22.09.2014

Irena Jurgielewiczowa "Inna?"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Irena Jurgielewiczowa
Tytuł: Inna?
Tytuł oryginału: Inna?
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: 20 zł
Liczba stron: 247

Kiedy nigdzie nie pasujemy...

Danka jest wychowanką domu dziecka. Trafiła tam, gdy - kiedy była jeszcze całkiem mała - jej rodzice zginęli w wypadku. Święta Bożego Narodzenia zwykle spędza w internacie z koleżankami i opiekunami lub w domu "babci Domańskiej", jedynej bliskiej jej osoby. Kiedy jednak ta choruje i nie może przyjąć u siebie dziewczynki, postanawia poprosić o przysługę koleżankę. I tak sierota dostaje zaproszenie na święta do Jurocina, w którym mieszka Marian z rodzicami, a w takie specjalne okazje pojawia się tam również Julek, jego brat cioteczny. Bohaterka przyjeżdża do nowego miejsca, co nie jest komfortowe ani dla niej, ani dla ludzi, którzy postanowili ją ugościć. Nastolatka niepewnie czuje się z obcą rodziną, jednak za wszelką cenę próbuje się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Być może wszystko stopniowo ułożyłoby się pomyślnie, ale perspektywa przyjazdu tajemniczego Zenka i poczucie, że jest inna, gorsza, wcale Dance nie pomaga... 

Inną? Ireny Jurgielewiczowej po raz pierwszy przeczytałam cztery lata temu. Oczywiście, jej treść umknęła mi przez ten czas z pamięci, mimo to kojarzę jedno: że po skończeniu lektury pomyślałam, że może nie było najgorzej, lecz spodziewałam się czegoś innego, lepszego, bardziej dopracowanego, a co za tym idzie - wciągającego bez reszty. Postanowiłam: spróbuję przysiąść do niej jeszcze raz, zobaczyć, może zmienił mi się odbiór tej historii, w końcu i tak mam przecież w planach krótki powrót do książek z lat dzieciństwa i okresu wczesnego -naście. Tak więc wczoraj wzięłam się za ponowne poznawanie świata wykreowanego przez autorkę, od początku mając nadzieję, że teraz będzie lepiej, w tekście odkryję coś, czego nie widziałam, kiedy miałam niecałe 16 lat.

Niestety, jeśli liczyłam na odkrywanie jakichś prawd życiowych, których miałam prawo nie widzieć, a tym bardziej - nie rozumieć - wtedy, to spotkał mnie ogromny zawód. Bo wrażenia mam znacznie gorsze niż za pierwszym razem. Ale po kolei.

Już od pierwszych stron wyczułam dziwny klimat powieści, coś mi tu nie pasowało. OK, jestem w stanie przyznać bez bicia - może chodzi o czas, w którym rozgrywa się akcja. Zima. Okres przedświąteczny. Coś, co mnie co roku doprowadza do szału i nie potrafię wyciszyć tej niechęci nawet na potrzeby przeczytania opowieści.

Z czasem zaczęłam odkrywać kolejne wady. Irytujący bohaterowie. Bezczelny smarkacz Julek, który ciągle wrzeszczy i próbuje postawić na swoim. Choć przyznam, że jego ślepa wiara w Zenka, widzenie w tym koledze wzoru do naśladowania było nawet urocze, mimo to - dzieciak działał mi na nerwy. Idźmy dalej. Odpychająca Danusia, wybuchająca w najmniej oczekiwanych momentach. Ja rozumiem - nie miała w życiu łatwo, żaden to jednak powód, by miała odpychać od siebie ludzi, którzy chcą okazać jej życzliwość. Tak, wiem, w życiu rzeczywistym każdemu z nas zdarza się tak zrobić, choć nie uważam, żeby było ku temu jakieś sensowne usprawiedliwienie. Marian też był jakiś dziwny, jakby apatyczny, mimo wszystko ze wszystkich wypadający najlepiej.

Fabuła? Nudna. Przewidywalna. Cały czas czekałam, żeby stał się jakiś przełom, coś, czego się nie spodziewałam, co mnie wbije w fotel - i robiłam to na marne. Przez te ponad 200 stron nie wydarzyło się nic, przez co mocniej zabiłoby mi serce. 

Kiedyś o przedmiocie dzisiejszego wpisu przeczytałam gdzieś, że jest to doskonała powieść psychologiczna (...). Pytam - gdzie, z której strony? Może można by było tak powiedzieć, gdyby historię opowiadały ze swojego punktu widzenia wszystkie postaci albo chociaż jedna Danka. Tak nie było, toteż sądzę, że takie słowa to wielkie nadużycie. Ponadto - zachowania takie jak Julka, Danki czy Mariana dostrzeżemy w pierwszej lepszej osobie przechodzącej trudny okres dojrzewania. Jurgielewiczowa nie zrobiła nic więcej, tylko odtworzyła suche fakty, nie wgłębiając się w problematykę nastolatki, która nie ma nikogo, która uważa, że nigdzie nie pasuje. A szkoda, bo to posunięcie naprawdę mogłoby przynieść duże korzyści.

Wszystkie te minusy sprawiły, że chociaż styl autorki jest lekki i przystępny, lektura nieznośnie wręcz mi się dłużyła. Niby kartka po kartce przewracałam dość szybko, a jakbym cały czas stała w miejscu. Naprawdę, myślałam, że nigdy tego nie skończę. Bardzo się cieszę, że jednak udało mi się tego dokonać.

Dziś...
Lekkie pióro to za mało, by uniknąć najniższej oceny. Mówię to z żalem, ale czuję, że zmarnowałam czas na ten powrót do przeszłości. 

4 komentarze:

  1. Oj aż tak źle ? Pamiętam tę książkę . Była to bodajże lektura uzupełniająca w gimnazjum. Wtedy mi się podobała. Teraz chyba do niej nie wrócę bo nie chcę stracić tego całkiem niezłego wrażenia jakie zrobiła na mnie gdy byłam młodsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, tragedia.
      Na szczęście u mnie "Inna?" lekturą nie była.

      Usuń
  2. Jedna gwiazdka... A ja miałam nadzieję na dobrą lekturę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heej, ale ja nie jestem przecież żadną wyrocznią. To, że mi się jakaś książka nie podobała, nie znaczy, że komuś innemu też nie przypadnie do gustu. Spróbuj i się przekonaj sama ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.