24.09.2014

Meg Cabot "Dziewczyna Ameryki"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Meg Cabot
Tytuł: Dziewczyna Ameryki
Tytuł oryginału: All American Girl
Wydawnictwo: Amber
Tłumaczenie: Edyta Jaczewska
Cena: 19,80 zł
Liczba stron: 199

Kiedy jeden czyn zmienia całe nasze życie...

Samantha Madison jest nastolatką wiodącą zwyczajne życie. Jako środkowe dziecko, musi nosić ubrania po starszej siostrze - włącznie ze stanikami! - i znosić geniusz młodszej. Jakby tego było mało, rodzice czepiają się niewystarczająco wysokich stopni z niemieckiego, a najstarsza z rodzeństwa ma super faceta, na którego nie zasługuje, a który podoba się Sam. Wszystko zmienia się tego dnia, w którym dziewczyna decyduje się uciec z lekcji rysunku, na które posłała ją matka, widząc, że córka, zamiast się uczyć, wykonuje portrety dla koleżanek i czasami zdarza się jej brać za to pieniądze. To właśnie wtedy bohaterka staje się świadkiem próby zamachu na życie prezydenta. Zamachu, który udaremniła...

Wiecie co? Kiedy byłam w przedziale wiekowym mniej więcej 10-15 lat, miałam kompletnego hopla na punkcie twórczości Meg Cabot. Zaczęło się, jak chyba u każdej dorastającej dziewczynki, od Pamiętnika księżniczki. Rany, jaka to była radość, kiedy w bibliotece udało mi się dorwać którąś część! A jak mnie to wszystko bawiło! No, a potem przyszedł czas na Dziewczynę Ameryki. Wprawdzie podobno są dwie pozycje z tego cyklu, a ja znam tylko jedną, ale co z tego? Wtedy zdecydowanie nie obchodziło mnie, czy kończę zaczętą serię, czy mam jeden tytuł na własność, a resztę z wypożyczalni i tak dalej. Liczyło się to, żeby opowieść przeczytać. A dziś postanowiłam, że odświeżę sobie historię Samanthy, w ramach mojej własnej podróży do lat dzieciństwa i wczesnego -naście.

Co mogę powiedzieć? Całość pochłonęłam na jeden raz. Przypomniałam sobie, dlaczego kiedyś ta powieść zdobyła moje serce: bo jaki dorastający człowiek nie chciałby stać się kimś niezwykłym? Jaki nastolatek mający rodzeństwo, nie prowadzi z nim mniejszych lub większych wojen? A pierwsze zainteresowanie płcią przeciwną? Przecież to wszystko ma miejsce właśnie wtedy. I o tych wszystkich sprawach możemy przeczytać w Dziewczynie Ameryki.

Naturalnie, mimo wszystko - czuję, że z tego już wyrosłam. Rozumiem, dlaczego kiedyś poznawałam losy Sam z wypiekami na twarzy, ale czas zrobił swoje i teraz lekturze nie towarzyszyły niemal żadne emocje, a już na pewno nie gwałtowne. Całość pokonałam błyskawicznie, w zaledwie kilka godzin, lecz właściwie tylko dlatego, że styl Cabot do wyszukanych nie należy, a ja sama akurat nie miałam nic ciekawszego czy pilniejszego do roboty. A jak się ma wolną chwilę i książkę pod ręką, to się czyta, prawda?

Jeśli chodzi o postaci, denerwowała mnie Lucy - najstarsze dziecko Madisonów. W moim otoczeniu ludzi jej pokroju nazywa się pustymi lalkami. Rebbeca, bodajże jedenastoletnia, też działała mi na nerwy. Co ja na to poradzę, nie lubię małych mądrali, a jej nie umiem inaczej określić. Za to tytułowa dziewczyna Ameryki? Niby młodziutka, a jednak poukładana, miała swoje jakieś tam poglądy i ideały, których starała się trzymać. Mimo rozterek typowych dla swojego wieku, bardzo ją polubiłam i miałam nadzieję, że wszystko ułoży się tak, by żyło się jej jak najlepiej.

Tak siedzę i myślę: cholera, ale mi kiedyś mało potrzeba było do szczęścia. Zwyczajna, nieskomplikowana fabuła, prosty język i ja byłam już zadowolona. Myślę o tym równocześnie z sentymentem i lekkim wstydem. Chociaż czasami fajnie tak powspominać, co było kiedyś, ja wolę siebie z teraźniejszości, nie chciałabym być znowu dzieckiem, jeśli mój gust miałby być znowu tak niewyrobiony i nijaki. 

Temu wspomnieniu daję...
Trzy gwiazdki. Za lekkie pióro autorki, za to, że przypomniałam sobie, jakie wrażenia dopadły mnie w związku z Dziewczyną Ameryki w przeszłości i za to, że jednak kilku bohaterów wzbudziło we mnie jakieś emocje. Nie było najgorzej, ale jednak to już nie to, co było kiedyś. A przecież są historie, które potrafią ująć za serce na nowo, ilekroć się po nie sięga...

8 komentarzy:

  1. To mamy coś wspólnego ze sobą. Też uwielbiałam w dzieciństwie twórczość Meg Cabot. Przeczytałam wszystko jej autorstwa co było w szkolnej bibliotece. Jednak też czuję, że już z tego wyrosłam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już chyba do jej twórczości nie wrócę, w ogóle powoli kończę powrót do tamtych lat.

      Usuń
  2. Również uwielbiałam Meg Cabot :). Miłe wspomnienia związane z lataniem do biblioteki w podstawówce się odświeżyły :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam kiedyś książkę tej autorki, ale bohaterka była w wieku 25+.

    OdpowiedzUsuń
  4. "czuję, że z tego już wyrosłam" - Trochę przykre, trochę dziwne uczucie, prawda? ;) Ja to się zawsze boję takich powrotów do dawnych lektur, jakoś mi głupio przed samą sobą, że dawni przyjaciele już nie wzbudzają we mnie tylu pozytywnych emocji, co dawniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to raczej nie jest przykre. To naturalna kolej rzeczy, że z wielu rzeczy wyrastamy i inaczej na nie patrzymy z perspektywy czasu.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.