15.07.2014

Krystyna Mirek "Pojedynek uczuć"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Krystyna Mirek
Tytuł: Pojedynek uczuć
Tytuł oryginału: Pojedynek uczuć
Wydawnictwo: Feeria
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: 29,90 zł
Liczba stron: 335

Kiedy życie nam się wali...

Na pierwszy rzut oka trzydziestoletnia Maja ma wszystko: wygodny, elegancki apartament, cudownego synka i kochającego partnera, a przy tym wszystkim jeszcze możliwość zawodowego spełniania się. Niestety, ironia losu sprawia, że bohaterka w jednej chwili traci pewny grunt pod nogami i okazuje się, że wszystkie cudowne chwile, które przeżyła, były tylko złudzeniem, mydlaną bańką, która właśnie pękła. A kiedy wydaje się, że gorzej już być nie może, na kobietę spadają coraz to nowsze i cięższe do rozwiązania problemy...

Ile nieszczęść zwalających się na głowę jak grom z jasnego nieba może znieść jedna osoba? Czy to możliwe, by z czegoś, co wygląda na rozległe bagno, w którym łatwo się zanurzyć, ale trudno się z niego wygrzebać, wyszło coś dla nas dobrego? Krystyna Mirek w swojej powieści pod tytułem Pojedynek uczuć udowadnia nam, że nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być jeszcze gorzej, ale też że choćby nie wiadomo co się działo, prawo jest prawem i po każdej burzy zawsze musi wyjść słońce.

Historia nakreślona przez autorkę to wydarzenia, które mogą przydarzyć się każdemu z nas i które dotykają tysiące, o ile nie miliony ludzi na świecie codziennie, dzień po dniu. Jeden dzień, jedna chwila wystarczy, by wszystko, co dawało nam poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji stało się niczym. Kto z nas tego nie zna - jeśli nie z autopsji, to chociaż z opowieści, z gazet, z telewizji? Nie chce mi się wierzyć, by znalazła się taka osoba - poza małymi dziećmi, które na szczęście przez długi okres przebywają w krainie magii i nie wiedzą, co to tragedia życiowa.

Pojedynek uczuć to pozycja, która mimo że dotyka bardzo smutnej i ciężkiej tematyki, jest niezwykle łatwa i przyjemna w odbiorze. Wszystko przez niewymagający, ale też nie nazbyt prosty język, którym posługuje się Mirek. Byłam zdziwiona tym, jak gładko pokonuję zdanie za zdaniem, linijkę za linijką, kartkę po kartce. Wiele razy zdarzyło mi się natrafić na tytuł, który czytało mi się dobrze, ale jeszcze nigdy nie trafiłam na taką, jak ja to mówię, petardę - chciałam poświęcić na czytanie godzinę, czyli, biorąc pod uwagę moje tempo czytania, wchłonąć około 70 stron, czytałam dwie godziny i przeczytałam ponad 100. Potem jeszcze się zastanawiałam, gdzie mi uciekł ten czas. A jeszcze później próbowałam rozgryźć zagadkę pod tytułem: hej, ale dlaczego ja właściwie przerwałam lekturę?

Bardzo spodobał mi się fakt, że mimo wszystko książka trąciła ogromnym optymizmem. Z każdej strony płynęła na nas mądrość życiowa: dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Nie ma takiego nieszczęścia, które by cię pokonało, to ty sam się poddajesz, bo wydaje ci się, że już nie możesz.

Tylna okładka tego tomu zawiera cytat, fragment wypowiedzi Katarzyny Enerlich, który chyba na zawsze zapadnie mi w pamięć: wszystkie trudne dni i noce zdarzają się PO COŚ. Bo życiowe zakręty tak naprawdę tylko prostują nasze życie. Brawo za spostrzeżenie. Naprawdę, chylę czoła!

Mirek obdarowała nas nie tylko opowieścią o czymś, co może przydarzyć się mnie, Tobie i Tobie, Czytelniku, również. Nie tylko spisała to wszystko bardzo przyjemnym stylem. Ona do tego wszystkiego dodała wartką akcję, nieoczekiwane, nagłe zwroty w fabule. Dziś rano, kiedy kończyłam czytać, musiałam na chwilę przestać, bo moment przełomowy mnie złamał. Kurde, naprawdę - tego się nie spodziewałam.

W całości nie przeszkadzał mi nawet wątek miłosny. Nie trącił kiczem, nie był obrzydliwy, nie wychylał się i nie szczerzył do nas z każdego kąta. Na dobrą sprawę pokazał się wyraźnie tylko na końcu. I bardzo dobrze.

Bohaterowie - świetnie dopracowani. Ani jeden nie był nijaki, każdy wywoływał swoim zachowaniem jakieś, skrajne zazwyczaj, emocje. Tak trzymać!

Jednak czym byłaby wciągająca, świetna książka bez jakiejkolwiek wady? Tym razem, o dziwo, nie zawinił autor, a wydawnictwo. Miałam właściwie na ten temat się nie wypowiadać, bo twierdziłam, że przesadzam, ale jednak wcale mi się nie wydawało, nie wyolbrzymiałam. W tekście natrafiłam na dość sporą ilość błędów, literówek. Długo na to nie zważałam, ale w momencie wypatrzenia słowa korowy zamiast kolorowy zęby mimowolnie zaczęły mi zgrzytać. Nie dam rady, no nie dam rady się przyzwyczaić do takiego niedbalstwa. Książki mają też uczyć poprawnego pisania, a jak mają to robić, jeśli takie byki pozostają niezauważane?!

Myślę, że wystarczająco się już nagadałam, klawiatura ma mnie dość...
Wystawiam cztery gwiazdki. Gdyby nie wydawnictwo, na pewno byłoby pięć. Ogromnie się cieszę, że tak wartościowa powieść znalazła się w mojej torbie z prezentami na imprezie A może nad morze? Z książką. Proszę o więcej takich książek!! I Wam też polecam zapoznać się z dziełem Krystyny Mirek - to naprawdę nie jest nic ciężkiego, choć tak może się wydawać. Spokojnie możecie wziąć tę pozycję ze sobą na plażę, do parku, na działkę i rozkoszować się leniwymi dniami, czytając.

10 komentarzy:

  1. się rozpisałaś :O
    Chyba skuszę się i poszukam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuś się, szukaj, wypożyczaj/kupuj i czytaj! A potem dziel się wrażeniami.
      Tak, wiem, rozpisałam się - i o to chodzi. Ja lepiej się czuję, jak piszę długie notki ;)

      Usuń
  2. Przekonałaś mnie jak tylko skończę stosik zaczynam jej poszukiwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, naprawdę ;) Tylko daj znać, jak się podobało!

      Usuń
  3. Zła korekta potrafi zepsuć nawet najciekawszą lekturę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, smutne to, ale jak bardzo prawdziwe... :(

      Usuń
  4. Brrr - te okropne literówki są jak sól w oku, strasznie drażnią. Za to cieszę się, że trafiła do Ciebie książka, która tak Ci się spodobała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jest mało tych literówek, to nawet nie zwracam uwagi. Ale jak jest ich trochę więcej i są bardziej widoczne, to... szlag trafia.

      Usuń
  5. Kiedyś książki działały na naszą wyobraźnię, uczyły poprawnej polszczyzny, ortografii, interpunkcji... Teraz to my uczymy "książki". Na tę powieść mam ochotę już od dawna. Tylko te literówki mnie denerwują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nadal mam nadzieję, że książki kiedyś jeszcze będą starannie wydawane, w każdym wydawnictwie.
      Za książkę się weź, warto mimo wszystko.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.