12.03.2014

Anne Cassidy "Gdzie jest Jennifer?"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Anne Cassidy
Tytuł: Gdzie jest Jennifer?
Tytuł oryginału: Looking for JJ
Wydawnictwo: Stentor
Tłumaczenie: Marta Ostrowska
Cena: brak informacji
Liczba stron: 266

Kiedy popełniamy błąd rzutujący na całe nasze życie...

Po sześciu latach na łamach gazet znów pojawia się temat dramatu, który rozegrał się pewnego majowego dnia i wstrząsnął miasteczkiem Berwick. To wtedy trzy małe, dziesięcioletnie dziewczynki wybrały się na spacer do pobliskiego lasu. Jedna z nich nie wróciła już z wyprawy. Co się z nią stało? I dlaczego przypomnienie o sprawie po wielu latach budzi niepokój u nastoletniej Alice Tully?

Kiedyś, na początku 2010 roku, do sięgnięcia po Gdzie jest Jennifer? zachęcił mnie temat powieści. Ręka w górę, kto często napotyka na fabułę, w której dziecko jest posądzone o zrobienie czegoś naprawdę strasznego? Nie widzę, nikt tak nie ma? No właśnie - niecodzienny wątek, prawda?

I tyle, jeżeli chodzi o powrót do przeszłości. Nie pamiętałam właściwie nic z tej historii, a już na pewno umknęły mi wrażenia z lektury. Zanim przypomniałam sobie, że z pomocą może przyjść mój profil na Lubimy Czytać, postanowiłam, że przeczytam dzieło Cassidy raz jeszcze.

Co teraz mogę powiedzieć? Właściwie mam nie lada zagwozdkę. Nigdy w życiu nie miałam w ręku niczego tak mdłego! Nie twierdzę, że całość jest tragiczna. Ale fakt jest faktem: opowieść katowałam tak długo, bo musiałam się zmuszać, żeby dziennie pokonać choć kilka stron. I mimo że każdą kolejną kartkę starałam się czytać z uwagą i skupieniem, nie udawało mi się to. Łapałam się na tym, że nie rejestruję szczegółów i muszę się wracać do konkretnych linijek. 

A wrażenia? Gdzie tam! Jak zwykle podczas zagłębiania się w świat wykreowany przez autora towarzyszy mi coś - satysfakcja, irytacja, refleksja, cokolwiek - tak tutaj nie było nic. Zupełna pustka. No, dobra - przez jedną krótką chwilę przemknęła mi przez głowę myśl, że to wszystko jest cholernie przewidywalne. Ale może gdybym odświeżyła sobie wszystkie książki młodzieżowe, które kiedyś poznałam, okazałoby się, że takie prawo młodzieżówek? Może to ma być niewymagające, podane na tacy młodym umysłom? Nie wiem. I nie chcę tego sprawdzać.

Kilka minut po tym, jak skończyłam czytać, zaglądnęłam na swój profil na LC. Okazało się, że skrobnęłam coś na temat tej pozycji. Kiedy miałam 16 lat, bardzo mi ona przypadła do gustu. Uśmiechnęłam się z zażenowaniem. Jak to człowiekowi czasem mało do szczęścia potrzeba!

I na koniec...
Wystawiam przedmiotowi dzisiejszego wpisu dwie gwiazdki. Bo nie mam za co porywać się na wyższą ocenę. Polecam jednak każdemu, kto potrzebuje czegoś lekkiego i niewymagającego myślenia.

4 komentarze:

  1. Lubię niewymagające i lekkie powieści, od czasu do czasu, ale na razie takiej nie szukam.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam również, może kiedyś sięgniesz po tę powieść i akurat Tobie się spodoba, kto wie ;)

      Usuń
  2. Zatem skutecznie mnie zniechęciłaś:-). Nie lubię tracić czasu na rzeczy mdłe i miałkie. Temat sam w sobie mógłby być wręcz frapujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam zniechęcać, cholera!
      Fajnie jest jak ludzie biorą pod uwagę to, co piszę, ale sami postanawiają wyrobić sobie własne zdanie, które przecież może być zupełnie inne niż moje ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.