25.10.2014

Krystyna Siesicka "Fotoplastykon"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Krystyna Siesicka
Tytuł: Fotoplastykon
Tytuł oryginału: Fotoplastykon
Wydawnictwo: Akapit Press
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: brak informacji
Liczba stron: 151

Zwykła opowieść o zwykłej rodzinie...

Janka jest młodą dziewczyną. Uległa wypadkowi, w wyniku którego przez długi czas musi leżeć w łóżku. By jakoś stłumić poczucie nudy, postanawia zacząć snuć opowieść o tym, co się dzieje naokoło niej. Wydaje się, że leżąc cały czas w jednym miejscu, nie można zaobserwować i mieć do przekazania niczego ciekawego. Nic bardziej mylnego! Rodzina bohaterki dba o to, by miała ona materiały do swojej historii...

Po lekturze Zapałki na zakręcie, która wciągnęła mnie bez reszty, bardzo ucieszyła mnie świadomość, że mam w swojej prywatnej biblioteczce jeszcze jedną książkę autorstwa Krystyny Siesickiej. Postanowiłam, że przeczytam ją w pierwszej wolnej chwili, która mi się nadarzy. I tak oto wczoraj, korzystając z czwartkowego przypływu energii, który zaowocował zrobieniem praktycznie wszystkiego, co obowiązuje mnie na przyszły tydzień na uczelni, zabrałam się za lekturę Fotoplastykonu

Kiedyś już miałam z tą historią do czynienia, jednak złożyło się tak, że nie pamiętałam nic: ani fabuły, ani bohaterów, ani tym bardziej odczuć, które towarzyszyły mi podczas poznawania świata wykreowanego przez autorkę. Nie miałam więc wobec niej żadnych oczekiwań, no, może poza jednym: żeby czytało mi się ją tak dobrze, jak jej poprzedniczkę. Teraz, niestety, mogę powiedzieć, że się zawiodłam.

Opowieści Janki nie czytało się źle. Wręcz przeciwnie: lekki, przystępny styl Siesickiej sprawia, że kartka po kartce pokonuje się w mgnieniu oka, maksymalnie 3-4 godziny. Problem jednak w tym, że w przedmiocie dzisiejszego wpisu brak pomysłu. Wgłębiając się w tekst, za diabła nie mogłam się domyślić, co autorka chciała nam przekazać. Żadnego głównego wątku, wydarzeń ważniejszych i mniej ważnych, nic kompletnie. Ot, perypetie za perypetiami, powiązane byle jak, byle były. 

Nie mogłam się zmusić do odczuwania jakichkolwiek emocji, choćby tych negatywnych jak znużenie czy irytacja. Po prostu przewracałam stronę za stroną niemal automatycznie i tak samo bezrefleksyjnie mijały mi kolejne linijki. Bardzo nie lubię sytuacji tego typu, zwłaszcza jak człowiek wcześniej napisze coś, co mnie zachwyci, a potem natrafię na taki spadek formy. 

Bądźmy szczerzy, Zapałka na zakręcie jest debiutem Siesickiej i zarazem pozycją dużo lepszą niż opisywana obecnie. Gdyby mi nikt nie powiedział, pomyślałabym, że historia z pisaniem tej kobiety zaczęła się od Fotoplastykonu właśnie. Przecież tu nie było kompletnie niczego, co by mogło bardziej zainteresować czytelnika. Nie wiem nawet, czy losy Janki i jej rodzeństwa potrafiłyby wciągnąć dzieci i młodzież. Ja w każdym razie nie widzę na to szans i powodu, tym bardziej, że teraz jest moda na pogląd jak akcja nie jest wartka, to ja nie czytam

Bardzo zawiódł mnie brak morału na końcu, lecz tak naprawdę - czego on by się miał tyczyć, skoro brak tutaj jakiegokolwiek punktu zaczepienia? Albo to ja jestem już kompletnie ślepa, nie mam pojęcia. 

Jedyne, co mi się bardzo podobało, to narracja pierwszoosobowa. Bardzo ją lubię, co pewnie powtarzałam już nie raz i nie dwa, więc dłużej się nad tym rozwodzić nie będę. Zaznaczę tylko jedno: niestety główna bohaterka miała rację, kiedy na początku swojej opowieści stwierdziła, że to będzie historia o niczym. To się sprawdziło w stu procentach.

Bohaterowie? Bezbarwni, bez jakichkolwiek cech charakterystycznych. Do żadnego się nie przywiązałam, każdy był mi obojętny.

Powiedziałam już chyba wszystko...
Jest bardzo słabo. Dałabym jedną gwiazdkę, jednak postanowiłam docenić chociaż przyjazny czytelnikowi styl. Cała mdła jak nieposolone ziemniaki reszta woła o pomstę do nieba.

4 komentarze:

  1. Szczęśliwym trafem książka pióra Siesickiej z tych akurat, których nie miałam okazji przeczytać. I pewnie nie przeczytam. Sam tytuł już podpowiada mi, że będzie to coś jak... Album ze zdjęciami. Brak wstępu, punktu kulminacyjnego, wzrostu napięcia, zakończenia - zdjęcie za zdjęciem, sytuacja za sytuacją.

    OdpowiedzUsuń
  2. O! Nie lubię "takich" lektur. Dobrze, że trafiłam na Twoją recenzję. Teraz wiem czego mam nie tykać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jednak Tobie by się spodobała ta książka?

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.