17.04.2014

Czas na film: "Weronika postanawia umrzeć" (2009)

Zwiastun filmu Weronika postanawia umrzeć znaleziony na YouTube

Kiedy świat obiegła wiadomość, że Emily Young powzięła zamiar wyreżyserowania historii na podstawie powieści Paulo Coelho pod tytułem Weronika postanawia umrzeć, ludzie oszaleli. Ci, którzy zapoznali się z książką, zaczęli oszczędzać na bilety do kina. Inni - i w tej grupie byłam ja - nadrabiali zaległości w lekturze, by w stosownym czasie móc spokojnie obejrzeć film. 
Fabułę znają chyba wszyscy. Oto młoda kobieta, która, jak wydawać by się mogło przeciętnemu człowiekowi, ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia, nagle postanawia odebrać sobie życie. Próba samobójcza nie powodzi się i wkrótce Veronika budzi się w szpitalu psychiatrycznym. Krótko po ocknięciu dowiaduje się, że nieuleczalnie uszkodziła sobie serce, co oznacza, że nie zostało jej zbyt wiele czasu. I właśnie wtedy zaczyna dostrzegać w życiu to, czego nie widziała nigdy wcześniej...

Główną postać, Veronikę Deklavę, zagrała Sarah Michelle Gellar. U jej boku mogliśmy zobaczyć między innymi Jonathana Tuckera w roli Edwarda i Davida Thewlisa, czyli filmowego doktora Blake'a.

Jak zapewne pamiętacie, dzieło (ironia!) brazylijskiego pisarza nie podeszło mi ani trochę, rozczarowało mnie tak mocno, jak tylko mogło. Może zresztą to właśnie był powód, dla którego po ekranizację sięgnęłam znacznie później niż miałam zamiar.
Na szczęście okazało się, że Young wiedziała, co robiła. Mimo że bazowała na czymś wybitnie słabym, obraz, który stworzyła, był dobry. Ośmielę się nawet powiedzieć, że wypełnił wszelkie luki, które po sobie pozostawiła powieść.

Sama tematyka produkcji jest bardzo ciekawa - osobiście uwielbiam czytać i oglądać materiały o niedoszłych samobójcach. Może to źle zabrzmi, ale naprawdę interesują mnie takie kwestie, ich motywy, stan psychiki w chwili, kiedy próbują targnąć się na to, co mają najcenniejsze. 

Young w swojej pracy, przy ogromnej pomocy aktorów - którzy, co warto zaznaczyć, naprawdę przyłożyli się do swoich ról - przekazała nam coś bardzo ważnego, o czym, niestety, często zapominamy w natłoku codziennych zajęć. Mianowicie: należy cieszyć się życiem, wyciskać z niego tyle, ile zdołamy. Nie możemy się bać, musimy podejmować ryzyko, próbować spełniać swoje marzenia. A wszystko to dlatego, że nasz czas na świecie jest ograniczony. Nam wydaje się, że będziemy żyli długo. Na co dzień nie myślimy o tym, że śmierć nas nie uniknie. Jesteśmy zdania, że pożyjemy kilkadziesiąt lat - czyli długo. Tylko że to wcale nie jest tak. Nigdy nie możemy być pewni, co się stanie. W wieku 15 lat możemy paść ofiarą tragicznego wypadku. Albo dożyć czterdziestki, zachorować na raka i przegrać walkę z chorobą niewiele później. Możliwości jest wiele. Mimo to nie dostrzegamy ich i żyjemy beztrosko, spychając plany i fantazje na dalszy plan. Bo jeszcze zdążymy je wszystkie zrealizować. Może.

Co mnie osobiście zaintrygowało, to podejście doktora Blake'a do swoich pacjentów. Poświęcił się im całkowicie, zrzekł się prywatności, by im pomagać. A jednak tu jest haczyk - kiedy przychodzi co do czego, opory przed wypuszczeniem ich poza mury ośrodka i pozwoleniem im na rozpoczęcie nowego rozdziału są ogromne. To właśnie taka postawa sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać: gdzie są granice w trosce o swoich podopiecznych? Czy to, co zrobił kierownik szpitala, było nadopiekuńczością? A może to już jest najprawdziwsza w świecie manipulacja innymi? Przecież, choć intencje miał dobre, posunął się do kłamstwa, by wyprostować Weronikę. I to nie było byle jakie nagięcie prawdy. Czy w obliczu takiej sytuacji można wybaczyć podobne zachowanie? Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Każdy musi rozważyć to we własnym sumieniu. Ja na przykład w pełni rozumiem i popieram działanie Blake'a. Wiem, że nie każdy ma taki pogląd.

Całość ma właściwie tylko jedną wadę - oglądana po raz drugi nie wciąga w takim samym stopniu, jak na początku. Jest wręcz trochę nużąca. Często zdarza mi się oglądać filmy po kilka razy i do tej pory te ambitniejsze porywają mnie tak samo, czasami nawet bardziej, gdy oglądam je ponownie. Dlatego teraz jestem kompletnie zdumiona.

Niemniej jednak Weronika... to opowieść, z którą należy się zapoznać. I to nie z jej papierową wersją - bo ta jest niedopracowana - a z ekranizacją właśnie. Doskonale pokazuje ona, jak człowiek zachowuje się, kiedy wisi nad nim widmo śmierci. A z tego wypływa morał: nigdy nie jest za późno, by zacząć się cieszyć tym, co posiadamy i nawet wtedy, kiedy nie mamy już dużo czasu, możemy naprawdę wiele zrobić. Chociażby pomóc innym, sobie podobnym.

4 komentarze:

  1. Koniecznie chcę to przeczytać i obejrzeć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytania nie polecam :P Ale obejrzeć - jak najbardziej, musisz.

      Usuń
  2. A mnie się film kompletnie nie podobał. Napisałam zresztą o tym w dyskusji dotyczącej ekranizacji książek u mnie na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia gustu ;) Mnie oczarował, ja lubię takie klimaty.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.