30.07.2014

Czas na film: "Sierota" (2009)


Zwiastun filmu Sierota znaleziony na YouTube

Hej-hej, czy tylko mi jest w ostatnich dniach tak gorąco, że nawet czytać się nie chce? Upał upałem, jednak Internetowa Biblioteczka świecić pustkami nie może. Postanowiłam więc: odświeżę kolumnę Czas na film, bo nie oglądałam nic od kwietnia, a tu za dwa dni przywita nas sierpień. Jak zwykle ja, nie będąc zapaloną filmomaniaczką, miałam ogromny problem z tym, co obejrzeć. Na szczęście znajomi ponownie nie zawiedli i zaczęli przerzucać się filmami, które warto zobaczyć. Je zostawiam sobie jednak w pogotowiu, na czarną godzinę, bo nagle przypomniałam sobie o produkcji, którą poznałam już kiedyś, a która była na tyle dla mnie ciekawa, że postanowiłam włączyć sobie ją jeszcze raz. Sierota to thriller, który został wyreżyserowany przez Jaume Collet-Serrę, a scenariusz do niego napisał David Johnson. 
Młode małżeństwo po tragedii, jaką była dla nich utrata nienarodzonego dziecka, postanawia spróbować ukoić ból i przelać miłość do nieżyjącego dziecka na kogoś, kto jej naprawdę potrzebuje. Decydują się na adopcję. Że jest to krok ryzykowny, nikomu nie trzeba mówić - obce dziecko, pochodzące z rodziny, o której nie wie się nic, może być zarówno darem Bożym jak i przekleństwem. Niestety, kolejne incydenty pokazują, że przygarnięta dziewczynka wcale nie jest tak słodka i kochana, na jaką wygląda. Z czasem rozpętuje się prawdziwe piekło... Jak zakończą się problemy, które sprawia dziewięcioletnia Esther dla rodziny Colemanów? O tym musicie przekonać się sami.

W role państwa Colemanów wcielili się Vera Farmiga i Peter Sarsgaard, tytułową sierotę zagrała Isabelle Fuhrman. Na ekranie mogliśmy zobaczyć też między innymi Aryanę Engineer i Jimmy'ego Bennetta jako biologiczne potomstwo Colemanów.

Sierotę po raz pierwszy obejrzałam zupełnie przypadkiem jakiś rok temu. Pamiętam, że całość podobała mi się, choć nie obyło się bez wad - ktoś życzliwy zdradził jego zakończenie. Trochę się bałam, że to, że podchodzę do tej produkcji nie pierwszy raz, zmieni moje podejście na gorsze. Jak się okazało, niepotrzebnie. Nadal twierdzę, że Sierota to bardzo dobry obraz. Ale dziś bałam się znacznie bardziej - to nowość.

Co zwróciło moją uwagę już na samym początku, to brutalność niektórych scen. Nie wiem, może to ja się zrobiłam jakaś (nad)wrażliwa, ale teraz te fragmenty bardzo mnie raziły i przerażały. Nie traktuję tego jednak jako wadę - dobrze, jeśli straszny film naprawdę jest straszny. Ja akurat krew lubię, dla mnie bez tego nie ma horroru/thrillera. Tylko przyznaję, że tutaj chyba było tego troszkę za dużo (no, to już minus. Ale maleńki) i wyglądało to zbyt realistycznie. Takie jest przynajmniej moje odczucie.

Przedmiot dzisiejszego wpisu zdecydowanie zalicza się do kategorii historia, która może zdarzyć się naprawdę, może nie wydarzenie po wydarzeniu, jednak nie oszukujmy się - nie wiemy, kogo zapraszamy do domu, decydując się na zaadoptowanie dziecka. I może się okazać, że to bardzo zły, a nawet niebezpieczny dla nas i naszych bliskich pomysł. Uważam, że to kolejna zaleta opisywanej dziś przeze mnie produkcji.

Aktorzy na tyle, na ile umiem ocenić, a jestem tylko szarym człowieczkiem, żadnym znawcą, zagrali dość przekonująco. Autentyczny strach wzbudzała we mnie chwilami mimika Fuhrman, do tego stopnia, że naprawdę zaczęłam ją nazywać w pewnym momencie dzieciakiem z piekła rodem albo wręcz diabłem. Należy się jej to. I chciałabym zobaczyć ją w roli normalnej, nie czarnego charakteru - ciekawa jestem, czy poradziłaby sobie równie dobrze.

Mimo że już to kiedyś wszystko widziałam, byłam pod wrażeniem niektórych zwrotów akcji - może po prostu niezbyt wiele pamiętałam, a w każdym razie mniej niż mi się wydawało. Jakkolwiek by jednak nie było, prawda jest taka, że dreszczyk emocji i napięcie towarzyszyły mi przez cały seans, co bardzo mi się podobało.

Zakończenie, jeśli całości przypatrywało się uważnie, w połowie było łatwe do przewidzenia, choć jeden fakt wprawia w zdumienie i wbija w fotel. No chyba że się czytało komentarze w internecie i natrafiło się na spoiler. Wtedy z niespodzianki nici.

Podsumowując, jak ktoś lubi się bać, nie przeszkadza mu duża ilość krwi - Sierotę mogę polecić, i to szczerze. Nie radzę jednak tym, którzy mają słabe nerwy, lepiej nie kusić losu, mnie nie jest aż tak łatwo przestraszyć, a jednak całe dwie godziny miałam ochotę schować się pod łóżko. O czymś to świadczy.

6 komentarzy:

  1. Dobra, wiedziałam, że horror ale mogłaś powiedzieć, że to Sierota! Uwielbiam ten horror/thriller. Nie żebym była znawcą, ale lubię te gatunki i z czystym sercem mogę się przyłączyć. Ja też polecam ten film. A końcówka zwala z nóg, do dzisiaj pamiętam, że byłam przerażona i zaskoczona jak nigdy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja te emocje odczuwałam dziś aż zbyt mocno.

      Usuń
    2. Nie wiem czy lubisz japońskie horrory, ale ja umieram z przerażenia oglądając Klątwę. A, w sumie został zrobiony remake, w wersji amerykańskiej, więc nawet jeśli nie japońskie to własnie the Grudge.

      Usuń
    3. Japońskich nie lubię. I horrorów mam dość.

      Usuń
  2. Polecam klasykę. Najpierw książkę "Lśnienie", a potem film z J. Nicholsonem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w planach, Dominiko, mam w planach, ale dzięki :D

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.