06.10.2014

Inicjatywa społeczna: bądź frajerem, bloguj o książkach

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Cześć!

Wiecie, tego posta w ogóle nie miałam w planach. Dziś powinna pojawić się recenzja Na gorącym uczynku, jednak weny na nią mi brak. Dodatkowo - stwierdziłam, że to, co chciałam pominąć milczeniem, mimo wszystko zasługuje na komentarz. Może i podobne wpisy pojawiły się tonami na innych blogach - choć ja osobiście widziałam tylko jeden taki - ale nie można też przesadzać w drugą stronę. Jeśli jesteś członkiem jakiejś społeczności, to czasami po prostu musisz powiedzieć parę słów. Zwłaszcza, jeśli w stronę tego środowiska ktoś zaczyna kierować jakieś śmieszne, a czasami nawet oburzające czy obrażające zarzuty. I tak jest teraz.

Jeśli jesteście na bieżąco z tym, co się dzieje w blogosferze - książkowej przede wszystkim - albo chociaż zaglądacie do internetowego wydania Gazety Wyborczej, to z całą pewnością mignął Wam przed oczami ten artykuł. Publikacja, z której ironia wypływa strumieniami już przy tytule (Reckę napisałaś miodzio...) i która od samego początku w niekoniecznie dobrym świetle stawia nas, osoby, które pasjonują się czytaniem i które tą pasją chcą dzielić się z innymi, więc wykorzystują do tego celu Internet. 

Przyznam, że kiedy czytałam ten tekst, nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, a może jednak wykorzystać trzecie wyjście i wystawić głowę za okno, krzycząc: Boże, zatrzymaj świat, bo ja wysiadam!. Takiego steku bzdur to ja już dawno nie widziałam, naprawdę, a różne głupoty zdarza mi się czytać.

Już pierwsze zdanie tego... czegoś sprawiło, że złapałam się za głowę. Blogerzy piszący o książkach zdają sobie sprawę, że reszta blogerskiego światka ma ich za prawdziwych frajerów? Serio? Jakoś ja jestem blogerką piszącą o książkach właśnie i inni piszący, poruszający zupełnie inne tematy na swoich stronach, nigdy w życiu nie dali mi odczuć, że w ich mniemaniu jestem gorsza. Zastanawiam się więc, skąd tak daleko idący wniosek. Ach, moment. W kolejnych linijkach widzimy coś, co wygląda jak uzasadnienie postawionej przez autora wpisu tezy: 
Takie na przykład szafiarki, robiące sobie zdjęcia w coraz to nowych ciuchach, są w stanie wyciągnąć od sponsorów dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie. Na cudzy koszt jeżdżą na luksusowe wakacje, a ich księgowe wystawiają faktury nawet za ich pojawienie się na imprezie dla celebrytów.
Bloger książkowy może liczyć na książkę od wydawnictwa. Zwykle są to jednak egzemplarze recenzenckie, czyli bez okładek, jeszcze w roboczej wersji, czasem jedynie w formacie PDF.

Błagam, czy tylko mi ten tekst śmierdzi Kominkiem? Postawa: jeśli piszesz bloga i nie zarabiasz na tym grubej forsy albo chociaż nie próbujesz zdobyć za to super ekstra profitów, to jesteś jełopem? Bo my, drodzy państwo, jesteśmy tacy biedni. Za to, co robimy, dostajemy co najwyżej książkę od wydawnictwa i słowo podziękowania, jeśli opublikujemy o niej wpis, ba - nawet na to nie wszyscy i nie zawsze mogą liczyć. Mało tego! Pokuśmy się o stwierdzenie, że bloger książkowy to idiota, bo nie dość, że nie domaga się gadżetów, darmowych wakacji czy pieniędzy, to jeszcze bywa stratny, jeśli jakiś tytuł kupi za swoje własne pieniądze. No naprawdę, powinniśmy używać trochę więcej mózgu. Kto dziś robi coś za darmo, kto w ogóle widzi sens w robieniu czegoś bez zapłaty... Tak, na pewno takie postępowanie świadczy, że nie mamy do siebie szacunku. Wstydźmy się.
Czekajcie! Dalej czytamy, że na blogu o kulturze można jednak zarobić, tylko że pieniędzy w takim przypadku starcza jedynie na nowe książki i bilety do kina, a także jako zawód ta praca się nie opłaca, bo gdy pojawia się przymus, znika frajda, a stawki są tak niskie, że tego nie rekompensują. 
To teraz mi coś wyjaśnijcie, bo może ja półinteligentna jestem, może nie potrafię czytać ze zrozumieniem. Kto w ogóle gdziekolwiek napisał, że blogowanie to absolutnie MUSI być praca? Że człowiek, który zakłada stronę, na pewno od razu myśli o tym, jak się na niej wzbogaci? I kto twierdzi, że potrzebujemy górę forsy, bo byle czego nie weźmiemy? Inną sprawą jest to, że jeśli jeszcze raz usłyszę, że praca nie może być frajdą, to naprawdę, chyba się wykończę. Tak, moi drodzy, wesoła prawda jest taka, że to, na czym zarabiamy, przymus, na który się decydujemy, może sprawiać nam frajdę. Tylko trzeba myśleć. I wybierać to, co do czego jesteśmy pewni, niewzruszenie pewni, że się to nam nie znudzi.

Kwestii pisania recenzji i otrzymywania za to jakiegokolwiek wynagrodzenia, pozwólcie, ale dalej ciągnąć nie będę, bo mi się nóż w kieszeni otwiera. Przejdźmy do ciekawszych fragmentów.

Otóż, już wkrótce dowiemy się, że poziom naszych tekstów nie jest za wysoki. Wyjaśnienie Jarka Czechowicza, właściciela Krytycznego Oka, jest krótkie i zrozumiałe: za blogowanie biorą się także ci, którzy nie mają kompetencji, by pisać o książkach. I nie chodzi tu tylko o kierunkowe wykształcenie, ale przede wszystkim o umiejętność dostrzegania w omawianej książce jej cech dystynktywnych i akcentowania ich. Milion procent racji. Rzeczywiście, jakby się tak zastanowić, popytać w środowisku, to okazałoby się, że mamy może garstkę krytyków literackich, którzy piszą blogi. Reszta? Reszta robi to, bo lubi. Fakt, czasem włos się jeży na głowie, jak się posty widzi, ale... w tym jest nasza siła. Jarek ma odpowiednie wykształcenie, zna się na tym, o czym pisze, i na szczęście styl, którym się posługuje, sprawia, że może go bez trudu czytać każdy. Czechowicz to specjalista, ale taki, który nie daje odczuć, że jest fachowcem. I to samo robią przeciętni blogerzy. Nie mając odpowiedniej wiedzy, po prostu piszą o tym, jakie odczucia wywołała u nich dana pozycja. Nie robią nikomu krzywdy. Wręcz przeciwnie - dzięki temu, że nie siedzą w tym zawodowo, wiedzą, czego poszukuje szary czytelnik, który czyta, bo lubi. I mają większe szanse na dotarcie do takich ludzi niż osoba, która do sprawy podejdzie fachowo. Grzech? Nie sądzę. Tym bardziej, że społeczeństwo ma tendencję do podchodzenia do książek jak do jeża albo dynamitu, który ma nam wybuchnąć w twarz. Moim zdaniem trzeba cieszyć się, że ktokolwiek promuje w jakiś sposób czytanie, zamiast narzekać, "bo on robi to nieprofesjonalnie". Nie wszystko musi być profesjonalne. Nie musimy pisać kwiecistym językiem, jeśli go nie czujemy. Nie musimy każdego elementu danego tytułu rozkładać na najmniejsze cząstki. I wreszcie: nie musimy pisać postów na bloga pod dyktando tego, co nam kiedyś podano w szkole. Nie bronię teraz kompletnych idiotyzmów, jakie się zdarzają na blogach. Twierdzę jednak, że odchodzenie od schematów nie jest czymś złym.

Mały apel na dziś: bądźmy frajerami. Jeśli uwielbiamy czytać, piszmy o tym blogi. Nie przejmując się tym, czy mamy odpowiednie wykształcenie. Nie dbając o to, czy dostaniemy za to cokolwiek. Zwyczajnie róbmy coś, do cholery, tylko dlatego, że to lubimy robić, a przy okazji możemy poznać podobnego do nas świra. 

18 komentarzy:

  1. I ja jestem świrem :) i mnie artykuł w wyborczej zniesmaczył. Nie wierzyłam w to, co czytam. Pisanie bloga o literaturze nie jest pracą krytyka literackiego w eksperckim periodyku. Wielokrotnie na tych niby eksperckich recenzjach się mocno nacięłam i doszłam do wniosku, że szanowny, rasowy, zawodowy recenzent opisywanej książki na oczy nie widział. Zniechęca mnie często wydumany styl szacownych recenzji. Blogowe recenzje mają to do siebie, że autorzy piszą o tym jakie uczucia, emocje budzi w nich dana książka. Czy zwyczajnie w świecie się podoba. Z biegiem czasu coraz lepiej poznaję blogerów, których czytam i wiem, że jeśli uznają książkę za godną przeczytania, to i mi przypadnie ona do gustu. Blogowanie nie równa się założeniu działalności gospodarczej. Piszę bloga, bo chcę podzielić się z kimś swymi przemyśleniami. Nie kieruje mną chęć zarobku. Czy to przymus, gdy zakłada się bloga? Nie jestem firmą, jestem literacką (choć nie tylko) blogerką i tego zamierzam się trzymać. Sama miałam ochotę napisać coś po lekturze tego artykułu. Mam jednak na tyle mało wolnego czasu, by nie marnować go na komentowanie takich idiotyzmów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem frajerką i dobrze mi z tym! Swojej pasji nie zamieniłabym na żadną inną i według mnie powinniśmy trzymać się razem. A i mi nie zdarzyło się, żeby ktoś mnie traktował jak wyżej wymienionego frajera tylko dlatego, że piszę bloga o książkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ten wniosek to chyba z kosmosu wzięty był, taki chwyt reklamowy, żeby go ludzie przeczytali, czymś trzeba przyciągnąć człowieka, a najlepiej to zrobić - szokującą tezą właśnie...

      Usuń
  3. Idąc tym tropem myślenia m.in. Nosowska Katarzyna jest fra.... (nie przejdzie mi to przez usta), bo nie pcha się na okładki, do telewizji, na ścianki jak Doda czy inne celebrytki. A przecież mogłaby zarabiać o wiele więcej.... i dostać jakiś darmowy botoks, ciuszki czy coś.

    Mam chętkę napisać coś temu dziennikarzowi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, ja bym napisała, gdyby nie było mi szkoda czasu.

      Usuń
  4. Też o tym napisałam ;) Tylko, że z jednym cytatem.
    Ale tak naprawdę to wstyd mi, że są ludzie, którzy uważają, że skoro bloga prowadzi nastolatka, to z założenia jest on kiepski :( Wg. Do tego tekstu musiałam podchodzić kilkakrotnie, bo w pewnych momentach po prostu wymiękałam... Tekstów na ten te!at było już dużo - Gosiarelli jest chyba najbardziej znany w sieci, ale dobrze że o tym napisałaś. Ważne jest to, żebyśmy się bronili i ośmieszali tego typu artykuły. Bo to co tam o nas sugerują jest po prostu śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nie tyle śmieszne, co najzwyczajniej w świecie po prostu żenujące. Wniosek z tego artykułu jest taki: nie możesz mieć hobby czy zainteresowań. Jeśli chcesz cokolwiek robić, musisz mieć do tego odpowiednie wykształcenie.
      Taa...

      Usuń
  5. Hm, ciekawa jestem, w jaki sposób ten człowiek opisałby blogerów lifestylowych. "Nie umiesz żyć, więc nie masz prawa o tym pisać"? :p
    Niech każdy robi to, co mu w duszy gra, a nie wciska nosa w wesołą twórczość innych. Chwała tym lekkim blogom książkowym - bez nich nie czytałabym dziś już absolutnie nic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heeej, czuję się współodpowiedzialna za to, że jesteś oczytana :D

      Usuń
  6. Wielu blogerów wypowiedziało się na temat tegoż "nieudanego" artykułu. Skomentuję to krótko: Bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, czasami brak słów na to, co się czyta.

      Usuń
  7. Jestem frajerem i dobrze mi z tym :) mam bloga o książkach. Piszę, bo lubię, a co do tego artykułu, kilka osób już o tym pisało, więc powtórzę "bez komentarza". Pozdrawiam Autorkę bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cholera! Jestem frajerem! I to jakim, bo nie dość, że nie piszę profesjonalnie (bo zwyczajnie tego nie umiem) to jeszcze nikt mi za to nie płaci, a nawet nie wysyła książki, którą mogłabym przeczytać. A dlaczego? Ponieważ robię to dla przyjemności i piszę tylko wtedy kiedy mam tzw. wenę i czas. Ja zwyczajnie dzielę się z innymi tym co mnie zainteresowało w książce albo mam z nią po prostu miłe wspomnienia/skojarzenia. I tyle! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć frajerko:) Też nią jestem i świetnie mi z tym! A co do artykułu to nie skomentuję tego.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.