07.01.2014

Kolumna dyskusyjna: dokąd zmierzasz, blogosfero książkowa?

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Cześć!

Kilka dni temu na blogu Kreatywy rozpętała się dyskusja na temat kierunku, w którym podąża blogosfera książkowa. Uznałam, że jest to temat na tyle ciekawy, że warto rozpowszechniać go dalej. Tak więc dziś - dyskusja nie całkiem o literaturze.

Jako namiętnie blogująca pasjonatka czytania z przykrością stwierdzam, że my, blogerzy, jesteśmy... nudni. Tak właśnie. Wielu z nas ma całe stado wiernych czytelników, owszem. Nie zmienia to jednak faktu, że większość z nas nie dysponuje niczym specjalnym, co może przyciągnąć przeciętnego Kowalskiego na dłużej niż jeden post.
Sama bloguję. Czuję też potrzebę, by blogi innych moli książkowych czytać. Ale nie mogę znaleźć takiego, który ma to przysłowiowe coś. Bo wszystkie strony, które przeglądam, w pewnym momencie zlewają mi się w jedną masę (szarą! A ja lubię otaczać się kolorami!).
Było, że jesteśmy nudni. To teraz trochę o tym, jacy nie jesteśmy. Otóż, nie jesteśmy oryginalni. Prawie wszyscy blogerzy publikują podsumowania miesiąca. Wielu - stosiki. Na nowości czytelnicze większość z nas rzuca się jak wygłodniały pies na kawałek szynki. Skutek jest opłakany - wystarczy wejść na stronę główną bloggera (czy innej domeny, z której korzystamy) i zrobić szybki przegląd blogów, które obserwujemy. Nagle okazuje się, że czytamy te same książki. Nasze opinie, recenzje - też wyglądają podobnie. I wcale nie mówię tu o stylach jakimi piszemy. Bardziej chodzi mi o to, że przerażająco często zgadzamy się ze sobą co do danej lektury.

To wszystko sprawia, że nasza sytuacja wygląda co najmniej źle. Tematyka naszych stron nie cieszy się zbytnią popularnością - trafiliśmy w niszę. I nie potrafimy tego, cholera jasna, obrócić na naszą korzyść. Zamiast oferować czytelnikom - niekoniecznie pasjonatom czytania! - różnorodność, naśladujemy siebie nawzajem. A to kończy się tak, że przeciętny użytkownik Internetu, szukając ciekawych blogów na temat literatury właśnie, ostatecznie porzuci to zajęcie. Bo nie zainteresuje go ta strona, to pójdzie na inną. Na tej z kolei stwierdzi, że jest ona łudząco podobna do poprzedniej. I tak dalej, i tak dalej. No powiedzcie sami, czy to nie ma pokrycia w rzeczywistości? Czy nikt z Was nie miał nigdy wrażenia, że blogi o literaturze odwiedzają przede wszystkim sami blogerzy? Że wpadamy do siebie z wizytą po znajomości, by sprawdzić, czy koleżanka/kolega ma takie samo zdanie odnośnie tej i tej pozycji?

Czasami wydaje mi się też, że pasja, która powinna być naszym głównym motywatorem do działania, gdzieś umyka. A w tym przekonaniu utwierdzają mnie wspomniane już przeze mnie na początku wpisu podsumowania miesiąca. I - co często przy okazji takich postów się pojawia - narzekania. Że o matko, jak to się mało przeczytało książek/stron w tym miesiącu. Że jak tak można, no jak?! 
Pytam się - czy blogowanie o czymkolwiek musi się przeradzać w wyścig szczurów? W konkurowanie między sobą? Serio najważniejsze jest to, ile zrobimy w danym miesiącu, a nie to, co zrobimy? Ja rozumiem - każdy, kto pisze, może mieć jakieś swoje wytyczne, założenia. Że miesięcznie napisze tyle i tyle, przeczyta to i to, i jeszcze tamto, a najlepiej, gdyby tego się zrobiła w ostatecznym rozrachunku setka. Blogerzy! Ogarnijcie się. Pasja przede wszystkim. Jesteśmy tylko ludźmi. Pasjonatami, zgoda, ale ludźmi. Ludzie mają obowiązki. Większość z nas się uczy lub pracuje, niektórzy mają też już własne rodziny. To oczywiste, że nie damy rady pisać i czytać przez 24 godziny na dobę. Blog i książka - to mają być miłe dodatki do szarej rzeczywistości, nie jej podstawy. Czytajmy i piszmy tyle, ile jesteśmy fizycznie w stanie. Najlepiej na początku zrobić sobie założenie, że przeczytamy X tytułów i zrobimy określoną ilość wpisów (może być nawet duża liczba) - i zobaczyć, ile z tego damy radę faktycznie zrealizować. I tego się trzymać już cały czas. Nic na siłę. Jak się będziemy zmuszać, a tym bardziej konkurować, kto z nas przeczyta więcej, szybko poczujemy znużenie. Nie będzie już miłej odskoczni od codzienności. Będą kolejne dwa obowiązki. Czy nam to jest potrzebne? Przecież wszyscy powiecie, że nie. Bo kto normalny na siłę obrzydza sobie to, co kocha?

Mnie się marzy, żeby to nasze korytko było pełne barw. Żeby każdy z nas miał na siebie i na swoją stronę naprawdę fajny pomysł. Żebyśmy się przede wszystkim różnili (podobieństwa są dobre, ale, jak wiadomo, nie do przesady - kobiety mogą coś powiedzieć o tym, jak czułyby się, gdyby na jakiejś imprezie spotkały damę ubraną identycznie, nie?), a co za tym idzie - oferowali różne atrakcje. To jest ważne. Bo nie każdy, kto nas odwiedza, lubi czytać - może dopiero szuka czegoś, co go do tej aktywności zachęci. I jak ma to zrobić, kiedy kilka setek autorów blogów pisze praktycznie to samo? A taki Nowak chce poznać wiele perspektyw, czytać o wielu książkach - bo ile można siedzieć i porównywać opinie o takim Joylandzie przykładowo?

Ja sama staram się wyróżniać i - mam nadzieję - że mi to wychodzi. Nie chcę zlewać się z tłumem. Ale i nie zależy mi na zbytniej oryginalności, po prostu - nie chcę ginąć w gąszczu podobnych stron. Podsumowań nie robię - dużo na miesiąc nie piszę, archiwum mam, więc wydaje mi się, że jeżeli ktoś chce zobaczyć, co działo się wtedy i wtedy na stronie, to sobie w nie zajrzy. W stosikach nie widzę sensu. Tak samo - póki co - w konkursach. Nie rzucam się na nowości, a wręcz przeciwnie - owszem, czasami się jakaś zdarzy. Jestem jednak zdania, że w przeszłości (nawet nie tej odległej, ale, powiedzmy, w latach 2000-2010) zostało wydanych tyle perełek, że to na nich muszę się skupić. Wstyd się przyznać, z iloma ja tytułami nie miałam jeszcze do czynienia, a nierzadko mają one status znanych, czytanych na całym świecie. I to nie są byle książeczki, żadne Dzienniki Bridget Jones (dobra, przyznaję: tego też nie przeczytałam. Ale chodzi mi o powieści, hm...więcej wnoszące do życia).
Cały czas myślę, co mogę jeszcze zrobić, by jak najwięcej osób powiedziało: tu jest ciekawie, będę wchodził regularnie. Co zmienić, co dodać, z czego zrezygnować. Bo rutyna jest zła. To taki podstępny zabójca.

Moi drodzy - zwracam się również do tych, którzy nie blogują, jedynie czytają - czego Wam brakuje na takich stronach? Czego nie ma, a bardzo byście chcieli, by było? A może wręcz przeciwnie - uważacie, że jest dobrze i potrzeba zmian jest tylko moim wymysłem?

20 komentarzy:

  1. Jestem chyba jedyną, która uważa, że blogosfera książkowa nie jest nudna. Wiem, co masz namyśli - jesteśmy powtarzalni, podobni, ale czy nudni? Jejku jeszcze nikt mi tak nie powiedział... Sama uważam, że jest wiele rzeczy, nad którymi mogłabym popracować, ale mam nadzieję, że z moją stroną wcale nie jest aż tak źle...

    Jeżeli miałabym odpowiedzieć na Twoje pytania, to brakuje mi tekstów krytyczno-publicystycznych o szeroko pojętej kulturze. A także "lajfstajlowych" ciekawostek z życia blogerów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtarzalność w nadmiarze to nuda - tak mi się zdaje.

      Usuń
    2. Nie, dla mnie nuda to brak interesujących treści. A powtarzalność to powielenie tematu. To tak, jakby powiedzieć, że nakręcono już 100 filmów na temat alkoholizmu, a 101 na pewno będzie nudny - bo w sumie to już było. Wiesz, chodzi mi o generalizowanie.

      Usuń
    3. Tylko zastanówmy się, czy faktycznie ten 101 nie może być nudny. Może. Bo ile można oglądać filmów o dokładnie tej samej tematyce? Perspektywy, z których można ukazać temat, też się kiedyś kończą.

      Usuń
    4. A tak jeszcze dla porównania. Posty o podobnej tematyce ukazały się ostatnio na kilkunastu blogach, czy to oznacza że Twój tekst jest nudny? Absolutnie!

      Usuń
    5. Nie oznacza. Jeżeli zdarza się to rzadko, a nie jest regułą - nie oznacza.

      Usuń
    6. Owszem może być nudny, ale wcale nie musi. Poza tym znam co najmniej 15 blogów, które wyróżniają się na tle innych. Wiesz weszłam raz i już wiedziałam, że będę wchodzić zawsze. Oczywiście wśród tych, które do mnie przemówiły było masa przeciętnych. Ale taka już chyba kolej rzeczy.

      Usuń
    7. Dlatego nie pisałam o ogóle. Napisałam, że większość z nas nie ma niczego specjalnego w 'ofercie'. Nie da się jednak ukryć, że mało jest tych 'wybitnych'.

      Usuń
    8. Taka już uroda wybitności, że nie jest powszechna ;). Hmm, myślę, że każdy bloger chciałby być - choćby dla swojej malutkiej grupy czytelników - opiniotwórczy, a jednak dominuje tendencja kronikarska - przeczytałem, ciekawe, nieciekawe, następna. Być może za mało wykorzystujemy okazji, aby przedstawiać swoim odbiorcom to, co faktycznie uznajemy za godne polecenia (nawet w ramach budowania kontekstu dla opisywanej w notce pozycji). Dla mnie każdy rok obcowania z literaturą i kulturą (pop czy wysoką, zależy) to swoista podróż, każdą przeczytaną książkę, obejrzany serial czy film mogłabym umieścić na jednej mentalnej mapie i połączyć z innymi jej punktami (bo przeczytałam X, a autor napisał jeszcze Y, na której bazie powstał serial Z, w którym grał aktor A, pojawiający się też w B itd. - raz wyszłam w taki sposób od tematyki seryjnych morderców a skończyłam na brytyjskim iluzjoniście, Derrenie Brownie). Chciałabym oddać ducha takiego obcowania z kulturą na swoim blogu i widzieć go na innych blogach, ale sporo przypomina w tej chwili listy bestsellerów lub wykaz nowości zaprzyjaźnionego wydawcy.

      Ogólnie temat poruszany w twojej notce (i przez kreatywę i kilka innych jeszcze blogów) to taki samograjek, ponarzekać można zawsze i statystycznie ma się racje: ponadprzeciętność to z definicji towar deficytowy. A przeciętność w nadmiarze może sprawiać wrażenie "kiepskości". W trakcie lektury twojego wpisu (4 w tym guście, który widziałam ostatnio), przyszła mi na myśl książka, którą czytałam w ramach przygotowania do egzaminu z historii (na studiach), dotycząca czasów PRL-u, a konkretnej opisy zebrań plenarnych (tak to się nazywało? Hmmm) partii socjalistycznej. Na każdym niemalże ktoś składał samokrytykę - można by uznać, że to było wręcz w dobrym guście.

      Usuń
    9. Pytanie, czy ja tylko narzekam? Nie. Ja działam. Zastanawiam się cały czas, co zrobić, by nie utonąć w szarej masie.

      Usuń
    10. I chwała ci za to ;).

      Usuń
    11. Dziękuję, mam nadzieję, że poziomem nie podupadnę.

      Usuń
  2. Muszę Ci, Dario przyznać rację. Blogi "książkowe" rzeczywiście w moim odbiorze są ...nudne. Właściwie, rzec można, omijam je szerokim łukiem. Podobnie zresztą jak i inne "tematyczne". Nie należy stąd wywodzić wniosku, że nie interesują mnie książki. Wprost przeciwnie; jednak nie lubię być uprzedzana ani co do treści, ani nawet wartości dzieła. Te rzeczy po prostu lubię odkrywać sama. Dlaczego więc Twój wciąż leży w sferze moich zainteresowań? Szczerze mówiąc, trafiłam tu z tzw. rekomendacji. Jednak niemal od razu doceniłam jego świeżość. Bowiem na tle wielu innych z gatunku czytelniczych, które wyrywkowo odwiedzam, ten jest wyjątkowy. Mamy tu do czynienia nie tylko z (tytułową) pasją, co akurat zrozumiałe, lecz przede wszystkim widać w tym osobowość. Nie serwujesz nam typowej, silącej się na obiektywizm pracy stricte recenzenckiej - tu widzi się indywidualność. I wygląda na to, że nie ja jedna zauważyłam tę wyjątkowość. Statystyki mówią same za siebie. Wobec stosunkowo niedługiego stażu na Bloggerze, ilość wyświetleń jest całkiem niezła. Krótko mówiąc, gdybym zdecydowała się kogoś wyróżnić nominacją Liebster Blog Award , byłabyś jedną z pierwszych. Tyle, że zdecydowałam się zakończyć ten łańcuszek:-).
    Jeśli miałabym coś zasugerować, to może niekoniecznie "efekty specjalne" w postaci jakichś szczególnych atrakcji. W moim odczuciu ciekawsze jest, gdy czytelnicy mają wrażenie uczestnictwa w życiu blogera. Nie mam na myśli ujawniania szczegółów z życia osobistego; tego zresztą w mamy w nadmiarze na innych blogach. Stoję raczej na stanowisku, że te rzeczy powinny być otoczone nimbem tajemnicy. (Ach, to upodobanie do powieści wiktoriańskich:-).
    Interesujący blog to taki, który oprócz treści informacyjnych zawiera przekaz myśli autora i nosi znamię jego ciekawej osobowości. Twój taki jest. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż dodać, myślę, że temat powoli się wyczerpuje, biorąc pod uwagę liczne dyskusje ostatnich dni. Dobrze, że wiele osób zauważa problem, bo może faktycznie uda się coś w tym naszym środowisku zmienić. Chciałabym tego bardzo, abyśmy nie byli zamkniętą społecznością, ale by również zauważali nas przeciętni użytkownicy Internetu. Chociaż ja widzę po wiadomościach jakie dostaję, że akurat z tym nie jest tak najgorzej - poznaję wielu czytelników, którzy blogerami nie są, a i tak śledzą nasze poczynania :)

    Co zaś się tyczy narzekań przy publikowaniu podsumowań - myślę, że to jest sprawa danej osoby. Może ktoś czuje się np. winny, że zamiast czytać, zajmował się wertowaniem Pudelka i grą w Farmville? Wiadomo, że wszystko jest dla ludzi - również takie słabości, ale dajmy ludziom prawo do rozliczania się z tego przed samymi sobą i przed czytelnikami. Bo czynienie podsumowań nie zawsze musi być elementem jakiegoś wyścigu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to rozumiem, każdy ma swoje powody, dla których coś zamieszcza, nikomu nie chcę niczego zabraniać - mówię tylko, że jak nagle robi to 99% blogerów, to robi się to nudne. A i mi się w ogóle nie podoba, ale to już takie prywatne odczucie.

      Usuń
  4. Temat jednak nie rozprzestrzenił się tak okropnie jak ostatnie takie dyskusje - Co w blogosferze nas denerwuje. Bo bloggerów dużo denerwowało, tylko przypadkiem nic u siebie. Teraz znowu, bloggerów denerwuje przeciętność (której nie pozbędziemy się nigdy, tak jak blogi filmowe, jak blogi modowe czy inne, będzie kilka(naście) - w przypadku modowych kilkaset - wyróżniających się i reszta, ginąca gdzieś w tłumie). A takie teksty - może poruszą kilkanaście osób, które zaczną rozmyślać - co mogłabym zmienić na blogu? I życzę tylko wszystkim, żeby takich ludzi było jak najwięcej. Żeby chociaż część zaczęła działaś.

    A czego mi brakuje? Niczego. Wbrew pozorom, blogosfera jest rozległa, wszystko czego potrzebuję na blogach znajdę - tylko trzeba troszkę poszukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję w takim razie cierpliwości do szukania ;)

      Usuń
  5. Ja uważam, ze pomimo powtarzalności są blogi, które nie są nudne. Każdy blogger ma niepowtarzalny styl pisania, może wypowiadać się o książce omówionej przez inne osoby, ale pomimo tego, że czyta się kolejną opinię na temat jeden pozycji, ta nowa opinia może nam się bardzo spodobać. Jeśli chodzi o twój blog, to czytam go regularnie w miarę możliwości. Czytam go, pomimo że jest podobny do wielu innych książkowych blogów, ale masz swój styl pisania, inny niż pozostali bloggerzy, a twoje wypociny bardzo mi się podobają. Lubię twój styl pisarski. Piszesz lekko, masz bogate słownictwo, posługujesz się piękną polszczyzną. Jeśli chcesz urozmaicać swój blog, to chciałabym przeczytać opinie o autorach, co o nich myślisz, kiedy zaczęłaś z nimi przygodę, jaką książkę ich autorstwa uwielbiasz itp.


    Pozdro:)
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i sugestie, oczywiście - wszystko rozważę ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.