20.01.2014

Lauren Weisberger "Diabeł ubiera się u Prady"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Lauren Weisberger
Tytuł: Diabeł ubiera się u Prady
Tytuł oryginału: The devil wears Prada
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Hanna Szajowska
Cena: brak informacji
Liczba stron: 448

Pracując dla potwora...

Andrea Sachs to młoda dwudziestotrzyletnia kobieta będąca świeżo po skończeniu college'u. Jej marzeniem jest zostanie pisarką. Podjęcie pierwszej po studiach pracy - odwleczone jak tylko się dało - okazało się łatwiejsze niż sądziła. Wkrótce główna bohaterka zostaje zatrudniona w prestiżowym magazynie o modzie, z obietnicą, że jeżeli przepracuje rok bez żadnych rażących wpadek, dostanie posadę w gazecie, którą sama wskaże. Niestety, nie wie jeszcze, jak dalekie od tego, do czego w życiu dąży, będzie jej zajęcie, ani że jej szefowa to najbardziej nieludzka kobieta na świecie...

Jak wiele można zrobić, ile poświęcić, by zrealizować swoje marzenia?

Po debiut literacki Lauren Weisberger sięgnęłam bez wyraźnego powodu. Wiedziałam, oczywiście, że na jego podstawie nakręcono film. Nie miałam jednak w planach go oglądnąć. Stwierdziłam za to, że przydałaby mi się lektura czegoś lekkiego, przy czym mogłabym się pośmiać i wyluzować. Szperając po internecie, po stronach poświęconych książkom, zdecydowałam się właśnie na przedmiot dzisiejszego wpisu, nie wiedząc kompletnie, czego mogę się spodziewać.

Bardzo szybko zdążyłam się przekonać, że wybór, którego dokonałam, to strzał w dziesiątkę. Pozycję - mimo że nie można o niej powiedzieć, by była krótka - czyta się bardzo szybko i przyjemnie - oczywiście, jeżeli ktoś ma ochotę i czas na regularne czytanie. Język powieści nie jest wymagający, przez co trafi do przeciętnego czytelnika.

Ostatni raz, kiedy czytałam coś tak niewymagającego i wymuszającego uśmiech na mojej twarzy, był chyba wtedy, kiedy sięgnęłam po książkę Parkina.

Z czego wynika ten uśmiech podczas lektury? Oczywiście z absurdu zachowania szefowej głównej bohaterki. Tak, okropnie traktowała swoich podwładnych. I tak, była zadufana w sobie. Jednak jej niepoważne obejście spowodowało, że uznałam ją za wybitnie głupią i żenującą. A z takiej głupoty i żenady, jak ta opisana w Diable ubierającym się u Prady, to ja się śmieję zawsze.

Mimo wszystko nie obyło się bez chwil refleksji. Niesamowicie żal mi było Andrei, ze smutkiem patrzyłam na to, jak się zaharowuje, a w zamian nie dostaje nawet dziękuję. Z przerażeniem odkrywałam, jak bardzo destrukcyjny wpływ miała praca na jej życie prywatne. A przede wszystkim, zwłaszcza pod wpływem jednego fragmentu, zaczęłam się zastanawiać: cholera, czy naprawdę warto tak uparcie gonić za marzeniami? Czy to ma sens? Może jednak czasami lepiej odpuścić sobie coś, czego pragniemy, na rzecz zwykłego spokoju? Fakt, że naprawdę istnieją ludzie, którzy są w stanie ryzykować utratę rodziny i przyjaciół tylko po to, by utrzymać posadę - której nienawidzą - jest dla mnie jakąś abstrakcją. Niewesołym kawałkiem rzeczywistości. Kawałkiem, który na zawsze pozostanie dla mnie niezrozumiały.

Mam wrażenie, że robię to coraz częściej, jednak znów powiem kilka słów na temat wydania książki. Tak, kochani, po raz kolejny będzie o błędach. Choć ta książka nie jest nimi upstrzona, nie jest też od nich wolna. Rzuciło mi się w oczy przynajmniej kilka razy wyrażenie zadzwonić od, zamiast zadzwonić do (kogoś). Im dalej się zagłębiałam, tym częstsze były też inne literówki. Bardzo, ale to bardzo chciałabym wiedzieć, z czego to wynika. Z grubości całości? Nieuwagi korektora? Czy może czegoś innego? Kurczę, wiele bym dała, by poznać odpowiedź.

Co do oceny...
Cztery gwiazdki, pozycja bardzo dobra. Idealna, jeżeli potrzebuje się czegoś na leniwy wieczór. W sumie szkoda, bo myślę, że gdyby nie błędy, byłabym skora przyznać maksymalną ocenę.

6 komentarzy:

  1. Kiedyś tam obejrzałam film i z tego, co pamiętam to spodobał mi się. Uwielbiam takie historie i chyba w końcu będę musiała się zabrać też za wersję papierową ;) Jednak słyszłam, że druga część jest strasznie słaba :c

    Pozdrawiam, Czarny Kapturek

    OdpowiedzUsuń
  2. A ta książka w ogóle miała korektora? Przykra prawda - wydawnictwa coraz rzadziej zatrudniają ludzi do poprawiania tekstów, autor / autor przekładu musi zatroszczyć się o to sam; w lepszych przypadkach korekt jest połączona z redakcją i robi to jedna osoba; w jeszcze lepszych - jest tylko jeden korektor; w najlepszym i idealnym, spotykanym niestety coraz rzadziej - osobno redaktor, osobno korekta - robiona przez min. 2 osoby, bo jedna nie jest w stanie wyłapać wszystkiego, chyba że po pierwszej korekcie ma długą przerwę przed drugą - wtedy na nowo może świeżym okiem spojrzeć na tekst i wyłapać swoje błędy. Poza tym każde korektor jest wyczulony na inny typ błędów - jeden od razu wyłapuje błędy w (cholernie trudnej!) interpunkcji imiesłowów, drugi - np. spójniki zespolone. Im więcej ludzi czuwa nad językową stroną książki, tym większa szansa, że nie znajdzie się w niej żaden błąd.

    Co do samego "Diabła" - czytałam sporo lat temu, ale wspominam tę lekturę miło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, bardzo przykra prawda, bo książki jednak na tym tracą...Co z ich funkcją edukacyjną, dydaktyczną? Jeżeli nadal będzie tak jak mówisz - nic...

      Usuń
  3. Oglądałam film, super! Teraz czytam drugi tom "Zemsta ubiera się u Prady" i średnio fajne. Myślę, że "Diabeł ubiera się u Prady" było lepsze, ale niestety nie czytałam, muszę to naprawić, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie koniecznie muszę dorwać drugą część, by móc porównać i się wypowiedzieć ;) Ale nie spodziewam się cudów, chyba zawsze pierwsza część jakiejś serii jest najlepsza, a kolejne spadają poziomem, nawet nieznacznie.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.