31.07.2014

Z życia autorki: jaką jestem czytelniczką?

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Cześć!

Uff, upał nadal się utrzymuje. Szczerze - nie pamiętam drugiego takiego lata, wiele razy było pięknie, gorąco jak to na wakacje przystało, ale żeby aż tak długo? Nie. Aż czytać się nie chce - pewnie będziecie w ciężkim szoku, ale od trzech lub nawet czterech dni nie przeczytałam ani strony. Pora kończyć ten urlop od czytania.
Chwilowo jednak idę za ciosem i odświeżam kolumnę Z życia autorki
Początkowo widząc tę zabawę na niemal każdym blogu byłam zniesmaczona i trzymałam się od niej z dala. Jednak dziś opowiem Wam...

Jaką jestem czytelniczką? Czyli o moich przyzwyczajeniach czytelniczych słów kilka

  • Przed rozpoczęciem lektury sprawdzam, ile książka ma stron
Pomaga mi to oszacować, ile mniej więcej dni zajmie mi przeczytanie całości. A to z kolei wiąże się z tym, że...
  • Dziennie staram się czytać minimum 100 stron
Lubię jasne sytuacje. Jeśli pozycja ma, dajmy na to, 300 stron, to zacznę ją jednego dnia wieczorem i skończę dwa dni później. Nie lubię się zanadto rozdrabniać i poświęcać zbyt wiele czasu danemu tytułowi. Wyjątki są 2: choroba/pogoda taka jak teraz - wtedy pozwalam sobie na rozluźnienie tej zasady i ciekawa fabuła - wtedy czytam szybciej i więcej w ciągu dnia.
  • Nie potrafię czytać zbyt dużej ilości stron za jednym podejściem
Jestem specyficznym molem książkowym. Czytam dużo, przerabiam sporą ilość tytułów na miesiąc, jednak ogromną trudność sprawia mi przeczytanie większej ilości stron za jednym posiedzeniem, rzadko się zdarza, żeby udało mi się tego dokonać - po prostu oczy mi się męczą i myśli odbiegają. Dlatego nawet tę wymaganą setkę na dzień sobie rozbijam: 50 stron rano, 50 na wieczór. I czytam wolno.
  • Oceniam książkę po... rozmiarze druku
Od kiedy pamiętam, jak decyduję się na wypożyczenie lub kupienie jakiegoś tomu, sprawdzam, jakim drukiem została spisana całość. Denerwuje mnie zarówno zbyt duża, jak i zbyt mała czcionka. Do dziś mam traumę do lektur z wydawnictwa Greg, one słynęły z czcionki - w moim odczuciu - mikroskopijnej. Jak tylko mam możliwość - wybieram takie wydanie konkretnej książki, które jest dla mnie wygodniejsze do czytania. A jak takiej możliwości nie mam, przechodzę stany okołodepresyjne. Chyba że tytuł się okaże cudowny, to wszystko inne w jakimś tam momencie przestaje mieć znaczenie.
  • Jem i piję podczas czytania
A jak nie jem i nie piję, to przynajmniej mam coś do picia i przegryzienia pod ręką. I tak było od zawsze, zawsze też będzie. Czytanie jakiejś - zwłaszcza dobrej historii - bez chipsów, czegoś słodkiego lub kanapki i bez soczku/herbaty/wody smakowej/czegokolwiek, co lubię to trochę jak pójść do kina na seans bez popcornu czy nachosów, zwłaszcza jak wszyscy naokoło żrą. Znaczy - dla mnie niewykonalne. Podejrzewam, że to pytanie może paść, więc już teraz je uprzedzam: nie, nigdy nie zdarzyło mi się książki uświnić.
  • Aż do liceum czytałam każdą jedną lekturę
Bez wyjątku. Naprawdę, do pewnego momentu moim największym przewinieniem czytelniczym na języku polskim było to, że Krzyżaków odłożyłam na 37 stron przed końcem całości. I nawet powiem Wam, że pamiętam, że wszystkie pozycje obowiązkowe, prócz trzech, podobały mi się. A te 3? Nawet tytuły jestem w stanie podać: Krzyżacy właśnie, W pustyni i w puszczy i jakaś tam część Muminków. Reszta była mniej lub bardziej fajna. Znów uprzedzam: nie, w szkole średniej z lekturami już nie było tak kolorowo. Było wręcz szaro!
  • Od kiedy mam na blogu listę Przeczytam, spontaniczne zakupy to dla mnie katorga
Poważnie. Mam tę listę tutaj, mam też drugą, taką samą - na kartce, biorę ją za każdym razem, kiedy idę do biblioteki. Ale żeby kupić coś bez uprzedniego zaplanowania tego i ujęcia w spisie? Da się, ale to problem. Duży. Chyba że opis na tylnej okładce kusi bardzo, bardzo. Wypożyczać spontanicznie - tego już nie robię. Bo nie umiem. Poza tym - wchodzę do wypożyczalni, witam się z miłą panią bibliotekarką, a ona uśmiecha się i wyciąga rękę po notatnik z listą. Każda, nieważne która jest na zmianie. Tak mnie znają.
  • Nie znoszę przerywać czytania, jeśli strona nie kończy się kropką
I w miarę możliwości tego unikam. Kiedyś było mi to bez różnicy, dzisiaj - irytuje mnie konieczność wracania się kartkę wcześniej, by przypomnieć sobie początek zdania.
  • Na jakąś książkę jest szał? Przeczytam ją, kiedy wrzawa ucichnie. Lub nigdy
A przy tym wszystkim zgrzytam zębami na sam dźwięk słowa bestseller, bo najczęściej jest tak, że tytuł jest nadany tak sobie o, a dziełko najzwyczajniej w świecie - denne. Dobrze, wiem, teraz czasami zdarza mi się, że czytam to, co wszyscy, trafiam raz na jakiś czas z recenzjami tego samego, co inni blogerzy, a nawet przyznam od czasu do czasu, że wow, to jest naprawdę dobre, ale... komu się nie zdarza mieć chwili słabości?
  • Powiedz mi, ile tytuł ma stron, a ocenię jego wartość
To jest straszne, wiem, staram się z tym walczyć i nawet często mi się to udaje, ale ja oceniam książkę nie tyle po okładce (to zdarza mi się wybitnie rzadko), co po tym, ile ona ma stron, przy czym naprawdę wartościowe, ciekawe dzieła to u mnie takie, które mają 300 i więcej kartek. Ale nie wzięło mi się to znikąd - za często trafiałam na historie króciutkie (powiedzmy, że 200 stron to góra), które zanim zdążyły na dobre - lub w ogóle - zainteresować, to się kończyły.

No, i to tyle. Wydaje mi się, że nie napisałam niczego nadzwyczaj dziwnego. Zapytałabym Was, Czytelnicy, jakie macie przyzwyczajenia, bez czego nie możecie się obejść, kiedy czytacie książki, ale... chyba wszyscy już o tym wspominaliście.

4 komentarze:

  1. Tym punktem z drukiem to mnie zaskoczyłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego? Dla mnie to normalne, że czasem czcionka jest niewygodna do czytania i szuka się wtedy lepszej :D

      Usuń
  2. Ja i tak czytam teraz niemal wyłącznie w wersji elektronicznej. Za to zdarzyło mi się uświnić, czyli zalać herbatą laptopa. Bo bez herbaty do książki ani rusz...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiałabym w wersji elektronicznej czytać.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.