumie fajnej książki, ale z tak nielogicznym zakończeniem, że szkoda gadać i pomimo, całej sympatii dla autora to nie mam zamiaru twierdzić, że jest inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  6. u mnie najczęściej są to pozytywne opinie ale czasem mimo tego, że opis zachęcał środek okazuje się marny i wtedy piszę co i jak mi nie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. u mnie bywa różnie. Miałam kilka ścięć z autorami. Nawet na blogu... cóż, takie życie recenzenta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę miałaś takie spięcia? To musiało być zabawne :D

      Usuń
  8. King pewnie zadziałałby przy pomocy Carrie. Na odległość najłatwiej :P
    Zgadzam się z Twoim postem. To, że ludzie nie zamieszczają krytycznych informacji świadczy tylko o tym, że piszą bloga jedynie dla zysku. Bo przecież nie każda książka, jak piszesz, jest świetna. Niektóre to badziewie, które nie powinno być wydane. No, ale nie chcę też negować takich osób. W końcu jest to jakiś sposób na pozyskiwanie książek. Lepiej tak, niż mieliby w ogóle nie czytać :)
    Sama nie piszę bloga o książkach,a raczej z przymróżeniem oka o życiu i lifestyle, choć znalazła się na nim jedna notka. Może któraś pozycja Cię zainteresuje. A jeśli nie, to zapraszam na odstresowanie :)
    Będę zaglądała do Ciebie w miarę wolnego czasu. Pozdrawiam!
    Bez ściemy!
    bez-sciemy-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Niektórzy Autorzy płaczą na "złe" recenzje, ale jeszcze gorzej gdy robią to wydawnictwa. Kilka razy zdarzyło mi się być w bardzo niemiłych sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja żadnych współprac nie biorę pod uwagę.

      Usuń
  10. Przeczytałam ten post wtedy kiedy go napisałaś( tzn w ten dzień), ale dopiero teraz przypomniałam sobie , że nie skomentowałam a, chciałam. Powiem tak nie teraz już nie wierzę w wiarygodność takiego bloggera, a kiedyś przez krótki czas sama kimś takim byłam . Wcale nie mam oporów żeby się do tego przyznać. Jak czytam swoje pierwsze teksty pisane dla wydawnictw jest tam masa lukru. Na szczęscie szybko się opamiętałam i zaczęłam pisać szczerze co myślę i tak jak czuję. Jeśli coś zasługuje na pochwałę to ją daję , ale nie boję się wytknąć mankamentów jeśli je widzę( nawet gdy wiem, że wydawca/autor może się oburzyć. To jest mój blog, moje teksty i moje zdanie. Kropka. Myślę, że pierwszy powód takiego stanu to obawa przed reakcją wydawcy. Drugi to też może to, że choć ktoś nawet chce zwrócić uwagę na jakiś mankament, ale nie wie co dokładnie mu się nie podoba, albo jak to ująć ? No nie wiem. Jeśli książka zbiera same ochy i achy to zapala mi się lampka czerwona niemal od razu. Wtedy zawsze muszę przeczytać kilkanaście recenzji albo po prostu sama się przekonam czy recenzeci mają rację.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.