14.04.2014

Helen Fielding "Dziennik Bridget Jones"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Helen Fielding
Tytuł: Dziennik Bridget Jones
Tytuł oryginału: Bridget Jones's Diary
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Zuzanna Naczyńska
Cena: 20 zł
Liczba stron: 236

Kiedy jesteś sama, a wszyscy wokół mają rodziny...

Poznajcie Bridget. Ta trzydziestoparoletnia kobieta to ucieleśnienie nieszczęścia. Mimo dojrzałego wieku, nie może znaleźć sobie odpowiedniego mężczyzny, u którego boku mogłaby spędzić życie. Własna matka systematycznie przyprawia ją o zawrót głowy i wpędza w większą lub mniejszą rozpacz. A do tego wszystkiego jeszcze dochodzi uzależnienie od papierosów, częste sięganie do kieliszka, problemy z nadwagą i szeroko pojęta niezaradność życiowa. Tylko przyjaciele starają się jej nie zawodzić...

Bridget Jones, ach Bridget Jones. Ileż ja się nasłuchałam o tej kobiecie. Wiecie, że do tej pory nie miałam do czynienia z jej dziennikiem? Nawet ekranizacje widziałam w kawałkach, nigdy całości. Trochę wstyd, co? Zwłaszcza, że uważam się za mola książkowego, a opisywana dziś pozycja cieszy się ogromną popularnością. Bo przecież to taka zabawna historia, pisana lekkim, przystępnym językiem. No to co, nie pozostało mi nic innego niż nadrobienie zaległości.

Tradycyjnie już przed i w trakcie lektury zasięgnęłam opinii innych. Oczywiście, przeczytałam wiele pochlebnych słów - nie tylko na Lubimy Czytać. Na tylnej okładce wydania, które wypożyczyłam z biblioteki, przeczytałam, że jest to śmieszna opowieść, będziesz płakać ze śmiechu nawet, jeżeli jesteś mężczyzną. I tak, pozytywnie nastawiona, zabrałam się do pochłaniania Dziennika..., mając nadzieję na wybuchy dzikiego rechotu co stronę.

Tyle. Na nadziejach się skończyło.
Nie chcę powiedzieć, że przedmiot dzisiejszego wpisu jest zły. Wręcz przeciwnie - czyta się tak szybko i przyjemnie, że kiedy ktoś zapyta mnie, czy mogę polecić coś lekkiego na wieczór, polecę właśnie dzieło Fielding. 

Jednak kompletnie nie zgadzam się z poglądem, jakoby spisane życie Jones było zabawne. Ja nie uśmiechnęłam się podczas poznawania jej losów ani razu, no chyba że z politowaniem. Towarzyszyło mi za to, niemal cały czas, uczucie zażenowania. Cholera, samotna baba po trzydziestce i taka głupia, niezaradna życiowo? Nie może być. Ale było. To się chwilowo naprawdę źle przyswajało, widać tu jawne przerysowanie. I to tak mocne, że ja - mimo że lubię śmiać się z głupoty ludzkiej - nie miałam sił nawet nieśmiało uznać, że o, to było nawet dowcipne. Wierzyć mi się nie chce, że takie rzeczy mają miejsce w realnym świecie. Szczerze zazdroszczę tytułowej postaci tego, że nie ma większych problemów niż niepowodzenia z osobnikami płci męskiej, skacząca waga i tym podobne pierdoły. Może jestem sztywna, ale mnie to nie śmieszy. A nawet, gdyby śmieszyło, to podejrzewam, że szybko by przestało, bo ileż można? A przecież na pisaniu o takich kwestiach Bridget się skupiła.

Uprzedzam zarzuty, które mogą się pojawić w komentarzach: tak, wiem, że to z założenia miało być lekkie czytadło. Ale to niczego nie zmienia.

Nawet mi się nie chce dalej drążyć tematu, więc wystawiam...
Trzy gwiazdki. Co oznacza, że jak na literaturę mało ambitną jest naprawdę kiepsko. Ale hej - wszystko zależy od poczucia humoru czytelnika. Do mnie to akurat nie trafiło. 

10 komentarzy:

  1. Ja tam Bridget zawsze lubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie trafiło do Ciebie to poczucie humoru ;)

      Usuń
  2. Lekkie czytadło? To ja podziękuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekkie czytadło, w dodatku bardziej dla kobiet niż mężczyzn.

      Usuń
  3. Nie Ty jedna miałaś "zaległości":-)). Ja, nie dość, że ani filmu, ani książki, to jeszcze wcale mi ich nie brak. I niech tak pozostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie... może i dobrze postępujesz.

      Usuń
  4. Moje zdanie na temat tej książki już znasz, więc powtarzać się nie będę :) Tak czy siak, gusta są różne. Co jednemu się podoba innym niekoniecznie musi. Należy to uszanować i tyle :) Zatem pewnie po drugą i najnowszą, trzecią część już nie sięgniesz? ;) Dwójka jest w tym samym tonie pisana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnę, oczywiście. Nie lubię przerywać serii, a i nie skreślam autora po jednej kiepskiej pozycji.

      Usuń
  5. Mnie przygody Bridget śmieszyły gdy miałam kilkanaście lat i czytałam tę książkę niejako ,,przez przypadek". Teraz, gdy jestem już trochę starsza, na tego typu powiastki o tego typu cierpiących na ,,ból świata" (celowo użyłam tego określenia :-) ) bawią mnie, ale już z innego powodu.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.