15.11.2014

E. L. James "Pięćdziesiąt twarzy Greya"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: E. L. James
Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Tytuł oryginału: Fifty Shades of Grey
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Cena: 39,90 zł
Liczba stron: 606

Witaj w świecie perwersji...

Anastasia Steele to młoda studentka. Dotychczas w jej życiu sprawy uczuciowe praktycznie nie istniały, sama dziewczyna przyznawała, że nie spotkała tego kogoś, przez kogo serce zaczęłoby mocniej być. Ten stan rzeczy utrzymuje się do dnia, w którym bohaterka w zastępstwie swojej chorej przyjaciółki musi przeprowadzić wywiad z młodym, bogatym przedsiębiorcą. Przedsiębiorcą, który jest tak przystojny i tajemniczy, że Ana nie jest w stanie nie zwrócić na niego uwagi. Wiele wskazuje na to, że zainteresowanie jest obustronne, ale wszystko komplikuje się, kiedy Steele zaczyna poznawać prawdziwą naturę i niecodzienne upodobania Christiana Greya...

Jestem idealnym przykładem na to, że studia potrafią czasami nieźle namieszać w głowie i uwstecznić człowieka. Mam w planie zajęć tak zwany przedmiot-zapychacz, a warunkiem jego zaliczenia jest wygłoszenie referatu na wybrany przez siebie temat. I tak, kochani, żeby było śmiesznie, żeby zrobić coś z jajem, zdecydowałam, że wezmę się za opracowywanie fenomenu bestselleru jakim jest Pięćdziesiąt twarzy Greya. Dzisiaj już wiem, że następnym razem milion razy się zastanowię, uderzę głową w coś twardego, zanim porwę się na taką głupotę. 

Naprawdę myślałam, że przeczytanie tej pozycji jakoś mi pomoże. Że wpadnie mi do głowy chociaż jakiś zarys tego, co powiem, plan wypowiedzi, cokolwiek. Ale nie. Jedyne, co mogę powiedzieć po lekturze tego dzieła to to, że teraz jeszcze bardziej nie rozumiem, jak takie coś mogło zdobyć popularność i cieszyć się tak wielkim uznaniem.

Znaczy, OK, autorce trzeba przyznać jedno - posługuje się językiem, który jest łatwy i w miarę przyjemny w odbiorze dla przeciętnego czytelnika (huh, powinnam napisać: przeciętnej czytelniczki? Halo, czy jest tu jakiś mężczyzna, który przedmiot dzisiejszego wpisu czytał?). Tylko że cała reszta woła o pomstę do nieba. A w niebie wszyscy święci robią zbiorowego facepalma. 

Fabuła, moi drodzy, jest tak prosta, że aż śmieszna: ona - młoda, głupia, niedoświadczona i on - nieco starszy, dużo bogatszy i nieporównywalnie bardziej ma nierówno pod sufitem. Idźmy dalej: on zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest normalny i próbuje ją ostrzec przed samym sobą, a ona na to nie zważa i leci jak ćma do ognia. Na Boga, ta dziewucha jest tak naiwna, że nawet umowa, w której z dość obrzydliwymi szczegółami opisane są wymagania Greya odnośnie ich ewentualnej relacji seksualnej (a zwłaszcza jej roli w tym chorym układzie!), nie za bardzo ją wzrusza. Ana się boi, ale Ana podświadomie wie, że i tak w to bagno wejdzie. Bo on przecież jest taki seksowny i zagadkowy. Anę oburzają niektóre zachowania Christiana, ale przecież nie zdobędzie się na to, by zdecydowanie się sprzeciwić, bo Grey odejdzie, a drugiego takiego ze świecą szukać! Ludzie, pomóżcie mi: ja mam się teraz śmiać czy płakać? 

Tak całkiem na serio, to jedynym bardzo pozytywnym aspektem całej powieści jest to, że wzbudzała we mnie emocje. Strona po stronie, kartka za kartką byłam na przemian albo znużona - wciąż powtarzającymi się scenami erotycznymi, które były do siebie tak podobne, że aż zlewały się w jedno - albo wkurzona idiotyzmem głównej bohaterki - bo naprawdę nie rozumiem, jak można nie mieć na tyle mózgu, żeby się godzić na coś takiego - albo śmiałam się do rozpuku. A wiecie, z czego tak się śmiałam? Z wewnętrznej bogini Anastasii. Tej pociesznej istotki, która co i rusz robiła salta, była wredna, czasem tylko siedziała cicho. Naprawdę, te opisy były tak rewelacyjne, że głowa mała! 

Potencjał widziałam też w historii ciężkiego dzieciństwa Greya. Mężczyzny, który jako chłopiec przeżył traumę i dlatego jest jaki jest. Ale przecież pani James nie rozwinie tego jedynego ciekawego wątku dalej, bo woli się skupić na opisywaniu pieprzenia się. W pewnym momencie miałam wrażenie, że ona po prostu nie miała pomysłu, jak rozwinąć ten motyw dalej, dlatego przedstawiła tylko ochłapy informacji, a reszty się, człowieku, sam domyślaj. Bardzo źle, oj bardzo.

Całość, mimo niewymagającego wysiłku stylu autorki, czytało mi się bardzo trudno, a przede wszystkim - długo. Częściowo składam to na karb obowiązków, ale fakt jest faktem - kiedy już chwilę czasu na książkę znalazłam, czytać mi się nie chciało. Miałam świadomość, że nie znajdę tutaj nic odkrywczego, interesującego, a tym bardziej, że nie kryje się tutaj odpowiedź na pytanie - gdzie tu fenomen. Widzę, że to pytanie bardziej filozoficzne, niż myślałam. Nad tym trzeba podumać dużo dłużej. No to dumam. Może na coś wpadnę. Może. 

A tymczasem...
Dzisiaj torturami (hehe, ale wpasowałam się w tematykę!) nie zmusicie mnie do podniesienia oceny. Jest tragicznie. Chwilami śmiesznie, raz na milion stron ciekawie, ale tragicznie. Nie przychodzi mi do głowy żadna grupa osób, której mogłabym Pięćdziesiąt twarzy Greya polecić. A, nie, już wiem - masochistom się spodoba. Niewyżytym seksualnie chyba też.

28 komentarzy:

  1. Ja już od dawna omijam książkę szerokim łukiem :) A gdy w pewnej szkole zobaczyłam ten tytuł wypisany i ozdobiony serduszkami na liście ksiązek do zamówienia zamarłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szkole? :O No to teraz i ja nie wiem, co powiedzieć...

      Usuń
  2. Przeczytałam jakiś czas temu tę książkę i od tej pory zdecydowanie ją wszystkim odradzam, dodatkowo kompletnie nie rozumiem zachwytów innych kobiet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się tylko zastanawiam, czy kiedykolwiek usłyszę jakiś argument ZA tą książką, który do mnie trafi. Bo że się łatwo czyta, że to czytadło jest - dla mnie to za mało, żeby był szum taki, jak się zrobił.

      Usuń
  3. A teraz Cię zaskoczę: dwie następne części są jeszcze gorsze (moja kumpela czytała i robiła mi stałe relacje, bo ja do tej książki się nie chcę zbliżać :P). No i kolejnym zaskoczeniem jest to, że film niedługo pojawi się w kinie! Tadam! Świat szaleje. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat to, że powstanie film, jakoś mnie nie zaskoczyło. Być może za jakiś czas sięgnę po resztę tej trylogii, sama się przekonam, czy może być jeszcze gorzej.

      Usuń
  4. Napisałam sporo jak na te książkę na facebooku, w komentarzach pod Twoim wpisem.
    Zapraszam do mnie - http://monweg.blog.onet.pl/ - również na konkurs :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, widziałam. Jak będę miała chwilę, zajrzę na Twoją stronę ;)

      Usuń
  5. Jak na debiut, to "50 twarzy Graya" nie jest takie złe. Za to "Dotyk Crossa", który nie jest debiutem Sylvi Day, wydaje sie totalna kopia 50 twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że dużo jest takich "kwiatków" w literaturze...

      Usuń
  6. Troszkę mnie zaskoczyłaś tą oceną. Zawsze mi się wydawało, że książka jest przynajmniej dobra, ale widocznie się myliłam. :) Cieszę się, że nie było mi dane jej przeczytać. Choć pewnie i na nią przyjdzie czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tutaj nie widzę nic dobrego, fuj :(

      Usuń
  7. Podziwiam Cię, że dotrwałaś do końca. Ja gdzieś w 1/3 zaczęłam rzygać Aną i jej ciągłym przygryzaniem wargi/rumienieniem się i stwierdziłam, że aż tak wypranego mózgu nie mam i nie dam rady tego przeczytać.
    Kompletna katastrofa, ciekawostką jest, że książka nie przeszła korekty (w sensie tej wydawniczej, mam nadzieje, że wiesz o co chodzi) i dlatego po kilka razy na stronie jest przygryzanie wargi, te same, monotonne sceny etc. Mnie osobiście do szału doprowadzał sam język, a główną bohaterkę z chęcią bym zamordowała :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dotrwałam, bo od początku podejrzewałam, że będzie źle. Nie wiedziałam tylko, że aż tak, no ale ;)
      A powtórzenia fakt, denerwują bardzo.

      Usuń
  8. Przeczytałam tylko pół. Nie byłam w stanie dobrnąć do końca. Nic mnie w niej nie ciekawiło, a ta niby perwersyjna otoczka to tylko chwyt reklamowy...

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam o tej książce, pełno dziewczyn się nią jara, tak samo kobiety w starszym wieku i zupełnie nie rozumiem czym się podniecają? Naprawdę aż tak nisko upadły, żeby czytać takie gówno gdzie 3/4 treści to sceny erotyczne? A może jakieś niespełnione fantazje seksualne lub kompleksy i chcą sobie podleczyć te kompleksy wyobrażając sobie, że są główną bohaterką?
    Chciałam to przeczytać na próbę, ale skoro tyle ma stron to szkoda mi mojego czasu.Wole przeczytać coś, co mnie na pewno zaciekawi.

    Tak swoją drogą, to pewnie filmiki porno mają ciekawszą fabułę niż ta książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby to jeszcze była jakoś porządnie napisana książka erotyczna...

      Usuń
  10. Otóż, Droga Dario, E.L.James nie skupiła się na traumie Grey'a w dzieciństwie, ponieważ nie wiedziałaby O CZYM PISZE. A co do perwersyjnych scen erotycznych, to stawiam na jakieś niespełnione podprogowe fantazje/potrzeby samej autorki. Bo jaki może być inny powód takich opisów, jeżeli bierze się za nie brytyjska kura domowa? (z całym szacunkiem dla wszystkich fanów cyklu i samej autorki)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze zdanie Twojego komentarza wywołało u mnie dziki atak śmiechu :D

      Usuń
  11. Z jednym się nie mogę zgodzić. Język nie jest przystępny tylko infantylny i autorka robi masę powtórzeń. Poddaję w wątpliwość nie tylko sam pomysł na książkę ale i warsztat pisarski... Tym samym przyłączam się do niezrozumienia dlaczego "dzieło" zdobyło taką popularność. Nawet środowiska sado-maso pukają się w czoło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez tę infantylność - automatycznie staje się przystępny i łatwy do przebrnięcia dla każdego... Choć fakt, mnie też styl załamał.

      Usuń
  12. Nienawidzę tej książki. Aż mnie ciarki przechodzą jak sobie przypomnę tą katorgę, którą przechodziłam podczas czytania jej.

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie aż tak źle nie było, zbytnio dramatyzować też nie ma co ;)

      Usuń
  13. Ja nie mam tej książki w planach i widzę, że słusznie ;)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. ups, naprawdę jest tak źle? kilkakrotnie miałam ją w ręku w Empik-u, ale za każdym razem odkładałam na później. pewnie i tak przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wyrobić sobie swoją opinię, a nuż Tobie się spodoba ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.