24.02.2014

Gena Showalter "Alicja w Krainie Zombi"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Gena Showalter
Tytuł: Alicja w Krainie Zombi
Tytuł oryginału: Alice in Zombieland
Wydawnictwo: Mira
Tłumaczenie: Jan Kabat
Cena: 32,99 zł
Liczba stron: 505

Kiedy świat okazuje się być zupełnie inny niż myśleliśmy...

Alicja nigdy nie wierzyła w opowieści ojca o czających się na świecie potworach. Nie wykazywała większego zainteresowania, kiedy uczył ją, jak z nimi walczyć. Gdy po zmroku nie wolno jej było przebywać poza domem, bo rodzic obawiał się o bezpieczeństwo rodziny, zazdrościła koleżankom w swoim wieku normalnych rodzin, prowadzących zwyczajny tryb życia. Właściwie zawsze uważała, że tata jest alkoholikiem-szaleńcem. Wstydziła się go. Aż do dnia, w którym skończyła 16 lat. To właśnie wtedy uległa namowom młodszej ukochanej siostry. To właśnie wtedy szantażem zmusiła matkę, by porozmawiała z mężem. To tego dnia cała rodzina Bellów wyszła z domu wieczorem. Och, gdyby tylko główna bohaterka wiedziała, jaką górę nieszczęść sprowadziła na siebie i bliskich swoim postępowaniem…

Przedmiot dzisiejszego wpisu idealnie podsumowuje jedno zdanie: największe zaskoczenie ostatnich miesięcy, a może nawet i lat. Ale po kolei...

Po Alicję w Krainie Zombi (zombie, do cholery! Ciekawe, dlaczego imię królowej kryminałów jest spolszczane na siłę, poprzez usuwanie jednej litery, to samo dzieje się ze słowem zombie, ale jakoś z pisownią łikend się w żadnej książce nie spotkałam? Jakieś sugestie co do tego?) sięgnęłam po wielu tygodniach wahań. W końcu jednak zdecydowałam się spróbować z tym zmierzyć. Sprowokowały mnie liczne negatywne opinie i recenzje, właściwie nie wiem, czy spotkałam się z tym, by ktoś wyliczał jakiekolwiek zalety odnośnie tej pozycji. Ja już tak mam, im bardziej coś jest krytykowane, tym bardziej mnie do tego ciągnie. W drugą stronę to nie działa, co jest zastanawiające.

Opory miałam wielkie, bo Alicja... zdecydowanie należy do gatunku fantastyki, a tej nie lubię - zresztą, jeżeli czytaliście tę notkę, doskonale o tym wiecie. Z racji tego, że już od dawna obiecuję sobie, że z niechęcią do poszczególnych rejonów literatury będę walczyć, postanowiłam zrobić to teraz, miałam wrażenie, że to będzie dobry początek, nic za lekkiego i za ciężkiego jak na pierwszy raz. Okazało się, że trafiłam w dziesiątkę i bardzo się z tego cieszę!

Na stronie Lubimy czytać, przeglądając opinie innych użytkowników o tym tytule, natknęłam się na wpis jakiegoś faceta, który wyraził się wyjątkowo negatywnie. Mnóstwo zarzutów, między innymi, że jest to badziewna młodzieżówka. Tak, zgadzam się, ta powieść zapewne przypada do gustu głównie nastolatkom. Tylko czy badziewna? Nie jestem co do tego przekonana. Według krytyków literackich jest pewnie jeszcze gorzej niż źle. Przeciętnemu Kowalskiemu za to może bardzo się spodobać. 

Autor tego wpisu wystosował również ostrzeżenie: czytelniku, jeżeli ukończyłeś już gimnazjum czy szkołę średnią, nie czytaj tego, bo to pułapka. I teraz mam zagwozdkę. Gimnazjum skończyłam dawno temu, liceum, co prawda dopiero rok, ale też już za mną. Czy, jeżeli przeczytałam ten tom i, o zgrozo, spodobał mi się, oznacza to, że jestem bardzo dziecinna, czy człowiekowi za bardzo dorosłość uderzyła do głowy?

Podam jeszcze jeden przykład. Jakaś blogerka książkowa - niestety, adresu jej strony nie pamiętam - zarzuciła autorce, że... wymyśliła własną wersję zombie. Że to, co ona przedstawiła w swoim wykreowanym świecie, wcale zombie nie jest. Ludzie, niech mi ktoś wytłumaczy - co jest złego w wychodzeniu poza schematy, łamaniu pewnych zasad? Czy kogoś to boli? Bo mnie absolutnie. Wręcz przeciwnie – ja cenię takie powiewy świeżości.

W tym przypadku nie bolał mnie nawet wątek miłosny. Zresztą, ja ledwo zwracałam na niego uwagę. Koncentrowałam się na walce z potworami.

Co do bohaterów - każdy z nich wywoływał we mnie jakieś emocje. Alicję podziwiałam za upór i to, że nie poddała się po życiowej tragedii. Jej przyjaciółek nie trawiłam, bo były przedstawicielkami tego gatunku ludzi, od których trzymam się z daleka. I mogłabym tak wyliczać w nieskończoność, ale tego nie zrobię, bo musiałabym zdradzić zbyt dużo fabuły.

Naprawdę, nie wiem, co w tej Alicji... jest. Przecież podobnych pozycji jest na pęczki. A jednak to właśnie dzieło Showalter pochłonęłam w kilka dni.

Dzisiaj mam tylko jedno poważne zastrzeżenie. Tytuł. Ręka w górę, komu skojarzył się z Alicją w Krainie Czarów. O, widzę, że wielu. No to teraz - kto szukał podobieństw i odniesień do tego dzieła? Wszyscy? No właśnie. Też to robiłam. I znalazłam tylko dwa. Wydaje mi się, że Showalter specjalnie zatytułowała pierwszą część swojej trylogii tak, a nie inaczej. Chciała wzbudzić zainteresowanie większe niż zazwyczaj. Trzeba przyznać, że udało się jej. W sumie ją rozumiem - nie wydaje mi się, by całość sprzedałaby się tak dobrze, gdyby nazywała się, nie wiem, Doliną zombie. Albo Nie opuszczaj domu po zmroku czy podobnie. Nie zmienia to mimo wszystko faktu, że skoro już zdecydowała się na taki krok, mogła, i właściwie powinna, postarać się bardziej wzorować na tym, co stworzył Carroll. A może w pozostałych częściach pojawi się kot? Albo Kapelusznik? 

A tymczasem...
Dzisiaj w pełni zasłużone cztery gwiazdki. Bardzo dobrze się przekonać, że nie każda powieść fantastyczna jest zła i nie do przełknięcia. Jeszcze lepiej odprężyć się przy lekturze. Polecam, dla odmiany i młodym, i starym.

10 komentarzy:

  1. Mało subtelne nawiązanie tytułu do opowieści o Alicji z Krainy Czarów. Gdy tylko widzę tak zatytułowaną książkę, uciekam jak najdalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z obawy, że to tylko nawiązanie bez żadnych odniesień w treści?

      Usuń
    2. Z obawy, że to nic oryginalnego.

      Usuń
    3. Rozumiem. W sumie - uzasadniona obawa.

      Usuń
  2. mam w szerokich planach tą książkę, więc może i kiedyś przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm zapowiada sie ciekawie i apetycznie.

    No i tomisko spore, więc kiedyś muszę sięgnąć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spore, ale czyta się baaardzo szybko ;)

      Usuń
  4. Nie czytałem, nie leży w moich pragnieniach ta pozycja, aczkolwiek ciekawie ją opisałas :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.