11.06.2014

Gena Showalter "Alicja i Lustro Zombi"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Gena Showalter
Tytuł: Alicja i Lustro Zombi
Tytuł oryginału: Alice Through the Zombie Glass
Wydawnictwo: Mira
Tłumaczenie: Jan Kabat
Cena: 34,99 zł
Liczba stron: 442

Kiedy pech nas prześladuje...

Wydawać by się mogło, że jak na nastolatkę Alicja doświadczyła już wystarczająco dużo nieprzyjemności. W dniu szesnastych urodzin uległa młodszej siostrze i wymogła na matce, by ta porozmawiała z ojcem i uprosiła go, żeby pozwolił im wszystkim wyjść z domu po zmroku. Kiedy to się udało, okazało się, że to była najgorsza decyzja w życiu dziewczyny. Decyzja, która kosztowała jej najbliższych życie. Na dodatek wszystko, co mówił tata o czających się na świecie potworach, to nie żaden bełkot alkoholika-szaleńca, a okropna prawda, z którą trudno się pogodzić. Niestety, główna bohaterka szybko przekonuje się, że tuż za rogiem czekają na nią kolejne kłopoty...

Pamiętacie mój zachwyt nad Alicją w Krainie Zombi? Byłam tak oczarowana przygodami tej dziewczyny, że nie mogłam się doczekać, kiedy w polskich księgarniach pojawią się dalsze części serii. Gdy na jednym z blogów recenzenckich zobaczyłam zapowiedź Alicji i Lustra Zombi, zaczęłam kombinować, jak dostać tę książkę. To znaczy - kupić ją to średni problem, ale z miejscem na regałach już tak kolorowo nie jest. Bibliofile rozumieją, nie? W każdym razie - udało się. Przedwczoraj, pełna nadziei i wielkich oczekiwań, zabrałam się za lekturę. Przez cały ten czas cichy, wredny głosik w mojej głowie mówił: hej, nie nastawiaj się pozytywnie, przecież wiesz, że cykl powieści to słaba rzecz. Pierwszy tom owszem, może być rewelacyjny, ale dalsze są coraz to gorsze. Dziękuję, głosiku, za ostrzeżenie. Szkoda, że jesteś mądrzejszy ode mnie, a ja jak zwykle zresztą Cię nie posłuchałam. Poprawię się, obiecuję.

Nie zrozumcie mnie źle - Showalter nadal prezentuje nam historię, którą szybko i łatwo się czyta, ale... z zalet dzisiaj to tyle. Przynajmniej według mnie.

Kiedy czytałam Alicję w Krainie Zombi byłam pod wrażeniem samego pomysłu na fabułę. Wiecie, coś strasznego opartego na bajkowym oryginale - to musi intrygować. I intrygowało. Jak mnie pochłonęło, tak nie mogłam się oderwać od czytania. Nawet wątek miłosny mi nie przeszkadzał, a wiecie jak reaguję na tego typu fragmenty. Tyle że wtedy proporcje rozkładały się mniej więcej tak: 80% walki z zombie (tak, nadal ubolewam nad brakiem litery e w tym słowie w tytule. I w treści też) z dwudziestoma procentami romansu w tle. Teraz ten stosunek jakby się odwrócił. A tego już nie jestem w stanie wybaczyć.

Mam wrażenie, że autorka nie bardzo miała pomysł na akcję w przedmiocie dzisiejszego wpisu. Owszem, jeden wątek - przerażająca zmiana w wyglądzie i zachowaniu Ali - był bardzo ciekawy, ale resztę można upchnąć w schemacie: Ali ma problemy miłosne, Ali walczy z zombie, Ali nie wie, co począć z tym, co się z nią dzieje i znów ma zawirowania uczuciowe, i tak dalej, i tak dalej... Przyznam, że czytanie o kolejnej potyczce ze stworami, która jest łudząco podobna do poprzedniej, bardzo mnie nużyło. Ale alternatywą było znoszenie cukierkowatego chrzanienia o tym, jak to Cole ją kocha, ale coś-tam-coś-tam.

Strona po stronie coraz bardziej pałałam niechęcią do większości postaci. Zwłaszcza Kat to dziewucha, którą, gdybym mogła, to chyba bym wysłała w kosmos albo zrobiła jej coś znacznie gorszego. Nie cierpię takich ludzi w świecie rzeczywistym, więc i w tym literackim trudno mi tolerować ich obecność. A Gavin? Pożal się Boże podrywacz pierwszej klasy się znalazł. Fuj.

Teraz i mnie dopadło wrażenie, które niektórych owładnęło przy pierwszej części: to jest niewymagająca młodzieżówka, w dodatku bardzo, ale to bardzo naiwna, ckliwa. Szkoda, zaczynało się dobrze. 

W świetle ostatniej afery blogowo-wydawniczej właściwie nie powinnam tego pisać (a nuż dostanę pozew?), ale ja nie zliczę, ile razy w tekście natknęłam się na słowa typu pośliznąć, prześliznąć się. Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, że to błąd? Poprawne formy mają literę g między z a n!

Całość czytało mi się niby szybko i łatwo, ale długo i trudno. No nie podobało mi się za grosz. Teraz tak sobie myślę, że właściwie nie wyłapałam kilku bardzo ważnych momentów - bo nie byłam w stanie się wystarczająco skupić. Ja tak mam, jak mnie coś nudzi.

Także dziś...
Dwie gwiazdki, jest bardzo słabo. Tytuł warto przeczytać, zwłaszcza jak ktoś czytał poprzednią część, polubił Alicję i jest ciekaw, co spotkało ją dalej, ale nie radzę się nastawiać na coś dobrego. Ja mam tylko nadzieję, że ostatni tom cyklu nie spadnie poziomem jeszcze niżej, bo już teraz jest naprawdę kiepsko.

4 komentarze:

  1. A ponoć nie czytujesz fantastyki, a tu proszę, zombie :P... Weź się za tego Wiedźmina, jak go nie pokochasz to znaczy, że faktycznie takie klimaty nie są dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem mi się zdarza - toć pisałam Ci, że próbuję, ale jakoś nie idzie ;) Może spróbuję. Może.

      Usuń
  2. Jak dla mnie to i pierwsza część nie była najlepsza. Ot, powielanie schematów, zero czegoś oryginalnego (ok, są zombie, ale one zastępują wampiry/wilkołaki/anioły/inne mhrroczne stworzenia, jakie widujemy w tego typu książkach). Po drugą część nie mam zamiaru sięgać, przynajmniej przez najbliższe kilka miesięcy, bo zwyczajnie będzie to stratą czasu dla mnie.
    Jeśli jesteś ciekawa, to zapraszam na mojego bloga i recenzję pierwszej części cyklu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią zajrzę, tym bardziej, że widzę, że mamy zupełnie odmienne zdanie o tej książce ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.