27.03.2014

Z życia autorki: nie lubię dzisiejszej blogosfery

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Cześć!

Zdałam sobie sprawę, że dawno nie publikowałam nic w ramach cyklu Z życia autorki. Wstyd i hańba. Trzeba to zmienić, przecież obiecałam, że dam Wam się poznać. Tak więc dzisiaj o czymś, co mogłoby stanowić materiał na Kolumnę dyskusyjną, ale wyjątkowo przemienię kategorię i wyrażę swoje zdanie. 

Ci, którzy czytają mnie regularnie, zapewne pamiętają post ze stycznia, w którym dość mocno skrytykowałam blogi książkowe. Niestety, to co wtedy napisałam, nie stanowiło nawet połowy moich żali. Bo pretensje mam tak naprawdę do całości blogosfery. I to duże.

Blogów przeglądam dziesiątki i nie dotyczą one tylko literatury czy kultury szeroko pojętej. Rozglądam się, szukając autora, który swoim stylem pisania i pomysłem na stronę mnie oczaruje. Jednego takiego znalazłam, ale jeden to dla mnie za mało. Więc szukam dalej. Stale też uczestniczę w życiu blogerów, orientuję się, kiedy ktoś potrzebuje pomocy i w czym dokładnie. To, co tam zdarza mi się czytać, niejednokrotnie sprawia, że mam ochotę wyrzucić laptopa przez okno, a potem wychylić przez nie głowę i wrzasnąć Jezu, ludzie, co Wy robicie?! Ogarnijcie się!!!. Naprawdę.

Gubię się już w tym, czym jest dzisiaj blogowanie. Kiedyś, kiedy to wszystko raczkowało, blogi były traktowane jak typowe pamiętniki, tylko że internetowe i dostępne dla grona szerszego niż tylko jego właściciel. Później zapanowała moda na blogi tematyczne, prowadzone przez ludzi, którzy autentycznie interesowali się tym, o czym pisali. Dużo było stron z opowiadaniami, o ulubionych celebrytach i tak dalej. A dzisiaj? Powiecie mi: przecież nic się nie zmieniło, nadal jest dużo internetowych pamiętników o hobby, chociażby o gotowaniu. Zgoda, tak jest. Ale przemianie uległo podejście ludzi do tego, co robią. I to jest bardzo smutne.

Dawniej blogowało się z nudów. Ewentualnie z nudów i/lub pasji, bo wielu ludzi autentycznie kocha pisać i ma do tego talent. Szkoda, że obecnie mało kiedy widuje się taką postawę. Bo dzisiaj najważniejsza jest... kasa. 

Początkowo myślałam, że to wszystko jest wymysłem mojego ulubionego (ironia!!) blogera, znanego chyba wszystkim Kominka. On się nigdy nie krył z tym, że zarabia na tym, co tworzy w internecie i jest mu z tym dobrze. OK, nie neguję, nie krytykuję, niech robi co chce. Ale, cholera, dzisiaj za internetową działalność pieniędzy chce większość. Blogowanie coraz rzadziej jest kojarzone z hobby, często za to wydaje mi się, że to kolejny biznes. Pytam się: po co? Czy naprawdę żyjemy w czasach, w których za wszystko, co się robi, trzeba oczekiwać zapłaty? Ja rozumiem, kryzys jest, z pracą ciężko, ale bez przesady. Gdzie pasja, prawdziwa chęć tworzenia czegoś od podstaw tylko po to, żeby tworzyć? Gdzie potrzeba poznania ludzi o takich samych zainteresowaniach? Chyba gdzieś zanika. Widać to wyraźnie. Teraz rzadko mówi się o tym, co zrobić, by złapać dobry kontakt ze swoimi czytelnikami. Zamiast tego jest mnóstwo porad, jak generować duży zasięg i mieć setki, o ile nie tysiące odsłon dziennie. Porażka kompletna. 
Ale jest też coś gorszego niż blogowanie dla forsy. Otóż, ludziom jest ciągle mało. Kombinują, jakby tu wyciągnąć zysku jak najwięcej.  A najlepsze zostawiam na koniec - osoby prowadzące swoje strony za darmo uważane są za frajerów. Ludzkie pojęcie to przechodzi.

Jak już mówiłam, nie krytykuję tego, czy i ile ktoś ma profitów za tworzone przez siebie treści. Ale nie pasuje mi to, że blogosfera dzisiaj coraz częściej kojarzona jest z finansami. To nadal powinna być odskocznia od szarej rzeczywistości, miły dodatek do niej. Nie przemawia do mnie idea blogera jako nowego, dobrze płatnego zawodu. Możecie mówić na mnie per frajer, proszę bardzo.

67 komentarzy:

  1. Zgadzam się, że osoby, które nie biorą pieniędzy za blogowanie są traktowane jakby były nienormalne. Pierwsze pytanie moich znajomych zawsze dotyczy ile zarabiam na blogu. To żenada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi znajomi chyba nie wiedzą, że na tym się można dorobić. I dobrze.

      Usuń
    2. Mnie też parę razy też spotkał tekst ... o prowadzisz bloga? a ile na tym kasy wyciągasz?
      zawsze mnie śmieszy ... z wielu powodów ...

      Usuń
    3. Mnie to przestało śmieszyć już dawno, bo ileż można.

      Usuń
  2. Hmm, myślę że blogosferze książkowej to nie grozi :) Poważnie znasz kogoś z "naszego" światka, kto zbija kokosy? A tak poważnie to nie przeszkadza mi, że ktoś zarabia na blogowaniu. Co więcej, ja się z tego cieszę. Podoba mi się, że ktoś docenia blogerów, jako grupę która może mieć wpływ na kształtowanie gustu :) Prawdziwie zarabiający blogerzy to mniejszość, nie wiem skąd informacja, że blogosfera kojarzona jest z finansami???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się kojarzy. A widzę, że wiele osób zakłada blogi, bo chce zarobić, dla mnie jedno z drugim się łączy. Z naszego rejonu, książkowego, nie znam nikogo takiego, i dobrze.

      Usuń
  3. Przeglądam dużą ilość blogów książkowych i chyba nie spotkałem się jeszcze z takim, który zarabiałby masę kasy na tym co robi. Zarobić na blogowaniu można w branży odzieżowej, w książkowej z tym kiepsko, ale gdyby taka osoba by się wybiła to życzę jej jak najlepiej, być może wypromuje czytanie, książkową blogosferę, poleci kilka innych blogów, które też staną się bardziej popularne. Mi to nie przeszkadza, byleby blog nie był zaśmiecony reklamami. Moim zdaniem gorsze jest zakładanie bloga w naszej tematyce z chęci wyłudzenia jak największej ilości książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wyłudzanie książek do (niby) recenzji jest straszne. Ale o tym, o ile pamiętam, pisałam w poście, który zalinkowałam. Na szczęście nasze rejony są wolne od zarabiania.

      Usuń
  4. Dobra, ale to, że ktoś chce mieć jak najwięcej odsłon na blogu, wcale nie musi oznaczać, że interesują go wyłącznie finanse :P Tylko jak już się namęczył, napocił, napisał tę notkę, to czuł by się fajnie, gdyby jak najwięcej ludzi ją przeczytało i najlepiej jakoś się do niej odniosło w komentarzu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem chęć bycia czytanym. Ale jak widzę wiele takich zapytań, jakoś inaczej na to patrzę. No i jest to trochę jakby... przedmiotowe traktowanie ludzi, którzy mogą nas czytać. Nie podoba mi się to, no.

      Usuń
  5. Zgadzam się z tym, że kiedyś pisało się tak jakbby z potrzeby. Mam pasję interesuje mnie to i to jestem fanką tego i tego więc się tym podzielę bo może znajdę więcej takich osób itp. Teraz dużo osób zakłada blogi bo to jest w modzie i jeszcze wielu na siłę stara się kopiować innych. Wysyp recenzji jednej i tej samej książki w ciągu tygodnia wszystko to samo i tak samo. Jak dany blog się wyróżni zaraz jest naśladowany, że tak powiem. Nie dodajesz postów regularnie nie masz czytelników . Choćby się pisało nie wiem jak dobrze i ciekawie zapomną o Tobie. Mnie osobiście to najbardziej denerwuje a i jeszcze komentarze takie standardowe na, które nawet nie ma co odpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście są jeszcze osoby, że tak powiem, staromodne, które nadal piszą z pasji tylko i wyłącznie.

      Usuń
  6. Krytykujesz blogosferę? Może po prostu nie trafiłaś do tej właściwej:-)). Ja mam zupełnie przeciwne spostrzeżenia. Niemal wszystkie blogi, które odwiedzam, są ciekawe, kilkanaście określiłabym jako wartościowe, a parę z nich, to prawdziwe perełki. Mam szczęście przebywać w gronie przyjaciół, których życzliwość i dobry humor mogą być wsparciem dla niejednej osoby. Oczywiście raczej nie są to blogi "tematyczne", te bowiem uważam za nudziarskie. Gdy idzie o pasję, najwyżej cenię tę, której przedmiotem jest ludzkie życie. To chyba jedyna autentyczna pasja, której warto bez reszty się oddać. Zainteresowania można mieć rozmaite, one zresztą zmieniają się dosyć często. Ważny jest człowiek, z jego charyzmą. Jeśli ktoś wiele czyta i lubi o tym opowiadać, może to być interesujące wyłącznie dzięki niepowtarzalnej osobowości, która zawsze na pierwszy plan się wybija. Dlatego celowe jest, by dawać temu wyraz, dzieląc się z czytelnikami swoim życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w ogóle ciężko jest zainteresować. Trafiam na blogi dobre, świetne i byle jakie. Właściwie sama nie potrafię powiedzieć, czego szukam na blogach, dopóki nie znajdę takiego, który sprawia, że siedzę z otwartą buzią przed monitorem i czytam post za postem. Serio, jakiś czas temu przy okazji Share Weeka poznałam bloga Marty, która pisze tak, że w 2 tygodnie przeczytałam praktycznie każdą notkę. 400 wpisów. A teraz siedzę jak na głodzie i czekam, żeby dodawała nowe wpisy. Nieczęsto udaje się mnie tak zaciekawić komukolwiek.

      Usuń
  7. Uważam, że zbyt często używa się słowa ciężko. Wręcz razi mnie to. Stało się zamiennikiem słowa trudno. Ciężka była klasówka, rozmowa, książka. Wszystko było ciężkie. A może trudne ? Trudna była klasówka, rozmowa i książka. Przykładowo to worek ziemniaków może być ciężki. A co do blogowania dla pieniędzy to po prostu jak ze wszystkim. Wszędzie wdziera się komercja. Można tego nie akceptować i się z tym nie zgadzać, ale chyba tylko tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee, słowo ciężko nie jest złe, no chyba że używane po kilka/kilkanaście razy z rzędu w jednej notce. Ja na przykład swoje wpisy piszę z pomocą słownika synonimów.
      I tak, wszędzie się, niestety, wdziera komercja.

      Usuń
  8. Hmm.... ja chyba nie znalazłem się na tego typu blogach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam życzę blogerom jak najlepiej. Pewnie, że trochę mnie wkurzają szpanerskie blogi z ubraniami na zasadzie "jestem taka światowe, dostaję darmowe ciuchy". Pewnie, że nie czytuję blogów pisanych tylko dla reklamy (choć jeśli są dobre... no ale okej, rzadko są). Ale jeśli widzę bloga założonego z pasji i pisanego z taką samą pasją i przejęciem od paru lat, to jak najbardziej życzę autorom, żeby czas włożony w prowadzenie swojego miejsca w sieci im się zwrócił w jakikolwiek sposób - czasem to może być nawiązanie jakiejś współpracy, czasem bycie dostrzeżonym na rynku wydawniczym, czy jeszcze coś innego. Tym bardziej, że nie mówimy o blogach byle jakich, pisanych na kolanie od czasu do czasu, jak akurat się autorowi zachce, tylko o blogach pisanych często codziennie, gdzie każdy wpis wymaga przemyślenia, zrobienia researchu, zgromadzenia danych czy dokształcenia się.
    Ciągle są blogi będące pamiętnikami. Blogi ciągle są w większości pamiętnikami. Ze swojego spisu blogów, na które zaglądam codziennie, wykluczam blogi, które mają ładne zdjęcia robione drogim sprzętem, ale kiepską treść, albo które zajmują się tylko i wyłącznie recenzjami czegokolwiek (książki, filmy, kosmetyki, blablabla), i jeszcze kilka innych. Ale fakty są takie, że jeśli ludzie mogą na czymś zarobić, to będą chcieli zarobić, o ile nie koliduje to z jakimiś ich przekonaniami. I do pewnego stopnia nie ma tym nic złego. Chodzi mi tylko o to, że jeśli blog powstaje z pasji i na tej pasji wznosi się na wyżyny, to nie widzę problemu z zaakceptowaniem tego, żeby autor zaczął też na tym zarabiać. A jeśli zacznie za dużo bredzić i reklamować wszystko, co tylko mu się zaproponuje, to po prostu straci mnie, jako czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, wszystko w teorii pięknie brzmi, szkoda tylko, że często widmo zarobku = upadnięcie na jakości.

      Usuń
    2. Po czym wnosisz? ;) Śledzę co najmniej kilka blogów, które na siebie w pewnym stopniu zarabiają, a na jakości jakoś nie straciły. Może po prostu jak się autor oficjalnie przyzna, że zarabia w jakiś sposób na pisaniu bloga, to bardziej czujnie się obserwuje spadki jakości? Znaczy wiesz, może u niektórych faktycznie tak jest, w końcu czasem tak się kończy pisanie pod przymusem i presja czasu, ale z drugiej strony - hej, jeśli blog, który na siebie zarabia, nawet w gorszym okresie jest lepszy niż blog, który na siebie nie zarabia, to trudno oczekiwać od czytelników, żeby w ramach jakiegoś niemego buntu czytali gorszą treść tylko dlatego, że autor za nią nie dostaje pieniędzy ;).
      Są świetne blogi i w kategorii tych zarabiających, jak i tych zupełnie "nieodpłatnych". Te drugie może będę chętniej promować i będę bardziej dumna, gdy zobaczę, że któryś z nich się wybił (w jakikolwiek sposób), ale te pierwsze też zdarza mi się czytać. A że są też tacy, którym odwala szajba po sukcesie, to wiadomo nie od dziś. Ale to nie jest generalna zasada, wszystko zależy od człowieka i od tego, po co zaczął blogować.

      Usuń
    3. Wnoszę po własnych obserwacjach. Jakoś zawsze widzę różnicę w stylu pisania człowieka, który zaczął zarabiać na swojej stronie. Tak samo nie jestem w stanie zostać na dłużej na blogu, który od początku jest źródłem dochodów.

      Usuń
    4. Zdaje mi się, że to przez uprzedzenia, a nie dlatego, że autor zaczął zarabiać na stronie ;). Ale mogę się mylić oczywiście. Blogi, które od początku są źródłem dochodu, też omijam.

      Usuń
  10. A ja tam uważam, że marudzisz ;) Może się rozbiłaś o rzeczywistość "fejsikową" i stąd to zgorzknienie? Ilu tak na serio jest blogerów zarabiających na życie blogowaniem? Pewnie ze 20 + może setka czy 150 osób, które zarabiają jakieś fajniejsze pieniądze. Do tego może jeszcze kilkuset, którzy cokolwiek zarabiają. Zaszalejmy i powiedzmy, że zarabia łącznie 2000-3000 osób. A reszta? Przecież blogów (nie mówię o książkowych) jest ponoć w Polsce aktualnie ponad 3 000 000!

    Też miałam fazę zachłyśnięcia się tematyką i obserwowania uważnie, co się dzieje "branży", ale przeszło mi, gdy pomyślałam, że tak de facto nie obserwuję branży, tylko jej maciupeńki i wcale nie reprezentatywny wycinek. I wróciłam do czytania właściwie tylko blogów książkowych, często wyszukiwania nowych. I jest mi z tym obłędnie dobrze, tak jest fajnie, gdy nie myśli się o tym wszystkim i tylko robi swoje!

    PS. Dlaczego mogę się zalogować tylko z konta Google? Nie mogę z Wordpressa, Open ID czy też z linkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchhhhh, na dodatek znikł mój podpis! To pisałam ja, Agnieszka Tatera z Książkowa ;)

      Na dodatek musiałam się podpisać kontem, którego od wieków nie używam :(

      Usuń
    2. Być może marudzę, ale zjawisko zarabiania na blogach serio denerwuje. Wszechobecna kasa sprawia, że nóż w kieszeni się otwiera.
      Żeby się zalogować, trzeba mieć konto Google, a to przez falę spamu, która mnie zalała jakiś czas temu, kiedy mogli się wypowiadać nawet anonimowi użytkownicy. Nie miałam pojęcia, że to wykluczy inne konta.

      Usuń
    3. Hm... Chyba mi nie wyszło, bo próbowałam właśnie przekazać, że "wszechobecna kasa" kompletnie nie jest wszechobecna, że to nawet nie procent, a jakiś promil całości, wystarczy wyjść poza to maleńkie kółko i zrobić sobie powrót do rzeczywistości.

      A w tym kółku maleńkim niech sobie jest. Dlaczego Cię denerwuje to, a nie zarabianie na pisaniu tekstów do Natemat.pl czy wyprowadzaniu psów? ;)

      PS. Co do logowania, to może zerknij w opcje jeszcze raz? Bo dziwne jest to, że żadna inna opcja nie jest możliwa, to pierwszy taki przypadek dla mnie. Zawsze mogłam używać WP, Open ID lub logowania z podaniem adresu strony.

      Usuń
    4. Z wszechobecnością kasy chodziło mi o to, że jest wszędzie, nawet na blogach, a nie o to, że na wielu blogach. Po prostu uważam, że blogowanie powinno być wolne od forsy.
      Nie denerwuje mnie w tamtych przypadkach dlatego, że ani się nie interesuję tekstami na Natemat.pl, ani wyprowadzaniem psów, bo ich nie lubię ;)
      Co do logowania - zajrzę później w opcje i spróbuję pokombinować, teraz za bardzo czasu nie mam.

      Usuń
    5. Ale dlaczego jeden aspekt życia powinien się różnić od wszystkich innych? Przecież zarabia się na najbardziej nieprawdopodobnych rzeczach, przy których blogowanie to nudy :D

      Usuń
    6. Po prostu są takie aktywności, które powinno się robić tylko i wyłącznie z pasji, a nie na tym zarabiać.

      Usuń
    7. To ja chyba takich nie znam :))) Ale też chyba nie mam takich zapędów. Jeżeli ktoś chce mi płacić za realizację mojej pasji, to nie widzę tutaj problemu. E, chyba nawet byłabym szczęśliwa, gdyby się taki zapaleniec trafił :D

      Usuń
    8. No dokładnie - nie widzę absolutnie nic niedobrego w płaceniu za pasję. Ba! Nawet gdyby ktoś zorganizował akcję "rzuć piątaka ulubionemu blogerowi", to chętnie bym się dorzuciła :). Choć pomysł głupi, ale dobrze obrazuje to, co chcę przekazać. Jeśli czytam bloga o popkulturze i autorowi ktoś proponuje darmowe wejściówki na, nie wiem, spektakl w teatrze, to nie marudzę, że się sprzedał, tylko czekam, przebierając nogami z niecierpliwości, na rozbudowaną, szczerą opinię po spektaklu.
      Jak ktoś robi coś dobrze i z zaangażowaniem, to chce się go docenić. Można przegiąć i godzić się na wszystkie formy zarabiania na blogu, ale tak jak pisałam wcześniej, to zależy od konkretnego człowieka, nie od samego istnienia zjawiska.
      No i tak jak pisze Agnieszka - ludzi, którzy się dorobili fortuny na blogach, można policzyć chyba na palcach. Wystarczy ich nie czytać :).

      Usuń
    9. Ja bym osobiście wolała nie ryzykować, że mi pieniądze w głowie przewrócą. Nie wiem, taka po prostu jestem, chciałabym zarabiać na życie pisaniem, ale na pewno nie bloga.

      Usuń
    10. Ja jednak nie mogę skumać takiego wartościowania. Dlaczego mogę zarabiać pisaniem artykułów do portalu (ficja ofkors) i nie ma wtedy obawy, że "mi pieniądze w głowie przewrócą", a przy takiej samej sytuacji, tylko na blogu, już ona jest? Jeżeli podchodzę tak samo rzetelnie i do jednego, i do drugiego, gdzie kryje się różnica? Dlaczego - czerpiąc z przykładu Merenwen - nikt w życiu chyba się nie oburzał, że dziennikarze chodzą za friko do kina czy teatru, ale byłby to już problem dla blogera? Nijak nie mogę tego pojąć. Albo robię coś uczciwie i sensownie, albo nie robię wcale. I nie ma dla mnie znaczenia, czy chodzi o blogowanie czy jakąkolwiek inną działalność.

      Aczkolwiek to generalnie dyskusja dla dyskusji, bo nadal uważam, że temat tak ekstremalnie niszowy, że hej ;)

      Usuń
    11. Może to widmo wielkich pieniędzy (czy jakichkolwiek pieniędzy) jest po prostu efektem tego co "widoczne". Blogerzy, którzy żyją z blogów są dzisiaj celebrytami, więc łatwo ich wskazać palcem. Tak samo blogerzy, którzy zarabiają mniejsze pieniądze (ale jednak). Oni też nie są zupełnie anonimowi. To jest właśnie efekt ich blogowania: ludzie do nich zaglądają, przyciągając za sobą owe pieniądze. Ale ci ludzie nie są przecież grupą odzwierciedlającą całą blogosferę. Ich po prostu widać. Stali się popularni dzięki blogowaniu, a więc (w mojej opinii) odnieśli jakiś sukces. Jeśli ktoś ma ochotę im za ten sukces płacić, to ja nie widzę problemu :)

      Usuń
    12. Może to wina tego, że pieniądze za blogowanie dostawać można właściwie od niedawna, początkowo było to tylko takie ot zajęcie, jak czytanie książek czy inne hobby.

      Usuń
    13. Ano, ale wiele było takich rzeczy. Chociażby świeży przykład sprzed chyba tygodnia. Kiedyś ludzi grających całymi dniami w gry komputerowe nazywano tylko i wyłącznie nerdami. Teraz? Mają wielkie mistrzostwa, ściągają dziesiątki tysięcy ludzi na widownie i zarabiają grubą kasę. Coraz więcej jest możliwości połączenia pasji z zarobkowaniem i według mnie to jest piękne :)

      Usuń
    14. Bo robienie tego co się kocha i łączenie tego z zarabianiem serio jest piękne. Ale jakoś tak... za dużo rozmów o tym, co robić i jak robić, żeby się na blogu dorobić. Nie wiem, do mnie akurat to nie przemawia.

      Usuń
    15. Dlatego optuję za zmniejszeniem ilości czasu spędzanego w tym kółku, a zwiększeniem go na rzecz innych miejsc lub wręcz bycia offline. Bardzo pomaga w odzyskaniu równowagi :D

      Usuń
    16. Przestanę czytać blogway Kominka i będzie w miarę :D

      Usuń
    17. Na bank nie zaszkodzi. Ja tam byłam 2 razy na chwilkę i wystarczyło mi, by nie chcieć bywać zbyt często. Bardzo merytoryczne momentami, ale nie dla mnie. W ogóle ostatnio coraz mniej takich dyskusji, for i blogów śledzę i mam wrażenie, że moje życie stało się dużo spokojniejsze, zrelaksowane i piękniejsze :D

      Usuń
    18. Mam wrażenie, że w ogóle najlepiej jest jak się ludzie za bardzo nie zagłębiają w inne strony tylko swoje prowadzą :D

      Usuń
    19. E, poczytanie fajnej recenzji czy innego tekstu jest fajne :D

      Usuń
    20. Wiem, sama się ostatnio wkręciłam. Ale ostrożnie wybieram strony, które odwiedzam, szybko mnie cholera trafia :D

      Usuń
    21. Na moje nieprofesjonalne oko gdyby każdy bloger zajmował się tylko prowadzeniem swojego bloga, to wiele by się to od pisania artykułu do gazety nie różniło ;). Ja tam lubię, jak blogerzy żyją stadnie, kłócą się między sobą, dyskutują, nawzajem inspirują i przerzucają nowymi notkami.

      Usuń
    22. Też to lubię. Ale dużo zależy od konkretnego bloga.

      Usuń
    23. "są takie aktywności, które powinno się robić tylko i wyłącznie z pasji, a nie na tym zarabiać" - chyba jeszcze nie załapałaś w tym dorosłym życiu, że jedynie sensowna praca (a co za tym idzie, płynące z niej wynagrodzenie), to taka, która płynie z pasji. Pisanie to pisanie, nie ważne, artykułów do prasy drukowanej, książek, haseł promocyjnych czy bloga.

      Usuń
    24. Mylisz się. Doskonale rozumiem, że dobrze by było, gdybyśmy zarabiali robiąc coś, co naprawdę kochamy. Jednak czy wszędzie trzeba wciskać pieniądze? Pisać można wiele rzeczy, dlaczego i blogi zamieniać w biznes? Mnie to boli. Kiedyś tego nie było.

      Usuń
  11. Pokombinowałam w ustawieniach dodawania komentarzy, zaznaczyłam opcję 'zarejestrowany użytkownik - obejmuje identyfikator ID' - czy teraz jest dobrze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cudnie, dzięki :)

      Usuń
    2. Nie ma sprawy, następnym razem trzeba od razu krzyczeć, że coś jest nie tak ;)

      Usuń
  12. Tak naprawdę wiele osób oszukuje siebie samych, że bloga piszą dla siebie. Gdyby inni tego nie czytali, raczej by tego nie robili. Owszem lubię pisać, właściwie robię to od 9 lat (z blogami mam do czynienia od 7 lat) Jak stwierdził Kominek w swojej pierwszej książce, każdy bloger ma w sobie coś z narcyza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się wydaje, że to nie jest tak, że się oszukują, a przynajmniej nie wszyscy z tych 'wielu'.
      Weźmy na przykład mnie: piszę bloga, bo uwielbiam pisać. Skoro uwielbiam pisać, równie dobrze mogłabym prowadzić typowy pamiętnik, ale tego nie robię, dlaczego? Bo zależy mi na tym, by ktoś mnie czytał, chcę polecać innym książki, odradzać je. Taka obustronna korzyść.

      Usuń
  13. Podejrzewam, że my, książkoholicy i tak jesteśmy najczystszą warstwą w tym morzu komercji, bo nam za recenzje nie płacą. A jeśli brać pod uwagę książkę jako zapłatę to majątku na tym nie zbijemy. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to cieszy, że jestem czysta :D Zawsze wiedziałam, że bycie książkoholikiem mi się opłaci.

      Usuń
  14. Oł, to "trochę" przerażające. Dużo osób tutaj, przede mną, porównywało blogi książkowe do reszty ("gdzie się zarabia").
    Ja chciałabym pójść w inną stronę. Zawiodłam się bardzo...
    Kiedyś, kiedy zakładałam bloga, to było zupełnie inaczej. Dobra, każdy chciał mieć znanego bloga, a najlepiej to być "fejmem". Ale mało osób dostawało wtedy egzemplarze recenzenckie, większość o tym nawet nie wiedziała. Sama byłam zaskoczona, kiedy zaproponowano mi współpracę (szczególnie ten pierwszy raz, kiedy siedzisz z otwartą buzią i nie możesz uwierzyć, że zaproponowano Ci współpracę). A teraz co jest? Dużo, w zasadzie większość zakłada blogi recenzenckie, żeby ... dostawać darmowe książki. I żeby tylko... dużo osób słodzi tytułom, które otrzymają, a często, jak mają jakąś propozycję do zrecenzowania, nie zastanawiają się nawet, czy to ich zainteresuje, tylko biorą to w ciemno.
    Dobrze, sama recenzuję i to dużo, nie kryję się z tym, ale nigdy nie oszukiwałam na ocenie. A jak czasami widzę niektóre recenzje to aż widać płynący z nich fałsz. Czasami się zastanawiam, czy oni wiedzą, że z tekstu można czasami wykryć, czy ktoś ma własnie takie zdanie, jak napisał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dokładnie o to mi chodzi!
      Wiele osób zakłada blogi z chęci zysku innego niż satysfakcja samego pisania i być może wpływania na innych tą swoją pisaniną. O współpracach recenzenckich z naszego podwórka nie chce mi się już nawet wspominać, to jakieś totalne nieporozumienie, jednak to nie do końca wina blogerów. Same wydawnictwa też powinny się zastanowić nad tym, co robią i komu oferują współpracę. No ale najwyraźniej nie tylko nieważne, co o nas mówią, ale też nieważne, kto mówi. Byleby było głośno, ot co.

      Usuń
    2. Dlatego od pewnego czasu sama chcę pójść raczej w kierunku innych tematów. O książkach, ale nie tylko recenzje. Nie lubię, kiedy jest czegoś za dużo i nie chcę katować moich czytelników, ciągle powtarzanymi tekstami ;)
      Poza tym pojawiają coraz to nowsze blogi, które piszą hm... miesiąc... dwa... i przestają, to jest strasznie denerwujące :/

      Usuń
    3. Tak, mnie też od pewnego czasu pisanie tylko o książkach nie wystarcza, dlatego idę w kierunku bloga o kulturze szeroko pojętej.
      A zjawisko zakładania stron tylko po to, by je za czas krótszy niż dłuższy porzucić, wcale nie jest nowe. Ze wstydem przyznam, że kiedyś sama tak postępowałam.

      Usuń
    4. Rozumiem, ale tez jest różnica założenie bloga, a założenie go i od razu wrzucani rzeczy typu "Współpraca". Rozumie, zakładka "Kontakt" jest potrzebna i przyda się zarówno czytelnikom, jak wydawcom, ale moim zdaniem wyżej wspomniany dział ze współpracami powinien je faktycznie przedstawiać, albo w celu pokazania doświadczenia, albo kiedy się jest na to gotowym. A z gotowością do działania bloga mającego dwa tygodnie można byłoby już polemizować :/
      Mi też się zdarzało, chociaż żałuję, bo straciłam już dwa popularne blogi, dopóki nie zaczęłam prowadzić "Książki Widziane Oczami Patiopei", ale zawsze jest dobrze mieć jakąś praktykę, więc cieszę się, że miałam kiedyś okazję współpracować z innymi blogerkami tworząc jedną stronę ;)
      Ale dobrze, że napisałaś en post, w końcu ktoś to zrobił, bo to temat warty uwagi. Z drugiej jednak strony przy tak dużej liczebności blogów książkowych (każdy chce mieć własny), to trudno być oryginalnym. A najgorsze jest to, że w pewnym momencie Twój blog nie jest już "świeży" i ludzie przestają na niego wchodzić i komentować, straszne uczucie.

      Usuń
    5. Tak, widzę tę różnicę ;)

      Ty jesteś autorką Książek Widzianych Oczami Patiopei?! Jejku, czytam Cię czasami, fajnie tam u Ciebie, nawet głosowałam na Twój blog w Blogu Roku. Jak żeś się znalazła na tak mało popularnym blogu jak mój?!

      Usuń
    6. Naprawdę? To dziękuję bardzo :* Właśnie widziałam, pisałaś, że zagłosowałaś. Dzięki wielkie za pomoc. ;)
      Niepopularny... hm... a mój to niby jest popularny? :D
      Wpis mnie zaciekawił, weszłam i tak o to, zaczęłam Ci tutaj spamować w jednej z ciekawszych dyskusji ;) Rzadko kto teraz porusza taki temat na blogu, a szkoda ;)
      Moim zdaniem nielicznym udaje się wywołać na blogu jakąś większą dyskusję, a wystarczy popatrzeć na liczbę komentarzy pod tym postem. Gratuluję ;)
      No, a teraz dodaję się do obserwujących ;3


      Usuń
    7. Nie masz za co dziękować ;)
      No Twój jest o niebo bardziej popularny od mojeo.
      A liczba komentarzy... cóż, jak coś się dzieje, to wiedz, że rozchodzi się o kasę. Chyba mam przepis na wiele odsłon dziennie, wystarczy zahaczać o pieniądze :D Choć sama miałam opory przed publikowaniem tego wpisu i nadal mi się on nie podoba, mogłam napisać go lepiej.
      I dziękuję za dodanie do obserwujących, mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy w komentarzach ;)

      Usuń
  15. Sama często przeglądam internet w poszukiwaniu czegoś do czytania, co mnie ''ruszy''.
    Racja- dużo jest blogów, które odstraszają treścią. O wyglądzie nie wspomnę. Trafiając na takie też mam wrażenie,że autor myśli,że jak wyskoczy z paroma zdaniami to zaraz stanie się rozchwytywanym blogerem jak Tomek Tomczyk.
    Zdarzają się jednak I takie, które naprawdę warto czytać. I dla takich właśnie warto poświęcić czas na poszukiwania.
    Myślę,że te najbardziej wartościowe są te pisane z samej chęci pisania, nie dla korzyści. Często są to kompletnie niepopularne wpisy.
    Nie ma innej rady: trzeba grzebać, grzebać, grzebać. Aż do skutku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że te najbardziej wartościowe strony giną w gąszczu byle jakich...

      Usuń
    2. Najłatwiej według mnie po linkach z tych fajnych wartościowych blogów - zawsze się jakaś perełka trafi :)

      Usuń
    3. U mnie to nie działa ;) muszę w końcu przeglądnąć wszystkie blogi polecane przy okazji Share Week.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.