07.05.2014

Małgorzata Musierowicz "Kłamczucha"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Małgorzata Musierowicz
Tytuł: Kłamczucha
Tytuł oryginału: Kłamczucha
Wydawnictwo: Akapit Press
Tłumaczenie: nie dotyczy
Cena: brak informacji
Liczba stron: 220

Kłamstwo krótkie ma nogi...

Aniela Kowalik to przeciętna, niewyróżniająca się urodą nastolatka. Ma jedną, ale za to rzucającą się w oczy wadę: lubi ubarwić rzeczywistość mniejszym lub większym kłamstewkiem. Kiedy pewnego dnia maja w Łebie spotyka przystojnego poznaniaka, Pawełka, zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. Postanawia zrobić wszystko, by być z obiektem swoich westchnień. Oczywiście nie obywa się bez naginania prawdy...

Małomówny i rodzina chwycił mnie za serce. Podobnie Szósta klepka. Stwierdziłam, że nie ma na co czekać, tylko pochłaniać Jeżycjadę dalej jak najszybciej. Bo przecież i tak mi się spodoba. A tu niespodzianka...

Pamiętam, że kiedyś - a było to dobre 10 jak nie więcej lat temu - Kłamczucha przypadła mi do gustu i pokonałam ją bardzo szybko. Jednocześnie spostrzegłam ostatnio, że pamiętam tylko to wrażenie: że było fajnie. Ale z fabuły nie kojarzyłam nic. Kolejny argument za tym, żeby sięgnąć po nią po raz kolejny jak najszybciej się da.

I wiecie co? Dziś już nie było tak fajnie. Było wręcz kiepsko.

Przedmiot dzisiejszego wpisu męczył mnie okropnie. Brakowało mi charakterystycznego dla Musierowicz nastroju powieści. Rodzinnego ciepła. Pełnych humoru przygód postaci. Zamiast tego mieliśmy byle jaką historyjkę, których bohaterami byli ludzie o irytujących usposobieniach. Nie polubiłam zwłaszcza Pawełka, który wydał mi się snobem, narcyzem, który najwyraźniej wychodził z założenia, że może mieć każdą.
Tytułowa Kłamczucha? Głupiutka dziewczyna, która mimo tego, że widzi, że chłopak się nią bawi, i tak za nim lata. To na samym początku może być zabawne, owszem. Tylko że z czasem zaczyna nużyć i denerwować.

To wszystko sprawiło, że pierwsze kilkanaście stron czytałam przez 4-5 dni. I po tym czasie byłam wykończona, nie chciałam wracać do tej pozycji. Postanowiłam jednak: skoro chcę przeczytać całą serię, to nie będę się poddawać. Skończyło się tak, że znaczną część - od bodajże 50 strony - przeczytałam za jednym zamachem, dzisiaj. A szło mi tak opornie, że mimo niedużej objętości - co to jest dla mola książkowego 220 kartek? - że zajęło mi to koło pięciu, sześciu godzin, przy czym przez cały czas towarzyszyło mi przekonanie Jezu, nie dam rady. I nawet przystępny, lekki język tym razem nie przyszedł mi z pomocą.

Cała opowieść wparowywała i wyparowywała ze mnie bez większego odzewu. Zwyczajnie nie widzę tu nic, co mogłoby mnie zainteresować. Szkoda, wielka!

Niestety...
Dziś dwie gwiazdki, jest bardzo słabo. Widocznie akurat z Kłamczuchy wyrosłam. Nie tracę jednak nadziei na to, że dalej będzie lepiej.

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam Jeżycjadę, ale to akurat nie jest mój ulubiony tom :) Przepadam (pewnie dość oryginalnie) za "Brulionem Bebe B." :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego nigdy nie czytałam, przynajmniej nie pamiętam - ciekawe, czy i mi się spodoba ;)

      Usuń
  2. Nie pamiętam zbyt wiele z tego tomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałaś, by sobie go odświeżyć? :)

      Usuń
  3. Nie lubię twórczości pani Musierowicz. Chyba dlatego, że zniechęciłem się do niej w podstawówce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie próbowałeś nigdy zwalczyć tej niechęci?

      Usuń
    2. No prawdę mówiąc nie. Po prostu nie czuję potrzeby, by zabierać się za Jej twórczość. Może kiedyś, kto wie...

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.