26.01.2014

Kolumna dyskusyjna: biblioteki - niepotrzebne nikomu instytucje, które trzeba zamknąć?

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Dobry wieczór w niedzielę!

Recenzji ostatnio naprodukowałam sporo. Post z cyklu Z życia autorki dopiero układa mi się w głowie - mimo że miałam go opublikować już dawno temu. Mając jednak potrzebę pisania, pomyślałam, że moglibyśmy podyskutować. A temat dzisiejszej rozmowy to biblioteki i ich przydatność w ludzkim życiu.

Wszyscy chyba pamiętamy incydent, kiedy to minister Boni wpadł na genialny pomysł zamknięcia bibliotek szkolnych. Sama nie zgłębiałam tematu bardziej niż to potrzebne, nie próbowałam szukać powodów, dla których ktoś wymyślił taki projekt ustawy - choć wydaje mi się, że chodziło o kasę, jak zawsze. Niemniej jednak sama idea wywołała u mnie stan niemalże przedzawałowy, przeraziłam się nie na żarty i najszybciej jak mogłam przyłączyłam się do protestu. Cieszę się bardzo, że Polacy pokazali, że potrafią się zjednoczyć, zrobić coś razem i wygraliśmy w tej sprawie, uratowaliśmy biblioteki szkolne. Ale...

Nadal są na świecie tacy, którzy uważają, że wypożyczalnie książek są nikomu niepotrzebne. Najlepiej byłoby, gdyby je zlikwidowano, budynki przeznaczono na inne cele. Bo kto w tych czasach czyta książki?! Przecież to takie nudne. Jest wiele aktywności, którymi można zapełnić swój wolny czas, dlaczego ktoś uparł się na zgłębianie literatury, co on, głupi jakiś? A jeżeli już czyta - dlaczego nie miałby korzystać z księgarń? Internet, ogólny postęp daje takie możliwości, że na dobrą sprawę wcale nie musimy mieć w ręce papierowych wydań naszych ulubionych powieści. Dzisiaj możemy czytać nawet na komórce. Więc na cholerę w ogóle biblioteki?! Bezsens, trwonienie pieniędzy na głupoty. Lepiej postawić kolejnego McDonald'sa, tam przynajmniej ktoś zagląda.

Taaa. Powiem szczerze - uważam się za osobę o dość wysokim progu tolerancji. Wiele zachowań, które innych doprowadzają do spazmów, ja znoszę ze spokojem, praktycznie wcale mnie to nie rusza. Ale podejście do sprawy bibliotek - i do wielu innych kwestii, niekoniecznie związanych z czytaniem - które zaprezentowałam w poprzednim akapicie, sprawia, że nóż w kieszeni mi się otwiera. Nigdy nie zrozumiem, jak można być aż tak ograniczonym, mieć tak zaściankowe poglądy, ani przez moment się nie zastanowić nad tym, o czym i co właściwie się mówi.

Ja rozumiem, że ktoś może nie być molem książkowym. Że swój wolny czas woli poświęcić innym zajęciom, swojej pasji. Nie mam z tym problemu, zresztą kiedyś już o tym pisałam. To, że ktoś stroni od książek, w żadnym razie nie sprawia, że uważam go za gorszego. Bo czemu bym miała to robić? Taki człowiek może mieć inne ciekawe zainteresowania, którym oddaje się bez reszty, tak jak ja nałogowo odpływam w świat wykreowany przez autora. Ale bądźmy poważni - skoro ja szanuję to, że ktoś nie czyta, to wymagam, by ten ktoś szanował mnie i mój wybór. I to nie tylko poprzez oszczędzanie sobie szykan w stylu O, a ta znowu marnuje czas na literki!. Ja żądam też rozwagi w wypowiadanych przez siebie zdaniach odnośnie tego, w czym się nie siedzi, a na czym znam się ja. Myślenie. To nie boli. Serio.

Czy choć jedna osoba nieczytająca, która uważa, że biblioteki powinny zostać zamknięte, może mi logicznie uargumentować swoje stanowisko? Skąd zdania typu skoro czyta, to niech kupuje? Skąd przekonanie, że e-booki czy audiobooki to to samo, żadna różnica, więc o co ta afera? Czy Wy, ludzie - zwracam się do tych, którzy tak sądzą - w ogóle wiecie, co mówicie? Otóż nie wydaje mi się.

Mam to szczęście, że osobiście mogę sobie pozwolić na to, by dość często odwiedzić księgarnię i kupić sobie jakiś tytuł. Albo i kilka. Ale nie kupuję dosłownie każdej książki, którą chcę przeczytać, która wpadnie mi w oko podczas buszowania po regałach. Bo gdybym tak robiła, to moje półki już dawno by się złamały pod ciężarem nierzadko opasłych tomisk. Nawiasem mówiąc, już teraz muszę nowe nabytki trochę upychać. A poza tym - kasa. Przeciętny tytuł to wydatek rzędu około 30 zł za sztukę, ja czytam wiele i jeszcze więcej chcę przeczytać - czy jest tu jakiś geniusz matematyczny, który szybko policzy mi, ile musiałabym wydać w samej księgarni, by mieć wszystko to, co zechcę? Majątek. Zbankrutowałabym. Nawet, gdybym korzystała z tańszych opcji - i tak wydałabym mnóstwo pieniędzy na same książki. A nie tylko nimi żyję, wbrew pozorom. Znam wiele osób, które lubią oddać się lekturze, ale miejsca w domu czy też pieniędzy nie mają praktycznie wcale. Są skazani na biblioteki. Na biblioteki, które dla wielu są niepotrzebne, a dla nich są jedynym dostępem do darmowej (!) kultury. Naprawdę, świetnym pomysłem jest zabieranie im tego.

Idźmy dalej. Kolejnym argumentem na nie dla takich miejsc, jest, jak często słyszę, fakt, że teraz można czytać w internecie. Słuchać audiobooków. I to przecież jest to samo, w innej formie, ale to samo!
Poprawcie mnie, jeżeli się mylę - nie korzystam ani z jednej, ani z drugiej formy, którą wymieniłam - ale wydaje mi się, że i e-booki i audiobooki są czymś, za co trzeba płacić. Przynajmniej jeżeli mówimy o w 100% legalnym dostępie do nich. A jak ktoś nie ma pieniędzy? Co wtedy ma zrobić? Poza tym - i to już będzie mnie dotyczyło - dla dość sporej grupy czytelników to jednak nie jest to samo. Ja sobie nie wyobrażam siedzieć i czytać przy komputerze nawet porywający horror Kinga, i odczuwać takie same emocje jak przy tradycyjnej książce. Nie. Ja muszę mieć papier, muszę czuć jego zapach, dotknąć okładki, móc się wygodnie rozsiąść w łóżku, z herbatą i jakąś dobrą przegryzką pod ręką. Audiobooki? Muszą być dobrze zrobione, historia opowiadana przez odpowiedniego lektora, z poprawną dykcją. Szczerze nie chciałoby mi się z tym eksperymentować, zanim znajdę to, co mi odpowiada. A i na tekście słuchanym trudno mi się skupić na dłuższą metę.

Ostatnia kwestia, jakiej dziś dotknę. Jeżeli ktoś jest zdania, że biblioteki należy zamknąć i poda mi przy okazji jakiś magiczny sposób na zdobycie książek, które nie są wznawiane, w sprzedaży ich po prostu zwyczajnie nie ma, to chylę czoła. Naprawdę, zwrócę honor i już nigdy nie będę psioczyć. Czekam, czekam, swoje pomysły możecie umieszczać w komentarzach. Albo napisać mi maila.

Podsumowując mój i tak już przydługi wywód - żyjmy i dajmy żyć innym. Wypożyczalnie może i nie cieszą się taką popularnością jak restauracje typu fast food, jednak są potrzebne. Jeżeli nie czytasz, nie utrudniaj tego innym. Bo nie wiesz, jaką ktoś ma sytuację, może nie może sobie pozwolić na częste zakupy. Może jest niesłyszący. Albo ma jakiekolwiek inne powody, by korzystać z tych niepotrzebnych Tobie, nieczytający człowieku, bibliotek.

Moi kochani, a co Wy uważacie? Czy korzystacie z takiego sposobu nabywania książek? Czy jesteście za odcinaniem molom książkowym darmowego dojścia do literatury?

14 komentarzy:

  1. Ja z bibliotek już od dłuższego czasu nie korzystam, wyjątkiem są biblioteki naukowe. Absolutnie nie jestem za likwidacją bibliotek, ale obserwując rozwój tych instytucji, jestem zdania że ich liczba będzie drastycznie malała. Myślę, że warto by było podyskutować nie nad słusznością istnienia bibliotek, bo tego nikt nie neguje, a nad ich rozwojem. Biblioteki nie wychodzą do ludzi - to fakt. Ciężko im przystosować się do zmieniającej się rzeczywistości, niestety atrakcyjność bibliotek spada. Ten kto chodzi i tak będzie chodził, ja mam na myśli przekonanie niedowiarków do bibliotek. Jednym słowem, jeżeli nic się nie zmieni biblioteki będą likwidowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwój bibliotek to także dobry temat, pomyślę nad napisaniem o nim kolejnego posta z tego cyklu, dziękuję za sugestię i pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent czytanej przeze mnie literatury pięknej pochodzi z bibliotek. Powód? Prosty - zwyczajnie nie stać mnie na kupowanie książek. Dlatego bardzo ważne jest dla mnie posiadanie możliwości darmowego dostępu do kultury.

    Poza tym rzadko wracam do raz przeczytanych powieści... po co miałabym wydawać pieniądze na książkę, którą i tak najprawdopodobniej przeczytam tylko raz?

    Czytać elektronicznych książek nie umiem. Pod tym względem jestem zdecydowanie tradycjonalistką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybij piątkę, też jestem tradycjonalistką.

      Usuń
  3. Pamiętam jak sam namawiałem wszystkich do podpisywania protestu internetowego przeciwko likwidacji bibliotek szkolnych :D I na szczęście nam się udało.

    Wiadomo, nie każdego stać na kupowanie coraz to nowszych książek. A co dopiero ma powiedzieć bibliofil, który ma zapotrzebowanie na kilkanaście książek miesięcznie?

    Według mnie likwidacja bibliotek to najgłupszy pomysł na zaoszczędzenie pieniędzy.
    pzdr! ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam i cieszę się, że są ludzie, którzy myślą podobnie jak ja ;)

      Usuń
  4. Na pewno wiele osób czyta książki. To najwspanialsza rozrywka. Ja nie wyobrażam sobie życia bez nich. Tylko, że tak się ostatnio składa, że prawie wcale nie korzystam z biblioteki. Czytam natomiast w wersji elektronicznej. Taka tendencja może się z różnych względów pogłębić. W takim razie można będzie pomyśleć nad pożyczaniem książek przez internet. Takie biblioteki mogą mieć powodzenie. Tylko trzeba by to prawnie uregulować, by wyeliminować piractwo. Zresztą nie wierzę, by zabrakło ludzi, którzy wolą wersję papierowa. Mój syn absolutnie preferuje tę tradycyjną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I nawet dla takich jednostek trzeba walczyć o to, by biblioteki przetrwały...

      Usuń
  5. Zamykanie bibliotek to dla mnie raczej bzdurny pomysł - nie każdego stać na kupowanie książek, a to chyba wiadomo nie od dziś. Zresztą można tam posiedzieć w spokoju, znaleźć wiele pozycji na które być może nie mielibyśmy szansy natknąć się w innych okolicznościach. Sama jako dziecko właśnie w bibliotece rozwijałam coraz bardziej swoją pasję czytelniczą - a to chyba również o czymś świadczy ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem wydaje mi się, że jestem jedynym człowiekiem czytającym na świecie, który nigdy NIE czytał w bibliotece :)

      Usuń
  6. Uważam, ze zamykanie bibliotek to głupota. Biblioteki są najpowszechniejszym Źródłem książek dla moli książkowych, ale nie tylko, bo korzystają z nich uczniowie, studenci, naukowcy. Jest wiele książek trudno dostępnych, które można dostać tylko w bibliotekach. A poza tym, gdybyśmy kupowali książki w księgarniach, to zbankrutowalibyśmy, bo książki nie są tanie. Nie każdy czyta, ale większość czytelników woli raczej wypożyczyć książkę niż kupić, bo jest to bardziej opłacalne. Ja najczęściej czytam książki z bibliotek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy uczniowie, to nie wiem...:D

      Usuń
    2. Ja takich nie widziałam już daaaawno :D

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.