04.06.2014

Katarzyna Bonda "Pochłaniacz"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Katarzyna Bonda
Tytuł: Pochłaniacz
Tytuł oryginału: Pochłaniacz
Wydawnictwo: Muza
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: 39,99 zł
Liczba stron: 667

Kasa, wpływy, śmierć...

Znakomita profilerka i była policjantka Sasza Załuska po latach spędzonych zagranicą wraz z córką powraca do Polski. Nie ma ona łatwego życia: cały czas nękają ją wspomnienia godnej potępienia przeszłości, a i dobrymi stosunkami z rodziną nie może się pochwalić. Niedługo po powrocie do Załuskiej zgłasza się były policjant, a obecnie współwłaściciel znanego w Sopocie klubu muzycznego. Przeczuwa, że wspólnik chce go wyeliminować i chce, by bohaterka sprawdziła jego przypuszczenia. Początkowo Sasza waha się, jednak kiedy sprawa się komplikuje i dochodzi do morderstwa, postanawia ją zbadać. Okazuje się, że rozwikłanie zagadki wcale nie jest takie proste - wygląda na to, że wszystko wiąże się z wydarzeniami sprzed 20 lat, w sprawę zamieszane są znane, poważane osobistości, a i jednoznacznych dowodów wskazujących winę konkretnej jednostki brak...

Nazwisko Katarzyna Bonda mignęło mi przed oczami kilka tygodni temu - prawdopodobnie w dzień premiery Pochłaniacza. Przeczytałam jakiś wywiad z nią. Stwierdziłam: jej książki muszą być fajne, w dodatku są to kryminały - muszę się zapoznać z dorobkiem tej kobiety. A kilka dni później całkiem przypadkowo poniosło mnie do księgarni. Już miałam wychodzić z właściwie pustymi rękoma, kiedy na półce znalazłam opasłe tomisko - Pochłaniacza właśnie. Skuszona jego objętością zdecydowałam się na zakup. Szczęśliwa wróciłam do domu i kiedy tylko uporałam się z W imię miłości, zabrałam się za lekturę przedmiotu dzisiejszego wpisu.

Dzisiaj jestem już mądrzejsza o jedno doświadczenie. Nauczyłam się, żeby nie rzucać się na tytuł, jeżeli jego głównym atutem w moich oczach jest to, że całość jest gruba, bardzo gruba.

Bo, moi drodzy, mimo że Pochłaniacz jest nowością czytelniczą, to już ma grono wiernych fanów. Ba, sama autorka twierdzi, że to najlepsza pozycja, jaką napisała. I mnie to załamuje, ja tego nie rozumiem. Jak bardzo złe muszą być jej pozostałe dzieła? Przecież najnowsze wcale nie jest dobre. Powiedziałabym wręcz, że fatalne.

Zaczynało się obiecująco, opis na tylnej okładce kusił, nęcił. Wydawałoby się, że nie może być źle. Ale było.
Problemy zaczęły się bardzo szybko, już na jednej z pierwszych stron. Kolejne linijki, mimo przystępnego i wcale nie wyszukanego stylu, pokonywałam z coraz bardziej narastającym trudem. Nawał informacji, wątków, a przede wszystkim - nazwisk, którymi strzela w nas Bonda, przeraził mnie. Nie musiałam długo czekać, by się pogubić. 

Sama fabuła również okazała się dosyć nudna, a już na pewno... nadmiernie rozdmuchana. Nigdy nie pomyślałabym, że to powiem, ale dziś uważam, że duża ilość stron czasami jest wadą książki, nie jej zaletą. Tu tak jest na pewno. Ale zdaję sobie sprawę, że to kwestia gustu - niekoniecznie podchodzi mi tematyka przekrętów, mafii i porachunków, więc długie czytanie o tym niesamowicie mnie nużyło. Tak bardzo, że zdarzało się, że 50 stron pokonywałam w... 2-3 godziny. Dla kogoś, kto lubi takie klimaty, przebrnięcie przez ten tytuł nie będzie stanowiło problemu żadnego. Ja po prostu miałam pecha.

Właściwie na moją pochwałę zasługuje tylko jeden aspekt - problemy głównej bohaterki, jej przeszłość i błędy, które kiedyś popełniła i boi się, by nie wpaść w tę pułapkę znowu. Jak na ironię - przypominam, że mówimy o kryminale, a nie o pozycji, która by się mogła skupić na tych sprawach. Przyznam szczerze - bardziej interesowała mnie właśnie osoba Załuskiej i wszystko, co ją otacza, poza najważniejszym wątkiem, czyli morderstwem. Kompletnie nie obchodziło mnie, kto zabił ani dlaczego to zrobił, zresztą - w pewnym momencie się tego domyśliłam.

Mało się nie popłakałam, kiedy dotarło do mnie, że to tylko pierwsza z czterech części cyklu. Nie lubię przerywać serii w połowie. Jednak zmuszać się też nie ma sensu, bo po co psuć sobie nerwy?

Choćbym bardzo chciała, nie potrafię mówić cieplej o tym tytule. Uwierzcie mi, że próbowałam się przekonać. Nie wyszło. Za to udało mi się co innego - nie walnąć tomu w kąt, choć ochota była ogromna. Obecnie korci mnie, żeby wyedytować post, w którym opublikowałam mój własny ranking pięciu książek, które doczytałam i podziwiam za to samą siebie i wpisać tam Pochłaniacza właśnie. Ale tego nie zrobię. Najwyżej w przyszłości zrobię drugą część tej listy. Nawet ją rozszerzę do 10 pozycji, jeszcze zobaczę. 

Dziś...
Jedna gwiazdka, jest fatalnie. Chciałabym dać wyższą ocenę, ale nie mam za co, a naciągać, żeby było ładnie, nie zamierzam. Naprawdę, dawno żadna pozycja nie wywołała we mnie takiej odrazy i wściekłości. Gdybym miała kupić ją jeszcze raz, na pewno bym się powstrzymała. 
Nie znaczy to jednak, że Bonda jest u mnie spalona. Dam jej następne dwie szanse, zobaczę, co jeszcze spłodziła. Ale wiem jedno - nie będą to dalsze losy Saszy, ta seria ma u mnie grubą, czerwoną krechę. 

2 komentarze:

  1. A ja myślałem, że to będzie coś cudownego. Szkoda :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, może dla Ciebie to coś cudownego będzie ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.