28.05.2014

Jodi Picoult "W imię miłości"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Jodi Picoult
Tytuł: W imię miłości
Tytuł oryginału: Perfect match
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Katarzyna Kasterka
Cena: 34 zł
Liczba stron: 488

Kiedy dziecku dzieje się krzywda...

Nina Frost to zastępca prokuratora. W swojej pracy ciągle spotyka się z dziećmi - ofiarami przemocy, niestety, również tej seksualnej. Wykonywany zawód rodzi w kobiecie przekonanie, że panuje nad życiem i bezpieczeństwem zarówno własnym jak i swojej rodziny. Przecież ona wie, jak zachowuje się dziecko molestowane, potrafi to rozpoznać. Niemożliwe, by podobny dramat spotkał jej syna. A jednak przekonanie to pęka jak bańka mydlana. Oto nastaje przerażający dzień, w którym pięcioletni Nathaniel przestaje mówić. W końcu zostaje ustalona przyczyna dziwnego zachowania chłopca: został zgwałcony. Od tego momentu jego zrozpaczeni rodzice walczą o zadośćuczynienie za krzywdę. Starania te wkrótce przybierają dramatyczny w skutkach obrót...

Stali bywalcy Internetowej Biblioteczki, jesteście tutaj? No to teraz ręka w górę, kto z Was jeszcze nie zauważył mojej miłości do wszystkiego, co wyszło spod pióra Jodi Picoult.

Od mojego ostatniego spotkania z tą autorką - nie do końca zresztą udanego - minęło już dziewięć miesięcy, stwierdziłam więc, że najwyższa pora sięgnąć po jej kolejną książkę. Usiadłam więc do laptopa, w wyszukiwarkę wpisałam jej nazwisko i zaczęłam przeglądać dorobek. Ze smutkiem stwierdziłam, że pozycji, które by mnie interesowały tematyką, zostało strasznie mało. Już chciałam się poddać, ale na szczęście w ostatniej chwili w oko wpadł mi tytuł W imię miłości. Niedługo potem go zamówiłam. I wreszcie nadszedł czas lektury...

Już na samym początku ogarnęło mnie dziwne wrażenie. Coś wyraźnie było nie w porządku, nie wiedziałam tylko, co dokładnie. Pomyślałam: przesadzam, odzwyczaiłam się od książek tej kobiety i stąd to całe zamieszanie. Ale potem mnie olśniło.

Bo wiecie, ja jestem przyzwyczajona do tego, że Picoult pozwala nam poznać problem z wielu stron. Swoje powieści dzieli na rozdziały, z których każdy to jakby zapis z dziennika lub pamiętnika innego bohatera, którego dotyczą bieżące wydarzenia. Świetny zabieg, swoją drogą. Szkoda, że tutaj go zabrakło. Niby wiemy, co odczuwał mąż Niny i jej dziecko, a także przyjaciel, ale jednak... uważam, że w ich psychikę można było wejść głębiej, stosując właśnie taki chwyt jak chociażby w Bez mojej zgody. Moim zdaniem całość byłaby wtedy... pełniejsza, dokładniejsza.

Co jeszcze raziło w oczy - zawirowania w narracji. Tutaj akapit napisany w pierwszoosobowej, tu następny w trzecioosobowej... jakby się nie można było zdecydować na jedną. Mnie to przeszkadzało, sprawiało, że się trochę gubiłam.

Cała reszta jednak prezentuje się bez zarzutu. Sprawczyni przedmiotu dzisiejszego wpisu znów zaserwowała nam wciągającą bez reszty opowieść. Historię rodziny, której spokojne życie legło w gruzach nagle, zupełnie niespodziewanie. 

To zapis wydarzeń sprawiających, że włosy na głowie dęba stają. A także zajść skłaniających do refleksji. Co my byśmy zrobili, gdyby to nasz berbeć padł ofiarą takiego potwora? Jak pomóc takiemu maluchowi? Jak samemu sobie poradzić? Czy możliwe jest, by pozbyć się poczucia winy, głosu sumienia, który ciągle powtarza to twoja wina, nie dopilnowałeś własnego dziecka, gdybyś bardziej się starał, nic by się nie stało? A przede wszystkim - czy już po całej tragedii są jakieś granice, wyraźna czerwona linia, która dzieli uczynki na te dozwolone i zabronione, jeśli się chce sprawiedliwości? Jeśli już świat stanął na głowie i wydarzył się taki dramat, dlaczego jeszcze stosować się do jakichkolwiek zasad? Przecież życie i tak nigdy już nie będzie takie samo. Nawet nie wiadomo, czy dzieciak zapomni. Nam się to na pewno nie uda. 

Właśnie ten natłok myśli i nękających mnie podczas czytania pytań sprawił, że mimo wyraźnych mankamentów, W imię miłości to tytuł, który mnie zachwycił. Ale jest jeszcze jeden powód - podziwiam Jodi za to, że do każdej publikacji bardzo dokładnie się przygotowuje. Szuka pomocy specjalistów, pyta ich jak jest naprawdę, by potem wpleść to wszystko, czego się dowiedziała, w fabułę. I mimo że biologiczne czy prawnicze fakty to nie jest coś, co mnie fascynuje, dobrze się to czyta. Bo w tym momencie już i tak wysoka autentyczność całości jeszcze wzrasta.

Zakończenie - niby się spodziewałam czegoś podobnego, a jednak jak przyszło co do czego, trochę zbiło mnie z tropu.

O bohaterach trudno mi się wypowiadać, tak naprawdę dobrze poznałam tylko Ninę. Jestem niemal pewna, że to przez brak części pisanych z perspektywy różnych postaci.

Za to wszystko...
Wystawiam cztery gwiazdki. Przemyślenia niemal całkowicie zasłoniły mi wszelkie wady tej książki. Polecam każdemu, kto nie boi się czytać o ciemnej stronie życia. To zdecydowanie nie jest łatwe czytadło na jeden wieczór!

8 komentarzy:

  1. Czytałam i także podobała mi się ta powieść. Z początku tez byłam zdziwiona zmianą narracji, bo to chyba była pierwsza książka Jodi z inną narracją niż w pozostałych przeczytanych książkach tej autorki. Jednak nie zraziło mnie to jakoś. Koniec i zawirowania akcji bardzo mnie zaskakiwały. Jodi to mistrzyni:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudna lektura to pozycja z pewnością dla mnie. Nie znam twórczości tej autorki, ale po Twojej recenzji czuję się ogromnie zachęcona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo :) Ja przygodę z tą autorką zaczęłam od "Bez mojej zgody", zakochałam się od razu. Polecam

      Usuń
  3. Muszę zerknąć na tę pozycję :). Serdecznie Ci polecam 'Świadectwo prawdy' tejże autorki. Fabuła mnie kompletnie porwała - siedziałam i czytałam cały boży dzień. Świetna jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mnie opis nie porwał, ale dziękuję za polecenie ;)

      Usuń
  4. Już od dawna mam ochotę zapoznać się z twórczością tej autorki, jednak gdy tylko idę do biblioteki, nigdy nie ma żadnej jej książki, zawsze wszystkie wypożyczone. Załamać się idzie. Mam nadzieję, że kiedyś w końcu szczęście się do mnie uśmiechnie i będę mogła ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób sobie rezerwację, prosty trik ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.