20.02.2014

Matthew Quick "Poradnik pozytywnego myślenia"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Matthew Quick
Tytuł: Poradnik pozytywnego myślenia
Tytuł oryginału: Silver Linings Playbook
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Maria Borzobohata-Sawicka i Joanna Dziubińska
Cena: 34,90 zł
Liczba stron: 374

Wierząc w siłę pozytywnego myślenia...

Pata Peoplesa, głównego bohatera Poradnika pozytywnego myślenia, poznajemy w chwili, gdy jego matka zabiera go z tak zwanego niedobrego miejsca, które okazuje się być szpitalem psychiatrycznym. Mężczyzna trafił tam przed laty z powodu problemów emocjonalnych. Moment, w którym Pat wraca do domu, jest przełomowy - decyduje się on robić wszystko, co w jego mocy, by odzyskać ukochaną żonę. Wierzy, że pozytywne nastawienie do życia może zdziałać cuda...

Od razu powiem Wam jedno: nigdy nie zamierzałam zapoznać się z tą książką. Najpierw w ogóle nie wiedziałam o jej istnieniu - myślałam, że nakręcono tylko film, który miałam okazję obejrzeć kilka miesięcy wcześniej. Później po prostu nie miałam ochoty na czytanie tej historii. Aż w końcu stwierdziłam, że jednak to zrobię. Bo film, który zdobył 8 nominacji do Oscara, był dla mnie tak żenująco głupi, że aż poczułam się w obowiązku sprawdzić, na podstawie czego powstał taki chłam. Na wiele się nie nastawiałam.

Początkowo, ku mojemu zdziwieniu, czytało mi się dobrze i przyjemnie, a jedyne, na co mogłam narzekać i, co oczywiste, nie odmówiłam sobie tej przyjemności, była okładka przedstawiająca aktorów, którzy wcielili się w dane role. Nadal nie rozumiem, dlaczego powstają takie oprawy. Że co, oszczędność kreatywności ludzi, którzy te okładki projektują? Pójście na łatwiznę? Zresztą, nieważne. 

Szybko okazało się, że mój zachwyt nad tą pozycją był chwaleniem dnia przed zachodem słońca. Owszem, czytało się łatwo i szybko, ale na pewno nie przyjemnie. Z czasem - już przed setną stroną, więc naprawdę w mgnieniu oka - zaczęło mnie w tej powieści irytować wszystko. Dosłownie wszystko.

Miałam cichą nadzieję, że będzie w porządku, bo tematyka kusiła, nęciła i obiecywała wiele. Ale widać, że autor nie miał pojęcia, co wyrabia, o czym pisze.

Skoro mamy w tytule pozytywne myślenie, to myślałam, że będziemy obserwować, jak główny bohater odbudowuje swoje życie na nowo i mimo przeciwności losu nie poddaje się, bo wierzy w szczęśliwe zakończenia. A tymczasem wątków takiego charakteru było mało, bo... całość była przepełniona opisami meczów footballowych (obiecuję, że przemilczę fakt spolszczania tego słowa na futbol. Ups!). Może męską część czytelników to ucieszyło, mnie zdenerwowało i wynudziło. 

Zastanawiam się, czy Quick widzi różnicę pomiędzy problemami emocjonalnymi a ułomnościami, które powodują, że chory, mimo bycia osobą od dawna już dorosłą, zachowuje się jak dziecko. Pat łatwo wpadał we wściekłość, zgoda. Ale jego nierozumienie podstawowych mechanizmów rządzących światem było już mocno przesadzone. Chyba że ktoś mi powie, że pobyt w szpitalu psychiatrycznym tak działa na ludzi. No i dla mnie pozytywne nastawienie do świata, wiara, że wszystko będzie dobrze a naiwność i usilne odpychanie od siebie rzeczywistości to nie jest to samo. Gdzieś pod koniec lektury w mojej głowie pojawiła się myśl, że może ja powinnam temu człowiekowi współczuć, że powinno mi być go szkoda i mimo wszystko wypadałoby trzymać kciuki za to, by jednak wszystko ułożyło mu się tak, jak tego bardzo chciał. Ale nie byłam w stanie się na to zdobyć. Może jestem za mało empatyczna, może zgorzkniała. Po prostu - zachowanie tej postaci nieodmiennie wywoływało we mnie wewnętrzny sprzeciw i odrazę.
Jak już jesteśmy przy postaciach, dawno (nigdy?) nie zdarzyło mi się przeczytać żadnej historii, w której tak wiele osób na raz irytowałoby mnie. Oprócz Pata, mamy tu: ojca-nadętego bufona, matkę-nadopiekuńczą beksę, Veronicę-damulkę i Ronniego-pantoflarza. Istna mieszanka wybuchowa. Właściwie nie umiem wskazać bohatera, którego bym polubiła albo takiego, który by mnie zwyczajnie nie wkurzał.

Uważam, że potencjał, jaki miała ta opowieść, został doszczętnie zrujnowany przez ugryzienie tematu ze złej strony i skupianie się nie na tym, co trzeba. Ja jestem załamana, naprawdę.

Na koniec...
Wystawiam dwie gwiazdki. Z chęcią zostawiłabym przedmiot dzisiejszego wpisu z najniższą oceną, ale pomyślałam, że chociaż łatwy do przebrnięcia styl całości zasługuje na pochwałę i uznanie. Tak czy siak - szkoda. Polecam każdemu, komu nie przeszkadza mieszanina przejaskrawienia charakterów, absurdu zachowania i relacji sportowych na papierze.

12 komentarzy:

  1. Za powieść się nie zabierałem, bo film za bardzo mnie nie zachwycił. Wszyscy go chwalili, a ja miałem mieszane uczucia po seansie. Pod koniec sięgnąłem po jakąś książkę spod stołu i zacząłem czytać, nie zwracając uwagi, że film jeszcze trwa. Po tytule i plakacie też spodziewałem się czegoś innego. A dostałem takie dziwne coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kolejna byle jaka historyjka miłosna. Tyle że z problemami psychicznymi w tle.

      Usuń
  2. A ja myślałem, że to coś mega świetnego :D
    Dobrze, że mnie ostrzegałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostrzegłam, ale i zachęcam do przeczytania w celu wyrobienia sobie własnej opinii ;)

      Usuń
  3. Właśnie czytam tę książkę! Powiem Ci, że główny bohater nie wzbudza we mnie odrazy, raczej współczucie, aczkolwiek też nie do końca potrafię go zrozumieć, zgodzę się, że on odpycha od siebie rzeczywistość, tak jak piszesz, chociażby próbuje nie przyjmować do wiadomości czteroletniego pobytu w szpitalu. I wkurza mnie to, że ciągle nie wiem, za co on tam trafił...To naprawdę słaba powieść. Również nudzą mnie opisy meczy, skandowanie "Orły"!, nad czym czytelnicy się tak zachwycają? Rodzinka totalnie niezrozumiała. Matka-płaczka, ojciec-choleryk. Tiffany? Co to za dziwaczny, totalnie dziwaczny motyw z tym bieganiem i milczeniem? Nastawiałam się na dobrą komedię na początku, taką słodko-gorzką, ale póki co jestem rozczarowana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod koniec się wyjaśni, dlaczego wylądował w psychiatryku, nie martw się. Zagadka z Tiffany też się rozwiąże. Wszystko będzie jasne. Ale i tak - całość nudna.

      Usuń
    2. Przeczytałam. Czym ludzie się zachwycają? Nadal to pytanie nie może mi wyjść z głowy. Motyw z Tiffany jest tak bardzo naciągany i totalnie niewarty tak długiego wprowadzania! Podobnie jak to, co przeskrobał Pat. Nuda, nuda, banał.

      Usuń
    3. A potencjał był ogromny...

      Usuń
  4. To jedna z tych książek, które wywołują skrajne opinie. Ja należę do osób, dla których wszelkie niedociągnięcia odeszły w cień i dałam się porwać historii, choć nie odmawiam racji Twoim argumentom co do jej wad. Na szczęście nie widziałam filmu, myślę, że tylko by mnie zniechęcił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ciekawości - co Cię porwało w tej historii? :)

      Usuń
  5. Hah, właśnie ją czytam, bo chciałam wziąć sobie jakieś lekkie czytadło na urlop. Fakt, mnie też Pat wkurza, jest okropnym naiwniakiem i nie kupuję tych pozytywnych bzdurek, które głosi, wydaje mi się to bardzo płytkie i takie amerykańskie.
    Ale co do odsuwania od siebie rzeczywistości i tego, że można nie mieć pojęcia co się z Tobą działo przez lata - to rozumiem. Pat miał depresję i to jest jeden z jej przykrych objawów. Wiem co mówię.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.