07.09.2014

Danielle Steel "Pocałunek"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Danielle Steel
Tytuł: Pocałunek
Tytuł oryginału: The kiss
Wydawnictwo: Amber
Tłumaczenie: Grażyna Jagielska
Cena: 29,80 zł
Liczba stron: 223

Kiedy szczęście jest poza naszym zasięgiem...

Isabelle Forrester żyje w luksusie i dostatku. Nie jest jednak szczęśliwa. Całe swoje życie poświęciła niepełnosprawnemu synowi. Jej nieustająca obawa o życie dziecka odsunęła ją od męża, mężczyzny, który nigdy nie zaakceptował ułomności potomka. Jedyną pociechą, na jaką może liczyć bohaterka, jest utrzymywana w sekrecie przyjaźń z amerykańskim politykiem. Przyjaźń, która zamienia się w miłość. Miłość niespełnioną, uczucie, które kochankowie próbują od siebie odepchnąć. Sytuacja już i tak wydaje się być dramatyczna i bez dobrego wyjścia, kiedy nagle wydarza się tragedia, która zmusi zakochanych do podjęcia bardzo trudnego wyzwania...

Na temat twórczości Danielle Steel słyszałam - zwłaszcza w ostatnim czasie - wiele złego. Przyznam, że nie rozumiałam tych głosów krytyki, gdyż sama czytałam jedną z jej pozycji i byłam zachwycona. Lektura usatysfakcjonowała mnie na tyle, że postanowiłam nie czekać zbyt długo z dalszym zgłębianiem dorobku tej pisarki. Wczoraj pod lupę wzięłam kolejne jej dzieło - Pocałunek

O całości mogłabym powiedzieć krótko, zwięźle i na temat: dobrze, że to nie przedmiot dzisiejszego wpisu był pierwszą książką Steel, która mi wpadła w łapy, bo nastawienie miałabym inne. Negatywne.

Już od pierwszych stron coś było nie tak. Szybko przekonałam się, że niestety, tym razem przyszło mi się zmierzyć z romansidłem i najprawdopodobniej nie będzie to powieść w stylu Jane Austen. Ubolewam nad tym, że miałam rację.

Widać to już po dość utartym schemacie: ona kocha jego, on kocha ją, ale oczywiście nie mogą ze sobą być. Ileż można czytać w koło to samo? Naprawdę nie da się wymyślić czegoś nowego, zaskoczyć czytelników?

Jednak najgorsze jest co innego. Otóż - w Pocałunku wiele jest słów, za to mało treści. Odniosłam wrażenie, że autorka uparła się, że stworzy historię najdłuższą jak się da, a już to, co w niej zawrze, to całkiem inna sprawa. Wielokrotnie można było natknąć się na jakiś fragment, wątek, który po jakimś czasie w innym akapicie był powtarzany, tylko że innymi słowami. Pierwsze parę razy przymknęłam na to oko, jednak z czasem zaczęło mnie to męczyć i irytować. Cały czas czekałam, aż wydarzenia nabiorą rozpędu, stanie się coś ciekawego, a tu właściwie nie miałam wyboru innego niż poruszanie się z punktu A do punktu B i z powrotem. Taki stan rzeczy sprawił, że choć nie można powiedzieć, że Danielle posługuje się wyszukanym stylem, kartka po kartce mijały mi wolno i kolejne linijki pokonywałam z trudem.

O tym, że losy Isabelle są tak przewidywalne, że aż śmieszne, chyba mówić nie muszę, ale i tak mnie to zdumiewa. To znaczy - wiem i rozumiem, że nie każdy gatunek, nie każda książka ma zmuszać do myślenia, czasem chodzi tylko o rozrywkę, ale żeby tworzyć fabułę, w której od początku do końca wiadomo co się stanie? To zawsze będzie dla mnie nie do przyjęcia.

Tak naprawdę na pochwałę zasługuje dzisiaj tylko jeden aspekt. Bohaterowie. Postaci może nie do końca dopracowane, ale - przynajmniej we mnie - wywołujące emocje. Niemal każdy ich czyn sprawiał, że byłam zaskoczona, zasmucona, wkurzona i tak dalej. Przy takiej mdłej papce to naprawdę wiele znaczy.

Dla odpowiedzialnych za korektę brawa - regularnie występujące w tekście literówki to najlepsza gwarancja wykonanej pracy. Jeszcze gdyby chodziło o brak ogonka przy ę lub ą czy coś podobnego, nie byłoby tak źle, jednak zmienianie rodzajów czasowników przez dodawanie lub odejmowanie liter to już nie jest byle pomyłka, którą można wybaczyć. No, przynajmniej ja nie mogę.

Dziś...
Jest bardzo słabo. Przed wystawieniem najniższej noty powstrzymuje mnie ta jedna, jedyna zaleta, o której pisałam wcześniej. Serio, czegoś tak kiepskiego nie miałam w rękach już dawno. Uważam też, że klasyfikowanie takiego chłamu do kanonu literatury kobiecej uwłacza naszej płci i stawia nas w świetle tych, które zadowolą się byle czym. Chociaż, może to nie tyle kwestia książki, co samego określenia literatura kobieca, którego nie lubię i mnie drażni? Nie wiem. Mimo wszystko jest naprawdę źle.

2 komentarze:

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.