28.01.2014

Kolumna dyskusyjna: nie mam czy nie chcę mieć czasu na czytanie?

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Cześć!

Tak, wiem, że ostatnio mnie tu bardzo dużo. Mam nadzieję, że cieszycie się z tego tak samo jak i ja. Dzisiaj znowu naszło mnie na rozmowę.

Czasami zdarza się, że kiedy kogoś poznaję lub gdy rozmawiam ze znajomymi i temat schodzi na książki, słyszę A ja nie czytam. Nie chodzi o to, że nie lubię. Po prostu nie mam czasu. Zawsze wtedy zastanawiam się, czy taka osoba sobie żartuje czy próbuje głupio zamaskować swoją niechęć do książek.

Bo ja nie jestem w stanie zrozumieć, jak to jest możliwe, żeby nie mieć chwili czasu na lekturę. No nie rozumiem, próbowałam już na różne sposoby to rozważyć, ale nijak mi nie idzie.
I nie mówcie mi, że nie mogę wiedzieć jak to jest, bo nie mam rodziny, dzieci, nie pracuję, a chwilowo nawet nie studiuję. Uważam, że jeżeli się chce, to da się zorganizować wszystko. Przecież nikt nikomu nie każe czytać po kilkanaście stron dziennie czy 10 książek na tydzień. Ale niemożliwością jest niemożność znalezienia chwili w ogóle. I ja Wam to udowodnię.

Pracujesz lub uczysz się? Jeżeli do pracy, szkoły, uczelni dojeżdżasz tramwajem, autobusem, metrem czy czymkolwiek - masz kilka lub nawet kilkanaście minut na to, by pokonać parę stron. A zamiast tego pewnie bezmyślnie gapisz się w okno i podziwiasz krajobraz, ciągle ten sam, chyba że się pora roku zmieni, to pojawi się lub zniknie trawa czy śnieg. Sama z tego sposobu nie korzystam, o czym pisałam tutaj, ale nawet będąc kierowcą możesz poznawać jakąś ciekawą historię - za pomocą audiobooków. Niespodzianka! Ze szkoły, uczelni czy pracy trzeba jeszcze wrócić. Czyżby kolejna chwila dla lektury? Stoisz w korkach w którąkolwiek stronę? Cudownie, poznasz większy kawałek fabuły!

Ten akapit tyczy się Ciebie, uczniu lub studencie. Przerwa między zajęciami. Co wtedy robisz? Włóczysz się z kumplami po szkole czy uczelni? Słuchasz muzyki? A jakbyś chciał, to byś wziął jakiś ciekawy tytuł do ręki. Nawet, jeżeli w drugiej ręce miałbyś kanapkę, jabłko czy cokolwiek innego do jedzenia. Serio, da się jeść przy czytaniu, nie wyrządzając krzywdy papierowi. A i nie trzeba brać żadnej pozycji z domu - to jakby ktoś chciał wysunąć argument, że i bez tego plecaki są ciężkie - bo istnieje coś takiego jak biblioteka szkolna i uniwersytecka!

Popołudniu wracasz do domu, masz chwilę wolną od obowiązków i...co robisz? Włączasz komputer, logujesz się na Facebooka. Rozglądasz się po profilach znajomych, sam dodajesz posty lub grasz w durne gierki. Bo przecież czytać nie masz czasu, prawda?

Wizyty w bankach, u lekarza, gdziekolwiek, gdzie jesteś narażony na to, że będziesz czekał w kolejce. Być może nawet długiej. Kiedy już w niej utkniesz, siedzisz i narzekasz, że tracisz czas. A jakbyś wziął książkę, to byś się nie nudził. I czas szybciej by płynął.

Piątek wieczór i weekend. Krótki okres, kiedy mamy więcej wolnego. Ilu z nas spędza go na imprezach, śpiąc do południa, korzystając z komputera czy oglądając seriale w telewizji? Prawie wszyscy. A tymczasem wszystko można pogodzić. Ja na przykład - śpioch patentowany, który po maturze jakoś nie miał siły budzić się przed 10 (a czasem było grubo po tej godzinie), choć wcześniej bez problemu wstawał i o 8 rano w sobotę, w końcu powiedziałam: dość. I teraz nastawiam sobie budzik codziennie na 9. Fakt, że nie zawsze po przebudzeniu sięgam po książkę. Ale mam tę świadomość, że ona sobie leży na stoliku przy łóżku przygotowana i że gdybym tylko chciała, to miałabym większą część doby na lekturę, bo wstałam wcześniej. I byłoby tak nawet w momencie, kiedy na resztę dnia miałabym już plany, które czytanie wykluczają.

Dzieci, dzieci...sporo przy nich roboty, prawda? Ale kto powiedział, że i z maluchem nie można czytać? Nie można szkrabowi czytać? Ty, drogi rodzicu, znalazłbyś chwilę na to, co lubisz robić, a przy okazji od małego kształtowałbyś w potomstwie dobre nawyki. Przecież to same korzyści!

Dobra. Napisałam się, stworzyłam 6 akapitów, oczywistych akapitów, z radami, jak można znaleźć kilka minut w ciągu dnia na zgłębianie świata literatury. Pewnie sposobów na to jest jeszcze więcej, ale aktualnie na nie nie wpadłam. I czy teraz ktoś mi wytłumaczy, ale logicznie wytłumaczy, jak to jest możliwe, żeby nie móc wygospodarować sobie czasu na książkę? Bo mi to od razu śmierdzi fałszem. Jak się chce, to można wszystko.

Żeby nie było - ja też nie czytam codziennie. Nie czytałam w drodze do szkoły, na uczelnię - bo rano jestem nie do życia. Czasami wolę pognić na Facebooku niż sięgnąć po nawet bardzo interesującą powieść. Bo mam po prostu taki dzień. Tylko że ja potem nie mówię, że tego i tego dnia nie czytałam, bo nie miałam na to chociaż 5 minut. Mnie się po prostu nie chciało. Trudno, to się każdemu zdarza, czasami i na zajmowanie się największą pasją człowiek nie ma ochoty.

A Wy, moi kochani? Jakie tajne sztuczki stosujecie, by choć na moment odpłynąć w świat wykreowany przez autora? Wierzycie w słowa nie czytam, zarobiony jestem?

22 komentarze:

  1. Jadę do pracy, na uczelnię to zwykle całe 35 minut trasy czytam. Wracam ze studniów w tereny rodzinne, 2 godziny w pociągu czytania. Przeczytałem tak ok 20-30 książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, proszę, dowód na to, że się da. Brawo!

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że ci, którzy "nie mają czasu" na książkę, dobrowolnie godzą się na brak czegoś ważnego w swoim codziennym życiu. Ja zawsze czas na czytanie znajdę. Pamiętam, że nawet w wirze przygotowań do przyjęcia komunijnego mojego dziecka, wykradałam go trochę, by oddawać się swojej ulubionej czynności. Nie było to mile widziane, co to, to nie!:-)). W szkole zawsze pod ławką trzymałam aktualnie czytaną książkę. Jak nietrudno się domyślić, nie tę "szkolną".
    Pewien reżim narzuciłam sobie podczas studiów. Postanowiłam, że w trosce o ich poziom ograniczę się wyłącznie do pozycji naukowych, odkładając ulubione pozycje na czas ferii i wakacji. I co? Wszystkie czynności, nawet te znielubione, jak zmywanie naczyń, lepsze były, niż pisanie pracy magisterskiej:-))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Zastanawiam się tylko, skąd w ludziach ten...strach? przed przyznaniem się, że się nie czyta, bo się nie chce. Przecież nieczytanie to nie grzech, można mieć inną ciekawą pasję, której się człowiek poświęca bez reszty.

      Usuń
  3. Czasami łatwiej coś napisać niż wcielić we własne życie. Bo świat to nie tylko szkoła, praca, dzieci i facebook. Niestety. Mam obowiązki dość duże w domu z paru prywatnych względów, do tego lekcje, bardzo dużo nauki, wieczorem wychodzę czasami się przejść, a później już po prostu nie mam siły na czytanie. Oczywiście są takie dni, że po prostu nie mam ochoty na czytanie, tak ma chyba każdy, ale i czasami nie można znaleźć na to czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal pozostaje czas, kiedy jedziesz do szkoły i z niej wracasz, przerwy także. Więc to niemożność czy niechęć czytania? :)

      Usuń
    2. Do szkoły chodzę na piechotę, a podczas przerw mam zazwyczaj jakieś zebrania bądź po prostu rozmawiam ze znajomymi. :) Kiedyś potrafiłam czytać co każdą przerwę, ale teraz jakoś wszystko mnie rozprasza.

      Usuń
    3. Troszkę rozumiem. Ale to i tak nie zmienia faktu: czas by się znalazł, ochota - niekoniecznie ;) I trzeba sobie uświadomić, że to nie jest nic złego. Nie trzeba czytać codziennie. Ale i kłamać, że się nie ma czasu, też nie.

      Usuń
    4. Czasami się nie chce, a czasami nie ma się czasu. Tu nie ma żadnego kłamstwa.

      Usuń
    5. Już nawet nie do końca mówię o Twoim przypadku ;)

      Usuń
  4. Czytam z reguły w drodze na uczelnię, mam około godziny dojazdu do centrum i - szczerze mówiąc - szkoda około dwóch godzin dziennie zmarnować na gapienie się za okno lub na innych pasażerów. Nie znajduję w nich nic ciekawego, do takich wniosków doszłam po doczytaniu jednej z powieści, kiedy miałam jeszcze 20 minut drogi.
    Łapię się na tym, że książkę wezmę zawsze, mogę zapomnieć długopisu lub notatnika. Bo czytam też na nudnych wykładach i słucham "drugim uchem".
    Osoba w mojej rodzinie natomiast nie czyta wcale, chyba że dorwie jakąś książkę dotyczącą budowy samochodów lub motocykli. Jest mechanikiem-pasjonatem i potrafi spędzić godziny w garażu i dłubać w aucie. Na książki natomiast prycha pogardliwie. Przynajmniej mi mojej biblioteczki nie wynosi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A poczyniłaś próby nakłonienia tej osoby do czytania? :D

      Usuń
  5. Twierdzenie "lubię czytać, ale nie mam czasu" może być spowodowane lenistwem (tak jak mówisz), ale także nieumiejętnością zorganizowania sobie czasu na czytanie, czasem też brakiem siły po ciężkim dniu. Ja czytam najczęściej w szkole na przerwach, zdarza się na lekcjach, w kolejkach do różnych instytucji itp. Jak mam czas, siły, chęci to czytam:p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, nieumiejętność zorganizowania sobie czasu, zarządzania nim to częsty problem.

      Usuń
  6. Cóż. Ja tam uważam, że można "nie mieć czasu" na książkę. Oczywiście, że gdyby każdy z tych ludzi chciał, to by sobie ten czas zorganizował, a jak nie umie, to widocznie mu nie zależy. I nie widzę w tym nic złego. Nie lubię czytać ani w poczekalni, ani w autobusie, bo to zwykle za mało czasu, żeby się skupić na literkach, często nie ma miejsca, żeby usiąść, a jeszcze trzeba pilnować swojej kolejki, przystanku, czy na co tam kto czeka. Bez problemu mogę sobie wyobrazić, że każdy, kto ma naprawdę dużo rzeczy do ogarnięcia, zorganizowania i dopilnowania, po prostu nie ma ochoty wyszukiwać czasu na lekturę, a woli się zwyczajnie odmóżdżyć przy jakimś niezbyt inteligentnym zajęciu, ot tak, dla komfortu psychicznego.
    Mnie na przykład żadna książka nie wciąga, gdy jestem wykończona życiem :). I nie szukam na siłę czasu na czytanie. Chyba że książka jest naprawdę tak bardzo zarąbista, że aż muszę własne życie odłożyć na później, żeby koniecznie doczytać "jeszcze jeden rozdział". Ale największą przyjemność z zaczytywania się w czymś odczuwam dopiero wtedy, jak uda mi się zaszyć gdzieś na kilka godzin i czytać tak długo, aż rozbolą mnie plecy, oczy, ręce. Dla mnie czytanie piętnaście minut tu, potem chwilę tam, a potem znowu gdzieś indziej nie jest aż tak fajne, żebym chciała tak krzywdzić dobre powieści, które mogłabym pokochać, gdyby nie to, że cały czas jakaś przemiła pani mi kaszle nad uchem, jakiś pan mnie trąca laską, a jakieś dwie dziewczyny na siebie wrzeszczą.
    I tyle. Nie lubię robić niczego na siłę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem - niczym złym nie jest nieprzeczytanie kilku stron w ciągu dnia czy nawet kilku dni z rzędu. Zastanawia mnie jednak, dlaczego ludzie mówią wtedy, że 'nie mieli czasu', zamiast powiedzieć prawdę: 'miałem czas, ale i ochotę na zupełnie co innego'. Tak jakby przeznaczenie czasu na coś innego niż książka było grzechem.

      Usuń
    2. Może dlatego, że powoli wykształca się u części społeczeństwa pogląd, że jedynym słusznym sposobem spędzania wolnego czasu jest czytanie ;). Przynajmniej jedynym sposobem, w którym można rozwijać umysł. I ci, którzy czytać nie bardzo lubią, zaczynają mieć trochę przerąbane, to czują się w obowiązku usprawiedliwić.

      Usuń
    3. Taaa, kocham ludzi zakochanych w swoim hobby - masz rację, to jest duży problem.

      Usuń
  7. Bardzo lubię czytać książki, chociaż często jest tak, że z jednej strony chciałabym po nią sięgnąć ale zwyczajnie jestem jakby "wewnętrznie rozdarta". Może to zabrzmiało śmiesznie, ale czasami tak rzeczywiście jest. Z racji tego, że w moim życiu często towarzyszą mi podręczniki, słowniki i ogólnie rzecz biorąc słowo pisane. Po całym dniu mam ochotę przeczytać coś ciekawego, żeby tak zwyczajnie oderwać się od rzeczywistości, jednak "towarzystwa książek" w ciągu dnia było trochę za dużo. Wtedy po prostu szukam jakiegoś audiobooka lub też nawet ciekawego słuchowiska i "delektuję" się tym SŁOWEM, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Albo zwyczajnie tworzę coś swojego. ZAPRASZAM : mojeslowapisane.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - można mieć dosyć książek, ale po co się wymawiać słowami 'nie miałem czasu'? Po prostu: nie miałem tego i dnia ochoty, wolałem posiedzieć na facebooku, cokolwiek.

      Usuń
  8. Prawie zawsze czytam w tramwaju, autobusie, zawsze w pociągu. Ostatnio nawet skomentował to mój prowadzący ćwiczenia. Jeździ przynajmniej raz w tygodniu pociągiem. Obserwuje młodych ludzi, którzy w tym czasie siedzą z komórką lub co najmniej bitą godzinę jak nie dłużej gapią się przez okno. A może coś poczytać w tym czasie? :) Na uczelni o wiele częściej rozmawiam w wolnej chwili niż czytam, ale zawsze nie ciężką książkę mam przy sobie, bo może coś wypaść, więc mam wtedy ulubione zajęcie.
    Oczywiście rozumiem, że istnieją osoby, które czytać nie lubią. I doceniam je za to, że się do tego przyznają. Lepiej powiedzieć: nie lubię czytać, nie chciało mi się, cokolwiek, ale nie gadać: nie mam czasu, bo przy niektórych osobach wiem, że mają go aż za nadto...Taka głupia wymówka. Chociażby moja mama - np. mówi wprost, że nie chciało jej się ostatnio czytać książki ode mnie, jakoś nie miała ochoty, wolała coś lekkiego obejrzeć albo bolały ją oczy od pracy, a nie robi z siebie w 100% zapracowanej i zalatanej osoby. Ostatnio sama nie miałam ochoty nic czytać - przygotowywania do kolokwiów mnie wykończyły, ale energia po ostatnim szybko wróciła i znowu pochłaniam. :) W ogóle doszłam do wniosku, że muszę sobie lepiej planować czas, Umiem lepiej nim zarządzać niż kiedyś, nie chodzi o to, żeby stać się własnym niewolnikiem, ale po prostu go czczo nie marnować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - odpowiednia organizacja czasu potrafi zdziałać cuda.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.