18.09.2014

Harlan Coben "Zachowaj spokój"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Harlan Coben
Tytuł: Zachowaj spokój
Tytuł oryginału: Hold tight
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Cena: 24,99 zł
Liczba stron: 447

Próbując dotrzeć do własnego dziecka...

Adam Baye to zamknięty w sobie szesnastolatek. Moglibyśmy powiedzieć: typowy chłopak przechodzący okres dojrzewania. Jednak bohater przeżył traumę - jego kolega popełnił samobójstwo. Właśnie ze względu na tę okoliczność, zaniepokojeni rodzice nastolatka postanowili założyć na jego komputerze program szpiegowski, dzięki któremu na bieżąco będą mogli monitorować zachowanie syna. Nie musieli długo czekać na pierwszy niepokojący sygnał. Wiadomość, którą przeczytali, wyraźnie sugeruje, że Adam może wiedzieć coś na temat śmierci przyjaciela i mieć związek z brutalnym zabójstwem na przedmieściach Nowego Jorku. Jakby tego było mało, rodziną zaczyna interesować się FBI...

Wiecie, ostatnio cierpiałam na coś w stylu kryzysu czytelniczego. Niby książek czekających na przeczytanie w kolejce sporo, a ja męczę się nad jedną, czytam z wielkim trudem około 20 stron, poddaję się, sięgam po inną pozycję i niedługo znów to samo. We wtorek zastanawiałam się, co z tym zrobić, bo przecież nie mogę (no dobra, mogę. Ale rzecz w tym, że wcale nie chcę) zawiesić bloga, dopóki mi się odwidzi, bo nie wiadomo, ile to potrwa. Pojechałam na zakupy. W sklepie zauważyłam stoisko z książkami. Pomyślałam: no nieeee, przecież mam w domu tyle tego. Nic nie kupię. Ale przejrzeć mogę. I początkowo faktycznie, tylko sprawdzałam, co tam w tym stosie było. Aż natrafiłam na Zachowaj spokój Cobena. To było to. Rozwiązanie mojego problemu z lekturą. Odkryłam, że ja po prostu mam dziwną przypadłość - jeżeli stos książek do przeczytania w domu jest duży, jego pokonanie zajmuje dużo czasu, mi te pozycje jakby powszednieją i nie mam ochoty na czytanie żadnej z nich, muszę sięgnąć na coś, czego nie miałam w najbliższych planach. Tak więc przedmiot dzisiejszego wpisu wrócił ze mną do domu. Za jego poznawanie wzięłam się tego samego dnia wieczorem.

Z tym autorem nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Słyszałam jedynie, że pisze świetnie, jego powieści porywają i tak dalej. W związku z tym jego nazwisko trafiło na moją listę pod tytułem absolutnie muszę poznać. Dzięki niebiosom, że okazja nadarzyła się tak szybko.

Co mogę powiedzieć? Historia od pierwszych stron wciągnęła mnie całkowicie. Gdyby nie to, że zaczęłam ją dość późnym wieczorem, pewnie już we wtorek przeczytałabym większą część całości. Nic jednak straconego - odbiłam sobie to wczoraj, na raz dosłownie połykając 250 stron.

Z początku przyznam, było trudno. Wprawdzie, tak jak pisałam, zaintrygowana byłam już na starcie, jednak nie obyło się bez przeszkód. Bardzo przeszkadzało mi to, że było sporo oderwanych od siebie wątków, miałam wrażenie, jakbym poznawała po trosze kilka odrębnych, niezwiązanych ze sobą opowiadań. Co jeszcze należy do minusów wielu motywów - zatrzęsienie bohaterów. Mimo tego, że starałam się z całych sił nie zdekoncentrować, w pewnym momencie zaczęło mi się trochę mylić, kto jest kim i z jakimi wydarzeniami ma związek. Kiedy już przyzwyczaiłam się do tych trudności, próbowałam sama rozwiązać zagadkę. No bo bądźmy szczerzy - moje odczucia moimi odczuciami, jednak wszystko musiało się ze sobą w jakiś sposób łączyć, prawda? Dziwne byłoby, gdyby obok naprawdę ważnych zagadnień znajdowały się takie, które ani trochę nie pasują. 

Koniec końców - nie udało mi się rozpracować tej intrygi. Coben zaserwował nam na koniec taką bombę, która powaliła mnie na kolana. Chyba zrozumiałam w tym momencie, dlaczego w niektórych kręgach nazywają go mistrzem thrillerów. Jedno jest pewne: wcześniejsze zarzuty w stosunku do niego wycofałam. Za bardzo mnie oczarował.

Ach, jeszcze, jeżeli już mowa o mistrzach - nie przypuszczałam, że kiedykolwiek przejdzie mi przez głowę coś takiego, jednak w moich oczach Coben nieco przebija Stephena Kinga, króla horroru. Podczas, gdy ten drugi ma skłonności do gawędziarstwa, przez co wydarzenia rozwijają się leniwie i może to trochę irytować, u tego pierwszego ciągle coś się dzieje. I nie, nie chodzi o to, że jestem kolejną z tych, którzy twierdzą: nie ma wartkiej akcji, nie czytam, bo będę się męczyć (no dobra, może trochę to ma wpływ. Ale tylko trochę!). Bardziej mam na myśli to, że trzymająca w napięciu fabuła, ani chwili spokoju, niewyjaśnione sytuacje - to wszystko człowieka wciąga i nie pozwala oderwać się od książki na dłużej, co idealnie współgra z lekkim, przyjemnym stylem pisania. A chyba nie ma lepszej rekomendacji dla danego autora niż powiedzenie: cholera jasna, przez niego nie zmrużyłam w nocy oka/spędziłam cały dzień przy biurku lub na łóżku, bo nie mogłam się doczekać, by dowiedzieć się, jak zakończy się to, co dla nas przygotował, prawda? Jasne - spokojne historyjki, w których na pozór nic się nie dzieje, też ciekawią i mają swój urok, ale ja chyba wolę dreszczyk emocji. Co nie znaczy, że przestanę teraz czytać Kinga, o nie, tego w planach nie mam. 

Dziś wyjątkowo nie pisnę słowa o bohaterach. Ich losy były na tyle absorbujące, że nie miałam już jak wnikać w to, czy postaci same w sobie zostały dobrze nakreślone. 

Miałam już zbliżać się do końca tego wpisu, gdy przypomniałam sobie o ważnej kwestii. Humor! Pokonując niektóre kartki, wybuchałam najprawdziwszym śmiechem. Raz nie mogłam się opanować przez dobre kilka minut. Od tamtej chwili poważnie zastanawiam się, czy nie utworzyć nowej kategorii postów: Najlepsze cytaty z książek. W sumie, na swoim prywatnym koncie na Facebooku już coś takiego robię - kiedy natrafię w tekście na coś śmiesznego, od razu to przepisuję i publikuję. Bo powodami do dzikiego rechotu trzeba się dzielić.

Teraz już naprawdę przekazałam Wam wszystko, co chciałam...
Pozostaje mi wystawić ocenę. Bardzo dobrą. Odjęłam jedną gwiazdkę za poczucie dezorientacji, o którym wspominałam wcześniej, a którego nie umiem tak do końca zignorować i o nim zapomnieć. Niemniej jednak, polecam tę pozycję wszystkim, którzy szukają wrażeń. Nie zawiedziecie się.

12 komentarzy:

  1. Lubię Cobena, a Twoja recenzja zachęca mnie do przeczytania tej książki

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam, więc potwierdzam. Uwielbiam Cobena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się już nie mogę doczekać, aż dorwę kolejne jego dzieła.

      Usuń
  3. Do tej pory czytałam jedną książkę tego autora. Trochę mnie denerwowały te wymienione przez Ciebie wady: mnogość wątków i postaci. Jakoś nie przekonałam się do niego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obiło mi się o uszy nazwisko, ale jakoś nigdy nie mogłam się zdecydować. Mogę powiedzieć, że ta recenzja pchnęła mnie do jego twórczości! :)

    w wolnej chwili zapraszam do siebie: http://wobecmysli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zachęciłam do zapoznania się z twórczością tego autora.

      W chwili wolnej postaram się zajrzeć na bloga.

      Usuń
  5. Ja dopiero mam za sobą 1 książkę tego pana, ale z chęcią sięgnę po kolejne :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najchętniej zrobiłabym to już, teraz, zaraz :D

      Usuń
  6. Każda z książek Cobena jest genialna, chociaż po przeczytaniu kilku tytułów można zauważyć schematyczność. Ale jako wielka fanka z niecierpliwością czekam na 7.10.2014 r., ponieważ nowa książka będzie miała swoją premierę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Schematyczność, wydaje mi się, można zauważyć w pewnym momencie u każdego autora. Ja tak miałam z Jodi Picoult.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.