28.04.2014

Diane Chamberlain "W słusznej sprawie"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Diane Chamberlain
Tytuł: W słusznej sprawie
Tytuł oryginału: Necessary lies
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Cena: 38 zł
Liczba stron: 445

Gdy nie możemy decydować o ważnych sprawach w naszym życiu...

Jane jest młodą kobietą, którą cechuje ogromna potrzeba pomagania innym. Właśnie dlatego postanowiła ona - mimo sceptycznego, wręcz negatywnego podejścia swojego partnera - ubiegać się o pracę w Wydziale Opieki Społecznej, gdzie miałaby zająć stanowisko opiekunki. Szybko po objęciu posady okazuje się, że bohaterka przejawia pewną właściwość, która znacznie może przeszkodzić jej w wykonywaniu zawodu - jest nadmiernie empatyczna. Kiedy zaczyna opiekować się rodziną Hartów i do jej obowiązków należy doprowadzenie do procederu sterylizacji piętnastoletniej Ivy, Jane próbuje za wszelką cenę do tego nie dopuścić...

Kocham Jodi Picoult za ciężką tematykę swoich powieści. Dlatego kiedy znalazłam w internecie nazwisko Diane Chamberlain i wyczytałam, że obie autorki są do siebie porównywane, stwierdziłam, że przeczytam coś jej autorstwa. Do dyspozycji miałam kilka tytułów, jednak to właśnie W słusznej sprawie przyciągnęło mnie najbardziej - nigdy nie czytałam nic o tym okresie w dziejach ludzkości, kiedy pozbawianie ludzi możliwości posiadania potomstwa ze względów takich jak epilepsja czy opóźnienie umysłowe lub bieda było czymś normalnym. Trochę obawiałam się, że mogę tego nie udźwignąć, ale trochę ryzyka jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Postanowiłam spróbować.

Początkowo przez bardzo długi czas całość nie podobała mi się, czytało mi się źle, wręcz chciałam porzucić tę książkę i sięgnąć po inną. Wszystko przez rozdziały pisane z perspektywy Ivy, prostej, biednej nastolatki. Nie przypadł mi do gustu język tych części - bardzo niedbały, naszpikowany błędami. Często mówi się, że jak ktoś mieszka w małych, biednych miejscowościach, to ciężko o dbałość językową - zdecydowanie nie jestem zwolenniczką takiego poglądu. Zdolność do poprawnego wypowiadania się nie ma, według mnie, związku z tym, gdzie mieszkamy. Jasne, jakość edukacji może się różnić, ale co z tego? Wielu ludzi mieszkających w miastach ma problemy z tym, że się włącza,, nie włancza. I przynajmniej mylą z bynajmniej. Przykładów każdy z nas może mnożyć niemal w nieskończoność.

Wracając do przedmiotu dzisiejszego wpisu, oprócz fragmentów opowiadanych przez Ivy były te, dzięki którym mogliśmy poznać odczucia opiekunki społecznej, Jane. I one wciągały mnie bez reszty. Od razu polubiłam tę kobietę.

Z czasem przyzwyczaiłam się do tego, że połowa powieści napisana jest niedbale, przestało mi to przeszkadzać. Stało się to jednak dopiero po dwusetnej stronie. Wtedy też wsiąknęłam w tę opowieść bez reszty.

Znów nasuwa mi się skojarzenie, że główna bohaterka to taka współczesna Antygona. Jakiejkolwiek decyzji by nie podjęła, i tak byłoby źle. Bezkrytycznie stosując się do zasad panujących w pracy mogłaby się przyczynić do nieszczęścia młodej dziewczyny. Z kolei łamiąc reguły wystawiłaby samą siebie na poniesienie poważnych konsekwencji. A przecież jakąś decyzję trzeba podjąć. Ktoś powie - jak jest za miękka, mogła rzucić robotę. Odpowiem: jakby to zrobiła, i tak wspomnienie o poznanych dzieciakach nie dawałoby jej spokoju. To nie wyjście.

Ja sama nie wiem, co bym zrobiła, gdybym już zdecydowała się na takie zajęcie. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy programu eugenicznego mieli swoje racje. Niepodważalne.

A jednak w tej historii było coś jeszcze, co zainteresowało mnie bardziej niż kwestia tego, czy możemy ingerować w życie innych i podejmować za nich decyzje, które mogą zaważyć o całym ich życiu - nawet, jeżeli są to osoby niepełnoletnie i jeszcze głupiutkie, niedoświadczone. Mianowicie... przeraził mnie stan, w jakim trwała rodzina Hartów. Ich warunki mieszkaniowe, stan wiedzy nastoletnich sióstr, stosunek babci do wnucząt i prawnuka... To wszystko sprawiało, że mi włosy dęba stawały. Może to wina tego, że żyję w lepszych czasach, ale trudno mi się pogodzić z tym, że kiedyś takie rzeczy działy się naprawdę. Jak piętnastoletnia dziewczyna mogła zajść w ciążę i nie wiedzieć jak do tego doszło? Dlaczego kiedyś osobami słabszymi, chorymi zajmowano się tylko na tyle, by nie przekazywali oni niedobrych genów dalej? Boże, to jest straszne. Źle to chyba zabrzmi, ale ja lubię poznawać takie mroczne ciekawostki ze świata, z przeszłości.

Myślę, że dzisiaj...
Cztery gwiazdki to idealna ocena. Nie jestem w stanie zatrzeć kiepskiego pierwszego wrażenia i uczucia znużenia. Polecam każdemu, kto nie boi się ciężkich, kontrowersyjnych tematów. To zdecydowanie nie jest tytuł na jeden wieczór, żadna lekka lektura, którą można by czytać dla przyjemności. Dlatego nie każdy powinien po nią sięgnąć.

6 komentarzy:

  1. Interesująca historia, z czystej ciekawości przeczytałabym tę pozycję. Nie miałam okazji spotkać się z tą autorką wcześniej, a sama opowieść o tak młodej dziewczynie i jej losach bardzo mnie zaciekawiła. Pozdrawiam, Marcelina ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia interesująca, ale ciężka do przetrawienia. Niemniej jednak - polecam.
      Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam kontrowersyjne i "ciężkie" tematy!
    Dwie mogą być przyczyny niedbałego i zawierającego błędy języka. Czasami autor na siłę stara się symulować język bohatera z nizin społecznych i nie bardzo mu to wychodzi. Albo tłumacz się nie spisał:-).
    Co za zbieg okoliczności, wczoraj zaczęłam pisać post o przymusowej sterylizacji. To bardzo poważny temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tu chodziło o pokazanie, skąd bohater pochodzi. Nie powiem, zabieg interesujący, ale mi wybitnie się to nie spodobało.

      Usuń
  3. Też bardzo lubię książki, które podejmują trudne tematy, o tej już od jakiegoś czasu marzę, ale jak na razie, brak funduszy nie pozwala na zakup. Okładka jest cudowna, spodobało mi się porównanie do Antygony :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już dostaniesz tę książkę w swoje łapki, nie zapomnij podzielić się wrażeniami :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.