06.06.2014

Julie Burchill "Ambicja"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Julie Burchill
Tytuł: Ambicja
Tytuł oryginału: Ambition
Wydawnictwo: W.A.B.
Tłumaczenie: Witold Turant
Cena: 39,90 zł
Liczba stron: 310

Po trupach do celu...

Susan Street jest młodą, piękną i równie jak urodziwą, ambitną kobietą. Wie, czego chce, a żeby to osiągnąć, potrafi przekroczyć wszelkie granice. Kiedy po uśmierceniu swojego szefa staje się redaktor naczelną prestiżowego pisma, a po chwili wszystko traci, rozpoczyna grę z nowym właścicielem gazety, człowiekiem równie zepsutym jak ona sama. Ambicja sprawia, że bohaterka nie cofa się nawet przed najbardziej obrzydliwymi zadaniami, które musi wykonać...

(...) Odziana w absurdalnie drogie kreacje, w luksusowych hotelach Nowego Jorku, Rio i Tajlandii, Susan poddaje się kolejnym wymyślnym sprawdzianom, przy których "50 twarzy Greya" to niewinne bajeczki - taki oto fragment tekstu krzyczy do nas z tylnej okładki przedmiotu dzisiejszego wpisu. Nie wiedzieć czemu, nasunęło mi się wtedy skojarzenie, że może to będzie taka trochę podróba Diabła ubierającego się u Prady, tyle że zamiast szefowej z piekła rodem, poznamy przełożonego z mniej lub bardziej zaawansowaną manią seksualną. W każdym razie po krótkim namyśle zdecydowałam się wziąć Ambicję z księgarni ze sobą do domu. I byłam święcie przekonana, że czeka mnie może nie rewelacyjna, ale na pewno bardzo dobra lektura i kupa śmiechu. Hehe, jaki człowiek czasami potrafi być głupi.

Bardzo szybko przekonałam się, że stwierdzenie, że 50 twarzy Greya w porównaniu z książką autorstwa Burchill to bajka, którą można czytać dzieciom na dobranoc, to wcale nie słowa rzucone na wiatr. Nie czytałam tej pierwszej, przynajmniej w całości - jedynie we fragmentach. Ale z komentarzy ludzi wiem, że aż tak chora trylogia James nie jest.

Wiecie co? To wcale nie byłoby takie złe, gdyby nie język, jakim posługiwała się autorka. Ordynarny, wulgarny, dosadny aż do przesady - na niemal każdej stronie. Nie jestem osobą, która zielenieje na twarzy na dźwięk słowa seks i skojarzeń z nim, wręcz przeciwnie, ale... doszłam może do pięćdziesiątej strony i zrobiło mi się niedobrze. Potem mdłości miałam już regularnie. Oczy z orbit też mi wychodziły. Cud, że naprawdę nie zwymiotowałam. A jeszcze większy, że doczytałam całość do końca.

Ta angielska pisarka jest również mistrzynią w tworzeniu takich bohaterów, by czytelnik czuł do nich autentyczną odrazę. Bo patrzcie - nowy szef Street to prostak bez cienia kultury. Sama Susan - idiotka, która pozwoli zrobić ze sobą wszystko, byleby tylko dostać to, czego pragnie. A wokół pełno zniewieściałych facetów, niewyżytych lesbijek i prostytutek obu (!) płci i różnych narodowości. Koszmar. Z drugiej strony - jak postaci wywołują jakieś głębsze emocje, nie ważne pozytywne, czy nie, to chyba należy na to patrzeć jak na zaletę, nie wadę. 

Czy było w tej historii coś śmiesznego? Ano, zdarzały się zabawne teksty. Problem tylko w tym, że po chwili o nich zapominałam, bo natychmiast natrafiałam na coś obrzydliwego.

Powiecie: Jezu, przecież każda pozycja ma swoje plusy, nie przesadzaj! Tak, macie rację. Widzę jeden jedyny, ale za to niekwestionowany walor Ambicji: czyta się ją szybko. No, dobra, jeszcze drugi - nie jest przesadnie gruba.

Na koniec powiem jeszcze tak: na tylnej okładce możemy przeczytać stwierdzenie, że Burchill obrazowo opowiada o tym, o czym inni nie mają odwagi nawet wspomnieć. Święta prawda. Tylko nie wiem, czy ma się kobieta czym pochwalić. Raczej nie.

Nagadałam się dosyć, wystawiam...
Jedną gwiazdkę. Tragedia. Sądzę, że ten tytuł ma szansę spodobać się tylko czytelnikom o wyjątkowo niewyszukanym guście, zboczeńcom i sfrustrowanym babom. Ewentualnie masochistom. Jak niedawno "wyrosłam" ze skreślania pisarza po jednej nieudanej według mnie powieści, tak po nic, co wyszło spod pióra tej kobiety już raczej nie sięgnę. Za bardzo się boję, że znowu mi obrzydzi życie. A jak już mimo wszystko coś przeczytam, na pewno będzie to własność biblioteki. Własnych regałów chłamem nie będę zapychać.

8 komentarzy:

  1. Dobra, mimo wszystko, muszę sama się przekonać, co o tym myślę. Zajrzę, gdy znajdę :) Chociaż w sumie nie lubię takich pozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zajrzyj, pewnie - zawsze będę uważała, że w 100% na opinii innych nie można polegać, nawet jeżeli coś nie zostało pozytywnie skomentowane ani razu. Chętnie poczytam Twoje wrażenia, także daj znać, jak przeczytasz i coś skrobniesz.

      Usuń
  2. Podziwiam za wytrwałość!
    Mnie wulgarność, a może infantylność tych książek po prostu odrzuca. Zastanawiam się, czy te książki nie są przypadkiem pisane specjalnie dla tych osób, które żyją jedynie fantazjami seksualnymi, bojąc się o nich otwarcie przyznać. Do mnie to niestety nie trafia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama siebie podziwiam. Ale mówię - całość czytało się szybko, więc już poświęciłam te kilka godzin tej książce. Nigdy więcej.

      Usuń
  3. Nie czytam takich książek, więc nie mam obawy, że na nią trafię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, po taką książkę nigdy bym nie sięgnęła :P Nie czytałam też w całości 50 twarzy Greya, a dlaczego uważam to za szajs? Bo przeczytałam wystarczająco dużo dobrze uargumentowanych opinii osób, którym ufam, jeśli chodzi o gust literacki + cudowną, prześmiewczą analizę pierwszego rozdziału tej fantastycznej książki. A ostatnio bodajże na booklips.pl przeczytałam fragment powieści...Sashy Grey. No cóż, pozostaje tylko łapać się za głowę - i tak zrobiłam, kiedy przeczytałam, że to coś ma się nazywać erotycznym Fight Clubem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, ja też już będę się miliard razy zastanawiała, zanim coś kupię czy wypożyczę...

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.