15.03.2014

Lauren Weisberger "Zemsta ubiera się u Prady: powrót diabła"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Lauren Weisberger
Tytuł: Zemsta ubiera się u Prady: powrót diabła
Tytuł oryginału: Revenge Wears Prada: The Devil Returns
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Cena: brak informacji
Liczba stron: 459

Kiedy koszmar przeszłości znów czai się na nas za rogiem...

Minęło wiele lat odkąd Andy Sachs przestała pracować w Runwayu. Choć despotyczna była szefowa nadal nawiedza ją czasem w najgorszych koszmarach sennych, młoda kobieta świetnie sobie radzi. Wraz z Emily, z którą kiedyś serdecznie się nienawidziły, prowadzi luksusowy magazyn ślubny. Sama także szykuje się do ślubu. Niestety, już niedługo jej błogi spokój mąci powrót diabła z torebką od Prady na ramieniu...

Historia lubi się powtarzać - o tym wiemy wszyscy. Ale czy to, że lubi, oznacza, że musi? Czy główna bohaterka Diabła ubierającego się u Prady po wielu latach znów zostanie skazana na obcowanie ze znienawidzoną przez siebie, sadystyczną Mirandą Priestly?

O istnieniu drugiej części przygód Sachs dowiedziałam się przez przypadek. Od Was. A ponieważ Diabła... czytałam i, jak wiecie, o ile czytaliście opinię (nie czytaliście? Tu możecie się z nią zapoznać), podobał mi się, wiedziałam, że po Zemstę... też muszę sięgnąć i to jak najszybciej.

Czego się spodziewałam? Początkowo - niczego. Później, kiedy zapoznałam się z opisem na tylnej okładce, pomyślałam, że szykuje się tak zwana powtórka z rozrywki. A co otrzymałam?

Coś dziwnego. Coś, co z jednej strony mnie zawiodło, ale z drugiej - przyjemnie zapełniło mi ostatnie godziny.

Jeżeli wahacie się, czy sięgnąć po tę pozycję, od razu mówię: to już nie jest ta sama Weisberger co przy pierwszej części. Wciąga, ale nie tak bardzo. I na pewno nie bawi. Wszystko przez bardzo okrojoną obecność naszej (tylko mojej?) ulubienicy - Priestly. To głównie ona powodowała, że poprzednią książkę przyjemnie się czytało i o ile ktoś mógł tego nie zauważać wtedy, tak rzuca się to w oczy teraz. 

Prawdę powiedziawszy, ja sama byłam zdumiona faktem, że muszę czekać na jej postać tak długo, a kiedy już się pojawiła - że zniknęła w mgnieniu oka. No co to jest?! Nie spodobało mi się to bardzo.

Do Lauren mam dzisiaj jeszcze jedno poważne zastrzeżenie: tytułowej zemsty w całości było strasznie mało. A i czytelnicy nastawiali się na coś zgoła innego, co widzę zarówno po sobie, jak i po komentujących na Lubimy Czytać.

Mimo wszystko jednak, nie mogę powiedzieć, że źle mi się czytało. Nie. Miałam zupełnie inne odczucia, to prawda, ale do prawdziwego zawodu i irytacji czy innych negatywnych emocji było mi jeszcze daleko. 

Trochę szkoda, że kontynuacja tego bestsellera została napisana w odmiennym stylu, była dość przewidywalna - owszem, ale z drugiej strony gdyby autorka zaserwowała nam coś podobnego - chodzi mi tu o wydarzenia - to najprawdopodobniej podniosłyby się głosy, że niepotrzebnie to napisała, bo nic nowego nie wniosła. I koło się zamyka. Ale przecież w głębi duszy wszyscy wiemy, że dalsze losy bohaterów, kolejne tytuły serii, zawsze są gorsze od samego początku, prawda? Nie powinno więc nas to zanadto dziwić.

Co do gwiazdek...
Znów daję trzy, choć przyznam, że długo z sobą walczyłam, zmieniałam decyzję praktycznie co stronę, o ile nie co kilka linijek. Moje myśli krążyły od pocieszającego no przecież nie jest aż tak źle, przez wkurzone Jezu, od jakiegoś czasu szastasz trójczynami jak nienormalna, po - w pewnym momencie pewne już - nie, ja braku Mirandy tak łatwo nie wybaczę. Czy warto zabierać się za przedmiot dzisiejszego wpisu? Tak. Ale tylko, jeżeli zżyliście się z główną bohaterką i jesteście ciekawi, co u niej słychać. Nie nastawiajcie się na taką samą dawkę rozrywki co poprzednio. Na jakąś specjalną zemstę też nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.