03.08.2014

Kolumna dyskusyjna: oceniam książki - czy robię coś złego?

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Cześć!

Wiecie co, czasem aż dziw bierze, jak człowiek sobie uświadamia, że czasem coś nieumyślnie zaniedbał. W moim przypadku chodzi o dwie kategorie postów na blogu: Z życia autorki (ha! W ostatnim czasie spłodziłam dwa posty - znaczy, szkody naprawione. Przynajmniej dopóki nie narobię nowych) i Kolumna dyskusyjna. Ja naprawdę byłam przekonana, że ostatni raz dyskutowaliśmy niedawno, może z dwa miesiące temu góra. A tu szok - żadna polemika nie odbyła się na Internetowej Biblioteczce od końca lutego. Przez ostatnie dni gorączkowo myślałam nad tematyką kolejnych rozmów i, ku mojej wielkiej rozpaczy (musicie wiedzieć, że Kolumna dyskusyjna to moja ulubiona kategoria wpisów), nie mogłam wymyślić nic ciekawego. Aż tu nagle...

Jakiś czas temu, ja wiem, może przedwczoraj albo niewiele wcześniej, natknęłam się na post autorki bloga Ludzka sokowirówka o wdzięcznym i jakże wiele sugerującym tytule: szybki numerek. Ale nie, nie cieszcie się, bo nic w tym zdrożnego - dziewczyna wyraziła swoje zdanie odnośnie oceniania książek na blogach czy też wortalach czytelniczych za pomocą gwiazdek lub skali ocen. A dziś napisałam do niej, czy będzie miała coś przeciwko temu, bym poruszyła tę kwestię u siebie, bo wydaje mi się ona na tyle ciekawa, że dyskutować o niej warto. Sprzeciwu nie było, tak więc dziś porozmawiamy o tym, czy ocenianie powieści jest czymś dobrym, czy może nie powinno się tego robić.

Artykuł, który zainspirował mnie do dzisiejszego wpisu, zawiera jednoznaczną tezę: emocji, które towarzyszą nam podczas czytania, nie powinno się przeliczać na gwiazdki czy cokolwiek innego. Przeglądnęłam też komentarze pod wpisem i zauważyłam, że właściwie każdy jest tego samego zdania. Argumenty padały różne: że to metoda łatwiejsza, szybka, niewymagająca wysiłku (a przecież mól książkowy, osoba, która uważa się za oczytaną, powinna być pracowita, a nie się migać od pracy - tego w notce nie było, ale tak odebrałam ten fragment), że w pełni nie oddaje tego, co myślimy i tak dalej. Przyznam szczerze - ja otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. A szczękę zbierałam z podłogi.

Sama każdy wpis recenzencki kończę, dając opisywanej książce określoną ilość gwiazdek i robię to właściwie od początku blogowania. No, dobrze - przez kilka tygodni obywało się bez tego, jednak kiedy znajomy znający się na informatyce wykonał mi stosowną grafikę - zaczęłam ją wykorzystywać w nowych i początkowych wpisach. Nigdy nie odczuwałam, że robię tym coś złego.

Jasne, że jest ryzyko, że ktoś wejdzie, spojrzy tylko na ocenę końcową i zamknie stronę, nie czytając całego wpisu. Ale z tym nic się nie zrobi. Ludzie, których przeraża wizja czytania czegoś dłuższego niż, powiedzmy, 10 linijek, zawsze na świecie będą. Smutne, ale prawdziwe. Wychodzę jednak z założenia, że jeśli ktoś naprawdę chce, przebrnie przez całość notki. I dla takich ludzi ja piszę ten blog. A gwiazdki - to tylko zakończenie myśli, usystematyzowanie, co ja w ogóle myślę.

O właśnie, co myślę. Jak pisałam, pojawił się zarzut, że ocena nigdy nie odda wiernie wszystkiego, co odczuwamy. I ja się pytam grzecznie: co? Może to kwestia człowieka, ale ja dokładnie wszystko przemyślałam. Ustaliłam sobie, że 5 gwiazdek to rewelacja, 4 - pozycja bardzo dobra, 3 - przeciętna, 2 - bardzo słaba, a 1 to rozczarowanie. I tego się trzymam. Nie oddaje to tego, co myślę? Zgadzam się - to wszystko zawarte jest w słowach nad gwiazdkami, wystarczy je przeczytać, przeanalizować. Ocena końcowa zawsze jest u mnie zbiorem wszystkich wad i zalet danej pozycji. Nigdy nie przekłamuję rzeczywistości. Swoje odczucia staram się opisywać jak najwierniej, jak najdłużej. Czasem rzeczywiście waham się, do jakiej szufladki coś wrzucić, ale wystarczy trochę zwolnić i się zastanowić, a decyzja zostanie podjęta. Ktoś powie: tak, teraz coś ci się podobało/uważałaś, że to gniot, ale gdybyś przeczytała to kiedy indziej, mogłabyś mieć inne odczucia. Zgadza się, mogłam. Ale ostatecznie zabrałam się za lekturę w takim, a nie innym terminie, wywarła ona na mnie wrażenia takie właśnie, a nie inne i tylko to się dla mnie liczy. Czasem wspominam na przykład o pozycjach swojego dzieciństwa, takich jak Pollyanna czy Ania z Zielonego Wzgórza, to wcale nie są moje pierwsze podejścia do tych historii, moje zdanie o nich zmienia się albo nie. I ja skupiam się na emocjach, których doświadczyłam ostatnim razem. Jeśli kiedyś jeszcze najdzie mnie ochota na ponownie pochłonięcie powieści, którą już tu opisywałam - nie stworzę kolejnego wpisu, bo po co pisać dwa razy o tym samym? Ja nie widzę sensu. 

Idźmy dalej. Któraś z komentujących napisała, że to, co podoba się nam, nie musi podobać się innym, lepiej jest przeczytać cały wpis i wyciągnąć własne wnioski. A ja powiem: pewnie, że nie musi nam się podobać to samo, ale ja na ten przykład nie obrałam sobie za główny cel Was zachęcać do przeczytania tego i tego, a od zamiaru zapoznania się z tamtym i tamtym Was za wszelką cenę odwieść, i to czemu? Bo ja uważam, że tak będzie dobrze. Będę szczera - cieszy mnie, kiedy okazuje się, że ktoś ma taki sam pogląd lub gdy piszecie, że czegoś w bibliotece poszukacie, bo tak Wam przedstawiłam ten tytuł, że wydaje się Wam, że to może być dobre. Ale mam ochotę oczy wydrapywać, jak piszecie: eee, skoro mówisz, że słabe, to się nawet zabierać nie będę. Czytajmy o książkach, poznawajmy zdanie innych, ale ostateczną opinię budujmy na własnych doświadczeniach! Mało tego - nie bronię nikomu odczuwać czegoś zupełnie odmiennego od tego, co ja - dlatego nie czuję się z tym, że rzucam gwiazdkami na lewo i prawo niedobrze. Zgadzasz się z moim werdyktem - super, uważasz inaczej - też dobrze, zapraszam do wymiany myśli w komentarzach. Ja uważam to i to, więc według tego piszę.

Kolejna sprawa: ponoć książka książce nierówna i tak oto kończy się tym, że czasami maksymalną notę mają pozycje całkowicie różne. Serio? Oczywiście, że każdy tytuł jest inny. Uważam mimo wszystko, że człowiek inteligentny zrozumie naturalne różnice między pozycjami innych gatunków. Gdzie punkt wspólny ma biografia i fantastyka? Albo powieść historyczna i obyczajowa? Może w tym, że wszystkie składają się z kartek i okładek? Tak, tu. I w zasadzie tylko tu. Ale każda z tych książek ma prawo nam się podobać na równym poziomie i jak najbardziej możemy ocenić je podobnie lub tak samo. Trzeba tylko rozumieć, że co fabuła, co gatunek, to inne cechy składowe. I mieć nadzieję, że rozumieją to Wasi czytelnicy. Kogoś może zaboleć, że prawie jednakowo osądziłam Pana Tadeusza i Alchemika, ktoś mi nawet może zarzucić, że nie szanuję klasyki. A ja na to: szanuję, owszem, cenię bardzo, ale mi się Pan Tadeusz nie podobał i dopóki zrobiłam to kulturalnie - miałam prawo o tym napisać i dać odpowiednią ocenę. Z Alchemikiem to samo.

I na koniec: podobno ocenianie książek jest złe, ale czy nasze wpisy - nawet bez żadnych gwiazdek, liczb, kropek czy czegokolwiek - to jednak nie ocena? I tak napiszemy, że nam się coś podobało, i tak. Albo że coś uważamy za gniot. Więc czemu jedna forma wyrażenia naszej opinii przechodzi bez echa, a druga jest krytykowana? Niech mi to ktoś wyjaśni, bo nie rozumiem.

Podsumowując - uważam, że wystarczy, by człowiek przemyślał sprawę, czasem przestał przejmować się bzdurami i nagle wszelkie oceny książek okażą się nie czymś strasznym, złym i niemoralnym, ale... normalnym.

A Wy? Jak sądzicie? Dobro to czy zło? Stosujecie tę metodę u siebie czy się jej wystrzegacie?

25 komentarzy:

  1. Nie stosuję gwiazdek, ale nie mam nic przeciwko temu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest najzdrowsze podejście ;)

      Usuń
    2. Ja myślę podobnie jak Aga żadnych ocen skal itp, ale nie mówię, że to źle.

      Usuń
  2. Dopóki deklarujesz, że jest to wyłącznie Twoja subiektywna ocena (do której masz prawo), nie popełniasz merytorycznego błędu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie pisać bloga i kierować się przy tym obiektywizmem. I myślę, że to dla każdego jest jasne.

      Usuń
  3. Oceniam sobie książki na LC, w tekstach na blogu piszę, co mi się nie spodobało i dlaczego - niech każdy się namyśli, czy omawiana kwestia by mu przypadła do gustu, czy też nie. W ogóle moim zdaniem nie istnieje obiektywna ocena. Gdyby tak było, jedna pozycja osiągałaby takie same notowania.
    Nie mam nic przeciwko temu, jeśli ktoś na blogu, np. jak Ty, stosuje gwiazdki. Nie przeszkadza mi to. Tylko moim zdaniem wtedy zmniejsza się szansa na to, że więcej osób rzetelnie przeczyta recenzję, bo tylko rzuci okiem na gwiazdki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam - tak zawsze było, że ludzie unikają czytania dłuższych form, a już w internecie to w ogóle. Ale ja piszę dla ludzi, którzy wielu linijek się nie boją ;)

      Usuń
    2. Tylko to trochę przykre, że komuś się nie chce przeczytać dłuższego tekstu na temat książki, którą jest zainteresowany...:) Ja lubię czytać dłuższe, bo wtedy wiem więcej, o. Kiedyś myślałam nad tym, czy by nie zrobić takich koniczynek jako ocen. Ale do tej pory nie zabrałam się za projekt w paincie :D

      Usuń
    3. Przykre, owszem, ale to jego sprawa. Trzeba nauczyć się tym nie przejmować.

      Usuń
  4. Ja stosuję skalę ocen od 1 do 6 i nie uważam, by to było coś złego. Pozwala na koniec postawić tę kropkę "książka była taka i taka". Ja nawet wolę jak ktoś na końcu recenzji oceni książkę, bo nieraz trafi się taka, z której nie potrafię jednoznacznie wyczytać czy jednak książka ujdzie czy jest raczej słaba.
    Co do tego zarzutu, że jak np. można dać 4 gwiazdki czemuś z klasyki i 4 gwiazdki czemuś z obyczajówki: ja oceniam wszystko w ramach gatunku jaki książka reprezentuje i nie mam z tym żadnego problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - dla mnie gwiazdka to takie zakończenie postu, nie wyobrażam sobie inaczej kończyć, no bo niby jak? Wpis byłby taki niepełny.

      Usuń
  5. Komentarz może być nieco chaotyczny, ale Twoja notka również taka jest (chyba cztery razy miałem wrażenie, że czytam zakończenie), więc czuję się usprawiedliwiony. Jako że "kącik dyskusyjny", to pozwalam sobie na ostrzejszy ton i wypowiedzi perswazyjne, pełne przekonania. Nie muszę mieć w każdym z punktów racji, ale to raczej oczywiste i dla własnej wygody odrzuciłem grzeczne i kurtuazyjne konwenanse, mam nadzieję, że nie uznasz tego za coś zdrożnego.

    Punktowe ocenianie książek jest złe, ale łatwiejsze. Wszystkie argumenty padły wymieniłaś i nie będę ich powtarzał. Problem jest taki, że zdajesz się nie rozumieć niektórych z nich, tak jak w przykładzie z Panem Tadeuszem (damn, muszę w końcu to przeczytać, bo sam nie wiem co o nim sądzić) i Alchemikiem. Nie chodzi o to, że dwie różne jakościowo książki będą miały takie same oceny. Chodzi o to, że dwie różne książki (gatunek, lekkość czytania) będą miały te same oceny. Piszesz, że inteligentny czytelnik potrafi odróżnić gatunki i przyporządkować im oceny. Problem jest taki, że wewnątrz gatunków też są różnice, też są subtelności, których ocena punktowa nie wychwyci. Jest ona po prostu zbyt mało uniwersalna jak na wzbudzany przez siebie efekt psychologiczny - ludzie lubią wierzyć w cyfry, ufają im zdecydowanie bardziej niż słowom.

    "Ja uważam to i to, więc według tego piszę."
    Przyznawanie się do subiektywizmu i pisanie o nim na każdym kroku (jak w Twoim poście) nie jest złem, jest po prostu grafomanią. Odniosłem wrażenie, że powyższy wpis odchudzony ze wszystkich takich stawek byłby krótszy o połowę. I tu pojawia się kolejny problem - gdyby recenzja była pisana zwięźle i na temat, ocena punktowa byłaby zupełnie niepotrzebna. Większość (wiem, że są wyjątki, ale rozmawiając o zjawiskach nie warto zajmować się aberracjami) ocen punktowych ma zadanie podsumowujące, używana jest przez ludzi piszących recenzje okrutnie długie. Nie mówię, że wszystkie one są przy okazji piekielnie nudne, ale przeważnie tak jest - jeżeli tylko wypracowaliśmy sobie podczas przygód czytelniczych odporność na lanie wody. Można stwierdzić w tym miejscu, że każdy pisze tak jak chce i dopóki ma swoich czytelników, nic nam do tego. Dlatego staram się nie atakować personalnie, a punktować negatywne zjawiska. Grafomania recenzyjna takowym jest, a ja lubię walczyć z wiatrakami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalsza część, ponieważ istnieje ograniczenie znaków:
      "Wychodzę jednak z założenia, że jeśli ktoś naprawdę chce, przebrnie przez całość notki."
      Oczywiście, że przebrnie. Kto jednak powiedział, że będzie chciał? Jeżeli chcemy pomagać czytelnikom, warto ich szanować. Długie wywody zniechęcą do czytania (nie chodzi o lenistwo, chodzi o czas!) - spojrzy na ocenę i podsumowanie. W przypadku oceny punktowej nie zobaczy subtelnych różnic, nie wyhaczy elementów czyniących książkę wartą lub niewartą przeczytania. Słowem - natnie się. Bo przecież napisałaś: "Swoje odczucia staram się opisywać jak najwierniej, jak najdłużej."

      To nie zawsze jest pozytywne, a w przypadku oceniania może być nawet zgubne. Tak jak w przykładowym zdaniu z tekstu: "A ja powiem: pewnie, że nie musi nam się podobać to samo, ale ja na ten przykład nie obrałam sobie za główny cel Was zachęcać do przeczytania tego i tego, a od zamiaru zapoznania się z tamtym i tamtym Was za wszelką cenę odwieść, i to czemu? Bo ja uważam, że tak będzie dobrze."

      "A ja powiem", "na ten przykład", "tego i tego", "tamtym i tamtym", "i to czemu? Bo ja uważam, że tak będzie dobrze" Trochę o to mi chodzi, gdybym miał przeczytać recenzję naszpikowaną takimi wypełniaczami (które nie mają żadnej wartości stylistycznej i artystycznej), przeszedłbym natychmiast do podsumowania. A to byłoby niepełne z powodu oceny punktowej, a nie opisowej. Da się zrobić podsumowanie zwięzłe i lapidarne, ale potrzeba trochę wysiłku do tego, nie można dać się ponieść słowom, nie można popłynąć.

      Cyceron, największy mówca i pisarz wszechczasów, pisał również o dwóch stylach wymowy: azjańskim (ten pełen ozdobników i rozbudowanych potoków słownych) i attyckim (bardziej zwięzłym). Stwierdził, że nie każdy mówca wypowiadający się w stylu attyckim jest wielki, ale każdy wielki mówca wypowiada się w stylu attyckim. No i ja tak uważam, i musiałem przytoczyć to zdanie, chociaż usprawiedliwianie wypowiedzi celebryckimi cytatami jest słabe i żenujące ;)

      Tyle póki co przychodzi mi do głowy, pomieszałem nieco tematykę, filozofię ocen łącząc ze stylistyką, ale wydaje się to nieodzowne w tym przypadku.

      Usuń
    2. Dziękuję za rozwlekłą odpowiedź i nie uważam, by było w niej coś obraźliwego ;)
      Ja już tak mam, że staram się pisać długo (nie ZBYT długo, ale dla mnie wpis mający 10-20 linijek jest niewarty pisania). Rozumiem, że niektórzy nie mają czasu, by przedzierać się przez długie wywody, jednak po swoich czytelnikach widzę - da się to zrobić, jak się chce. Ale jeszcze raz piszę, ja przesadnie długo nie piszę, jednak zdecydowanie moich wpisów krótkimi nie można nazwać, przynajmniej większości.
      Moje recenzje, staram się, aby nie były takimi wypełniaczami naszpikowane, co innego wpisy nierecenzenckie - tu potrafię bardzo popłynąć i to robię. A podsumowania - staram się robić krótkie, ale i tak uważam, że bez oceny końcowej w postaci gwiazdek byłyby niepełne.
      Być może czegoś tutaj nie rozumiem, jednak pozostaję przy swoim - nic złego w takim ocenianiu nie widzę.

      Usuń
  6. Cieszę się, że wypowiedziałaś się na ten temat, gdyż dobrze poznać zdanie innego "obozu". Może nie tyle uważam, że ocenianie punktowe/gwiazdkowe jest złe, a po prostu... na dłuższą metę niemiarodajne i niesprawiedliwe - nawet gdy dodamy do niego ideologię. Już pomijając różnice gatunkowe, ta cyferka nigdy nie odda tych wszystkich odczuć, emocji, dlatego zawsze - osobiście - ignoruję liczby i czytam, co ludzie mają do powiedzenia na temat danej pozycji. Nie mam nic do oceniania, gdy istnieją przy nich słowa, a w moim tekście w sporej mierze chodziło o to, by to na nich się skupiać, gdyż ludzie częściej jednak wybierają prostą i szybką metodę przy klasyfikowaniu książek (lub innych dóbr kultury).
    Dziękuję, że się wypowiedziałaś i mam nadzieję, że może ktoś jeszcze w przyszłości pociągnie ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że ignorujesz ocenę i skupiasz się na tekście pisanym, zawsze to się chwali, że ktoś jednak czyta ;)

      Usuń
  7. Ja w swoich recenzjach nie korzystam z ocen - po prostu piszę co mi się podobało a co nie i komu chciałbym polecić tę pozycję. Kto przeczyta recenzje będzie wiedział to i podejmie decyzje na tej podstawie. Poza tym każdy korzysta z odmiennej skali ocen i trudno jest porównać je między sobą. Na jednym z blogów http://szufladopółka.blogspot.com spotkałem się z lekko odmiennym systemem ocen - gdzie książka znajdzie swoje miejsce (szuflada, półka, karton).

    http://czytalski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to mogłaby być ciekawa skala ocen, nie spotkałam się z czymś takim wcześniej - muszę zobaczyć, jak to wygląda :)

      Usuń
  8. Ja na blogu nie stosuję żadnej skali, ale wykorzystuję ją na BiblioNETce i Lubimy Czytać. Wolę tę drugą, bo pozwala na większą elastyczność - bodajże 10 gwiazdek daje większą możliwość rozróżnienia czy coś było trochę lepsze od innej książki, czy trochę gorsze. W skali 6-stopniowej, nawet mając do dyspozycji połówki zawsze mam dylemat czy to jeszcze 4,5 czy już 5 ;) Nie widzę nic złego w takim ocenianiu, pod warunkiem, że towarzyszy mu rzetelna opinia i wyjaśnienie dlaczego jest tak, a nie inaczej. Wykorzystuję często w serwisach filtrowanie wg ocen, kiedy chcę wybrać jakąś książka nieznanego mi wcześniej autora. Chociaż na blogach często skupiam się bardziej na opisie - ocena jest czysto subiektywna i może się okazać, że to, co komuś się nie spodobało mnie akurat w tej książce urzeknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawa za zdrowe podejście do tematu ;)

      Usuń
  9. Ja się nigdy nie sugeruję ilością "gwiazdek", gdy zastanawiam się, co wybrać do czytania :) Wiadomo każdy ma inne gusta. Ja np. bardzo lubię kryminały, ale wiem, że są osoby, które średnio za nimi przepadają i recenzując książkę, mają prawo dać niższą ocenę, bo po prostu to nie ich gatunek i nie przypadnie im aż tak do gustu jak pożeraczowi kryminałów. Każda ocena jest subiektywna, dlatego najlepiej się nie kierować oceną, a zawartością książki :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego dobrze też jest spróbować dobrać sobie takie blogi, których autorzy mają gust podobny do naszego ;)

      Usuń
    2. Ale dyskusja jest ciekawsza, jeżeli spotykają się osoby o raczej odmiennych poglądach :)

      Usuń
    3. Bo tak jest, ale czytanie bloga osoby, której gust kompletnie do nas nie trafia - niemądre rozwiązanie :)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.