12.10.2014

Harlan Coben "Na gorącym uczynku"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Harlan Coben
Tytuł: Na gorącym uczynku
Tytuł oryginału: Caught
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Cena: 11,99 zł
Liczba stron: 479

W poszukiwaniu zaginionej nastolatki...

Haley McWaid ma siedemnaście lat. Jest nastolatką, o której wychowywaniu marzy każdy rodzic: grzeczna, porządna, ambitna, ze świetnymi wynikami w nauce. Pewnego dnia matka dziewczyny zauważa jej zniknięcie. Zaczynają się poszukiwania, które przez długi czas nie przynoszą żadnego rezultatu. 
Dan Mercer, kolejny bohater powieści, to pracownik opieki społecznej. Mający za sobą trudną przeszłość mężczyzna oddaje całe swoje serce pracy z potrzebującymi dziećmi. Co za ironia losu - to właśnie ten, wydawać by się mogło, człowiek-anioł wpada w pułapkę zastawioną przez dziennikarkę tropiącą przestępców. Oskarżony o pedofilię nagle traci wszystko, co ma. Mimo że koniec końców został oczyszczony z zarzutów, społeczność nadal podejrzewa, że może on mieć coś wspólnego z zaginięciem córki McWaidów. Wkrótce domniemany zboczeniec i tak ponosi surową karę za winę, której nikt mu nie udowodnił. 
Wendy Tynes, reporterka, która namierzyła zagrażającego dzieciom - w jej mniemaniu - potwora musi rozwikłać zagadkę i ustalić, co się stało. Jej działania mają nie tylko potwierdzić lub zanegować prawdziwą naturę Mercera, ale i pomóc odnaleźć zaginioną dziewczynę oraz ustalić, co w tej całej historii jest prawdą, a co kłamstwem mającym ukryć przed światem przerażające fakty...

Dobrze, moi kochani. Szlag trafił nie tylko kolejkę książek czekających na przeczytanie, która uformowała się w dość dużym stosie na regale, ale i ostatni przystanek mojej podróży do lat dzieciństwa i wczesnego -naście będzie kiedy indziej. Nie wiem kiedy, może za kilka tygodni. 

A wszystko dlatego, że po lekturze Zachowaj spokój zakochałam się w twórczości Cobena i mam do niej trochę za duży dostęp. Co mam na myśli - w jednym z większych sklepów są stoiska z przecenionymi książkami. Mnóstwo Kinga, mnóstwo Cobena za śmieszne jak na literaturę pieniądze. No grzech to by był ciężki, gdybym nie korzystała z okazji, nie? Tak więc do domu przytargałam ostatnio ze sobą Na gorącym uczynku i kompletnie nie mając siły na walkę z własną silną (słabą) wolą od razu zabrałam się do czytania.

Muszę przyznać, że mina, w porównaniu do pierwszej styczności z dziełami tego autora, trochę mi zrzedła. Nie bardzo, ale jednak.

Przedmiot dzisiejszego wpisu to klasyczny przykład powieści, które lubię najbardziej. Wszystko jest tu dopracowane, dopięte na ostatni guzik, nie ma żadnych nieścisłości. Tematyka także mnie usatysfakcjonowała - zagrożenia związane z korzystaniem z internetu, niepewność co do intencji drugiej osoby i chyba największa - a w każdym razie jedna z największych, przynajmniej według mnie - zbrodnia, której można dokonać: pedofilia. Wydawać by się mogło, że wszystko będzie super, lektura będzie dla mnie nieziemskim przeżyciem, które na długo pozostanie w mojej pamięci. Ale nie.

I to nie jest tak, że sam autor zrobił coś nie tak, nie wiem, spisał całość ciężkim do przebrnięcia stylem, niepotrzebnie przeciągał jakieś wątki, żeby inne, ciekawsze, skrócić bądź pominąć, nic z tych rzeczy. 

Nie, ja pozdrawiam osobę, która tworzyła tekst na tylną okładkę wydania. Serio, zdradzać aż tyle fabuły? Poraziło mnie to. Poraziło, ale przede wszystkim zabrało mi dość znaczną cząstkę radości płynącej z samego faktu obcowania z tytułem. Wiedziałam, co stanie się z człowiekiem podejrzanym o krzywdzenie najmłodszych. Wiedziałam, że właściwie jedynym problemem, który czeka na rozwiązanie, jest to, jak to wszystko łączy się ze sobą i czy naprawdę ten posądzony o największe świństwo zrobił to, co mu zarzucono. Źle!! Wolałabym sama odkrywać, kawałek po kawałku, poszczególne zagadnienia, dochodzić, jak to się mówi, po nitce do kłębka. Ta możliwość została mi odebrana, tak jak i spora dawka napięcia. Nie było: mój Boże, co się z nim stanie dalej, jestem taka ciekawa, że aż nie mogę odłożyć książki i iść na obiad. To boli, moi drodzy. Ja lubię dreszczyk emocji. Jeśli czyta ten wpis człowiek, który zawodowo zajmuje się streszczaniem fabuły na obwolutach: proszę tak nie robić, nigdy. Dobro czytelników powinno być priorytetem. A czytelnik, przed którym odkryje się za dużo już na starcie, to czytelnik nieszczęśliwy. Ach, i niech mi nikt teraz nie wysuwa argumentu pod tytułem no to nie czytaj następnym razem tych streszczeń, bo zamorduję śmiechem. Jakoś trzeba się dowiadywać, o czym jest dana historia, prawda? Osobiście nie przepadam za kupowaniem kota w worku. Trudno, może to jest jakieś upośledzenie, z którym muszę sobie radzić. I sobie radzę, proszę mnie za to nie karać zdradzaniem pikantnych szczegółów. W skrócie: żyjmy i dajmy żyć innym. Wypadałoby się też szanować nawzajem.

Już odchodząc od tej kwestii, bo widzę, że rozpisałam się o niej aż za długo, reszta w miarę gra. Dobrze chociaż, że pozostała nam trzymająca w napięciu zagadka, gdzie jest dziewczyna, co się z nią stało i czy wróci do domu do tęskniącej rodziny. Po raz kolejny ogromne brawa dla autora za zakończenie. Wiecie, intryga niby zawiła, mnóstwo tropów, już, już się wydaje, że rozwiązanie mamy na wyciągnięcie ręki i... bach! Nie ma. Za to okazuje się, że wszystko jest w rzeczywistości dużo prostsze niż nam się wydawało. Powiedziałabym nawet, że śmiesznie niewymyślne. Kilka razy musiałam czytać fragment, w którym wyjaśniło się, co z tą nastolatką się stało. Nie mogłam po prostu uwierzyć. Coben to mistrz. Choć trochę żałuję, że styl, jakim się posługuje, jest tak prosty, bo z powodzeniem można jedną książkę pokonać w może dwa dni  maksymalnie - fajnie byłoby spędzić nad nią trochę więcej czasu. W sumie mi się to udało, ale to przez studia i dużo mniejszą ilość czasu, jaką mogę poświęcić na poznawanie tych wszystkich wykreowanych światów. Jeszcze z 3 tygodnie temu 5-6 godzin i byłoby po wszystkim. Niby super, ale z drugiej strony - za szybko się z bohaterami też nie lubię rozstawać. A odrywania się na siłę już w ogóle nie trawię. Ja w ogóle jestem wybredna i ciężko mi dogodzić. Taki mój ciężki los. No cóż, muszę z tym żyć. Wy też, jeśli macie zamiar czytać mnie dalej. Narzekania, myślę, zawsze było tu dość dużo, nawet na najmniejsze pierdoły. To się nie zmieni. Czasem mogę być tak sfrustrowana - uczelnianymi sprawami na przykład - że będzie jeszcze gorzej niż kiedykolwiek. Nie, ja Was nie straszę, ja Was ostrzegam i informuję, bo właściwie Was lubię.

Dobra, na dziś to koniec, bo zaczynam odchodzić od tematu...
Wybacz, Harlan, że ponosisz odpowiedzialność za okładkę, której nie zaprojektowałeś, ale dzisiaj jest przeciętnie. Podejrzewam, że inne pozycje, jeśli się w twoją twórczość jeszcze bardziej zagłębić, są dużo lepsze. Będę ich szukać, obiecuję. Jak czas pozwoli. A Wam, Czytelnikom, Na gorącym uczynku mimo wszystko polecam. Może Wy tak pluć jadem nie będziecie. Albo traficie na inne, lepsze wydanie, czego Wam życzę z całego serca.

10 komentarzy:

  1. Coben jest mistrzem, to nie podlega dyskusji. Za cokolwiek byś się nie wzięła - wciągnie Cię bez reszty!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam Cobena, chociaż ma kilka gorszych książek. Najbardziej polecam - "W głębi lasu" - świetny thriller!

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tę książkę akurat się czaję już od dłuższego czasu, dobrze wiedzieć, że ktoś poleca :D

      Usuń
  3. Czytałam i zgadzam się z Tobą w pełni ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Te streszczenia na obwolucie nieraz całkowicie odbiegają od treści książki - wtedy to jest dopiero dramat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym się jednak cieszyła, jakby odbiegało.

      Usuń
  5. Dario, świetnie piszesz i z przyjemnością się czyta Twojego bloga, zwłaszcza, że można znaleźć tu ciekawe książki. Oby tak dalej. Powodzenia!

    http://lenasawa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.