14.06.2014

Stefan Darda "Dom na Wyrębach"

Zdjęcia znalezione na Google Grafika

Autor: Stefan Darda
Tytuł: Dom na Wyrębach
Tytuł oryginału: Dom na Wyrębach
Wydawnictwo: Videograf
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: 29,90 zł
Liczba stron: 330

Co się wydarzyło na pewnym pustkowiu...

Marek Leśniewski po rozwodzie z żoną zapragnął zamieszkać w miejscu spokojnym, oddalonym od zgiełku wielkiego miasta i ludzi. Jego marzeniem było spędzić resztę życia gdzieś, gdzie będzie mógł obserwować fascynującą go od wczesnej młodości naturę, zwłaszcza ptaki. Jak postanowił, tak też zrobił. Niebawem wprowadził się do drewnianej chaty, wokół panowała niemal niczym - nie licząc odgłosów przyrody - niezmącona cisza, a sąsiad był tylko jeden, w dodatku niezbyt chętny do zawierania przyjaźni. Niestety, szybko okazało się, że na pozór idealna, wyśniona sytuacja życiowa bohatera wcale nie jest tak cudowna i szykuje dla Leśniewskiego różne, bardzo mroczne i nieprzyjemne niespodzianki...

Horror napisany przez Polaka. Taka to zachcianka dopadła mnie jakiś czas temu. Niewiele myśląc zasiadłam przed monitorem laptopa i zaczęłam poszukiwania powieści, która mnie zainteresuje. Ku mojemu rozczarowaniu, wcale nie było łatwo: zależało mi na pełnej, jednej historii, a co i rusz znajdowałam jedynie zbiory opowiadań, których nie lubię. W końcu jednak, z pomocą facebookowych grup zrzeszających moli książkowych, natrafiłam na nazwisko Stefana Dardy. Kiedy moim oczom ukazał się opis Domu na Wyrębach, nawet się nie zastanawiałam. Niemal od razu zamówiłam sobie w księgarni internetowej jeden egzemplarz (też się natrudziłam! Tytuł jest dość ciężko dostępny).

Wcześniej, przed dostaniem przesyłki, nie zauważyłam na okładce napisu: Powieść utrzymana w klimacie prozy Stephena Kinga. Po rozpakowaniu książki te wypisane białym drukiem słowa do mnie krzyczały. Noo, panie Darda - myślałam - co jak co, ale poprzeczkę to sobie pan postawił cholernie wysoko. Albo ktoś zrobił to za pana. W każdym razie, łatwo mnie zadowolić teraz nie będzie.

Minął naprawdę spory kawał czasu między kupnem tytułu a zaczęciem lektury. Cały czas nie mogłam się doczekać, czułam, że ten zakup to strzał w dziesiątkę. I nadszedł ten długo wyczekiwany, magiczny moment: powieść czas zacząć. Nie bawiłam się w kotka i myszkę. Od razu zaczęłam szukać czegoś, co ten autor może mieć wspólnego z Kingiem. 

Bardzo mile zaskoczona byłam, kiedy pierwszy wspólny punkt odkryłam właściwie na początku. Fanom Stephena Kinga nie muszę mówić, że ten człowiek ma skłonności do gadulstwa i baaardzo długo wprowadza nas, czytelników, w temat. Trzeba się również uzbroić w cierpliwość, bowiem pierwsze niepokojące wydarzenia znajdują się nieraz i w połowie powieści. Podobnie jest u Stefana Dardy. Najpierw poznajemy dość długą opowieść o tym, jak to się stało, że mężczyznę poniosło tu, gdzie się znajdował. Mam tylko wrażenie, że COŚ zaczęło się dziać nieporównywalnie szybciej. Punkt dla pana, panie Stefanie, dobrze się zaczyna.

Niemal identycznie wygląda sprawa z budowaniem napięcia. Początkowo jest ono znikome, by systematycznie, rozdział po rozdziale, kartka po kartce, rosnąć. Bardzo mi się to spodobało. 
Przypadła mi do gustu również forma, w jakiej całość została spisana: pamiętnik. Niesamowicie lubię narrację pierwszoosobową, według mnie sprawia ona, że bardziej poznajemy głównego bohatera, a jego charakter jest bardziej... jakby to powiedzieć... wiarygodny?

Problem mam natomiast z opisaniem wrażeń ze stylu autora. Jest taki... zwyczajny. Potoczny. Szczerze mówiąc, czytając, miałam wrażenie, że całej tej historii słucham, że Leśniewski do mnie mówi. Nawet powtórzenia nie były w stanie mnie zirytować. No bo jak? Czy ktoś z nas podczas towarzyskiej pogawędki z kumplami dba o to, by stosować synonimy i wyrażać się kwiecistym językiem? No właśnie. Tu było tak samo.

Czytając opinie o Domu... na Lubimy czytać, natknęłam się, niestety, na spoiler zakończenia. Ale o tym pisałam już tutaj, a teraz chcę poruszyć zupełnie inną kwestię. Otóż, gdzieś tam wyczytałam, że... w tym horrorze nie ma nic strasznego. A ja pytam: czy w powieści grozy naprawdę muszą się dziać rzeczy tak przerażające, że dostajemy zawału od samego czytania o nich? Musimy nie spać po nocach ze strachu, za przeproszeniem, robić pod siebie, bo inaczej się nie liczy? Czy naprawdę już lekki dreszcz niepokoju nikogo nie zadowala? Mnie to wystarczało w zupełności. W sumie to ten dreszczyk nie był u mnie taki mały, jak się już wkręciłam maksymalnie.

Co jeszcze mnie zachwyciło, to sposób, w jaki autor przedmiotu dzisiejszego wpisu umiejętnie wplótł swoje zafascynowanie przyrodą i wierzeniami ludowymi. Szczerze mówiąc, nie kłopotałam się czytaniem opisu z tylnej okładki, toteż podczas lektury zastanawiałam się, czy Darda ma po prostu dar opisywania, czy naprawdę interesują go te wszystkie żurawie i inne ptactwo. Jakże fajne uczucie ogarnęło mnie, kiedy natknęłam się na informację, że owszem, zafascynowanie głównej postaci to nic innego jak pasja jej stwórcy! 

I tu jeszcze jeden plus - mnie rozwlekłe opisy nudzą. A tu mogłam ich czytać i czytać, i nie było mi mało. Taki tam mały cud.

Osobowości poszczególnych osób występujących w pozycji zostały dopracowane z ogromną starannością. Nie udało mi się przejść obojętnie obok żadnej z nich, każdą darzyłam jakimiś uczuciami!

Myślę, że już dość tego słodzenia na dziś...
Wystawiam cztery gwiazdki, jest bardzo dobrze. Dlaczego odjęłam jedną? Za to, że przyjemność z poznawania całości kawałek po kawałku została mi odebrana. Tym razem nie zawinił autor. Zwyczajnie ktoś nie pomyślał, kiedy pisał opinię. A moje nadzieje, że może ktoś zmyślił sobie to zakończenie... pozostały tylko nadziejami, niestety.

4 komentarze:

  1. Bardzo smaczna pozycja, z chęcią sięgnę. W końcu nie zawsze mamy okazję przeczytać dobry horror napisany przez Polaka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam!
      To był pierwszy polski horror, który przeczytałam ;)

      Usuń
  2. Ooo, akurat szukalam czegos takiego na dlugie dni. :)
    Na pewno siegne po nia w najblizszym czasie.
    Pozdrawiam

    http://diamond-avenue.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również pozdrawiam i cieszę się, że pomogłam dokonać wyboru ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.